Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Kwestia kobieca” – zobaczcie tę wystawę! To ostatnia szansa

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie dobiega końca wystawa „Kwestia kobieca 1550-2025”. Byłam na niej kilka razy i jeśli przed 3 maja będziecie miały okazję odwiedzić MSN, to bardzo wam ją polecam – i zapraszam na subiektywne oprowadzanie.

ObserwujObserwujesz
Walka

Nie jestem historyczką sztuki, ale feministyczna perspektywa na sztukę mnie wciągnęła, więc od lat śledzę temat, czytam i oglądam wystawy pod tym kątem. Wystawa Kwestia kobieca 1550-2025 to ukoronowanie moich marzeń, ale jednocześnie otwarcie puszki Pandory: czy naprawdę dziś potrzebujemy wystaw o kobietach w sztuce i kobietach sztuki? Czy to nie jest znak zacofania Warszawy i Polski, że dopiero teraz mamy taką wystawę? Czy w XXI w. jeszcze musimy się nad tym tematem pochylać? Czy cipka między nogami ma aż takie znaczenie dla tego, co malujesz?

Jeśli którekolwiek w tych pytań przychodzi wam do głowy, to tym bardziej polecam wizytęw MSN w Warszawie. Ja na wystawie byłam już kilka razy: sama, z zespołem Krytyki Politycznej albo z koleżanką, która mówiła: „Wow, niesamowity przegląd prac z przestrzeni wieków”. To fakt, jak na muzeum sztuki nowoczesnej na Kwestii kobiecej można zobaczyć wiele prac nienowoczesnych. Raczej staroci, które osiadły kurzem zanim się zainteresowano kobietami. Zapraszam na przegląd kilku dzieł, przy których warto się zatrzymać.

Artemisia Gentileschi

Jak tylko wejdziecie na wystawę, zderzycie się z wielkimi metalowymi drzwiami. Za nimi znajduje się praca Zuzanna i starcy Artemisii Gentileschi. Autorka była córką malarza. To o tyle ważne, że dawniej – a Artemisia tworzy w pierwszej połowie XVII wieku – kobietom ciężko było uczyć się malarstwa. Jakąś szansą było to, że ojciec malował, miał pracownię, gdzie mogła obserwować, jak pracuje on i jego pomocnicy. Dziś Artemisia Gentileschi jest bardziej znana niż jej ojciec Orazio.

Historyczka sztuki Mary Garrard pisała, że „Artemisia podejmowała te same zagadnienia, które zaprzątały pisarki jej epoki: przemoc seksualną, władzę polityczną, mit niższości kobiet oraz kulturowe uciszanie ich głosu i umniejszanie osiągnięć”. Obraz Zuzanna i starcy przedstawia biblijną historię o tym, że dwaj starsi faceci podglądają młodą kąpiącą się kobietę. Idealny temat, żeby pokazać gołą panią pod płaszczykiem ilustrowania Biblii. Motywy biblijne czy mitologiczne były popularne w jej czasach, ale artystka sięga po nie, by dać kobietom siłę, sprawczość czy chociaż podmiotowość.

Na interpretacji prac Gentileschi zaważył fakt, że jako młoda dziewczyna została zgwałcona przez typa pracującego u jej ojca. Sprawa trafiła do sądu. Ojciec pozwał gwałciciela, ale nie dlatego, że zgwałcił jego córkę, tylko dlatego, że nie chciał się z nią ożenić. Zachowały się akta z sądu, dlatego tak dużo o tym wiemy. Artemisia była poddawana torturom w czasie zeznań, bo uznawano, że skoro kłamie, to w czasie tortur odwoła oskarżenia. Nie odwołała. Facet został skazany, choć wielkiej kary nie poniósł. Prace Artemisii Gentileschi są odczytywane przez pryzmat tego doświadczenia. Jednak Zuzanna i starcy to pierwszy znany obraz Gentileschi, więc nie dajcie się wkręcić w interpretowanie go przez pryzmat późniejszego doświadczenia gwałtu, bo to po prostu będzie bzdura.

