Święto Pracy korzeniami sięga aż 1889 roku, gdy Międzynarodówka Socjalistyczna wezwała robotników wszystkich krajów do okazania solidarności, wspólnego zażądania ośmiogodzinnego dnia pracy i zarazem upamiętnienia wcześniejszych o kilka lat wydarzeń z Chicago, gdzie zginęło kilku robotników protestujących w imię właśnie tego postulatu. Od czasu najwcześniejszych demonstracji pierwszomajowych ten dzień zdążył zyskać popularność na całym świecie i trwale zapisać w większości narodowych kalendarzy.
Wydawałoby się, że po tylu latach nikt już nie będzie mieć wątpliwości co do zasadności uczynienia 1 maja świętem państwowym, zarówno dla upamiętnienia przeszłych walk o prawa pracownicze, jak i docenienia współczesnych ludzi pracy, a więc znakomitej większości społeczeństwa. Nic bardziej mylnego – liberałowie nigdy w pełni nie pogodzili się z tym świętem, o czym świadczą ich ostatnie wysiłki we Francji.
Pracować 1 maja, choćby i wbrew prawu
Przed kilkoma tygodniami burzę nad Sekwaną wywołała deklaracja jednego z liderów macronistów, Gabriela Attala, że zrobi on wszystko, aby zakończyć pierwszomajową dyskryminację pracowników poprzez… umożliwienie im pracy w Święto Pracy. Konkretnie chodzi o piekarnie, kwiaciarnie i potencjalnie sklepy mięsne – bo zdaniem byłego premiera ich właściciele powinni móc prowadzić 1 maja działalność pod warunkiem, że pracownikom, którzy dobrowolnie stawią się tego dnia na miejscu, wypłacą podwójną stawkę. Można wątpić, na ile w rzeczywistości byłby to wolny wybór, jednak opór wobec tego pomysłu wynika przede wszystkim z obaw o utworzenie niebezpiecznego precedensu.
Od 1947 roku 1 maja ma szczególny status wśród francuskich świąt państwowych. Nie jest jedynym dniem wolnym od pracy, ale zakaz aktywności zarobkowej jest wtedy wyjątkowo rygorystyczny. Z wyłączeniem służb publicznych każdy pracownik cieszy się w Święto Pracy płatnym urlopem, podczas gdy w inne dni świąteczne jest to większym stopniu zależne od sektora, porozumień związkowców z pracodawcami, praktyk w poszczególnych firmach itd. Funkcjonują więc rozmaite wyjątki, a liberałowie chcieliby, żeby podobnie było 1 maja z piekarniami i kwiaciarniami.
Związki zawodowe i lewica potraktowały takie pomysły jako próbę pełzającego demontażu Święta Pracy, osłabienia jego znaczenia i otworzenia drogi do dalszego mnożenia wyjątków, a docelowo może nawet likwidacji dnia wolnego. Wkrótce po słowach Attala komuniści zapowiedzieli złożenie wniosku o wotum nieufności dla rządu, uzyskując poparcie socjalistów, zielonych oraz Francji Niepokornej. Jednocześnie główne centrale związkowe zagroziły falą strajków. To wszystko skłoniło władze do pohamowania zapędów i zapewnienia opozycji, że przynajmniej do 2027 roku Święto Pracy jest bezpieczne w obecnej formie. Nawet to nie jest jednak w pełni prawdą.
Skoro nie udało się przeforsować zmian prawnych, rządzący namawiają obywateli do łamania prawa – właściciele piekarni oraz kwiaciarni na spotkaniu z premierem Lecornu usłyszeli, że co prawda otworzenie ich przybytków w najbliższy piątek będzie nielegalne, ale władze będą na to patrzeć przez palce i powstrzymają się od wymierzania sankcji. W ten absurdalny sposób przedsiębiorców stawia się ponad prawem i pozwala im łamać prawo pracy w Święto Pracy. Doskonałe to uczczenie międzynarodowego dnia robotników, godne czasów, gdy po raz pierwszy ustanawiano takie święto.
Nadmiar urlopu niszczy gospodarkę
Atak na Święto Pracy wpisuje się w trwającą we Francji od kilku lat antypracowniczą kampanię – rządzący liberałowie podejmują próby zredukowania liczby dni ustawowo wolnych od pracy, jak dotąd bez powodzenia. W ramach zaciskania pasa proponowano na przykład, by charakteru świąt państwowych nie miały Poniedziałek Wielkanocny oraz Dzień Zwycięstwa, który upamiętnia kapitulację III Rzeszy. Trudno uzasadniać takie kroki jakimś szczególnym świątecznym rozpasaniem Francuzów, ponieważ liczba dni ustawowo wolnych nad Sekwaną sytuuje się nieco poniżej średniej unijnej.
