Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Przypadek Mircei C.

Ilekroć byłam bliska rezygnacji, autor rzucał jakąś cudowną racę, która wciągała mnie bez reszty. A potem znowu irytująco nudził, powtarzając po raz kolejny to samo – że jest samotny, świat jest okropny i że to wcale nie jest powieść, tylko antypowieść.

Mircea Cărtărescu, w tle okładka polskiego wydania powieści "Solenoid"
Serce

1

Mircea Cărtărescu, Solenoid, przeł. Joanna Kornaś-Warwas, Art Rage 2026

Znowu złapałem wszy, już mnie to wcale nie dziwi, już mnie nie przeraża, nie wywołuje obrzydzenia. Tylko mnie swędzi. Gnidy mam cały czas, wyczesuję je stale w łazience: jajeczka koloru masy perłowej połyskują czarniawo na porcelanie umywalki. Dość dużo zostaje ich między zębami grzebienia, który czyszczę później starą szczoteczką do zębów ze zbutwiałym trzonkiem. To niemożliwe, bym się przed tym uchronił, jestem nauczycielem w podmiejskiej szkole.

Mircea Cărtărescu urodził się w 1956 roku w Bukareszcie, nadal tam mieszka. Studiował na Wydziale Literatury Uniwersytetu w Bukareszcie i został jego profesorem. Po ukończeniu studiów w 1980 roku przez pewien czas uczył w szkole. Jest uznawany za najważniejszego współczesnego pisarza rumuńskiego i od lat wymieniany jako kandydat do nagrody Nobla. Ale pewno jego szanse spadły po tym, jak zeszłoroczną nagrodę otrzymał Laszlo Krasznahorkai – w podobnym wieku, też odnoszący się w swoich książkach do ciężkich czasów komuny. Budapeszt, Bukareszt – chyba za blisko. Poza tym Cărtărescu od wczesnej młodości pisze intymny dziennik wspomagający jego twórczość, a wybrane fragmenty były publikowane po rumuńsku w kilku tomach.

Fantastyka filozoficzno-oniryczna

Solenoid to jego opus magnum – 800 stron wymagającej lektury. Pisał go pięć lat, ręcznie, bez poprawek. Książka ukazała się w Rumunii w 2015 roku. Jest to kłąb mocno poplątanych nitek, nie bardzo wiem, od której mam zacząć. Najprościej – bohater jest samotnym i nieszczęśliwym nauczycielem w okropnej szkole, pisze coś w rodzaju wspomnień, do których wykorzystuje swój dziennik, niekiedy przepisując z niego fragmenty (to fikcyjny dziennik, nie ten prawdziwy). Wszystko w zasadzie dzieje się w jego głowie – praca ze wspomnieniami i snami, subiektywny odbiór rzeczywistości. Realistyczne opisy dzieciństwa czy życia w komunistycznej Rumunii lat 70. i 80. prawie natychmiast przeradzają się w groteskę. Nie brakuje też czarnego humoru. A poza tym świat realny, „normalny”, miesza się nieustannie ze snami, fantazjami, halucynacjami, a prawda z fałszem. Język jest często barokowy, podkreśla niesamowitość, słowa piętrzą się w postaci licznych enumeracji, a do tego dygresja goni dygresję – nawet jeśli wydaje się nam, że śledzimy jakiś wątek, to czasem trzeba długo czekać na jego ponowne uruchomienie.

Przynajmniej do połowy zdarzało mi się myśleć, że wysiłek i czas zainwestowany w tę lekturę nie przyniosą pożądanej nagrody. Jednak ilekroć byłam bliska rezygnacji, autor rzucał jakąś cudowną racę, która wciągała mnie bez reszty. A potem znowu irytująco nudził, powtarzając po raz kolejny to samo – że jest samotny, świat jest okropny i że to wcale nie jest powieść, tylko antypowieść. Pisze ją tylko dla siebie. Nie ma zamiaru nikomu jej pokazywać, nie chce nikomu się podobać. Gardzi pisarzami i normalną prozą.

Przypomina nam też o Kafce, który kazał spalić swoje dzienniki – to ulubiona książka Cărtărescu. Jak wiemy, nie zostały zniszczone, natomiast czytany przez nas manuskrypt ostatecznie ląduje w płomieniach. Czytamy zatem powieść, która nie jest powieścią, napisaną przez pisarza, który nie jest pisarzem; książkę, która została zniszczona, więc nie istnieje. Kusi, żeby powiedzieć: nie to nie, skoro czytelnik nie jest potrzebny, wystarczy antyczytelnik. Jednak nie poddawajcie się zbyt łatwo. Im dalej, tym lepiej i może odkryjecie, że w tym szaleństwie jest metoda, rozplączecie parę nici i zobaczycie, że splatają się jednak w dość niesamowitą opowieść.

