Świat

Latos: Kolorowe sukienki i szare cierpienie

Jest taki dom w Betlejem, w którego kuchni zawsze coś się gotuje.

Na podłodze niemal zawsze stoją siatki pełne warzyw, a w powietrzu unosi się zapach, od którego każdy głodnieje. W tym domu poznałam dwie niesamowite kobiety – Halę i Em Basem.

Kiedy otwieram drzwi, moje zmysły błyskawicznie dopada zapach pieczonego chleba, serów oraz słodkich warzyw. Boże, jaka jestem głodna! Najchętniej od razu zajrzałabym do kuchni, ale po chwili wahania kultura zwycięża pojedynek z głodem. Wbrew moim oczekiwaniom na przywitanie nie wybiega mi drobna, uśmiechnięta dziewczynka z bujną czupryną czarnych i gęstych loków. Z jej braku w moich objęciach wnioskuję o obecności w domu innych dzieci. Rówieśniczki dziewczynki stanowią bowiem dla niej znacznie większą atrakcję niż ja, ledwie co rozumiejąca po arabsku. Próg mieszkania pokonuję więc bez towarzystwa. Po przemierzeniu długiego przedpokoju w końcu docieram do serca posesji. Pokój z dużym narożnikiem, fotelami, stołem i telewizorem nigdy nie bywa pozostawiony samemu sobie. Choćby jego jedynym kompanem był głos z zawsze włączonego telewizora. Coś dziać się musi. Dziś dzieje się obiad.

Z narożnej kanapy witają mnie dwie dojrzałe kobiety. Jedna jest właścicielką mieszkania, druga jej sąsiadką i wieloletnią serdeczną przyjaciółką. Ich oczy świecą się od emocji, które wyzwoliła poprzedzająca moje nadejście rozmowa. Uwielbiają ten czas. Plotki, wspomnienia, żale i życzenia podczas wspólnego przygotowywania posiłków. Chwile dla siebie, zanim po sąsiadkę przyjdzie mąż i nakaże jej powrót do domu. Simaan nie toleruje bowiem samotnego siedzenia w mieszkaniu. Kiedy on do niego wraca, żona także musi.

Em Basem i Hala siedzą w rozkroku, stykając się kolanami. Miedzy ich nogami stoją garnki z przygotowywanym jedzeniem. To malfuf – na jutro. Dziś będzie mniej tradycyjnie. Domowej roboty pizza.

Niemal zawsze, kiedy je widzę, kobiety mają na sobie długie, kolorowe sukienki. Czasem w piękne kwiaty, nieraz bogato zdobione pod szyją, dość często haftowane. Dziś Hala założyła fioletową, haftowaną w różowe kwiaty dishdash z Egiptu, którą otrzymała od swojego starszego syna. Em Basem ma na sobie pomarańczową podomkę w czerwone róże. Ich nieodłączną codzienną ozdobą są złote obrączki. Em Basem zawsze ma na sobie także złote kolczyki i łańcuszek. Dobrze wie, że jeśli je zdejmie, nigdy ich już nie założy. Straci je tak, jak straciła całe swoje złoto – w wyniku hazardu męża.

Zasada spotkań Em Basem i Hali jest prosta. Kiedy Em Basem ma czas, a teraz, kiedy jest już na emeryturze, ma go znacznie więcej, przychodzi do Hali porozmawiać i pomóc jej przy obiedzie. Tak to wygląda od poniedziałku do czwartku. Piątek jest dla Hali dniem odpoczynku. Rodzina zamawia wówczas pieczone ryby z restauracji oraz frytki i przynajmniej dwa różne zestawy surówek. Nie ma garów! Wszystko to jedzone jest na kolorowych, jednorazowych talerzykach, więc zmywania też nie ma. Trzeba przy tym wiedzieć, że odpoczynek od gotowania to odpoczynek nie od byle czego. Z wyjątkiem piątku Hala codziennie przygotowuje bowiem inny i często kilkudaniowy posiłek dla swojej rodziny. Te posiłki przede wszystkim są przeznaczone dla domowników, czyli męża, dwóch synów i wnuczki. Kilka posiłków w tygodniu trafia jednak także do dwóch starych i chorych sióstr męża, które odwiedzają w Ramallah w każdą sobotę. Zwykle kilka razy w tygodniu smakowity obiad otrzymuje także córka Hali wraz z mężem i dziećmi. Do tego dochodzą przyjęcia, zwykle z daniami z kuchni włoskiej dla kolegów młodszego syna, oraz pojedynczy goście. Jednym z takich gości jestem ja, zapraszana na minimum dwa obiady w tygodniu i do tego wymagająca wersji wegetariańskiej. Nie wiem, kto inny by to udźwignął…