Ten fakt skłania lewicę do kontrofensywy, która pokazuje, że regres nie jest jedynym możliwym kierunkiem. W kontekście dyskusji wokół pierwszomajowych projektów obozu prezydenckiego Francja Niepokorna, aby zademonstrować opór wobec prób odebrania Francuzom dni wolnych, zaproponowała krok odwrotny: dodanie do kalendarza kilku nowych świąt państwowych. Wśród ośmiu takich dni znalazły się rocznica zniesienia niewolnictwa we francuskich koloniach, upamiętnienie Komuny Paryskiej oraz data proklamacji pierwszej Republiki.
Oczywiście rządząca centroprawica nigdy nie zgodzi się ani na jedno święto więcej, a sama myśl o dodaniu kilku nowych wolnych od pracy dni nie zapewne przyprawia macronistów o palpitację serca. Jeden z faworytów wyścigu prezydenckiego, Édouard Philippe, wprost zapowiedział, że Francuzi muszą „pracować dłużej w tygodniu, dłużej w roku i dłużej w życiu”, odnosząc się kolejno do propozycji wydłużenia tygodnia pracy, likwidacji dni wolnych oraz podwyższenia wieku emerytalnego. Każdy kolejny dzień płatnego urlopu rzekomo przybliża kraj do ruiny finansowej, kosztuje przedsiębiorstwa i państwo niepowetowane straty. W Polsce podobne argumenty słyszeliśmy przy okazji dyskusji wokół uczynienia Wigilii dniem wolnym od pracy. Dla przedsiębiorców ułatwienie życia pracownikom jest niedopuszczalne, gdy tylko prowadzi do minimalnie mniejszych zysków. W przypadku Święta Pracy mamy jednak do czynienia z dodatkową motywacją.
Usunięcie święta robotników ofensywą ideologiczną
Powodami, dla których celem ataków liberałów jest akurat 1 maja, są jego socjalistyczny rodowód oraz znaczenie symboliczne. Usunięcie jednego wolnego dnia niewiele zmieni w wymiarze ekonomicznym, za to byłoby wielkim ideologicznym zwycięstwem zwolenników nieskrępowanego kapitalizmu. W Wielkiej Brytanii za czasów Thatcher torysi poważnie rozważali osłabienie lub likwidację Święta Pracy. Inspiracją mogły być Stany Zjednoczone, gdzie prezydent Eisenhower ustanowił 1 maja Dniem Lojalności, kontrując w ten sposób próby obchodzenia międzynarodowego dnia robotników. Przez opór prawicy 1 maja nie stał się dniem wolnym w II Rzeczpospolitej, a i w III pojawiały się pomysły jego likwidacji. Być może Święto Pracy nie przetrwałoby, gdyby nie powszechne kojarzenie go jako „dnia grillowania” oraz fakt, że rozpoczyna kilkudniową majówkę.
We Francji dochodzi do tego wspomniany wyjątkowy status Święta Pracy – w żaden inny dzień pracownicy nie są tak mocno chronieni, więc probiznesowa władza swój program wydłużania czasu pracy chętnie rozpoczęłaby właśnie od ważnego symbolicznie osłabienia 1 maja. Dlatego również takie kontrowersje budzi z pozoru niewielka zmiana: przecież chodzi tylko o piekarzy i kwiaciarzy, a kto nie chciałby zjeść świeżej bagietki przed pochodem pierwszomajowym lub ozdobić butonierki dopiero co zakupionym goździkiem? Wielu Francuzów ucieszyłoby się z otwarcia akurat tych przybytków, jednak ambicje liberalnej prawicy sięgają znacznie dalej i ustąpienie w tej kwestii ośmieliłoby ją do działania na szkodę coraz większych grup pracowników.
Z trudem wywalczone na przestrzeni ostatniego stulecia zdobycze obywatelskie i socjalne są obecnie w wielu krajach Europy zagrożone na skutek lobbingu wielkiego biznesu, ofensywy posłusznych mu partii oraz groźby zaciskania pasa – chyba nic nie świadczy dobitniej o pogarszającej się sytuacji pracowników, niż bezpośrednie atakowanie ich święta. Być może trzeba więc być wdzięcznym prawicy, gdy ta zdejmuje progresywne lub „ludowe” maski i ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Przynajmniej niektórzy pozbędą się złudzeń w tej kwestii.




!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.