Jeśli lubicie SF, to można to czytać jako filozoficzno-oniryczną fantastykę. Z typowymi wątkami. Przekonanie, że świat jest oszustwem, złudzeniem, albo tylko jedną z możliwych rzeczywistości przypomni wam Dicka. Motyw innych wymiarów jest też bardzo powszechny. Tutaj pojawi się pod postacią tesseraktu, czyli hipersześcianu 4D, nazwa i pojęcie wymyślone zostało przez Charlesa Hintona (postać autentyczna, zięć Boole’a, słynnego matematyka). Od szkolnej manii na punkcie kostki Rubika przechodzimy do historii Hintona i wymyślonej przez niego metody wizualizacji, która przy odpowiedniej praktyce pozwala zobaczyć taki hipersześcian.

Czytaj także Nadzieja dla świata to science fiction Kinga Dunin

Skojarzenia z Kafką też są oczywiste, choćby z Przemianą. W pewnym momencie bohater zamienia się w malusieńkie roztocze i zamieszkuje w świecie roztoczy, gdzie zostaje mesjaszem – stara się przekazać wiadomość, że istnieje nadrzędny świat. I oczywiście zostaje za to zamordowany.

Bukareszt i labirynty

Ogólnie jest to literatura tkana z literatury, więc wciąż przychodzą nam do głowy jakieś porównania – a to Borges, a to Pynchon. Mnie przyszedł do głowy Sabato, jego O bohaterach i grobach, a w nich raport o ślepcach, którzy rządzą światem (Cărtărescu czytał i ceni Sabato). Albo Proust, jako absolutne przeciwieństwo. Znajdziemy tu rozmaite motywy i symbole powszechnie występujące w literaturze i sztuce. Błądzenie po labiryncie – bardzo dużo jest w Solenoidzie podziemi, labiryntów wypełnionych tajemniczymi artefaktami i przerażającymi eksponatami; labiryntem jest dom bohatera i szkoła, w której nigdy nie potrafi odnaleźć właściwej klasy. Jest też najbardziej tajemnicza księga na świecie, której nie da się odczytać, manuskrypt Voynicha, o którym przedtem nie słyszałam, więc myślałam, że jest fikcją, ale istnieje i można go nawet obejrzeć.

Czytaj także Zapadliska w interiorze wyglądają tak samo w Rumunii, Turcji czy Polsce Jakub Majmurek

A Wilfrid Voynich naprawdę nazywał się Michał Wojnicz, działał w partii Proletariat, zesłany na Syberię uciekł, a potem założył światową sieć antykwariatów i kupił ten tajemniczy manuskrypt, który mimo wielu prób nie został odczytany. I jest to wszystko opisane w Solenoidzie. Jakoś skojarzyło mi się to z bogato ilustrowanym, ogromnym eposem Dargera, biednego woźnego, który tworzył tę pracę latami: rysunki głównie dziewczynek i opowieść o wojnie, którą prowadzą. Odkryto go dopiero po jego śmierci. Jednak okazało się, że nie jest to skojarzenie całkiem przypadkowe, bo Darger pojawia się – tylko nazwisko – w Solenoidzie razem z Kafką i innymi pisarzami niegoniącymi za sławą i czytelnikami, takimi, którzy piszą „dla Boga”. A Cărtărescu uważa go za najczystszego artystę obok Kafki. Istnieje też książka Szerszeń, napisana przez żonę Voynicha, Ethel, drugą córkę Boole’a, czyli szwagierkę Hintona. To książka, która w dzieciństwie zrobiła ogromne wrażenie na bohaterze Solenoidu, a i ja czytałam ją w czasach szkolnych. O włoskim rewolucjoniście.

Bukareszt w Solenoidzie jest miastem najsmutniejszym, najbrzydszym i najbardziej melancholijnym na świecie. Działa w nim sekta Pikieciarzy, którzy demonstrują na cmentarzach, pod szpitalami, pod tajemniczą, wielką kostnicą. Ich główne hasło to: precz ze śmiercią! Nawet jeśli nie wierzą w sukces swojego ruchu, to chcą przynajmniej zachować godność, zaprotestować, wzniecić rebelię przeciwko światu, w którym muszą żyć, a w którym pokolenie po pokoleniu wszyscy ludzie idą na rzeź, śmierć czeka każdego.

Patronuje temu wszystkiemu gnoza. Bohater jest tylko iskrą świadomości, która została uwięziona w materii. Więzieniem jest mózg i ciało, i absurdy rumuńskiego komunizmu i cały świat, wszelka „normalność”, w której jesteśmy bezrefleksyjnie zanurzeni. Maniakalnie szuka ucieczki z tego więzienia – poprzez sny, halucynacje, próby dosięgnięcia innych wymiarów. Pomocą może okazać się solenoid.

To piękne słowo, kojarzące się ze słońcem, ale tak naprawdę to tylko techniczna nazwa cewki bezprzewodowej, spiralnie zwiniętego drutu wytwarzającego pole magnetyczne. W powieści to jednak miejsca o specjalnym znaczeniu. Pod Bukaresztem znajduje się sześć takich urządzeń – pięć mniejszych i jedno centralne. Dzięki nim można lewitować, np. nad łóżkiem – sprawia to, że seks jest bardziej interesujący, można zajrzeć do innych światów i może można wydostać się z tego? Największy solenoid znajduje się w kostnicy, która jest ogromnym muzeum osobliwości albo też całego życia bohatera. W jej centrum, na otoczonym posągami placu stoi kolosalnych rozmiarów fotel dentystyczny, a nad nim unosi się ogromny kobiecy posąg „Potępienie”.