W kolejnej sali zobaczycie pracę Betty Tompkins Kobiety słowa (Artemisia Gentileschi #2). Na obrazie Artemisii umieszczone są seksistowskie teksty. Ta baza pozwoli zobaczyć, jak Artemisia malowała podmiotowe kobiety, a jej praca stała się po latach punktem odniesienia dla innej twórczyni.

Angelika Kauffmann

W tej samej sali co Zuzanna i starcy wisi obraz Angeliki Kauffmann. To portret pewnej hrabiny upozowanej na Lukrecję, legendarną Rzymiankę, która została zgwałcona i z powodu hańby popełniła samobójstwo. To popularny motyw w malarstwie. Ale na obrazie Angeliki Kauffmann zwróćcie uwagę na tajemniczą dłoń, która chwyta za rękę Lukrecji, w której ta trzyma sztylet. Próbuje ją zatrzymać? Powiedzieć: ej, to gwałciciel powinien się okryć hańbą, a nie ty? Lubię myśleć, że o tym jest ten obraz.

Angelika Kauffmann, Portret księżnej Guliany Pubblicola Santacroce jako Lukrecji, domena publiczna

Obraz Angeliki Kauffmann pochodzi ze zbiorów Muzeum Narodowego. Gdy pierwszy raz o tym usłyszałam, zastanawiałam się, jak praca tak znanej artystki trafiła do Polski? Okazało się, że użyto w tym celu dyplomacji – choć ktoś mógłby to nazwać przekupstwem na szczytach władz.

Stanisław August Poniatowski zbierał obrazy do kolekcji. Chciał mieć coś od Kauffmann. Nie było to proste, ale w Rzymie był facet, który bardzo chciał dostać Order Orła Białego. Dlatego brat Stanisława Augusta załatwił dla niego order u króla, a siostrze uhonorowanego zasugerował, że idealnym podziękowaniem za wyróżnienie byłby właśnie obraz malarki. Czy to nie jest niesamowita historia? Mamy w Polsce obraz wybitnej artystki, bo król przehandlował go za Orła Białego.

Sofonisba Anguissola

Niestety nie wiem, jak do Polski trafiły dwa obrazy Sofonisby Anguissoli. W Muzeum Narodowym w Poznaniu jest Gra w szachy (teraz nie ma, byłam w lutym obejrzeć obraz po raz kolejny i pocałowałam klamkę, ale ma wrócić). Drugi to Autoportret przy sztaludze z kolekcji Zamku w Łańcucie. Sprawdzałem kiedyś, jak tam dojechać transportem publicznym i okazało się, że to dwudniowy wyjazd. Dlatego łzy mi w oczach stanęły, jak zobaczyłam ten autoportret na wystawie w MSN.

Katalog wystawy donosi, że Sofonisba przez cały XVI wiek namalowała „więcej autoportretów niż jakikolwiek inny europejski artysta w stuleciu między Dürerem a Rembrandtem”. Autoportret to temat całej sekcji wystawy w MSN, dlatego, że to kobieta zapoczątkowała taki gatunek jak „autoportret z paletą”. Dla kobiet taki obraz był wizytówką. Mówił: patrz, to ja to namalowałam – i naprawdę zajebiście maluję.

Sofonisba Anguissola tworzy w XVI wieku, jej prace są najstarszymi na wystawie. Wyjątkowo jak na tamte czasy nie była córką malarza. Również wyjątkowo zachował się jej ojciec, który miał sześć córek i syna, i wiedział, że na posagi dla córek nie wydoli, więc postanowił zainwestować w ich wykształcenie, żeby oprócz skromnego kapitału finansowego miały też mocny kapitał społeczny i kulturowy. Geniusz. Tewje ze Skrzypka na dachu na to nie wpadł, choć miał podobny „problem”. Amilcare Anguissola myślał raczej jak Kris Jenner, mama Kardashianek.

