Świat

Zniszczyć system niesprawiedliwości

Wojciech Wojtasiewicz

Czy morderstwo dwóch szesnastolatków w Tbilisi może doprowadzić do politycznego trzęsienia ziemi i przedterminowych wyborów w Gruzji?

Śmierć dwóch kilkunastoletnich uczniów szkoły numer 51 w Tbilisi odbiła się szerokim echem w całej Gruzji. Do bijatyki doszło w centrum stolicy 1 grudnia zeszłego roku. Brało w niej udział dwudziestu trzech młodych ludzi, jednak sąd w Tbilisi pod koniec maja skazał na karę więzienia sprawców tylko jednego morderstwa – nie udało mu się ustalić winnych śmierci drugiego z uczniów. Podejrzewa się, że w sprawę zamieszany może być krewny pracownika prokuratury oraz syn gruzińskiego duchownego.

Zmowa milczenia

Bijatyki pomiędzy młodymi ludźmi w Tbilisi nie są niczym nadzwyczajnym. Na bazarach gruzińskiej stolicy powszechnie dostępne są różnego rodzaju noże i scyzoryki, którymi najpewniej zamordowano Dawida Saralidzego i Lewana Dadunaszwili. Oficjalnie prokuraturze nie udało się ustalić przyczyn śmierci młodych Gruzinów. Ostatniego dnia maja sąd w Tbilisi uznał dwóch młodych ludzi, określonych pseudonimami G.B. i G.J., winnymi umyślnego zabójstwa Lewana i skazał ich na karę więzienia (jednego na 10 lat i 6 miesięcy, a drugiego na 9 lat i 9 miesięcy). Jednocześnie zostali oni oczyszczeni z zarzutów pozbawienia życia Dawida; jedynie G.J. został skazany za usiłowanie zabójstwa. Oznaczało to ni mniej, ni więcej, że nie wiadomo, kto zabił Dawida Saralidzego. Większość osób biorących udział w incydencie odmówiła składania zeznań.

#Rejwolucja róż

W utrudnianie śledztwa aktywnie zaangażowany miał być pracownik prokuratury Mirza Subeliani, którego bratanek Micheil Kalandia miał być kluczowym świadkiem w sprawie oraz możliwe, że jednym ze sprawców przestępstwa. Po zakończeniu działań prokuratury Subeliani odszedł z pracy, rzekomo po to, aby nie być podejrzewanym o wpływ na nią, jednak ponoć cały czas trzymał rękę na pulsie. Niemal natychmiast po bijatyce miał się widzieć ze swoim krewnym i namawiać go do milczenia w trakcie przesłuchiwań. Jednym z uczestników bijatyki był również Dawid Menabde, syn prawosławnego duchownego, archiprezbitera Szio Menabdego (to najwyższa godność, jaką może osiągnąć prawosławny żonaty kapłan). Miał on uderzyć kilka razy Dawida Saralidzego przedmiotem w srebrnym kolorze (najpewniej nożem). Obaj – Menabde i Kalandia – w śledztwie prokuratury otrzymali status świadków, a nie oskarżonych o udział w zabójstwie. Gruzińska telewizja Rustawi 2 ujawniła fragmenty protokołu z przesłuchania jednego ze świadków (nie podano jego nazwiska), w którym miał on zeznać, że Kalandia i Menabde zaatakowali Saralidzego, jednak świadek ten wprost nie stwierdził, że użyli do tego noży.

„Nie zabijaj mnie”

Postępowanie prokuratury i wyrok sądu doprowadziły Zazę Saralidzego, ojca zabitego Dawida, do rozpaczliwego kroku – postanowił szukać sprawiedliwości na ulicy. Wraz z ojcem drugiego zabitego chłopaka wezwał tbilisyjczyków do udziału w proteście pod hasłem „Nie zabijaj mnie” przeciwko systemowej niesprawiedliwości w kraju. Trzecim liderem akcji był przyjaciel i krewny Saralidzego, były funkcjonariusz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w okresie rządów Micheila Saakaszwilego, Zwiad Kuprawa. Po zwolnieniu z pracy w 2013 roku (w jego ocenie ze względów politycznych) Kuprawa założył Centrum Reformy Organów Ścigania, którego celem miało być opracowanie systemowej reorganizacji policji oraz pomoc prześladowanym przez nową władzę funkcjonariuszom tej służby.

