Świat

Sachs: Rozbrojenie jądrowe? Zacznijmy od siebie

Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej nie powstał po to, by kilka mocarstw miało monopol na posiadanie bomby atomowej. Jeśli Stany Zjednoczone żądają nuklearnego rozbrojenia, powinny zacząć od siebie.

NOWY JORK – Politykę zagraniczną można prowadzić na dwa sposoby: albo zgodnie z zasadą, że silniejszy ma zawsze rację, albo zgodnie z prawem międzynarodowym. Stany Zjednoczone chciałyby robić jedno i drugie naraz: rozliczać inne państwa według prawa międzynarodowego, a wobec siebie czynić wyjątek. Najlepiej widać to w przypadku broni jądrowej.

Amerykańskie podejście do tego zagadnienia jest skazane na porażkę. Nawet Jezus mówił, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Zamiast ginąć, najwyższy czas zmusić wszystkie państwa, w tym Stany Zjednoczone i inne mocarstwa atomowe, by zaczęły przestrzegać międzynarodowych przepisów dotyczących rozprzestrzeniania broni jądrowej.

Sachs: Prawdopodobieństwo wojny atomowej jest duże. I rośnie

Stany wzywają Pjongjang do wypełniania zapisów układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (Nuclear Non-Proliferation Treaty, NPT). Powołując się na ten traktat, wezwały Radę Bezpieczeństwa ONZ do wprowadzenia sankcji na Koreę Północną, które miałyby ją zmusić do zaprzestania zbrojeń nuklearnych. Podobnie Izrael wzywa do nałożenia sankcji na Iran – albo nawet do wypowiedzenia Iranowi wojny – w celu uniemożliwienia temu krajowi pozyskania broni jądrowej, a więc pogwałcenia NPT. Jednak sama Ameryka otwarcie i bezwstydnie łamie postanowienia traktatu, a Izrael postępuje jeszcze gorzej. Odmówił podpisania układu i zastrzega sobie prawo do posiadania ogromnego arsenału nuklearnego, który zdobył za pomocą zakulisowych działań, chociaż do dziś nie chce przyznać, że w ogóle dysponuje bronią jądrową.

Chaos i dryf, a nie zimna wojna

Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej został podpisany w 1968 roku. Jego sygnatariusze uzgodnili trzy podstawowe zasady. Po pierwsze mocarstwa nuklearne zobowiązały się do nieprzekazywania broni jądrowej państwom, które jej nie posiadają oraz do nieudzielania im pomocy w jej wytworzeniu lub zdobyciu. Państwa nienuklearne z kolei zobowiązały się nie kupować i nie podejmować prób wytwarzania broni jądrowej. Po drugie zgodzono się do tego, że wszystkie kraje mają prawo korzystać z energii atomowej w celach pokojowych. Po trzecie – co ma zasadnicze znaczenie – wszystkie strony układu, w tym mocarstwa atomowe, zgodziły się dążyć do rozbrojenia nuklearnego (czy wręcz powszechnego) na drodze negocjacji. Artykuł VI układu głosi:

„Każda ze Stron niniejszego Układu zobowiązuje się do prowadzenia w dobrej wierze rokowań w sprawie skutecznych kroków mających na celu zaprzestanie w najbliższym czasie wyścigu zbrojeń jądrowych, w sprawie rozbrojenia jądrowego oraz w sprawie układu o powszechnym i całkowitym rozbrojeniu pod ścisłą i skuteczną kontrolą międzynarodową”.

Podstawowym celem NPT jest zawrócenie wyścigu zbrojeń nuklearnych, a nie utrwalenie monopolu kilku państw na broń jądrową. Tym bardziej intencją układu nie było utrwalenie regionalnego monopolu nuklearnego państw niebędących jego sygnatariuszami, tak jak Izrael, który dziś najwyraźniej sądzi, że może uchylać się od rokowań z Palestyńczykami, ponieważ dysponuje przytłaczającą przewagą militarną. Oto właśnie zgubna arogancka pycha, którą rozbudza posiadanie broni jądrowej.

Jak nie strzelałem do Kim Dzong Una, czyli witamy w Atlancie!

Większość społeczności międzynarodowej – ze znaczącym wyjątkiem mocarstw atomowych i ich sojuszników – ponowiła wezwanie do rozbrojenia, uchwalając w 2017 roku traktat ONZ o zakazie broni jądrowej. Wymaga on od każdego mocarstwa atomowego współpracy „w celu zweryfikowania nieodwracalnej eliminacji swojego wojskowego programu nuklearnego”. 122 kraje były za uchwaleniem traktatu, jeden przeciw, jeden się wstrzymał, a 69 państw – w tym mocarstwa atomowe i członkowie NATO – nie wzięło udziału w głosowaniu. Według stanu z ubiegłego tygodnia układ podpisało 58 państw, a 8 go ratyfikowało.

