4 lipca przypadła okrągła rocznica pogromu kieleckiego. Tego dnia antysemicka tłuszcza zamordowała w Kielcach co najmniej 37 Żydówek i Żydów, a kolejne dziesiątki dotkliwie pobiła. Iskrą, która doprowadziła do wybuchu przemocy, była plotka o zabiciu przez ocalałych z Zagłady chrześcijańskiego chłopca.
80 lat od tamtych wydarzeń termin „antysemityzm” jak mało który elektryzuje polską opinię publiczną. Nie brakuje głosów wieszczących powrót marca 68’. Inni jeżą się na wszelkie wzmianki o antysemityzmie, widząc w nich jedynie potężne narzędzie izraelskiej propagandy. Jak zauważyła Kinga Dunin, podzieliliśmy się na „Hamas” i na „hasbarę” – a między tymi dwoma wyrasta coraz głębsza przepaść.
W natłoku wzajemnie nakładanych klątw coraz trudniej dostrzec rzeczywistość taką, jaką jest. Idąc na przekór pogłębiającej się polaryzacji, która uniemożliwia nam rzeczową dyskusję o antyżydowskich uprzedzeniach, postanowiłem porozmawiać z mieszkającymi w Polsce Żydówkami i Żydami prezentującymi szerokie spektrum poglądów, by poznać ich zdanie na ten temat.
Wątkiem powracającym we wszystkich rozmowach było oderwanie dzisiejszej dyskusji o żydowskości i antysemityzmie od lokalnego kontekstu społeczno-historycznego.
Legenda o Żydach, która przysłania antysemityzm
Wedle dominującej w kraju narracji, Polska od zarania swych dziejów była Paradisus Iudaeorum. Po sprowadzeniu Żydów do Polski – za sprawą romansu Kazimierza Wielkiego z Esterką – Żydzi i nie-Żydzi przez wieki żyli w przyjaźni. Na każdym polskim weselu jakiś Jankiel grał Mazurek Dąbrowskiego do kotleta, a pod strzechami jedzono czulent z jednego pieca, zapijając go koszerną śliwowicą.
Aż na Polskę napadli niedobrzy Niemcy i pozamykali żydowskich obywateli w gettach. Choć w okupowanej Polsce groziła za to śmierć, Polacy gromadnie „ratowali Żydów”. Całość winy za Zagładę spada na Niemców – bo przecież to oni zbudowali obozy zagłady. A w Jedwabnem Polacy jedynie „wykonywali rozkazy”. Teraz „niewdzięczni Żydzi” wysuwają pod naszym adresem „bezpodstawne oskarżenia”.
Dominujący u społeczności większościowej sposób myślenia o historii żydowskiej doskonale obrazuje film Karol. Człowiek, który został papieżem. To obraz międzywojennej Polski, w którym młodzież żydowska i nieżydowska w atmosferze wzajemnego szacunku prowadzi akademickie dyskusje o literaturze i teatrze. Po ataku Niemiec obie społeczności solidarnie stawiają opór okupantowi, a uwięzieni w gettach zawsze mogą liczyć na pomoc polskich współobywateli.
Za wyjątkowo kuriozalną należy uznać scenę, w której umorusany żydowski chłopiec przechodzi przez wykop pod murem krakowskiego getta, by po „aryjskiej stronie” uciąć sobie miłą pogawędkę z młodym Karolem Wojtyłą. Obdarowany przez niego czekoladą i dobrym słowem jak gdyby nigdy nic wraca do getta, a widoczni w kadrze strażnicy nawet nie zauważają całego zdarzenia.