Jak nietrudno się domyślić, tyle posiłków wymaga sporych zakupów. Hala na zakupy udaje się co kilka dni i wraca z nich z niewyobrażalną ilością jedzenia, którego część niestety ląduje w śmietniku. Takiej liczby artykułów spożywczych nie da się bowiem przejeść nawet w tej licznej i niemal zawsze głodnej rodzinie. Wyrzucanie jedzenia to jeden z grzechów głównych Hali. Drugim jest nadmierne wydawanie pieniędzy.

Kiedy kilka lat temu mąż Hali, lekarz, przyjmował w swoim gabinecie nawet kilkadziesiąt pacjentek dziennie, pieniądze nie były żadnym problemem. Rodzinie powodziło się na tyle dobrze, że uznany ginekolog postanowił jeden dzień w tygodniu pracować za darmo. W ten sposób najuboższe kobiety również miały możliwość skorzystania z jego usług, które, jak sam twierdzi, są na najwyższym poziomie. Te czasy jednak minęły. Wraz z nimi odeszły zagraniczne wakacje dla całej rodziny i ogromne finansowe inwestycje w dzieci (dwóch synów nadal jednak korzysta ze stałej pomocy rodziców). Generalne pogorszenie się sytuacji finansowej w Palestynie po powstaniach odczuli niemal wszyscy. Do takiej zmiany trudno się jednak przyzwyczaić. Stąd wciąż gigantyczne zakupy. Hala wiele może sobie odmówić, ale racji żywnościowych nie przytnie. I tu pojawia się grzech numer trzy – tuczenie rodziny.

– To wszystko przez Halę – mówi mi George, trzymając się za swój wcale nie tak duży brzuch. Po sekundzie łapie za brzuch ważącego 122 kilogramy syna, powtarzając te same słowa. Jestem pewna, że gdyby był z nami drugi syn, zdanie padłoby raz jeszcze. Rzeczywiście, cała rodzina Hali wygląda „zdrowo”, wraz z nią samą. Tylko drobna wnuczka zdaje się nie pasować do całości portretu. Na tle rodziny Hali Em Basem wygląda jak uboga krewna. Życie tej bardzo drobnej kobiety nigdy nie było tak kolorowe jak sukienki przyjaciółek. Lub tak kolorowe jak życie Hali. Co prawda w tej chwili głównym zadaniem Hali jest opieka nad rodziną – gotowanie, sprzątanie (także pokoju dorosłych synów i córki jednego z nich), prasowanie, zmywanie itd., ale ma chociaż wspomnienia szczęśliwego życia młodo poślubionej doktorowej czy rodzinnych podróży. Zresztą nawet teraz może liczyć na wyjście do restauracji, pójście z mężem na wesele, na którym będą razem tańczyć do samego końca imprezy (co w Palestynie nie oznacza jednak bladego świtu), czy inne drobne przyjemności. Em Basem nie ma tymczasem nawet szczęśliwych wspomnień.

Kiedy pierwszy raz widzę Em Basem, rozmawiamy za pośrednictwem tłumacza, mojego przyjaciela, a zarazem syna Hali. Kiedy mówię jej, że przyjechałam robić wywiady z Palestynkami, bardzo chce mi opowiedzieć o swoim życiu. Ja jestem nieco sceptyczna. Do tej pory nie rozmawiałam z osobą, która w ogóle nie mówi po angielsku, zebrałam już dużo historii, no i zaraz wyjeżdżam. Trudny do opisania wyraz oczu Em Basem sprawia jednak, że się zgadzam. Umawiamy się na rozmowę podczas którejś z moich wizyt w domu Hali. Zaraz później Em Basem spada jednak ze schodów i zostaje zabrana do mieszkania jednej z córek. Długo nie wiadomo, co stanowi przyczynę upadku. Od jakiegoś czasu Em Basem była osłabiona i miewała zawroty głowy, ale wyznaje to dopiero teraz. Rodzina jest w szoku, lekarz zleca badania, Em Basem pozostaje u córki, a ja przedłużam swój pobyt w Palestynie. W końcu za pośrednictwem syna Hali kobieta upomina się o nasze spotkanie. Odwiedzam ją wraz z tłumaczem w domu ciemnowłosej kobiety o pięknym imieniu Basma, czyli uśmiech.

