Maren Uthaug, 88%, przeł. Joanna Cymberkiewicz, ArtRage 2026
– Należy robić to, co każe Inga – mawiali ludzie. I mieli rację. Inga zawsze wiedziała najlepiej. Było tak, odkąd sięgała pamięcią.
A sięgała daleko, do samych początków ludzkości. Rodziła się, umierała, a potem odradzała w kolejnej kobiecej postaci, doświadczając wszystkich nieszczęść i cierpień, które dotykały kobiety na przestrzeni wieków. Podróżowała zawsze saniami zaprzęgniętymi w dwa renifery, w saamskim stroju (autorka ma też takie korzenie).
Przypomnijmy, że jest to druga część powieści 11%. Po rewolucji zwanej Ewolucją społeczeństwo składa się w 88 proc. z kobiet, a wszystko, co męskie zostało z kultury i otoczenia usunięte. 11 proc. mężczyzn przebywa w Centrach Spa, zapewniając kobietom rozrywkę i zapłodnienie. Na północy są to właściwie obozy koncentracyjne, gdzie mężczyźni, samce, nie ludzie, mają trochę więcej swobody, ale poddawani są również eksperymentom hodowlanym, powstają ich różne „rasy” – brutale, szczupli, okularnicy, płaczliwi, do wyboru do koloru. Jest też Linia „Piotrów” – genetyczni potomkowie papieży. Od wydarzeń opisanych w 11% minęło jakieś czterdzieści lat, więc spotkamy znane nam postacie.
Bliska kolejnej śmierci Inga podąża na północ, żeby powstrzymać akt empatii jednej ze strażniczek wobec pewnego wyjątkowo sympatycznego samca. Jej lista zarzutów wobec mężczyzn, które uzbierała w trakcie swoich licznych żyć, jest długa, czasem wręcz karykaturalna – choć są to fakty historyczne, a koncepcja męskości substancjalna – testosteronu nie da się pokonać i każdy mężczyzna na wolności stanowiłby zagrożenie dla ludzi. Szczególnie skupia się na wszelkich sposobach, w jakie mężczyźni starali się represjonować i kontrolować kobiecą seksualność. Jest taką jakby boginią mizoandrii.
Kolejną ważną postacią w powieści będzie chrześcijańska kapłanka – poznaliśmy tę dziwną sektę w pierwszej części. Będzie fantazjowała o swoim bracie, z którym pragnie się seksualnie połączyć, aby wydać na świat świętego mężczyznę, który zapanuje nad testosteronem. Inną fantazją chrześcijanek jest ukrzyżowanie jakiegoś samca, co miałoby wzbogacać rytuał nabożeństwa.
Ponieważ mam słabość do realistycznej fantastyki, na początku miałam zastrzeżenia do tej powieści. Wyobrażałam sobie, jak napisałaby to np. Margaret Atwood – z pięknie wymyślonym światem, bogatym w szczegóły, skomplikowanymi psychologicznie postaciami. Teraz jednak w większym stopniu dostrzegam satyryczny, czasem w tonie czarnej groteski, rys tej powieści. Niekoniecznie antyfeministyczny. Albo – jeśli ktoś woli – radykalnie feministyczny.
Binaryzm płciowy jest tak mocno osadzony w naszych głowach, że kiedy czytamy o kobietach i mężczyznach, odruchowo lądujemy w znanych kontekstach. Licząca tysiące lat historia wykluczenia kobiet jest faktem, a jeśli mamy wątpliwości, czy trwa nadal, to wystarczy przestać czuć się pępkiem świata i spojrzeć na Afganistan. Pomysł (literacki), żeby to odwrócić, wykluczyć mężczyzn i zrobić to lepiej i radykalniej od nich, jest właściwie dość prosty, a tutaj skrajnie wyostrzony, i narzuca lekturę w trybie gender. Można jednak czytać to na bardziej metaforycznym poziomie – co się dzieje, jeśli grupa A zaczyna dyskryminować, a w konsekwencji wykluczać grupę B? Wiemy, że kresem takich praktyk jest ludobójstwo, ale o krok wcześniej jest odmówienie tej grupie cech ludzkich. Potem już wszystko może się zdarzyć. Tu jeszcze cześć mężczyzn żyje, ale jeśli któryś zaczyna sprawiać kłopoty, to się go usypia.