USA wzywają, by Korea Północna wywiązała się ze zobowiązań wynikających z układu NPT i przystąpiła do rozbrojenia i zgadza się z tym Rada Bezpieczeństwa. Ale tupet z jakim Ameryka domaga się nie prawdziwego rozbrojenia, a jedynie umocnienia własnej nuklearnej dominacji, zapiera dech w piersiach. Dokument na temat doktryny jądrowej USA, Nuclear Posture Review, opublikowany przez administrację Trumpa w lutym, zakłada potrzebę szeroko zakrojonej modernizacji amerykańskiego arsenału nuklearnego i tylko gołosłownie wspomina o zobowiązaniach państwa wynikających z NPT.

„Nie ustajemy w zdecydowanym dążeniu do realizacji założeń układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). Mimo to musimy dostrzec, że w obecnych warunkach dalsze postępy na drodze do redukcji zbrojeń będą w najbliższym czasie niezwykle trudnym wyzwaniem (…) Niniejsza doktryna opiera się na fundamentalnej prawdzie: broń jądrowa odgrywa, odegrała i będzie odgrywać w dającej się przewidzieć przyszłości kluczową rolę jako czynnik odstraszający przed atakiem nuklearnym oraz jako sposób zapobiegania wybuchowi konwencjonalnego konfliktu na wielką skalę między państwami dysponującymi arsenałem strategicznym”.

Mówiąc prosto z mostu, Ameryka domaga się, by tylko inne państwa pozbyły się arsenału nuklearnego. Własne rozbrojenie byłoby „trudnym wyzwaniem” i pogwałceniem „fundamentalnej prawdy”, że broń jądrowa służby potrzebom amerykańskiego wojska.

Niebezpieczna antyirańska gra Trumpa

Pomijając już nieprzestrzeganie zobowiązań NPT przez Stany Zjednoczone, innym poważnym problemem jest to, że amerykańskie ambicje militarne nie ograniczają się wcale do odstraszania. Jeśli się zastanowić, które państwa wywołują najwięcej wojen na świecie, to USA wyrastają zdecydowanie ponad resztę stawki. Prowadzą wojny z wyboru na Bliskim Wschodzie, w Afryce i w innych miejscach globu. Przez ostatnie pół wieku armia USA „zmieniała reżim” w wielu krajach świata, co stanowi jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych. Ostatnio obaliła dwóch przywódców (Saddama Husajna w Iraku i Muammara Kadafiego w Libii), którzy wcześniej podporządkowali się amerykańskim żądaniom i zakończyli swoje programy rozwoju broni jądrowej.

Możemy to ująć w ten sposób: każda władza deprawuje, a władza wynikająca z posiadania arsenału nuklearnego tworzy iluzję wszechmocy. Zamiast negocjować, mocarstwa nuklearne rzucają buńczuczne deklaracje i wydają rozkazy. Niektóre według uznania obalają – a przynajmniej próbują zmieniać – władze innych państw. Stany Zjednoczone i ich nuklearni sojusznicy wielokrotnie uzurpowali sobie prawo ignorowania Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz postanowień prawa międzynarodowego. Na przykład gdy NATO przeprowadziło nielegalny atak na reżim Kadafiego w Libii albo kiedy Ameryka, Izrael, Wielka Brytania i Francja wtargnęły militarnie do Syrii, żeby osłabić lub obalić Baszara al-Asada.

Sachs: W obronie ONZ

Jak najbardziej: wzywajmy Koreę Północną do szybkiego i skutecznego rozbrojenia. Ale z tym samym poczuciem, że nie ma chwili do stracenia, zajmijmy się też arsenałem nuklearnym Stanów Zjednoczonych i innych mocarstw. Na świecie nie panuje wcale Pax Americana. Panuje strach. Szaleńcza, pozbawiona hamulców machina militarna USA wciąga w wir wojny miliony ludzi, a miliardy wciąż żyją w cieniu atomowej apokalipsy.

**
Copyright: Project Syndicate, 2018. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

Bio

Jeffrey D. Sachs

| Ekonomista, Columbia University
Profesor Zrównoważonego Rozwoju oraz profesor Polityki i Zarządzania Zdrowiem Publicznym na Uniwersytecie Columbia. Jest dyrektorem Centrum ds. Zrównoważonego Rozwoju na Columbii oraz Sieci Rozwiązań na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju przy ONZ.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.