Kiedy wchodzę do mieszkania Basmy, panujący w nim chaos aż odbiera mi siły. Znowu będę musiała krzyczeć do dyktafonu, panować nad irytacją, gdy dzieci będą przerywać nam rozmowę, no i nie dać się zdekoncentrować przez tę cholerną piłkę, która tak rytmicznie uderza o ścianę. Biorę głęboki oddech, siadam na kanapie. Po chwili otrzymuję herbatę, którą wypijam, siedząc naprzeciwko męża mojej przyszłej rozmówczyni. Przez kilka minut cieszę się smakiem arabskiego naparu i patrzę na tę zniszczoną przez swoje wybory życiowe kobietę.

Przyczyną panującego w domu zamieszania są urodziny wnuczka Em Basem, syna Basmy. Oprócz syna Basma ma także dwie córki, z których jedna niedawno się zaręczyła. Zaręczyny te są jedną z pierwszych informacji, jakie otrzymuję od dumnej matki – zaraz po poznaniu jej imienia oraz miejsca, gdzie mogę usiąść. Na przyjęciu obecna jest także druga córka Em Basem, także z dziećmi. Jubilat zaprosił również kolegów, a do całego naszego towarzystwa wkrótce dołączają ojcowie. No i mamy drużynę piłki nożnej. I piłkę też mamy (zaraz naprawdę oszaleję!).

Podczas tego spotkania nie zachowuję się do końca tak, jak by należało. Usciekając od pisków, przekrzykiwań i innych hałasów, sprawnie wymieniam jedynie dwa, trzy uśmiechy i omijam cały small talk. Od razu przechodzę do rzeczy, czyli wywiadu, który ku mojej radości ma odbyć się w cichej sypialni na samym końcu mieszkania. Em Basem zamyka za nami drzwi, dzięki czemu mogę mieć pewność, że nikt nie będzie nam przeszkadzał. Co za ulga.

***

Em Basem przychodzi na świat w 1948 roku w Betlejem jako Helaneh. Jest jedną z pięciu córek i ośmiorga rodzeństwa. Zgodnie z panującym obyczajem całą gromadką zajmuje się matka. Ojciec prowadzi niewielki sklep spożywczy. Edukacja dzieci nie jest na liście rodzinnych priorytetów, toteż Em Basem kończy jedynie sześć klas szkoły podstawowej. Kiedy ma czternaście lat, zaczyna pracę w fabryce ubrań. Pracuje w niej do ukończenia osiemnastego roku życia, czyli do zamążpójścia.

Mężem Em Basem zostaje jej brat cioteczny od strony matki. Właśnie matka jest tą, która uznaje go za „dobrego chłopaka”. Em Basem nie protestuje. Simaan pochodzi z bogatej rodziny. Do tego jest oczkiem w głowie matki. Rozpieszczany, może mieć wszystko, czego tylko zażąda. Może więc rzeczywiście stanowi dobrą partię na życie…?

Ponieważ wybranek matki Em Basem mieszka i pracuje w Jordanii, także ona tam trafia. Rok po opuszczeniu Palestyny rodzi swoje pierwsze dziecko – syna. Wraz z jego narodzinami Helaneh staje się Em Basem, czyli matką Basema. Nikt nie zwróci się już do niej inaczej.

Przed ukończeniem 22 lat Em Basem rodzi drugiego Syna – Samera. Nieco ponad rok później powraca do Palestyny. Przyczyną powrotu jest matka, która, pragnąc mieć ją przy sobie i wierząc w lepszą przyszłość na Zachodnim Brzegu, wyrabia jej wszystkie potrzebne do przeprowadzki dokumenty i ściąga do Betlejem wraz z całą rodziną.

W rodzinnym mieście Em Basem jej mąż co prawda nadal pracuje jako taksówkarz, ale na utrzymanie domu nie daje nawet jednej szekli. Młodo upieczona matka powraca więc do fabryki ubrań. Na pensję nie narzeka. Za 800 szekli miesięcznie spokojnie może utrzymać całą rodzinę, która zresztą znów się powiększa. Na świat przychodzą córki – Basma, a później także Samar.