Powielana przez szkolnictwo, propagandę państwową i wypowiedzi najwyższych przywódców politycznych ahistoryczna baśń o polsko-żydowskiej miłości już na pierwszy rzut oka zawiera poważne luki – bo nie wyjaśnia choćby zagadki zniknięcia około 300 tysięcy polskich Żydówek i Żydów, którzy uniknęli Zagłady. Zaś podejrzanie często natknąć się w niej można na rasistowskie tropy. Tak oto w sequelu pod tytułem Karol. Papież, który pozostał człowiekiem w roli głównego antagonisty pojawia się grany przez Christo Shopova Julian Kordek. Kordek, jak na rasowego „żydokomucha” przystało, bezwzględnie realizuje cel zniszczenia narodu polskiego przy pomocy marksizmu. Dziś obelżywie antysemicki mit „żydowskiego ubeka” bez najmniejszej żenady powielają środowiska obu Konfederacji.
Kilka słów o tym, jak było naprawdę
Tymczasem Żydówki i Żydzi od początku swojej obecności w Polsce byli mniejszością narażoną na przemoc i dyskryminację. Antysemityzm pozostaje obecny nie tylko w skrajnych nurtach politycznych, lecz także w kulturze i życiu codziennym.
W czasach przednowoczesnych opierał się na chrześcijańskim antyjudaizmie, który obarczał Żydów zbiorową odpowiedzialnością za ukrzyżowanie Chrystusa. Stereotypy obecne w całej Europie i wzmacniane przez nauczanie Kościoła, prowadziły do regularnych wybuchów przemocy. Szczególnie rozpowszechniony był mit o rzekomym używaniu krwi chrześcijańskich dzieci do wypieku macy. W Rzeczypospolitej oskarżenia o mord rytualny pojawiały się m.in. w Krakowie (1407), Sochaczewie (1556) i Lublinie (1636). Śladem tych przekonań są także przedstawienia w sztuce sakralnej – w katedrze w Sandomierzu zachowało się malowidło ukazujące scenę rzekomego mordu rytualnego.
Po rozbiorach ziemie dawnej Rzeczypospolitej znalazły się w Imperium Rosyjskim, gdzie wprowadzono strefę osiedlenia ograniczającą swobodę przemieszczania się Żydów. Sprzyjało to migracjom wewnętrznym, konkurencji ekonomicznej i utrwalaniu stereotypów, w tym skojarzeń Żydów z władzą zaborczą. Pod wpływem tych nastrojów w Polsce pod zaborami regularnie dochodziło do pogromów, m.in. w Warszawie (1881), Galicji (podczas rabacji i w 1897), a także w zaborze pruskim w Chojnicach (1900).
W XX wieku antysemityzm przybrał swoją dojrzałą, nacjonalistyczną formę. W myśli Narodowej Demokracji Żydzi byli postrzegani jako grupa odrębna, niepodatna na asymilację. Roman Dmowski w Myślach nowoczesnego Polaka (1903) formułował wizję „ograniczania ich wpływu” w życiu publicznym.
W okresie międzywojennym język antysemicki był szeroko obecny w debacie publicznej, a część środowisk narodowych wysuwała postulaty wysiedlenia Żydówek i Żydów. Po śmierci Piłsudskiego dyskryminacja rasowa przybrała formalny wymiar. Za sprawą nacisków środowisk narodowych część uczelni zaczęła wprowadzać segregację miejsc, czyli getto ławkowe.
Po ataku nazistowskich Niemiec rozpoczął się okres najbardziej okrutnych prześladowań Żydówek i Żydów w historii Polski. To właśnie odmienna wizja stosunków polsko-żydowskich w czasie okupacji pozostaje do dziś kością niezgody dzielącą obie społeczności.
Okupowana Polska była dla pozbawionych prawa do życia Żydów krainą śmierci i zniszczenia. Dla przeciętnego Żyda każda napotkana osoba była potencjalnym mordercą bądź denuncjatorem. Jedynie garstka szczęśliwców mogła liczyć na wsparcie ze strony nie-Żydów. Wedle szacunków, zaledwie ułamek polskich nie-Żydów faktycznie udzielał Żydom jakiejkolwiek pomocy. Teresa Prekerowa w wydanej w 1982 roku publikacji Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom „Żegota” szacuje tę liczbę na 1-2 procent chrześcijańskiej ludności Polski.
