Po sieci krąży ostatnio słynne zdjęcie z 1936 roku przedstawiające niemieckich robotników portowych wykonujących hitlerowski salut – z jednym wyjątkiem, zaznaczonym w kółko mężczyzną stojącym z założonymi rękami i podpisanym: „Pedro Sánchez”. Choć w rzeczywistości scena przedstawia heroiczną postawę stoczniowca Augusta Landmessera, to urzędujący premier Hiszpanii wytrwale pracuje na to porównawcze wyróżnienie.
Trump, który wprowadził w życie już ponad połowę autorytarnego Projektu 2025 i zbombardował osiem państw, dzięki czemu Stany Zjednoczone zostały ochrzczone przez komentariat „Burgerrzeszą”, raczej nie zareaguje na tę niesubordynację zesłaniem Sáncheza do Guantanamo (Landmesser skończył w nazistowskim obozie), ale hiszpański socjalista (taki z nazwy, w rzeczywistości klasyczny socjaldemokrata) z pewnością ryzykuje politycznie. Jeśli Hiszpanie odczują dotkliwe konsekwencje nonkonformistycznej szarży lidera Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE), odbije się to na jego wynikach.
A choć Sánchez rządzi już po raz drugi, to w Hiszpanii nie ma limitu kadencji premiera – wystarczy, że PSOE zachowa większość w parlamencie i zapewni mu wotum zaufania. Ma więc sporo do stracenia. Wiele jednak wskazuje, że jeszcze więcej do zyskania.
Nie wstyd panu, panie Radosławie?
Madryt nie od wczoraj wykazuje dziarską postawę w relacjach z administracją Trumpa, a Sánchez określał działania Izraela w Gazie mianem ludobójstwa jeszcze za Bidena, jako pierwszy europejski przywódca. Hiszpania znalazła się też w wąskim gronie państw, które ogłosiły bojkot Eurowizji 2026 ze względu na dopuszczenie do udziału izraelskiej reprezentacji (taką samą decyzję podjęły Słowenia, Irlandia i Holandia).
Sánchez rozwścieczył też Izrael i USA, kiedy doprowadził do uznania przez Madryt palestyńskiej państwowości w 2024 roku, a także gdy jego rząd nałożył embargo na broń wysyłaną do Izraela, obejmujące zakaz tranzytu paliwa i transportu materiałów wojskowych dla sił izraelskich przez hiszpańskie porty.
Gdy Radosław Sikorski z nieskrywanym cynizmem atakował w mediach polskich uczestników i uczestniczki flotylli humanitarnej dla Gazy – wykazując się szczególnym okrucieństwem wobec Franciszka Sterczewskiego, swojego „kolegi” z klubu – hiszpański rząd oficjalnie wsparł misję, Barcelona zorganizowała serię masowych wydarzeń na rzecz Palestyny wraz z huczną odprawą kilkudziesięciu łodzi z jednego ze swoich portów, a po izraelskich atakach dronowych na flotyllę Hiszpania wysłała okręt marynarki wojennej. Okręt co prawda odpłynął, gdy zrobiło się naprawdę niebezpiecznie, ale to wciąż lepsze niż polscy ministrowie tłumaczący, że aktywiści „sami się tam pchali” i wrzucający na Twittera wpisy szydzące z ludzi, którzy narażali życie, by wymusić reakcję na ludobójstwo w Gazie (warto odnotować, jak odmienny mają stosunek do lekkomyślnych polskich influencerów, którzy utknęli w Dubaju, bo nie słyszeli o wojnie z Iranem i błagają, by ściągnąć ich z powrotem).
Trump już wcześniej kierował pogróżki pod adresem Madrytu, ale wygląda na to, że teraz naprawdę może stracić cierpliwość. Sánchez odmówił bowiem zezwolenia amerykańskim samolotom bojowym na wykorzystanie swoich baz lotniczych do ataku na Iran, a sam atak – rozpoczęty przez USA i Izrael – określił jako nielegalny (co nie powinno stanowić kontrowersji, bo mowa o wojnie napastniczej, której nie tylko prowadzenie, ale nawet publiczne popieranie jest w wielu krajach, także w Polsce, nielegalne).
Tymczasem Polska konsekwentnie wspiera Izrael, a przedstawiciele rządu nie potrafią zdobyć się choćby na potępienie poszczególnych ataków na obiekty cywilne w Iranie – jak ten na szkołę podstawową dla dziewczynek, w którym zginęła ich ponad setka – ze wskazaniem oczywistych sprawców. To znamienne – kiedy Sikorski ganił w mediach uczestników flotylli, przed i podczas ich pobytu w więzieniu Ktzi’ot, powtarzał, że „są kraje, które biorą zakładników”, wymieniając Iran i Rosję, ale już „Izrael” nie przeszedł mu przez gardło – choć to przecież izraelskie wojsko napadło na łodzie wypełnione cywilami i pomocą humanitarną.