Lektura w trybie psychoanalitycznym

Jest jeszcze jeden sposób czytania tej powieści. Wyobraźcie sobie, że jesteś psychoanalitykami (analizowany raczej nie poszedłby do kobiety), przychodzi do was mężczyzna i kładzie się na kozetce. Przybywa ze świata, którym władają bóstwa paranoi, schizofrenii i depresji.

Każdy rozdział powieści (jest ich 51) to jedna sesja terapeutyczna. Analizowany, narcystycznie skoncentrowany na sobie, opowiada swoje sny, konfabulacje, halucynacje, ale jest w nich dużo wciąż powtarzających się symboli. Labirynty, po których błądzi, to oczywiście nieświadomość, która podsuwa mu różne obrazy i wyparte emocje. Wplata w to traumatyczne przeżycia z dzieciństwa – związane z operacjami, dentystami, a wszystko przedstawiane jako najgorsze tortury, porównywane do ukrzyżowania. Pobyt w prewentorium, gdzie władzę sprawuje niby opiekun, ale w istocie faszystowski robot. Rodzice biedni, przyjechali ze wsi do pracy w mieście. Ojciec nieobecny, daleki, czasem sięga po pas. Analizowany bardziej przywiązany jest do matki, ale też oskarża, nie może zapomnieć jej zdrady, kiedy podstępem zabrała go do szpitala.

Czytaj także Romskie chaty na zboczach gór śmieci. Życie tu szkodzi zdrowiu i poczuciu własnej wartości Jakub Mirowski

W trakcie procesu terapeutycznego będzie musiał rozwiązać ten konflikt. Przejdzie etap, kiedy odkrywa, że eksżona była symbolicznym uosobieniem matki, ale w końcu zapłacze na jej grobie. Może problem z matką wpływa na jego postrzeganie kobiet? Ma dużo wizji związanych z łonem, dzieckiem w łonie. Widzi w kobietach naczynia na dzieci (matrioszka w matrioszce, ciąg narodzin i śmierci), kochanki albo stare baby, wszystkie jak spod jednej sztancy. Twierdzi, że był wychowywany jak dziewczynka, że może jest kobietą, ale to są tylko nieudolne próby wykręcenia się od zarzutu mizoginii.

Kluczowy moment w jego życiu? Kiedy na pierwszym roku studiów publicznie czyta swój genialny poemat i zostaje wyśmiany. I tu może rozdwaja się jego życie. Mówi o bracie bliźniaku, który zmarł zaraz po urodzeniu, ale może też istnieć jako alternatywna wersja jego życia – został doceniony i stał się wielkim, podziwianym pisarzem. Może tak naprawdę to ten drugi poddaje się psychoanalizie, pokazując swoją wypartą część, swój cień?

Emocje? Spłaszczone, mdłe, bo wszystkie zostały przytłumione przez jedną, wszechogarniającą – strach. Jest jeszcze specyficzny stosunek do insektów – mieszanina obrzydzenia i fascynacji. Trochę podobnie jest z seksem. I w ogóle z całym światem, po którym nas oprowadza, takim z obrazów Boscha, chociaż częściej przywołuje Dalego.

Nie jestem psychoanalityczką, ale podpowiadam wam trop, możliwy tryb lektury.

Czytaj także Europa w tempie scrolla Piotr Sadzik

Czy terapia pomogła? Jak to się skończyło? Jeśli sami chcecie to odkryć, to w tym miejscu zakończcie lekturę.

Lej po solenoidach

Pomogła. Oczywiście nie uwalnia ona od wszystkich problemów, a szczególnie tego, że wszyscy umrzemy, ale pozwala z tym żyć. Bohater, czy też antybohater, dostaje możliwość wyboru: jego manuskrypt czy dziecko i kobieta. Jednym ze sposobów ucieczki z tego świata może być też sztuka, taka pisana wielką literą – SZTUKA. Takie ambicje ewidentnie widać w Solenoidzie. Jednak on wybiera życie: kobietę i dziecko i zamieszkują w kaplicy, co prawda zrujnowanej. No comment.

I jeszcze pytanie dodatkowe: ile lat miał analizowany? Mniej więcej 35, w książce jest dobrze po trzydziestce. Urodził się (bohater powieści i Cărtărescu) w roku 1956. Czyli jest początek 90.

Czytaj także Banalność końca [o filmie „Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata”] Jakub Majmurek

Pod koniec 1989 roku skończył się w Rumunii komunizm – i skończył się krwawo. Obraz krótkiego procesu i prawie natychmiastowej egzekucji przez rozstrzelanie małżeństwa Ceausescu, pokazywano to w telewizji, nawet mocniej zapisał mi się w pamięci niż upadek muru berlińskiego. Co zatem stało się Bukaresztem i solenoidami? Wyrwany z ziemi odleciał w kosmos, ciągnąc za sobą bagaż bólu i lęków. Został po nim przepastny lej, nie wiadomo, co w nim jest.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie