„Przyjemna podróż z darmowym jedzeniem; Mnóstwo niezapomnianych wrażeń; Wspaniała wycieczka, ale w jedną stronę; Przyjazna atmosfera i wzajemne zrozumienie” – rapuje Cybermykola w zwrotce swojego kawałka, którego refren brzmi: „Jidu ja dwuchsotyt’sa”. To ostatnie słowo w wojskowym żargonie oznacza żołnierza, który zginął na polu boju. Utwór ma ponad 1,3 miliona odsłon na YouTube i stanowi przykład ukraińskiego żołnierskiego rapu, który według autorów serwisu United24 jest czymś więcej, niż tylko gatunkiem muzycznym. To fenomenem kulturowy i sposób na dokumentację wojny, towarzyszących jej wydarzeń i uczuć.
Są tu kawałki solidnie wyprodukowane i surowe, nagrywane dosłownie w okopach, z dźwiękami prawdziwej wojny w tle. Inne traktują o niesprawiedliwości i społecznych nierównościach, krytykując „elity’”, które mają gdzieś kraj i całą wojnę chcą przesiedzieć na Bali. Są wezwania do upowszechnienia posiadania broni, przy jednoczesnym zakazie organizacji „pride’ów”. Są dyskusje o kasie, bo na wojnę nie idzie się dla pieniędzy, a po to, by „robić dobrych ruskich” (w myśl zasady, że dobry Rosjanin, to martwy Rosjanin). Jest o stracie i żałobie po zmarłych towarzyszach, o traumie i PTSD. Jest o wyobcowaniu, kiedy wraca się z frontu do „normalnego życia”. „Kiedy trzeba kopać okopy, to kopię, kiedy trzeba strzelać, to strzelam, jak słyszę narzekania cywili, to czuję, że ochujeję. Zmęczeni wojną, ale przecież nie oni walczą” – śpiewa wykonawca o pseudonimie Potiksha Fliaha.
Kiedy Ukraińcy rapują z frontu i o froncie, w Rosji o wojnie nagle wypowiedział się raper Guf. To jeden z najpopularniejszych rosyjskich hip-hopowców, który sławę zdobywał w latach dziesiątych, kiedy rap w Rosji zmienił się z gatunku niszowego w niemalże estradowy. Guf właśnie wypuścił nowy singiel pt. Mgła, w którym śpiewa, że jest tak dziwnie i chce, żeby było normalnie, po prostu, żeby nad głową nie latały kule, że marzy, żeby wszystko się skończyło, żeby wszyscy się przyjaźnili. Niektórzy ponoć określili ten kawałek jako antywojenny, ale to co najwyżej summa pacyfizmu charakterystycznego dla wielu Rosjan, sprowadzającego się do pragnienia, żeby kule nie latały nad ICH głowami. Jak latają w Ukrainie, to ok, byle hajs się zgadzał. W tym kontekście nowy kawałek Gufa to kolejny przejaw rozlewającej się po Rosji frustracji wojną, której nie da się wygrać i która zmieniła wektor, coraz mocniej uderzając – dosłownie – w rosyjskie terytorium, jak również ekonomiczny aspekt życia Rosjan, nawet tych dostatnich i lojalnych Kremlowi mieszkańców stolicy.
Tacy artyści jak Guf nigdy nie byli nonkonformistami, a co dopiero buntownikami. Szybko wchłonęły ich polityczno-biznesowe mechanizmy rządzące rosyjską przestrzenią publiczną, także kulturą. Nie było żadnych antywojennych deklaracji w 2022 roku ani pakowania walizek (zresztą we Mgle Guf wprost uderza w emigrantów). W nowym kawałku dumnego moskwianina znalazły się skargi na stolicę, która cały rok wygląda jak choinka ukraszona lampionami i światełkami. Ten sam artysta parę lat temu nagrywał wspólnie z Timati, raperem i biznesmenem wprost prokremlowskim, i burgerem z otwartej przez kolegę sieci restauracji wznosił toast za mera Moskwy Siergieja Sobianina.
Ta hipokryzja – tudzież krótka pamięć – to wcale nie najciekawsze, co prezentuje moskiewski raper. W refrenie śpiewa, że na szyi nosi „diamentowy sierp i młot na złotym łańcuszku”, a w drugiej zwrotce, że tak w ogóle to jest dzieckiem Związku Radzieckiego i zna na pamięć nazwy wszystkich jego republik. Jak to się stało, że tak nas poróżnili, że przyjaciół nazywamy wrogami? – zastanawia się Guf, pokazując, że pięć lat krwawej wojny niczego go nie nauczyło i wciąż niczego nie rozumie, skoro wydaje mu się, lekiem na całe zło jest sowiecki imperializm i totalitaryzm. Przecież Putinowi też o to chodziło, więc co tu poszło nie tak? To już rapera nie zastanawia. Fascynujące, że nawet dla stosunkowo młodej osoby (urodził się w 1979 roku), która raczej zahaczyła niż wychowała się w ZSRR, nostalgia i sentyment przysłaniają rzeczywistość. A także wizję przyszłości.
Byłoby dobrze, gdyby tacy ludzie jak Guf posłuchali sobie ukraińskiego żołnierskiego rapu, np. Nord Division. Dowiedzieliby się, że tam, gdzie kiedyś były sojuzne republiki, nie ma już żadnych przyjaciół, a ich mieszkańcy wierzą, że miraż „raszystowskiego ZSRR czeka śmierć i zniszczenie”.




!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.