Choć nie można pominąć, że Polska jest w innej niż Hiszpania sytuacji geopolitycznej i zagrożenie ze strony Rosji ogranicza nasze pole manewru, jeśli chodzi o stawianie się Amerykanom – a tym samym również Izraelowi – jednak postawa Sáncheza powinna zawstydzać wszystkich, którzy klękają przed Waszyngtonem i Tel Awiwem znacznie niżej niż muszą i nie próbują nawet szukać alternatyw wobec takiego samoupokorzenia.
Sánchez dowodzi, że Trump nie jest wszechpotężny
Media społecznościowe zalewają thirst trapy z Sánchezem – zdjęcia i nagrania z jego wczesnej młodości do dziś, opatrzone serduszkami i piosenkami wyrażającymi uwielbienie dla przystojnego premiera, który sam jeden przeciwstawił się Złu, ucieleśnianemu przez twór zwany złośliwie USsraelem, w czym zawiera się teza, że Izrael jest jedynie przedłużeniem imperialistycznego amerykańskiego prącia na Bliski Wschód i wraz z USA stanowi w zasadzie jeden twór.
Twór, który rozpoczął właśnie kolejną wojnę napastniczą, obiecując zakończenie islamistycznego terroru, wyzwolenie kobiet, gejów i demokrację – a Trump już zapowiada, że najlepszym rozwiązaniem może być wyniesienie do władzy kogoś z wewnątrz starego reżimu (lecz niestety „większość osób, które braliśmy pod uwagę, jest martwa” – powiedział z lekkością prezydent USA). Czyli Wenezuela 2.0., a coraz wyraźniejsze robią się skojarzenia ze scenariuszem syryjskim – media donoszą, że CIA zbroi irańskich Kurdów, by walczyli z reżimem, podczas gdy Amerykanie nie chcą osobiście pakować się w wojnę lądową. Przypomnijmy, że Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) były kluczowym sojusznikiem USA w walce z Państwem Islamskim, a dziś są masakrowani przez reżim wspierany przez Waszyngton przy pełnym przyzwoleniu Stanów i Izraela.
Hiszpańska lewica widzi, że „operacja militarna” w Iranie nie skończy się dobrze. Na pewno nie dla Irańczyków, to nie ich interes jest tu rozpatrywany. W czasach, kiedy lewica na Zachodzie jest osłabiona jak nigdy, Sánchez dowodzi, że w walce o utrzymanie choćby minimalnych standardów prawa międzynarodowego i praw człowieka (oraz człowieczeństwa w ogóle) trzeba iść na noże, a co najważniejsze – że Trump wbrew temu, co o sobie myśli, nie jest wszechpotężny.
Spotykam się z komentarzami, że Sánchez jest „jedynym prawdziwym mężem stanu” czy że postąpił z Trumpem „po męsku” – spieszę wobec tego z wokistowskim przypomnieniem, że tożsamą postawę wobec pomarańczowego dyktatora przyjmuje Claudia Sheinbaum, prezydentka Meksyku, który swoją niesubordynacją ryzykuje znacznie więcej niż Hiszpania – choćby dlatego, że 80 proc. tamtejszego eksportu trafia do USA i cła mogłyby wepchnąć Meksyk w gospodarczą depresję.
Bez wątpienia jednak Sánchez jest jedynym europejskim przywódcą, który od początku drugiej kadencji Trumpa realnie mu się przeciwstawia, a przy tym nie boi się narazić Amerykanom zdecydowaną postawą wobec Izraela w sprawie Gazy, a teraz także Iranu. Jeśli gdzieś w Europie jest obecnie nadzieja na danie oporu fali neofaszystowskiego zamordyzmu, po której nie będą obowiązywać zdobycze tzw. liberalnej demokracji, to chyba tylko w Hiszpanii. Stosunek do Trumpa i Izraela nie jest tego jedynym dowodem – rząd Sáncheza zrobił też ostatnio woltę wobec antyimigranckiej histerii w Europie, jednym prostym ruchem pozbywając się pół miliona nielegalnych imigrantów: zalegalizował ich pobyt w Hiszpanii.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.
Dobrze że autorka w jednym zdaniu wspomniała, że sytuacja Polski jest trochę inna niż Hiszpanii. Ale nie przeszkodziło to jej jechać po Sikorskim. A powinna po takich krajach które są w podobnej sytuacji jak Hiszpania a jednak usłużnie pozwalają USA na korzystanie z własnej infrastruktury w celu tej wojny.
aaa, i rząd Sancheza nie zalegalizował jeszcze migrantów. Na razie szuka sposobu jak ominąć parlament za pomocą dekretu króla, bo wie że posłwie nie poprą tego pomysłu. Podobnie jak większość samych Hiszpanów.
kolejny akapit, o bohaterskiej marynarce Hiszpanii która miała bronić Flotylii Wolności a tak naprawdę zrobiła wielkie nic … W sumie Autorka chyba sama tu chciała przekazać że Sanchez działa tylko w strefie symboli a tak naprawdę to Hiszpania handluje i z USA i z Izraelem. Być może nawet też udostępnia te bazy tylko robi to z innego paragrafu więc „wszystko się zgadza”. To raczej pokazuje oportunizm a nie niezłomność.