W wielu muzeach świata znajdziecie prace Sofonisby. Każda książka o kobietach w sztuce zawiera opowieść o niej. Dzięki swoim autoportretom artystka jest nie do pomylenia z kimś innym i nie sposób jej nie zauważyć. Na portretach zawsze wygląda tak samo, choć wiemy, że żyła 92 lata. Znamy też jej portret wykonany przez innego twórcę, Antoona van Dycka.

Dla mnie jednak Anguissola zawsze będzie tą młodą dziewczyną, która pokazała pracowitość i talent, która maluje szczegóły stroju w wyjątkowy sposób – czy ktoś z was też to zauważa? Nawet gdy byłam na wernisażu nowej wystawy w MSN, to i tak poszłam do Sofonisby. Tak, odwiedzam swoje ulubione obrazy w muzeach i uśmiecham się do nich, bo po prostu sprawia mi frajdę wgapianie się w tę popękaną farbę i w oczy kobiet na obrazach.

Lavinia Fontana

W tej samej sali, w której wiszą autoportrety Sofonisby, jest Autoportret przy szpinecie Lavinii Fontany. Zwróćcie uwagę, że w tle na tym obrazie stoją sztalugi. Malarka pokazuję siebie podczas gry na instrumencie, ale widzimy na obrazie, że także maluje.

Lavinia Fontana była córką malarza, podobnie jak Artemisia. Ale podobnie jak w przypadku Sofonisby, jej posagiem były umiejętności. Miała wnieść do małżeństwa jako swój majątek prowadzenie pracowni ojca i malowanie.

Wspominałam wyżej o kobietach, które rozwijały w sztuce gatunek autoportretu. Sofonisba na swoich autoportretach pisała po prostu, że to ona przez nią namalowana. Fontana na obrazie pokazywanym w MSN pisze, że oddała swoje rysy za pomocą lustra”. Żeby nie było wątpliwości, że to ona namalowała, napisała to na obrazie.

W kolejnej sali zobaczycie obraz Tintoretto malujący nieżyjącą córkę oraz La Tintoretta. Na obu widać malarkę Tintorettę, która była córką malarza i pracowała w warsztacie ojca, ale prawie nie znamy jej prac. Została legendą. Zniknęłaby w odmętach historii, gdyby nie herstoria.

Guerilla Girls

Plakat Guerilla Girls z gołą babą w masce goryla i podpisem mówiącym, że w kolekcji sztuki współczesnej w MET w Nowym Jorku artystki stanowią mniej niż 5 proc. twórców, za to 85 proc. aktów przedstawia kobiety, był pokazywany w komunikacji miejskiej w Nowym Jorku. Był to rok 1989, wyjątkowy w polskiej historii, ale jak widać, ważny też dla dyskusji o obecności kobiet w sztuce.

Na początku wystawy widzieliśmy Zuzannę i starców i na szczęście nie oglądaliśmy na tej wystawie więcej gołych bab malowanych ku uciesze męskiego oka. Kolejne gołe panie się pojawią, ale już w innych kontekstach. Dlatego warto zwrócić uwagę na ten plakat, bo w prosty i dobitny sposób pokazuje, że mamy problem.

Członkinie Guerilla Girls przed plakatem prezentowanym w Victoria and Albert Museum. Fot: Eric Huybrechts

W tym kontekście mogę podzielić się osobistą historią. We wspomnianym na plakacie Guerilla Girls nowojorskim MET oprócz wystaw można oglądać magazyn otwarty dla zwiedzających. Obrazy nie wiszą tam na ścianach, tylko są w gablotach, podobnie jak masa innych przedmiotów. Kiedyś zgubiłam się w budynku muzeum, trafiłam do tego magazynu i było to najlepsze, co mnie spotkało. Masa przedmiotów nawalonych jeden na drugim, w tym prace kobiet i mężczyzn, uznanych za niewartych pokazania na głównej ekspozycji. Jeśli szukacie prac artystek, to magazyny muzealne są do tego idealnym miejscem.

Maria Baszkircew

W sali poświęconej edukacji kobiet, a raczej jej systemowym brakom, wisi obraz Marii Baszkircew W pracowni. Ten obraz ma dla mnie podwójne znaczenie.

