Dając się porwać nurtowi narracji Chronologii wody, jak to z wodą zwykle bywa, co jakiś czas pojawia się rozmywający strukturę przypływ, ujawniający, że opowieść jest procesem żywym, nieustannie odnawialnym. Źródłem reżyserskiego debiutu Kristen Stewart jest literatura – autobiograficzna książka Chronologia wody autorstwa Lidii Yuknavitch, która ukazała się także w polskim tłumaczeniu Kai Gucio.
Książka narobiła sporo zamieszania: dla jednych była powiewem świeżości, dla innych złamaniem zasad, według których opowiada się autobiografię. Jej cięta i niechronologiczna kompozycja zbliżała ją do eksperymentalnej prozy. Powstała w duchu rozwijanej przez Yuknavitch idei „corporeal writing”, czyli pisania, które płynie nie z intelektu, z pozycji kontroli, lecz z ciała, impulsu, pamięci. Ciało mówi, zanim umysł przetłumaczy ten język na słowa. Tylko w taki, fragmentaryczny, uwolniony od struktury sposób można opowiedzieć o tym, o czym pisze Yuknavitch – traumie, przemocy seksualnej, autodestrukcji, uzależnieniach, śmierci, żałobie. Brutalność języka odzwierciedla doświadczenie bohaterki. Przymus linearności jest odbierany jako kolejna forma przemocy wobec doświadczeń i pamięci o nich. Książka nie tyle starała się opowiedzieć o traumie, co odtworzyć ją w języku.
Kristen Stewart, która jako nastolatka zdobyła sławę rolą w Zmierzchu i do dziś w pewnym sensie pozostaje zakładniczką tej roli, coraz wyraźniej buduje wizerunek twórczyni zainteresowanej eksperymentalnym, feministycznym kinem. W Love Lies Bleeding (którego współtwórczynią była Weronika Tofilska, polska scenarzystka i reżyserka, która ostatnio znów zebrała świetne recenzje za Tu zdarzy się coś strasznego) wcieliła się w menedżerkę siłowni uwikłaną w romans z kulturystką, wybierając projekt daleki od mainstreamowych produkcji. Nic więc dziwnego, że sięga po Chronologię wody – książkę z silnym, kobiecym głosem, dla wielu już kultową.
Stewart stanęła więc przed niełatwym zadaniem ekranizacji tekstu trudnego nie tylko pod względem tematu, ale również formy, co czyni jej debiut reżyserski szczególnie wymagającym. W rezultacie otrzymujemy film, który zachowuje ducha pierwowzoru, łącząc brutalność języka i surowość opisu z poetyckością formy. Fragmentaryczna i cielesna tkanka nie kończy się na literackim pierwowzorze, Stewart próbuje przełożyć ją na język wizualny.
Ale do brzegu: Yuknavitch była pływaczką od dzieciństwa. Pływanie w zawodach oraz silna więź ze starszą siostrą stanowiły dla niej koło ratunkowe w konfrontacji z dzieciństwem zdominowanym przez ojca – tyrana i seksualnego drapieżnika – oraz pasywną, pogrążoną w alkoholizmie matkę. Woda w tej historii nieustannie powraca, nie tyle jako metafora pamięci i opowiadania życia, ile jako przypomnienie, jak unosić się na powierzchni.
Krwawiłam, płakałam, sikałam i wymiotowałam. Stałam się wodą
Kristen Stewart stara się daleko odpłynąć od mainstremowego Zmierzchu. Chronologię wody postanowiła nakręcić na taśmie 16 mm, kojarzącą się raczej z kinem awangardowym – ze względu na to, że była tańsza, bardziej dostępna i nadawała obrazowi charakterystyczny, surowy ton. Dzięki tej decyzji film nabiera tutaj fizycznej chropowatości, przypominając slajdy zdjęć z dzieciństwa.
Moc przekazu podbija rwany montaż. Niektóre ujęcia są gwałtownie przerywane, cięciami w stroboskopowym tempie. Przeszłość i teraźniejszość współistnieją w jednym, niestabilnym kadrze. Trochę jakby etapy życia bohaterki nakładały się na siebie warstwami. Jakbyśmy patrzyli na jej dzieciństwo z perspektywy osoby, którą miała się stać: studentki upijającej się do nieprzytomności. Jakby wszystko było już wtedy widziane przez pęknięty filtr: pijackie wizje, urwane obrazy, sceny zrywające się w pół kadru, z szeptanymi komentarzami z offu.