Również Barbara Engelking i Dariusz Libionka piszą o 200-400 tysiącach ludzi spośród 23-24 milionów osób narodowości polskiej żyjących na ziemiach polskich w przededniu drugiej wojny, którzy w jakiś sposób aktywnie pomagali prześladowanym Żydom. Pozostali wykazali się wobec Zagłady albo zupełną biernością, albo aktywnie się do niej przyczynili. Jak informuje prowadzona przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN strona poświęcona pamięci polskich Sprawiedliwych, „większość pozostawała wobec Zagłady bierna, wielu okazywało Żydom niechęć, niektórzy z nich wrogość, nieliczni nieśli im pomoc”.
Polska społeczność większościowa usilnie próbuje umniejszać swój współudział w Zagładzie bądź racjonalizować akty antyżydowskiej przemocy, wskazując na rolę nazistów w jej inspirowaniu. Teoria o niewinności społeczności większościowej pozostaje trudna do obronienia, jeśli weźmiemy pod uwagę nastawienie nie-Żydów do ocalałych z Zagłady.
W powojennej Polsce postrzegano ich nie jako cudem ocalonych towarzyszy niedoli, lecz jako konkurentów, których sama obecność zagrażała interesom społeczeństwa. Wielu nie-Żydów przejęło po wcześniej wypędzonych Żydach majątki, których nie zamierzali oddawać prawowitym właścicielom. Społeczność większościowa przyjęła zniknięcie Żydów z satysfakcją, nawet jeśli nie zgadzała się z metodami czy ideologią nazistowskich okupantów.
11 sierpnia 1945 roku miał miejsce pogrom krakowski, niecały rok później w pogromie kieleckim zamordowano 37 Żydów. Do podobnych zajść na mniejszą skalę doszło w 1945 roku między innymi Rzeszowie, Radomiu, Przemyślu, Miechowie, Chełmie, Częstochowie, Tarnowie, Płocku i Lublinie.
Niechęć nie-Żydów i panująca w powojennej Polsce pogromowa atmosfera były głównymi czynnikami, które zmusiły ponad 200 tysięcy ocalałych z Zagłady Żydów do wyjazdu z Polski w latach 1945-1950.
Antysyjonizm to czasem także antysemityzm
W latach 1968-1969 doszło w Polsce do tzw. kampanii antysyjonistycznej. Podsycane przez państwową propagandę rasistowskie nastroje skłoniły do emigracji około 13 tysięcy Żydówek i Żydów.
– W 68. roku po raz pierwszy zetknęłam się z otwartym i agresywnym antysemityzmem – wspomina Bożena Keff, poetka, eseistka i badaczka literatury. – To było w trakcie studenckiego wyjazdu do Kazimierza Dolnego. Jakiś miejscowy chłopak złapał za włosy moją koleżankę Sarę, dziewczynę o absolutnie orientalnej, przepięknej urodzie. Szarpnął nią i krzyknął: „Ty Żydówo, wypierdalaj natychmiast do Izraela!”
Wyjeżdzających pozbawiano obywatelstwa, a przedstawiciele społeczności większościowej masowo przywłaszczali sobie ich majątki. Po wydarzeniach marcowych polska społeczność żydowska – niegdyś najliczniejsza na świecie – stała się marginalna. Według ostatniego Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań z 2021 roku narodowość żydowską deklarowało 17 156 osób.
Antysemicka czystka z końca lat 60. dla niektórych stała się dowodem na to, że Polska jest krajem z gruntu Żydom wrogim. W świetle niechlubnej tradycji polskiego antysemityzmu maskowanego antysyjonistyczną retoryką nie powinno dziwić, że część osób noszących w sobie pamięć wydarzeń marcowych postrzega ostrą krytykę Izraela jako zapowiedź pogromu. Ostatni List Otwarty do Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Marty Cienkowskiej oraz władz publicznych i ludzi kultury został na lewicy uznany za manifest syjonistycznego supremacjonizmu i potępiony jako bezczelna hasbara.