Po pierwsze okazuje kobiety uczące się w pracowni Académie Julian. To prywatna szkoła działająca na przełomie XIX i XX wieku w Paryżu, w której mogły się uczyć kobiety. Stąd na tym obrazie te wszystkie malarki, same dziewczyny, bo dla chłopaków był inny program. Nadal było to coś. W Académie Julian studiowała np. Anna Bilińska (jej obraz zobaczycie dalej).

Po drugie, pamiętam wernisaż wystawy, kiedy obraz nie wisiał jeszcze na ścianie. Nie dotarł na otwarcie z Muzeum Sztuki w Dnieprze ze względu na wojnę w Ukrainie. Dojechał później. Jest niejako uchodźcą wojennym, który na jakiś czas znalazł schronienie w bezpiecznym kraju. Co się w nim stanie dalej? Nie wiem. Rosyjski atak na Ukrainę nie tylko zabija ludzi. Niszczy też kulturę. Może więc warto z tego powodu zobaczyć dziś obraz Baszkircew?

Katarzyna Górna

W dużej sali pełnej autoportretów na środku zobaczycie kilka rzeźb. Jedną z nich jest Wenus antropocenu pierwsza. Ta praca powstała z odlewu ciała artystki. Figura przypomina rzeźby płodności Wenus znane z wykopalisk. Tym razem zamiast głowy Wenus ma grzyby – nawiązanie do natury i antropocenu. A dawne kształty Wenus w dzisiejszej kulturze raczej nie uchodzą za kanon piękna.

Uczciwie przyznam, że znam Kasię Górną, autorkę tej rzeźby. I może dlatego robi ona na mnie wrażenie szczerością i bezkompromisowością. Jednocześnie na wystawie oglądamy dawne autorki, które pokazały niezależność, jaka w dzisiejszych czasach wymaga przypisów. Górna pokazuje współczesną podmiotowość kobiecego ciała, która skonfrontowana z wizerunkiem kobiet obecnym w mediach masowych raczej nie wymaga wyjaśnień – oto jest prawdziwe ciało kobiety, proszę państwa.

Pamiętam, jak czytałam na studiach Drżące ciała, książkę z rozmowami Artura Żmijewskiego z artystami, w tym z Katarzyną Górną. Artur rozmawiał z Kasią o facetach z dużymi penisami i zdjęciach nagich kobiet. Nakład tej książki dawno się wyczerpał, ale szukajcie w bibliotekach. Warto, bo w kontekście tamtych rozmów widać, że nie byliśmy w ogonie świata, jeśli chodzi o dyskusję o sztuce i płci.

Maria Korsak

Maria Korsak jest moim największym odkryciem tej wystawy. To malarka XX-wieczna, która zyskuje uznanie na fali popularności „sztuki naiwnej”. Jeśli już wcześniej chodząc po wystawie zauważyliście, że to dziwne, że obok siebie wiszą obrazy olejne i prace malowane na kartonie czy wyszywane, to teraz znajdziecie swoją odpowiedź. Albo przynajmniej jej część.

Zacznijmy od tego, co w tej wystawie najzajebistsze – wewnętrznej debaty. Rosika Parker i Griselda Pollock w książkę Dawne mistrzynie piszą wprost, że historia sztuki jako dyscyplina, która wyłoniła się w XIX wieku, a skonsolidowała w wieku XX, była „fundamentalnie seksistowska”. I dalej, że: „nie tylko pomijała bądź zaniedbywała kobiety”, ale też „czyniła wysiłki, by kobiet w niej nie było”. W konsekwencji wszystkie „robótki ręczne”, które nie były malowaniem, lądowały poza kanonem.

