Kultura

Wolność, równość, wyobraźnia

Nie łudźmy się, że PiS by nie wygrał, gdyby w Polsce czytało 80, a nie poniżej 40 proc. obywateli i gdyby większość słuchała muzyki Chopina, a nie disco polo.

Scena robocza Adama Ziajskiego w Poznaniu to miejsce zachęcające do rozmów granicznych o tym, co bezpowrotnie się zakończyło, i o tym, co jeszcze nie nadeszło, a trzeba sobie wyobrazić i opowiedzieć.

Tam właśnie odbyła się pierwsza debata Forum Przyszłości Kultury. Pokazała, że dziś nawet niewinne pytanie o lekturę, nie o to nawet, co czytamy, tylko o to, czy czytamy, jest kwestią do głębi polityczną, a kultura stała się polem, na którym w dużej mierze rozstrzygnie się walka o przyszłość.

Spotkaliśmy się, by podjąć wezwanie Przemysława Czaplińskiego z ubiegłorocznego Kongresu Kultury. Ów Kongres ujawnił niezwykłą energię różnorodności inicjatyw podejmowanych zarówno w metropoliach, jak i maleńkich ośrodkach. Dzieje się, na dodatek bardzo dużo dzieje się poza instytucjami i organizacjami, poza przestrzenią identyfikowaną w tradycyjnym, inteligenckim języku jako kultura. Tylko że to dzianie nie składa się w całość, w wyobrażenie My, które by mogło połączyć te inicjatywy w jakąś wspólnotę. Stan ten Przemysław Czapliński podsumował zawołaniem: „Królestwo za narrację!”. Jeśli wierzymy w społeczeństwo otwarte, różnorodne, szanujące innych, potrzebujemy nie tylko przekonania, że jest ono samo z siebie dobre, ale także kultury: symboli, kodów, rytuałów, opowieści zdolnych pobudzić emocje i wyobraźnię, by stworzyć dzielony wspólnie obraz Rzeczypospolitej.

Po Kongresie Kultury: zakasać rękawy i do pracy

Czy sposobem na odzyskanie, czy raczej stworzenie takiego języka może być inicjatywa Kultura Niepodległa zainicjowana przez ludzi kultury, pod którą podpisało się już 11 tys. osób? Czy uspołecznienie obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości, do jakiego wzywają inicjatorzy KN, pomoże odzyskać poczucie bycia razem? Czy to razem uda się rozciągnąć na całe społeczeństwo dzielone coraz głębiej intensywnością politycznego sporu? Czy też już jesteśmy skazani na pęknięcie, które przecież w polskiej historii po raz pierwszy ujawniło się w okresie rozbiorowego upadku? To właśnie wtedy powstało pojęcie dwóch narodów, które z uporem odtwarzaliśmy. Bo przecież II Rzeczpospolita także była pęknięta, a krwawy wymiar tego pęknięcia zaznaczył się już w 1905 roku, kiedy narodowcy strzelali do socjalistów podejmujących czyn zbrojny przeciw caratowi.

Kultura Niepodległa

Kwestie te wywołały bardzo intensywną, blisko trzygodzinną dyskusję, która koncentrowała się wokół dwóch głównych wątków: diagnozy i strategii organizacyjnego działania. Najpierw strategia, czyli jak się organizować, jak przechować energię społecznej mobilizacji, jaką ujawnił Protest Kobiet czy też ostatnie demonstracje lipcowe. Franciszek Sterczewski, lider Łańcucha Światła Poznań, bardzo ostrożnie mówił o możliwości budowania masowego, ogólnokrajowego ruchu. Owszem, sieciujmy się, ale w oparciu o autentyczność lokalnych inicjatyw i używajmy całej innowacyjności, by właśnie utrzymać zdolność systematycznego działania w tej podstawowej, organicznej skali. „Najpierw masa, teraz rzeźba” – kulturystyczne hasło organizuje pomysł na pracę poznaniaków. Czy to wystarczy, by podołać wyzwaniom, jakie niesie sfera polityki i coraz bardziej brunatniejąca rzeczywistość społeczna?

Elżbieta Korolczuk, badaczka ruchów społecznych, wskazała, że musimy szukać nowych form instytucjonalizacji energii społecznej, bo klasyczne formy oparte na organizacjach społecznych, fundacjach i podobnych instytucjach, choć ciągle mają znaczenie, to straciły moc masowego organizowania. Wkroczyliśmy w epokę post-NGO-sową. To po prostu fakt. Jak jednak adekwatnie na ten fakt odpowiedzieć? Jak koordynować wspólne działanie różnorodnej wielości? Jako pozytywny przykład Elżbieta Korolczuk podała Ogólnopolski Strajk Kobiet, którego siła polega na otwartej formule włączania uczestniczek i uczestników. Wspólna jest sprawa, choć różne światopoglądy i możliwości zaangażowania. Czy to jednak wystarczy?