W dniu ogłoszenia wyroku przez sąd do dymisji podał się prokurator generalny Irakli Szotadze – przed siedzibą prokuratury protestowało wtedy kilka tysięcy osób domagających się jego ustąpienia. Następnie kilkanaście tysięcy osób demonstrowało swoją solidarność z Zazą Saralidzem przed starym budynkiem parlamentu w Tbilisi. Saralidze wezwał premiera i cały rząd do ustąpienia oraz rozpisania przedterminowych wyborów. Ponadto domagał się skazania wszystkich winnych morderstwa swojego syna oraz osób, które mataczyły w śledztwie. Informował, że dwa miesiące wcześniej prosił o spotkanie z ministrem spraw wewnętrznych, jednak ten mu odmówił. Do protestujących przyjechał premier Giorgi Kwirikaszwili, który chciał zapewnić, że służby państwowe ponownie zajmą się sprawą, ale tłum nie pozwolił mu dojść do słowa. Gdy w jego stronę poleciały butelki, został ewakuowany przez swoich ochroniarzy. Saralidze zapewniał, że demonstracje nie mają charakteru politycznego, i dodawał, że będą trwały do czasu spełnienia jego żądań.

Komisja na ratunek

W celu rozładowania napiętej sytuacji Kwirikaszwili zapowiedział ponowne wszczęcie śledztwa w sprawie morderstwa nastolatków, tym razem pod ścisłym nadzorem ministra spraw wewnętrznych, powołanie parlamentarnej komisji śledczej w tej samej sprawie, wybór nowego prokuratora generalnego poprzez szerokie konsultacje społeczne i polityczne oraz nieograniczony dostęp rodziców zamordowanych do śledztwa.

Komisja śledcza, w której większość mają deputowani opozycji, została powołana kilka dni później. Zbojkotowali ją deputowani Zjednoczonego Ruchu Narodowego (ZRN) byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego, uznając, że będzie ona tylko narzędziem propagandowym władzy. Komisja rozpoczęła prace 13 czerwca.

Demonstracje z przerwami

Po kilku dniach protestów doszło do spotkania Zazy Saralidzego z premierem. Giorgi Kwirikaszwili powtórzył swoje zapewnienia o pełnej gotowości struktur państwa do wyjaśnienia okoliczności śmierci dwóch nastolatków. Saralidze ogłosił, że zawiesza do 10 czerwca demonstracje, dając czas rządowi na aresztowanie winnych.

Do protestów próbowali przyłączyć się politycy opozycji, w szczególności byłej partii władzy, co wywołało niezadowolenie społeczne i negatywnie wpłynęło na frekwencję w kolejnych dniach. Ugrupowanie Micheila Saakaszwilego ma ogromny elektorat negatywny, a za jego rządów podobne sprawy zdarzały się bardzo często. Część osób zorganizowała osobną demonstrację w parku w dzielnicy Wake, aby nie stać w ramię w ramię z politykami opozycji na alei Rustawelego. – Gruzini nie chcieli zostać wykorzystani przez środowisko byłego prezydenta do przeprowadzenia kolejnej rewolucji w kraju – mówi Guram Rogawa, dziennikarz pierwszego kanału gruzińskiej telewizji publicznej. Do protestów u boku ZRN nie chciała też dołączyć liberalna Partia Republikańska, która uznała je za szczyt hipokryzji i przypominała członkom ruchu Saakaszwilego, że za ich czasów sądownictwo było w pełni podporządkowane władzy wykonawczej.

Imperialne rozgrywki i nacjonalistyczne obsesje

Z protestującym Zazą Saralidzem spotkał się prezydent Giorgi Margwelaszwili. Zapewnił, że dołoży wszelkich starań, aby sprawa zabójstwa Dawida została wyjasniona, a winni ukarani. Uznał jednak, że dymisja premiera i przedterminowe wybory to przedwczesne żądania. Z Zazą Saralidzem spotkał się również patriarcha Gruzji Ilia II, który modlił się w intencji jego zamordowanego syna.