Tutaj trafiamy na Marię Korsak. Nieźle maluje. Zyskuje rozpoznawalność w kategorii „taśma nieprofesjonalna”. Ale uczy się i rozwija. Gdy przychodzi z lepszymi – według niej i otoczenia – pracami, słyszy, że „sama musi rozstrzygnąć dylemat: zarabiać jako uznana już »naiwna«, czy sprzedać swe nowe obrazy na bazarze Różyckiego”. Maria Korsak wybrała niewybieranie. Malowała dla jednej i drugiej publiczności, tej eksperckiej fafarafa i tej lokalnej, która doceniała jej pejzaże. Ale wybór pomiędzy byciem częścią mainstreamu, a panią z bazaru Różyckiego to realny konflikt, który ta wystawa jasno pokazuje.

Marie-Nicole Vestier-Dumont

Marie-Nicole Vestier-Dumont namalowała autoportret Autorka przy swoich zajęciach pod koniec XVII wieku. Córka malarza i żona malarza, na dodatek sama malująca, pokazała coś, czego świat wcześniej nie widział – malarkę przy pracy. No dobra, wiemy, że przy pracy kobieta raczej nie nosiła wytwornych sukni i jeśli malowała, to dlatego, że nie musiała się non stop zajmować dziećmi. Ale doświadczenie osobiste, które Vestier-Dumont pokazała na płótnie, to wciąż ewenement w przedstawieniach z tego okresu.

Oto kolejny przykład tego, że na wystawie można zobaczyć wyjątkowe prace, klasyki znane z książek. W Krytyce Politycznej wydaliśmy niedawno raport Ręka, która porusza kołyskę, trzyma pędzel. To przekrojowa prezentacja praktyk artystek i innych osób związanych ze sztuką, które skupiają się na opiece i macierzyństwie. Jestem pewna, że każdy, kto zobaczy obraz Vestier-Dumont i kto zna tę publikację, od razu połączy jedno z drugim.

Szkolnie i polemicznie

To zaledwie połowa wystawy, ale dalej puszczę was same. Surrealizm, macierzyństwo czy wojna to wyjątkowo ciekawe elementy wystawy. Mam nadzieję, że dzięki temu wstępowi uda wam się z odwagą czytać kolejne prace.

To, co na tej wystawie jest najważniejsze, to że częściowo jest ona banalna i szkolna, nadrabia wszystkie zaległości instytucjonalne, czyli pokazuje klasykę klasyki i chwała jej za to. Z drugiej strony z tym banałem i szkolnością dyskutuje i ją podważa – nie było edukacji, a jednak ktoś się uczył, nie było kobiet w kanonie, a jednak ten kanon powstawał.

Gdybym miała odpowiedzieć na stawiane na początku pytania: tak, potrzebujemy wystaw o kobietach w sztuce i kobietach sztuki, bo nadal mamy ich za mało. Z kolei w odpowiedzi na pytanie o cipkę między nogami i jej znaczenie dla tego, co malujesz, odsyłam was do innej wystawy – Kolekcjoner. Ignacy Korwin-Milewski (1846–1926) w Muzeum Narodowym w Warszawie. Usiądźcie w sali z autoportretami i zastanówcie się, czemu wszystkie są niemal identyczne, poza niedokończonym obrazem Anny Bilińskiej? I czemu ona tam w ogóle wisi?

Czy to znak zacofania, że dopiero teraz mamy taką wystawę? I tak, i nie. Tak, bo fajnie by było mieć podobną wystawę wcześniej, a nie, bo… nie byłaby podobna. Debata o kobietach i ich miejscu w sztuce trwa, wywracając do góry nogami kanony oraz definicje tego, co jest wielką sztuką, domagając się nowych odpowiedzi na pytanie o to, co oceniamy jako wielkie albo badziewne. A także o to, kto powinien to oceniać.

Na fundamentalne pytanie, czy w XXI wieku warto się pochylać nad tematem płci w sztuce, odpowiadam, że warto. Choćby dlatego, że samo przyglądanie się sztuce kobiet może sprawiać, że przyglądamy się sztuce w ogóle. Gdyby nie ona, nie miałabym bladego pojęcia o tematach biblijnych czy antycznych. Warto wiedzieć więcej o obrazach, które nadal kształtują naszą codzienność i dlatego polecam wam wizytę w MSN (oraz w muzeach w ogóle).

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x