Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Makaron kontra faszyzm, czyli jak spaghetti wygrało z Mussolinim

Historia pastasciutta antifascista pokazuje, jak decyzje gospodarcze reżimu Mussoliniego doprowadziły do jednej z najbardziej osobliwych „wojen kulinarnych” w dziejach Europy.

Walka

Było ich aż siedmiu: Gelindo, Antenore, Aldo, Ferdinando, Agostino, Ovidio i Ettore. Bracia Cervi należą do ikon antyfaszyzmu we Włoszech (mieli też dwie siostry, Rinę i Diomirę). Urodzeni w rodzinie aktywistów w małej miejscowości Campegine w regionie Emilia-Romania, jako niezłomni partyzanci ruchu oporu zostali pośmiertnie oznaczeni Srebrnym Medalem za Męstwo Wojskowe. W znajdującym się nieopodal Museo Cervi można poznać historię ich życia.

Do jednego z najbardziej spektakularnych wydarzeń w życiorysie rodziny Cervi doszło w dniu aresztowania Mussoliniego, 25 lipca 1943 roku. Bracia zorganizowali w swej miejscowości wielkie przyjęcie na cześć upadku dyktatora. Najbardziej emblematyczną częścią świętowania niedoczekanego jeszcze – jak się wkrótce miało okazać – końca faszyzmu, stał się element kulinarny: bracia Cervi rozdawali wszystkim wygłodniałym mieszkańcom okolicy darmowy makaron z masłem i serem. Choć z punktu widzenia składników nie było to nic nowego, danie to z racji symboliki przeszło do historii pod nazwą pastasciutta antifascista.

Wybór makaronu nie był przypadkowy i bynajmniej nie dlatego, że mowa o Włochach. Darmową pastę dla wszystkich rozdawano w specyficznym, dziś trudnym do wyobrażenia kontekście: reżim Mussoliniego usilnie próbował bowiem wyeliminować z diety Włochów makaron, nieumyślnie czyniąc z niego jeden z symboli antyfaszyzmu.

Bitwa o zboże

W wyniku ukształtowania terenu Włochy nigdy nie były samowystarczalne, jeśli chodzi o produkcję zboża. W 2025 roku co najmniej 40 proc. krajowej pszenicy twardej, z której produkuje się makaron, pochodziło z importu. W przypadku pszenicy miękkiej, potrzebnej do produkcji chleba czy wypieków, odsetek ten sięga aż 70 proc. Do najważniejszych dostawców wykorzystywanej na Półwyspie Apenińskim pszenicy należą Ukraina, Kanada czy Turcja.

Nie inaczej było sto lat temu. W 1925 roku zboże stanowiło 15 proc. całego krajowego importu. Byłby to suchy fakt z historii gospodarczej Włoch, gdyby nie dwie kwestie: procent ten stanowił jeden z ważniejszych składników rosnącego deficytu handlowego kraju, zaś najważniejszym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji gospodarczych przez reżim był splot nacjonalizmu i mocarstwowości.

Czytaj także „Chodźcie za mną. Pokochacie mnie. Zostaniecie faszystami” Artur Troost

Oba te czynniki pchnęły Mussoliniego do ogłoszenia w lipcu tzw. bitwy o zboże (Battaglia del grano), której celem było osiągnięcie całkowitej samowystarczalności w produkcji i konsumpcji tego surowca. Wysiłki zmierzające do zwiększenia średnich plonów z hektara połączono ze sterowanym przez państwo ograniczeniem wewnętrznego popytu. Mówiąc po ludzku: Włosi mieli spożywać mniej makaronu, a najlepiej wcale.

Realizacja pierwszego założenia była dość oczywista i wiązała się z zaangażowaniem naukowców oraz przebudową infrastruktury w celu zwiększenia wydajności produkcji. Ograniczenie popytu dotykało już jednak tkanki społeczno-kulturowej i stanowiło znacznie większe wyzwanie. Bo o ile mitem jest, że Włosi jedli makaron już od czasów Marco Polo, o tyle Mussolini miał pecha – do ojczyzny niedawno zaczęli wracać imigranci ze Stanów Zjednoczonych, którzy przywieźli zza oceanu i rozprzestrzenili u siebie modę na makaronowe dania, z której wcale nie zamierzali rezygnować. Ten świeży entuzjazm wobec spaghetti czy tagliatelle miał w sobie coś z obcości i egzotyki – pochodził z zewnątrz, z Ameryki, więc zupełnie nie pasował do obrazu samowystarczalnego mocarstwa.

W tej sytuacji makaronu nie można było po prostu zakazać. Trzeba go było obrzydzić.

Makaron zniechęca do walki

Potrzeba ograniczenia konsumpcji pszenicy zbiegła się ze hasłami zrywającego z tradycją, a triumfującego wówczas futuryzmu. Jego czołowa postać, Filippo Tommaso Marinetti, na bankietach, w manifestach i na łamach prasy gastronomicznej ogłaszał, że „makaron jest symbolem ociężałości”,„tłumi entuzjazm” i powoduje depresję. A skoro Włosi powołani są przecież do wojowania, jeśli chcą odzyskać prestiż starożytnego Rzymu, muszą przestać go jeść. Przyjaciel Mussoliniego doskonale też znał kontekst gospodarczy, gdy w Manifeście futuryzmu pisał, że „wyeliminowanie makaronu uwolni Włochy od kosztownego zboża z zagranicy”.