Kontrowersje wzbudził również proces wyboru nowego prokuratora generalnego. Partie opozycji, organizacje pozarządowe oraz Zaza Saralidze domagali się dymisji minister sprawiedliwości Tei Culukiani, którą oskarżali o brak rzeczywistej reformy oraz próby odpartyjnienia wymiaru sprawiedliwości i prokuratury. Premier odrzucił jednak to żądanie.

Niewielki postęp

Koniec końców prokuratura postawiła Subelianiemu zarzuty niezgłoszenia przestępstwa oraz wywierania wpływu na świadka. Subeliani został tymczasowo aresztowany. Podobny los spotkał Meraba Morczadzego, przyjaciela ojca jednego ze skazanych w procesie. Zaza Saralidze był zadowolony z tych decyzji, uznał jednak, że Subeliani powinien dostać znacznie poważniejsze zarzuty – ukrywania i niszczenia dowodów zbrodni. Dodał, że aresztowanych powinno zostać znaczenie więcej osób zamieszanych w incydent. – Po Tbilisi krążą plotki, jakoby Mirza Subeliani posiadał nagrania pokazujące złe traktowanie Wano Merabiszwilego, byłego premiera, wieloletniego ministra spraw wewnętrznych oraz prawej ręki byłego prezydenta, przez służbę więzienną – mówi Nino Lomouri, która kiedyś pracowała w kancelarii prezydenta Saakaszwilego, a obecnie jest zatrudnona w bibliotece jego imienia w Tbilisi (Merabiszwili został dwukrotnie skazany za nadużywanie władzy, w 2014 i 2016 roku). – Rząd miał się bać ujawnienia tych nagrań, dlatego zgodził się na ukręcenie całej sprawie łba. Tak Subeliani chciał chronić swojego krewniaka.

Zaza Saralidze wznowił protest w centrum Tbilisi 10 czerwca. Wezwał do dymisji ministra spraw wewnętrznych Giorgiego Gacharię oraz ocenił, że postępy w śledztwie są zbyt małe. Protest cieszył się jednak znacznie mniejszą frekwencją, głównie z powodu zaangażowania w niego polityków opozycji. Następnego dnia doszło do przepychanek pomiędzy policją a działaczami ZRN, między innymi z deputowanym Niką Melią, który wraz z kilkunastoma innymi osobami został aresztowany za zakłócanie porządku publicznego. Ponadto doszło do szamotaniny pomiędzy funkcjonariuszami policji a protestującymi w trakcie usuwania ich namiotów z alei Rustawelego w celu przywrócenia ruchu ulicznego. Tego samego dnia wieczorem, po spotkaniu z członkami komisji śledczej, Zaza Saralidze zapowiedział zawieszenie protestów na tydzień.

Systemowy problem

Morderstwo dwóch nastolatków to niejedyna sprawa, która wstrząsnęła opinią publiczną w Gruzji w ostatnich miesiącach. Do protestów Zazy Saralidzego dołączył Malchaz Maczalikaszwili, ojciec Tamerlana zabitego przez służby specjalne w akcji przeciwko domniemanym terrorystom 26 grudnia zeszłego roku w wąwozie Pankisi w północnej Gruzji; wąwóz zamieszkują Kistowie, czyli gruzińscy Czeczeni. Ojciec zabitego twierdzi, że jego syn nie stawiał żadnego oporu w trakcie zatrzymania i nie miał nic wspólnego z terroryzmem. Domaga się skazania funkcjonariusza sił specjalnych, który pozbawił życia jego syna, oraz dymisji kierownictwa Państwowej Służby Bezpieczeństwa.