Mało kto zwrócił uwagę, jak wielu jego sygnatariuszy i sygnatariuszek to osoby wygnane z Polski w latach 1968-1969. Polska społeczność większościowa zrobiła bardzo wiele, by polska tożsamość żydowska była z Izraelem nierozerwalnie powiązana – a teraz oburza się, że pochodzący z Polski Żydzi miewają do Izraela tak bezkrytyczny stosunek.
Na sceptycznej wobec Izraela polskiej lewicy panuje jednak konsensus, że „antysyjonistyczne” wydarzenia lat 1967-1969 miały wyraźnie antysemicki charakter. Czas pokaże, w jakim tonie cyberpunkowa Krytyka Polityczna w 2077 roku pisać będzie o wtargnięciu propalestyńskich demonstrantów do siedziby TSKŻ w Bielsku-Białej w 2025 roku czy o zakłóceniu przez nich koncertu izraelskiego artysty w Operze Narodowej.
Analogii pomiędzy marcem 68’ a współczesnością jest jednak więcej. Także dziś społeczność większościowa podchodzi do Żydówek i Żydów z podejrzliwością, domaga się od nich zadeklarowania się i prześwietla ich w poszukiwaniu znamion „syjonizmu”. Ten sam rygoryzm moralny nie obowiązuje osób o pochodzeniu nieżydowskim, które z jakiegoś powodu nie muszą dowodzić swojego krytycyzmu względem Izraela, by mieć prawo do normalnego uczestnictwa w publicznej dyskusji.
– Osoby żydowskie są dziś nieustannie wzywane do odpowiedzi – mówi Patrycja Dołowy, pisarka, fotografka i artystka multimedialna. – Niewiele osób dostrzega, że sama potrzeba składania deklaracji prowadzi do tworzenia schematu „dobrego” i „złego” Żyda. Jedna strona uzna cię za „złego Żyda” lub „złą Żydówkę”, bo nie wspierasz wystarczająco państwa Izrael. Inni stwierdzą, że jesteś „złym Żydem”, ponieważ nie zadeklarowałeś, że państwo Izrael jest państwem zbrodniczym, a skoro tego nie zrobiłeś, to wspierasz jego działania.
Pokoleniowa trauma i pęknięte wspólnoty
Zamachy terrorystyczne z 7 października 2023 roku pozostają dla wielu Żydów i Żydówek ogromnym wstrząsem. Obrazy porywanych, mordowanych i maltretowanych w tunelach Hamasu Izraelczyków obudziły w nich głęboko zakorzenioną obawę, że „to może znowu się wydarzyć”.
Reakcja Izraela na brutalny atak Hamasu podzieliła zarówno społeczność większościową, jak i żydowską. Jedni odczytali ją jako oznakę moralnego upadku współczesnego Izraela. Inni – jako jedyną słuszną odpowiedź na okrucieństwo palestyńskich bojowników.
– Po 7 października wśród osób o żydowskim pochodzeniu i w społecznościach żydowskich doszło do głębokich podziałów – mówi antropolożka Maria Świetlik. – Wiele osób wcześniej aktywnie zaangażowanych w życie żydowskie przestało czuć się komfortowo w istniejących strukturach organizacyjnych, które nie stworzyły przestrzeni do otwartej dyskusji, zawierającej różne, więc także krytyczne stanowiska dotyczące Izraela, czystek etnicznych, wojny czy ludobójstwa w Gazie.
Świetlik zauważa, że głos w imieniu całej społeczności zaczęły zabierać osoby reprezentujące jedynie część środowiska i określone spektrum poglądów, zwykle jakoś broniące polityki Izraela. To z kolei sprawiło, że niewidoczne stały się punkty widzenia wielu Żydówek i Żydów głęboko zaniepokojonych skalą przemocy i metodami prowadzenia wojny, które przyjął Izrael, czy też całkowicie je potępiających.