Społeczeństwo polityczne zastępuje społeczeństwo obywatelskie

No właśnie, czy to wystarczy, gdy inną możliwą odpowiedzią na wielość jest mobilizacja polityczna jednocząca wokół My zdefiniowanego w sposób populistyczny, My zbudowanego w oparciu o słowo-hasło, łączące w monolityczną polityczną całość. Tym słowem kluczem dla PiS, jak pokazywał Przemysław Czapliński, stało się bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo odnoszące się do wymiaru socjalnego (500+ jako instrument realizacji tej potrzeby), bezpieczeństwa tożsamościowego (powrót do tradycyjnych wartości), w końcu bezpieczeństwa egzystencjalnego (obrona przed obcymi). W słowie kluczu „bezpieczeństwo” PiS wyraził wszystkie deficyty III Rzeczypospolitej, proponując wizję wspólnoty, która oddziałuje na wyobraźnię znacznej części społeczeństwa, choć jest to wizja powrotu do folwarku, w którym za zamkniętymi podwojami odbudujemy swoje przaśne, ale własne czworaki.

W słowie kluczu „bezpieczeństwo” PiS wyraził wszystkie deficyty III Rzeczypospolitej, proponując wizję wspólnoty, która oddziałuje na wyobraźnię znacznej części społeczeństwa.

Przeciwstawienie się tej wizji wymaga pracy wyobraźni potrzebnej do wypracowania konkurencyjnych scalających opowieści o Rzeczypospolitej i pracy organizacyjnej potrzebnej, by te opowieści oparte były na realnej społecznej strukturze. Drogą do tego celu na pewno nie będzie próba powrotu do inteligenckiej wizji kultury, której ciągle hołduje znaczna cześć inteligenckich elit przekonanych, że triumf PiS jest wynikiem zaniedbań na polu edukacji kulturalnej. Nie łudźmy się, że PiS by nie wygrał, gdyby w Polsce czytało 80, a nie poniżej 40 proc. obywateli i gdyby większość słuchała muzyki Chopina, a nie disco polo. Bo właśnie w takim inteligenckim normatywnym myśleniu o kulturze kryje się pierwotna dystynkcja dzieląca społeczeństwa i tworząca podstawę wykluczeń, poniżenia, a nawet pogardy.

To ważne ostrzeżenie dla angażujących się w Kulturę Niepodległą, by nie ulegli pokusie kulturträgerstwa i nie ruszyli w kraj szerzyć kultury tam, gdzie jej rzekomo nie ma. Jest i trzeba nastawić się nie na edukowanie, ale na spotkanie, rozmowę i wymianę.

Janion: Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu! [List do Kongresu Kultury]

Nagranie wideo ze spotkania będzie wkrótce dostępne, w debacie uczestniczyli: Elżbieta Korolczuk, Przemysław Czapliński, Michał Merczyński, Franciszek Sterczewski, organizował ją Teatr Powszechny w Warszawie we współpracy z Łańcuchem Światła Poznań. A następna debata już 26 września o 18.00 w MOCAK w Krakowie, temat: Nacja – emigracja – globalizacja, z udziałem Maszy Potockiej, Oskara Dawickiego, Tomasza Majewskiego i Adama Zagajewskiego.

*
Tekst ukazał się na blogu autora Antymatrix.