11%, 88% – zostaje zatem jeszcze 1%. Nie znalazłam informacji o tym, że autorka szykuje kolejną część. Ten 1% to zapewne żyjące na marginesie tradycyjne społeczności kobiet i mężczyzn, czasem traktowane jak skanseny. Ale w tym 1% możemy też zmieścić różne swoje fantazje i dopowiedzieć rozmaite zakończenia tej historii.
Aleksandra Tarnowska, Niedźwiedź, syn niedźwiedzia, ArtRage 2026
Przed egzaminem wstępnym do liceum wojskowego chroniło Nazima i jego drużynę kilkanaście jasnych wczesnowiosennych dni.
Nazim ma czternaście lat i kończy szkołę podstawową. Mieszka w jednej z dzielnic Izmiru, dotąd tradycyjnej, ale powoli niknącej pod naporem kapitalizmu – stare domy zostaną zastąpione przez nowoczesne, eleganckie bloki, a wiele biednych rodzin będzie musiało się wyprowadzić.
Nie omińcie, zaczynając lekturę, dość długiego motta – to fragment z wiersza Nazima Hikmeta, bardzo znanego, więzionego przez lata tureckiego poety-komunisty. Ojciec Nazima po pracy będzie mu czytał artykuły z lewicowej gazety i wiersze tego poety. To na jego cześć chłopiec dostał to imię. A wiersz mówi o naszych orientalistycznych wyobrażeniach o Wschodzie: padyszach, sułtanka, minarety, ale prawdziwy Wschód to głód i niedostatek. Autorka od kilku lat mieszka w Turcji, więc jej sobie nie wymyśliła. Jej pierwsza powieść Wniebogłos była o polskiej wsi – takiej z lat, nie wiem, może 90. może 70., a może z XIX wieku. Miała dobre recenzje, dostała nagrodę Kościelskich, ale ja często nie mam serca do polskich powieści o wsi.
W rodzinie Nazima głodu raczej nie ma, ale jest biednie. Ojciec pracuje w herbaciarni albo wozi coś furgonetką, matka nie pracuje, córka jest niepełnosprawna, a Nazim jest jedyną nadzieją rodziny, że w końcu komuś będzie powodzić się lepiej. Wojsko to stabilizacja, większe pieniądze, chociaż i wątpliwe działania, kiedy trzeba zająć się Kurdami. Przede wszystkim jednak Nazim do wojska niezbyt się nadaje, choć spróbuje zdać egzaminy. Poza tym łobuzuje z chłopakami, pierwszy raz zakochuje się i pisze… scenariusz do komiksu, który później rysuje.
Bohaterem Wniebogłosu był taki Janko Muzykant, który chciał śpiewać, najchętniej pieśni pogrzebowe, ale represyjne środowisko wiejskie mu to uniemożliwiało. Tu tureckie konserwatywne, patriarchalne społeczeństwo też nie sprzyja chłopakowi, jego zakochaniu, szczególnie że w sąsiedztwie wszyscy się znają albo są rodziną, nie ma gdzie się ukryć. Jego rozkosznie kiczowaty komiks opowiada o pięknej i bardzo seksownej, często prawie nagiej Natalii, którą podlega władzy silnych mężczyzna, a piętnastoletni superbohater stara się ją wyzwolić. A tak naprawdę jest o ojcu Nazima – zawsze niezadowolonym z syna i zbyt wiele wymagającym, ale ostatecznie kochającym i stawiającym ludzką przyzwoitość na pierwszym miejscu. Co prawda awans społeczny jest niemożliwy, ale dzięki wsparciu rodziny i zaradności można jakoś przeżyć.
Ostatecznie patriarchat okazuje się nie taki straszny, a książka, choć Nazim wciąż obrywa, jednak jest ciepła i przyjemna.




!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.