Zawłaszczenie przez izraelską propagandę kwestii odzyskania zakładników sprawiło, że w pewnych kręgach empatia z żydowskimi ofiarami stała się tematem tabu – mimo że w samym Izraelu ruch rodzin zakładników protestował przeciwko polityce rządu i wojska w tej sprawie. Z kolei niereprezentatywne, lecz głośne w debacie publicznej głosy proizraelskich radykałów wzmogły podszyte antysemickim resentymentem poczucie, że „z Żydami jest coś nie tak”. Prowadzi to do sytuacji, w której Żydówki i Żydzi czują się coraz bardziej osamotnieni i wykluczeni z jak dotąd bezpiecznych dla nich przestrzeni.
– Jako Żydówki i Żydzi jesteśmy dziś coraz częściej wykluczani ze środowisk, które dotąd uchodziły za sojusznicze – mówi Dołowy. – Dotyczy to zarówno osób queerowych, jak i kobiet i osób o lewicowych poglądach. Antysemityzm ujawnia się w wypowiedziach tych, którzy teoretycznie byli wrażliwi na jego rozpoznawanie, a jednak reprodukują głęboko zakorzenione uprzedzenia. To rodzi szczególne poczucie samotności i sprawia, że doświadczenie bycia Żydem jest dziś tak trudne.
By przeciwstawić się brutalnej polityce Izraela i zawłaszczaniu przez prawicę pamięci o powstaniu w getcie warszawskim Świetlik wystosowała apel do prezydenta Warszawy o nie wywieszanie izraelskiej flagi podczas obchodów rocznicy tego wydarzenia. Apel miał też pokazać, że krytyka państwa jest możliwa bez uciekania się do antysemickich klisz i oparta o żydowskie dziedzictwo. Gest ten przywrócił wielu osobom poczucie, że ze swoimi poglądami nie są pośród Żydówek i Żydów osamotnione.
– Gdziekolwiek się pojawiam, podchodzą do mnie zarówno znajomi, jak i osoby, które widzę pierwszy raz, dziękując za ten głos – mówi Świetlik.
– A ja protestowałam przeciwko temu apelowi, uważam go za głęboko niesłuszny. Jego potencjalne znaczenie jest przesadzone – komentuje Keff.
Polski antysemityzm wzorcem dla innych uprzedzeń
Antysemityzm jest dziś uwikłany politycznie jak mało które uprzedzenie. Powszechne nadużywanie tego pojęcia celem uciszenia merytorycznej krytyki Izraela doprowadziło do sytuacji, w której coraz więcej osób nie tylko odmawia jakiejkolwiek dyskusji o antyżydowskich uprzedzeniach, ale wręcz kwestionuje samo istnienie tego zjawiska.
– Kluczowe jest odróżnianie działań Izraela od życia obywateli polskich, którzy identyfikują się jako Żydzi – mówi prof. Adam Lipszyc, filozof i tłumacz, wraz z Marią Świetlik współautor wspomnianej petycji do prezydenta Trzaskowskiego. – Temu rozróżnieniu nie sprzyja postawa wielu liderów i przedstawicieli społeczności żydowskiej, którzy, jak sądzę, zawiedli, nie wskazując dostatecznie wyraźnie tej różnicy, a uzasadnioną krytykę Izraela i postawy prawdziwie antysemickie wrzucając do jednego worka.
Tymczasem przestrzeń publiczna w Polsce jest dziś pełna antyżydowskiej mowy nienawiści. Politycy związani z prawicą ponownie wprowadzają do mainstreamu agresywną, antysemicką retorykę — czy to poprzez negowanie Zagłady, czy przez powielanie krzywdzących stereotypów.