Obie sprawy są przykładem systemowych nieprawidłowości w gruzińskich organach ścigania oraz wymiarze sprawiedliwości. Taki stan rzeczy był niemal na porządku dziennym w okresie rządów Micheila Saakaszwilego. Koalicja Gruzińskie Marzenie, obejmując władzę jesienią 2012 roku, zapowiadała dogłębną reformę MSW i sądownictwa. Pomimo jednak wielu zmian prawnych, instytucjonalnych oraz osobowych w dalszym ciągu oba sektory nie są wolne od wpływów władzy wykonawczej i niejasnych powiązań polityczno-towarzyskich, co skutkuje często wyrokami zgodnymi z oczekiwaniami rządu oraz bezkarnością osób, które popełniły przestępstwa – choć skala tych zjawisk jest znacznie mniejsza. Od 2012 roku prokuratorami generalnymi były osoby ściśle powiązane z nieformalnym liderem obozu władzy i najbogatszym Gruzinem Bidziną Iwaniszwilim.

Sprawa śmierci dwóch nastolatków i obecne protesty mogą doprowadzić do poważnych wstrząsów politycznych. Jeśli się okaże, że w próbę jej zamiecenia pod dywan zaangażowani byli najwyżsi urzędnicy państwowi, tacy jak prokurator generalny, minister spraw wewnętrznych czy premier, może to oznaczać koniec władzy Gruzińskiego Marzenia i przedterminowe wybory. Dzisiaj ten scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny. Trudno też wskazać, kto miałby tworzyć nowy rząd. Opozycja jest słaba, podzielona, cieszy się ograniczonym poparciem społecznym. Wydaje się, że premier oraz liderzy Gruzińskiego Marzenia osobiście nie mataczyli w sprawie śmierci Saralidzego i Dadunaszwilego, a główną rolę odgrywał Subeliani, który próbował chronić swojego krewnego. Na pewno znaczenie miał również fakt, że jednym z napastników był syn duchownego. Nad Kurą Gruzińska Cerkiew Prawosławna cieszy się ogromną estymą oraz wpływami politycznymi, lepiej więc dmuchać na zimne i nie doprowadzać do problemów na linii państwo – Kościół.

Nie jest to jedyny problem, z jakim tej wiosny musiała zmagać się partia rządząca. Najpierw wybuchły ogromne protesty w reakcji na pacyfikację przez służby specjalne dwóch nocnych klubów z muzyką elektroniczną w Tbilisi pod pretekstem walki z dealerami narkotykowymi. Protestujący domagali się między innymi liberalizacji niezwykle restrykcyjnej polityki antynarkotykowej. Następnie stolicą Gruzji wstrząsnęła kwestia niedoszłej demonstracji mniejszości seksualnych – 17 maja, w Międzynarodowym Dniu Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii. Ostatnim problemem był kilkudniowy strajk kierowców stołecznego metra żądających podwyżek płac, który sparaliżował stolicę Gruzji.

13 czerwca niespodziewanie do dymisji podał się premier Giorgi Kwirikaszwili. Uzasadniając swoją decyzję, stwierdził, że w ostatnich miesiącach miało miejsce wiele nieporozumień dotyczących kierunków działania rządu, w szczególności w sektorze gospodarczym, pomiędzy nim a Bidziną Iwaniszwilim, który wrócił do aktywnej polityki i został ponownie przewodniczącym Gruzińskiego Marzenia. Iwaniszwili, pomimo że od jesieni 2013 roku pozostawał poza formalnym życiem politycznym, wpływał na politykę GM jako szara eminencja obozu władzy. Kwirikaszwili nie wspomniał o protestach, które przetaczają się przez Gruzję od wielu tygodni, jednak z pewnością nie pozostały one bez wpływu na jego decyzję. Politycy GM coraz częściej przebąkują, że jeśli nie uda się opanować powstałego chaosu, trzeba będzie przeprowadzić przedterminowe wybory, aby uzyskać nowy mandat do rządzenia od społeczeństwa. Najbliższe tygodnie w gruzińskiej polityce zapowiadają się więc niezwykle ciekawie i gorąco.

***

Wojciech Wojtasiewicz – reporter, publikował m.in. w Nowej Europie Wschodniej i Polityce.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.