Bio

Edwin Bendyk

| Dziennikarz, publicysta, pisarz
Dziennikarz, publicysta, pisarz. Pracuje w tygodniku "Polityka". Autor książek „Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności” (2002), „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci” (2004), „Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu” (2009) oraz „Bunt Sieci” (2012). W 2014 r. opublikował wspólnie z Jackiem Santorskim i Witoldem Orłowskim książkę „Jak żyć w świecie, który oszalał”. Na Uniwersytecie Warszawskim prowadzi w ramach DELab Laboratorium Miasta Przyszłości. Wykłada w Collegium Civitas, gdzie kieruje Ośrodkiem badań nad Przyszłością. W Centrum Nauk Społecznych PAN prowadzi seminarium o nowych mediach. Członek Polskiego PEN Clubu.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Kiedy w roku 1846 włościanie w austriackiej Galicji zwozili do cyrkułu złapanych powstańców wołali: przywieźliśmy Polaków! Kiedy zaś dowiedzieli się, że za martwego powstańca starosta płaci więcej niż za żywego, ucinali im głowy a przed siedzibą cyrkułu płynęły strumienie krwi. Włościanie owi czuli się cesarskimi, ale nie Polakami. Nic w tym dziwnego, do wspólnoty narodowej ich nie zapraszano, tym bardziej Żydów. Sklecenie wspólnoty narodowej z tak różnych elementów jakoś się później udało, ale za cenę tworzenia i eksploatowania mitów. Tu są istotne źródła "rozdarcia".
Sprawa jest trudna, lewica nie od dziś ma problem z "kwestią narodową", wielu najchętniej zlikwidowałoby narody i utworzyło "demos europejski", którego jednak nie ma i nie wiadomo czy będzie. W tej sytuacji jedną z najważniejszych problemów lewicy jest przemyślenie problemu państwa narodowego i samej idei narodowej. Proszę zauważyć, że demokracja funkcjonuje na poziomie samorządu terytorialnego i państwa narodowego. Powyżej tego poziomu mamy tylko struktury imperialne. Z drugiej strony rosnąca współzależność w systemie międzynarodowym jest faktem. Jeśli uważamy, że integracja na poziomie organizacji międzynarodowych jest ważniejsza niż system demokratyczny, być może poświęcamy demokrację. Ogromnie dużo problemów do przemyślenia. Oczekuję poważnych propozycji.

Maciek Trybuszewski

Problem lewicy polskiej, czymkolwiek ona w tej chwili jest, porzucenie szerokiej perspektywy.

Podczytuję sobie od dawna a to Zandberga a to Okraskę i jestem zadziwiony. Oto ludzie, rzekomo najlewicowsi z lewicowych, odważnie uderzają w korpo, neolib, biznes, nierówności, ale jednocześnie masowo produkują memy z patriotami-nacjonalistami.

Wbijcie sobie do głowy drodzy lewacy - patriotyzm, nacjonalizm, duma z "Polski", nie mają nic wspólnego z lewicowością. Polskość (amerykańskość, angielskość, kubańskość, mozambiczność, kiribatność) należy zszargać dogłębnie jeżeli mamy w ogóle mówić o jakiejś szczerej lewicowości.

Flagi należy podeptać, spalić, i na tym pogorzelisku dopiero budować globalną korektę.

Tymczasem Partia Razem wrzuca ochoczo na swojego Facebooka memy z wyklętymi patriotami, tyle że "lewicowymi", Pużak et consortes. O Okrasce już nie wspomnę. No co to byli za lewacy skoro byli "Polakami". To byli nacjonaliści-lewacy.

Ja bym i nawet zagłosował na tego bidnego Zandberga czy tą bidną Dziemianowicz gdyby oni wreszcie przestali tworzyć rzeczywistość, która dzieje się "tu i teraz", w paradoksalnej Jarry'owskiej Polsce. Mnie lewicowa wrażliwość podpowiada: świat jest szeroki, świat jest coraz bardziej wolny (mimo rodzących się różnych nowych niewol), świat jest równy, nie podoba Ci się pod jedną współrzędną geograficzną wynieś się pod inną. Co na to "lewica" polska? Nie, tu będziem trwać, tu będziem zmieniać świat.

Razem chyba sobie nawet nie do końca zdaje sprawę jak bardzo jest nacjonalistyczne w swojej retoryce, poprzez samo uwikłanie w wyścigi na memy i politykę historyczną z Pereirą czy Ziemkiewiczem.

Odstosunkujcie się wreszcie od Polski; i polskości jako sklejki najgorszych cech ludzkich, lewica to nie ludzie którzy żyją "tu w Polsce", lewica to ludzie, którzy żyją ponad sztucznymi granicami. Tak, Petru podróżujący z kochanką na Maderę jest takim samym lewakiem jak erytrejczycy czy inni sudańczycy próbujący przedostać się łodzią na Sycylię. Bo summa summarum, na końcu zawsze chodzi o wolność, nie o równość i sprawiedliwość.

Lewica w Polsce zostaje, aby pomóc pakować się niepelnosprawnym, wielodzietnym rodzinom i innym grupom wykluczonych. Oni wszyscy zaraz potem sie przeniosą pod inną szerokość geograficzną. Tzn. lewicy już by tu nie było, gdyby nie ci wszyscy nieudacznicy.
A tak na marginesie, to chodzi o wolność "od", czy "do"? Bo ja to czuję się wolnym "do" pod każdą szerokością geograficzną. Najbardziej podoba mi się wolność uzyskana za pomocą ciężkiej pracy na zmywaku, w restauracji, w jakimś prowincjonalnym, europejskim mieście. Natomiast w Polsce... ech, szkoda gadać.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!