Rasistowska propaganda wylewa się z platform społecznościowych kubłami. W internecie trudno dziś znaleźć przestrzeń poświęconą tematyce żydowskiej, która byłaby od niej wolna. Pod treściami publikowanymi przez Elijahu Josefa Parypę, autora popularnego kanału Tajemniczy świat Żydów, roi się od wypowiedzi sugerujących, że masakra w Gazie jest dowodem na „geniusz austriackiego akwarelisty”. Nikt nie przejmuje się faktem, że Parypa nie jest Izraelczykiem, a od wszelkiej polityki trzyma się z daleka – wystarczy, że ośmiela się być Żydem w polskiej przestrzeni publicznej.
Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że część lewicy przyjęła współczesną, dekolonialną perspektywę antyizraelską jako jedyną słuszną – nie tylko do opisu bieżących wydarzeń, lecz coraz częściej do interpretacji całej historii. W reakcji na izraelską przemoc społeczność większościowa staje się coraz bardziej niewrażliwa na żydowską perspektywę.
Niesmak budzi widoczny w lewicowych kręgach entuzjazm wobec niedawnego gestu Berkowicza, który w Yom ha-Sho’a rozwinął w sejmie flagę Izraela ze swastyką zamiast gwiazdy Dawida. Swym gestem zrównał żydowskość z nazizmem, w tym syjonizm Mordechaja Anielewicza i Cywii Lubetkin, którzy podjęli walkę zbrojną z nazistami w obliczu nieuchronnej śmierci, z antysyjonizmem walczących u ich boku bundowców i socjalistów. Nietrudno też wyobrazić sobie, jak „lewicowcy” oklaskujący dziś „odważny gest” Berkowicza zareagowaliby na podobną prowokację z przeciwnej strony – gdyby izraelski radykał, jak Ben-Gvir, pokazał polską flagę ze swastyką w rocznicę mordu w Jedwabnem, w ramach „merytorycznej krytyki Polski”.
Tymczasem walka z postawami antysemickimi jest nam dziś pilnie potrzebna. Choćby dlatego, że jak wynika z niedawnego raportu Kogo widzą Polacy, kiedy zobaczą Żyda głęboko zakorzeniony w polskiej kulturze antysemityzm pozostaje rusztowaniem, na którym budowane są resentymenty wobec innych grup mniejszościowych. Tak oto Ukraińcy coraz częściej funkcjonują dziś w polskim dyskursie jako „zmyślony” naród, posługujący się „nieprawdziwym” językiem. A ich państwo powstało „sztucznie”, w oparciu o równą nazizmowi, w zasadzie satanistyczną ideologię. Brzmi znajomo? Gdy dorzucimy do tego przekonanie o „panoszeniu się” Ukraińców, „zabieraniu nam” przez nich biznesów czy miejsc pracy, analogie stają się jeszcze bardziej uderzające.
Niuansu, niuansu nam potrzeba
Zanim ruszy w moją stronę lawina krytyki za samo podjęcie tego tematu i przedstawienie tez, które mogą wzmacniać narrację forsowaną przez izraelski rząd, chcę wyraźnie zaznaczyć, że stanowczo odcinam się od narracji o fanatycznym antysemityzmie lewicy. W przeciwieństwie do Konstantego Geberta byłbym bardzo ostrożny w stawianiu znaku równości między Trumpem a Mamdanim, a tym bardziej między Grzegorzem Braunem a Maciejem Koniecznym.
Za ponad 90 proc. antysemickich przestępstw w Niemczech w 2024 roku odpowiada skrajna prawica. Z kolei Anti Defamation League przygotowała raport, który wylicza ponad 10 tys. antysemickich incydentów, które miały miejsce w USA w ciągu roku po zamachach z 7 października. ADL stosuje bardzo szeroką definicję antysemityzmu, uznając „antysyjonistyczne slogany” za przejaw rasizmu – mimo przyjętej metodologii aż za dwie trzecie z wymienionych incydentów odpowiadała skrajna prawica. Brakuje statystyk antysemickiej przestępczości w Polsce – trudno jednak przypisać lewicy odpowiedzialność za antysemicki incydent na lotnisku w Balicach czy wypisywane przez pseudokibiców antysemickie graffiti. Mógłbym dalej rozwodzić się na temat powodów, dla których nie zgadzam się z narracją środowisk proizraelskich, na szczęście do większości ich argumentów odniosła się już Patrycja Wieczorkiewicz w ramach swojej niedawnej polemiki.