Kiedy dzięki stypendium pływackiemu bohaterka uwalnia się od rodziców, zamiast spodziewanego szczęścia sięga dna. A sport, podobnie jak alkohol czy narkotyki, staje się częścią jej autodestrukcji, sposobem na zamęczanie własnego ciała, spotęgowaniem bólu do takiego stopnia, że staje się on nieodczuwalny. Kino o wodzie (Wielki błękit jest tu jednym z przykładów) ma w sobie dwoistość, z jednej strony mówi o cielesnym kontakcie, wolności i odciążeniu, z drugiej – o balansowaniu między życiem a śmiercią. Woda staje się symbolem pragnienia przekroczenia fizyczności, a nawet jej zaniku.
Seksualność bohaterki staje się rozpaczliwą próbą odzyskania bliskości, ale też kolejnym polem przekraczania własnych granic – wystawiania się na ryzyko i testowania wytrzymałości ciała. Wchodzi w relacje BDSM (z mężczyznami i kobietami), w których opozycje między bólem a przyjemnością stają się płynne i nieoczywiste. Seks nie daje ukojenia, ale chwilowe zawieszenie, moment, w którym ból zostaje przekształcony w coś, co można kontrolować, dawkować, a nawet powtarzać. Nie jest to więc erotyka emancypacyjna, ale raczej zapis dalszego ciągu autodestrukcyjnych decyzji. W ciele rozgrywa się walka o przetrwanie, a nie o spełnienie. Imogen Poots w wymagającej roli Lidii Yuknavitch jest absolutnie znakomita, precyzyjnie oddaje rozedrganie postaci i wewnętrzny ogień napędzający ją i zarazem spalający.
Ryby, dzieci i syreny głosu nie mają
Choć Chronologia wody opowiada o tym, jak trudno wyrwać się z wiru autodestrukcji, w którym niemal pochłania cię mrok, jest to historia opowiedziana z perspektywy ocalałej — osoby, która zdołała się z niego wydostać. Odzyskując swój głos, bohaterka odnalazła drogę do samej siebie. Pisanie stało się dla niej tym, co ratuje ją przed utonięciem. Ma w tym udział również przewodnik po pisaniu, którego spotkała na swojej drodze – pisarz Ken Kesey (autora Lotu nad kukułczym gniazdem w filmie gra Jim Belushi), który pomógł jej ten głos ukierunkować.
Podobno są zranienia, których nie da się wyleczyć. Można jedynie nauczyć się z nimi żyć. Rozpoznawać momenty, w których się odzywają i nie pozwalać, by za każdym razem ściągały nas pod powierzchnię. O takich właśnie zranieniach jest Chronologia wody. I o pamięci. Niektóre wspomnienia wracają jak fala – odbierają oddech, wytrącającą z równowagi. Yuknavitch w duecie ze Stewart mówią nam, że te fale zawsze będą wracać, ale my możemy nauczyć się lepiej unosić na powierzchni, żeby już nas nie podtapiały.
Płonąc w wodzie, tonąc w ogniu
Trzeba podkreślić, że aktorka znana ze Zmierzchu sięgnęła po bardzo wymagający materiał literacki i zrealizowała ambitny projekt z wyczuwalną pewnością filmową. Adaptacja Stewart nie polega wyłącznie na przeniesieniu narracji, ale na próbie oddania książki jako doświadczenia – jej rytmu, fragmentaryczności i cielesności.
Film po raz pierwszy obejrzałam na Festiwalu Nowe Horyzonty. Po seansie, z reakcji osób nieznających książki i nieświadomych, że film oparty jest na autobiografii, można było odczytać przekonanie, że nadmiar cierpienia został przypisany wyobraźni scenarzysty. Tyle cierpienia w jednym życiu? To już przesada. Co jeszcze wymyślił scenarzysta? Najsmutniejsze jest jednak to, że najbardziej brutalne, niekiedy niewiarygodne historie są czyjąś codziennością. Chronologię wody polecam z jednoczesnym ostrzeżeniem, że niektóre dzieła kultury domagają się od swoich odbiorców ofiary z własnej wody, z łez.
**
Zofia Krawiec — dziennikarka, kulturoznawczyni, artystka i kuratorka wystaw sztuki współczesnej. Autorka książek Miłosny Performans (wyd. Lampa i Iskra Boża, 2016) i Szepczące w ciemnościach (wyd. Znak, 2023).




!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.