– Za 100 szekli mogłam w supermarkecie kupić wszystko, co tylko chciałam. Dawałam radę – mówi mi Em Basem.

I rzeczywiście, daje radę. Pracuje, zarabia i inwestuje w dom i dzieci. Kiedy nadarza się okazja, zmienia pracę w fabryce na etat w szwedzkiej szkole dla dziewczynek. Praca jest nieco lżejsza i stabilna. Do tego w wakacje i święta można odpocząć i spędzić czas z rodziną. Plusem są także premie świąteczne oraz odprawa na zakończenie roku w wysokości jednej miesięcznej pensji za każdy przepracowany rok. Dzięki pracy w szkole córki Em Basem zostają do niej przyjęte na specjalnych warunkach. Cała czwórka zdobywa zresztą świetne wykształcenie, właśnie dzięki jej pracy i jej pieniądzom. Dla męża liczą się inne rzeczy, z których najważniejszy jest hazard. W końcu porzuca pracę taksówkarza, by móc swojemu uzależnieniu oddać się całkowicie.

Po rzuceniu pracy Simaan traci pensję, ale wciąż jeszcze posiada majątek pozostawiony mu przez matkę. Ponoć ogromny. Wystarczy powiedzieć, że jego codzienne kieszonkowe od mamy w latach młodości wynosiło kilkakrotnie więcej niż miesięczna pensja Em Basem.

Ale przegrywa wszystko. Nie mając nic, zaczyna przegrywać to, co nie należy do niego. Na przykład dopiero co kupioną przez żonę zastawę stołową. Em Basem nie zapomni dnia, w którym wróciła do opustoszałego domu, z którego zniknęło wszystko, co posiadało jakąkolwiek wartość. Wtedy założyła oddzielne konto bankowe, tylko na siebie.

Poza zamiłowaniem do hazardu Simaan miał także inne, ciemne strony. Stosował przemoc psychiczną i nie uznawał absolutnie żadnych świętości. Sposoby, w jakie zdobywał pieniądze na hazard po przegraniu majątku, przechodzą wszelkie pojęcie i są pilnie strzeżoną tajemnicą, o której wie tylko dwóch sąsiadów i policja. Są więc między małżonkami pewne tajemnice, ale są też jasne i proste zasady. Jak ta, że powinnością żony jest codzienne uposażenie męża w kieszonkowe wysokości 50 szekli, na papierosy. I przebywanie w mieszkaniu, gdy i on w nim przebywa. Męża trzeba w końcu obsłużyć – podać herbatę, nakarmić…

Na swoje życie Em Basem nikomu się nie skarży. Jest tylko jedna osoba, do której nieraz przychodz,i by przy wspólnym przygotowywaniu posiłku nieco się wyżalić. To Hala. Zwykle jednak swoje cierpienie Em Basem nosi w ukryciu, we własnym wnętrzu, w jego czeluściach. To cierpienie jest szare – codzienne, strasznie smutne i okropnie samotne.

Kiedy kończymy rozmowę, Em Basem chwyta moją rękę i dziękuje mi za wysłuchanie. Jej oczy są wilgotne, a ja myślę o uldze, którą musiała odczuć, w końcu to wszystko z siebie wyrzucając. Tak bardzo jej zależało, by w końcu o tym opowiedzieć.

***

Miesiąc po naszym spotkaniu rodzina Em Basem poznaje przyczynę jej osłabienia. To białaczka. Zgodnie z życzeniem najbliższych Em Basem wie tylko tyle, że ma problemy z krwią i musi brać lekarstwa. Córki boją się, że gdy pozna diagnozę, załamie się i przestanie walczyć. Tymczasem ona wciąż musi sobie radzić. Synowie już od dość dawna przebywają w Szwecji. Mają status uchodźców politycznych, więc nie mogą przyjechać do domu, by ją odwiedzić. Wsparcie, jakie obaj okazują, to pieniądze co miesiąc wysyłane na konto rodziców. Pieniądze przegrywane lub przepijane przez ich ojca.

Obecnie, gdy stan Em Basem nieco się ustabilizował, znów zaczęła zarabiać. Pracuje jako pomoc domowa – gotuje, prasuje, sprząta. Łapie, co może. By zapewnić mężowi codzienne kieszonkowe, sięga do swojego konta bankowego, gdzie przelałą wysoką odprawę ze szkoły. Na jakiś czas starczy…

** Dziennik Opinii nr 102/2015 (886)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.