Jednocześnie nie zamierzam pouczać Palestynek i Palestyńczyków, którzy od niemal 80 lat żyją na wygnaniu lub pod brutalną okupacją wojskową. Rzeczywiste lub domniemane wątki antysemickie w palestyńskiej narracji zbyt często służyły do uciszania ich głosu i stawiania ofiar w roli katów.
– Choć w Polsce Żydówek i Żydów jest mało i stykamy się z różnymi formami krzywdzących stereotypów, nasz głos w debacie medialnej jest nadal całkiem nieźle słyszalny w porównaniu z głosem palestyńskim. Dlatego zależy mi, by nie wchodząc w miejsce, które do nich należy, pokazywać, jak fałszywa jest hasbarowa opowieść o tym, że są mordowani w imieniu i za zgodą potomków ocalałych z Zagłady, a nasze przeszłe i obecne cierpienia nie powinny być rozgrywane w jakiejś perwersyjnej konkurencji – konkluduje Świetlik.
Cieszący się dziś bezwarunkowym wsparciem wojskowym, politycznym i moralnym Zachodu Izrael coraz bardziej stacza się w otchłań etnonacjonalizmu i szowinizmu. Czy chcemy tego, czy nie, izraelska przemoc względem Palestyńczyków sprzyja wzrostowi nastrojów antysemickich na całym świecie, a jej powstrzymanie leży również w interesie Żydówek i Żydów. Dlatego potrzebujemy dziś otwartej, merytorycznej dyskusji o sankcjach i innych formach nacisku na to państwo – tę dyskusję trudno będzie prowadzić, jeśli na wstępie odrzucimy wszystkie żydowskie obawy niewpisujące się w główny nurt debaty jako „hasbarę”.
Krytyka Izraela, a nawet antysyjonizm, same w sobie nie są przejawami antysemityzmu. Jednak bez pamięci o historii narodu żydowskiego, bez wrażliwości na żydowską perspektywę i bez krytycznego podejścia do samych siebie, uzasadniony sprzeciw wobec polityki Izraela nieuchronnie przerodzi się w antysemityzm.
– Wyjazd do Izraela często nie był dla Żydów emigracją, lecz ucieczką – mówi Keff. – Ucieczką do miejsca, w którym można będzie żyć bezpiecznie i bez doświadczenia antysemityzmu. To również jest syjonizm.
Właściwe odczytanie myśli dekolonialnej powinno skłaniać nas do refleksji nad własną rolą w tym, co dzieje się dziś w Palestynie. Lewica zbyt łatwo ulega pokusie wyeksportowania całej winy na Izrael i syjonizm. Wypiera przy tym stulecia dyskryminacji, przemocy i wykluczenia Żydów, co na ziemiach polskich niekiedy niepokojąco przypominało apartheid. W tej postawie po raz kolejny ujawnia się pragnienie polskiej społeczności większościowej, by pamięć o polsko-żydowskiej przeszłości zdejudeizować i wygumkować z niej niewygodne dla nieżydowskiej większości wątki.
– Nasz świat jest siecią wzajemnych powiązań. Polski trotyl wybuchał w Strefie Gazy i już choćby dlatego mamy moralny obowiązek jednoznacznie potępić to, co Izrael robił i tam oraz na Zachodnim Brzegu. Jeśli jednak całą naszą wrażliwość wyeksportujemy na Bliski Wschód i uznamy, że nie mamy krost na tyłku, bo zajęliśmy słuszne stanowisko w sprawie Palestyny, to żeśmy naprawdę schrzanili – konkluduje Lipszyc.








!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!