Włochy miały surowiec, który w pewnym sensie stanowił przeciwieństwo makaronu: był tańszy w produkcji, a przede wszystkim uprawiano go na miejscu, więc nie pogarszał i tak już ujemnego bilansu handlowego. Tym surowcem był ryż. To on miał zastąpić makaron w jadłospisie, to zbierające go na polach Niziny Padańskiej kobiety stały się bohaterkami narodowymi (rzecz jasna, jedynie w deklaracjach państwowej propagandy). Był też swój, włoski. W 1931 roku powołano więc Krajową Agencję ds. Ryżu i uruchomiono agitację.

Czytaj także „Ciężarówkami rozjeżdżali etiopskich cywilów”. Zapomniana zbrodnia faszystowskich Włoch Artur Troost

I tak, do głodnych mieszkańców miast i wsi przyjeżdżają ciężarówki wyładowane ryżem. A w nich – broszury z przepisami i wyjaśnieniami, w jaki sposób konsumpcja nowych dań stanowi świadectwo patriotyzmu. Ryż odgrywa istotną rolę w budowaniu zdrowia społeczeństwa, bo przecież silny i zdrowy mężczyzna jest filarem bezpieczeństwa i obrony kraju. Zdrowa kobieta to z kolei fundament rodziny i matka wychowująca kolejne pokolenia silnych obywateli. Jedzcie ryż!

A jakie dania, zamiast makaronu, proponuje Włochom Marinetti? Co uwolniłoby ich od kajdan tradycji i tchnęły futurystycznego ducha dynamizmu i postępu? Tuńczyk z orzeszkami japońskimi. Marynowane chilli z parmezanem. Salami gotowane w kawie i wodzie kolońskiej.

Palce lizać, prawda? Tylko co na to ledwo wiążący koniec z końcem Włosi?

„Chcecie nas tym ryżem wykończyć”

Na północy, gdzie się go uprawia, ryż faktycznie odegrał pewną rolę. Dla Sycylijczyków, Neapolitańczyków czy Kalabryjczyków pozostawał jednak zupełnie obcy. Częściej służył jako dodatek smakowy albo nawet pokarm dla zwierząt niż składnik codziennego posiłku. Co gorsza, w wyniku Wielkiego Kryzysu z 1929 roku drastycznie wzrosły ceny zboża, a po inwazji na Etiopię sześć lat później, Liga Narodów nałożyła na Włochy sankcje. Wojna oczywiście pogorszyła sytuację jeszcze bardziej.

Stosunek południowców do ryżu dobrze oddała pisarka Viola Ardone w swojej powieści Czekam, aż stanie się coś pięknego. Główny bohater, siedmiolatek z powojennego Neapolu, wspomina:

„A my na początku się cieszyliśmy, bo przynosiły paczki z jedzeniem, ale zaraz się okazało, że w paczkach nie ma ani makaronu, ani mięsa, ani sera. Jest ryż. Zawsze ryż, tylko ryż. Za każdym razem, kiedy damy się pojawiały, moja mama Antonietta spoglądała w niebo i mówiła:  »Dziś znów ryżowe obżarstwo, chyba chcecie nas tym ryżem wykończyć!«. Łaskawczynie z początku nie rozumiały, ale później, gdy zobaczyły, że już nikt nie chce ich paczek, powiedziały, że to dobro narodowe, a one prowadzą  »ryżową kampanię«. Ciągle pukały do drzwi, aż ludzie przestali im otwierać.[…] [O]ne, i ten ich ryż to kpina w żywe oczy, a za każdym razem, gdy ktoś chciał jej podarować coś, czego nie potrzebowała, zrzędziła: »Oho, no proszę, łaskawczyni się znalazła!«”.

Kiedy więc w dzieciństwie pytano was, czy pomidorowa z ryżem, czy z makaronem, we Włoszech sto lat temu była to najwyższej wagi sprawa państwowa, w którą zaangażowano potężne środki i tabuny urzędników. Spożywanie makaronu w tych warunkach stanowiło swoisty akt oporu.

Przy wspólnym stole

Antymakaronowa kampania poniosła całkowitą klęskę. Włosi pozostawali głodni, średnie spożycie podstawowych produktów spadało, a ich dieta, siłowo pozbawiana makaronu, była uboga i monotonna. Zohydzanie makaronu zbiegło się w czasie z autarkiczną polityką reżimu, który w świetle narastających problemów gospodarczych publikował coraz bardziej absurdalne instrukcje dla gospodarstw domowych. Promowano zakładanie przy domach kurników i królikarni, ale też zachwalano zalety banana (naturalnie pod hasłami patriotyzmu), które uzasadniać miały prowadzenie polityki kolonialnej.

Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosił oczywiście Mussolini, stąd jego aresztowanie idealnie wpisało się w potrzebę spożycia makaronu, do której w lipcu 1943 roku spontanicznie nawiązali bracia Cervi. Wbrew własnym intencjom, dyktator bardzo przyczynił się więc do promocji pasty, choć oczywiście straszliwym kosztem.

Historia ta niestety nie ma dobrego zakończenia. Szczęśliwie makaron przetrwał faszyzm, ale bracia już nie – zostali rozstrzelani przez zwolenników Republiki Salò w Reggio Emilia 28 grudnia, pięć miesięcy po zorganizowanym przyjęciu. Do tych wydarzeń nawiązał później piosenkarz Fausto Amodei w jednej ze swoich piosenek, kiedy 17 lat później w tym samym mieście zastrzelono pięciu robotników w trakcie manifestacji przeciwko rządom Tambroniego. Po kilku dekadach zaś wznowiono jedzenie pastasciutta antifascista, które stanowi dziś jeden z rytuałów w trakcie obchodów Święta Wyzwolenia 25 lipca każdego roku.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x