Kultura

Wolność czy bezkarność słowa?

Zaczęło się od dyskusji o Marcinie Świetlickim, a przeszło w rozmowę o tym, gdzie kończy się wymiana poglądów, a zaczyna dyskryminacja.

Warto ustalić to na wstępie: dyskryminacja to nie pogląd, a płeć to nie argument. Wykorzystywanie systemowych nierówności, by upokorzyć i ośmieszyć, to nie merytoryczna dyskusja. Nie jest to jakaś wielka nowość, w konstytucji stoi wyraźnie: „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.

Z dyskryminacją należy więc walczyć. Walczyć, czyli potępiać i karać. Walczyć, czyli nie bagatelizować i ustawiać na równi z merytorycznymi argumentami czy przysłaniać abstrakcyjnymi hasłami typu „wolność słowa” lub „demokracja”. Problem w tym, że te hasła przez co najmniej 28 lat służą właśnie do przesłaniania dyskryminacji, wyzysku i nierówności.

Wolność słowa

Dawid Juraszek napisał tekst o tym, że, ratunku!, naruszona została wolność słowa. Naruszona została, gdy domagałam się konsekwencji dyscyplinarnych względem profesora za seksistowską wypowiedź, w której nadużył swojej władzy wobec doktorantki i doktorki. Wypowiedź profesora Juraszek konsekwentnie nazywał „poglądami” – ani razu w tekście nie pojawia się słowo „dyskryminacja” czy „seksizm”. Gdy dyskryminacja staje się poglądem, a płeć argumentem, wygra zawsze ten, kto ma systemową przewagę: heteroseksualny Polak z klasy średniej. Argument „mężczyzna” w patriarchalnym kapitalizmie wygrywa z argumentem „kobieta”; argument „heteroseksualny” z „homoseksualny”; argument „Polak” z „imigrant”; a argument „pracodawca” z argumentem „pracownica”. Niezależnie od merytorycznych argumentów, dyskusja sprowadzona do tego poziomu w oczywisty sposób działa na rzecz uprzywilejowanych.

Wolność jedynie słusznego słowa [polemika do polemik o Świetlickim]

A ponieważ dyskryminacja nie jest poglądem, należałoby dokonać korekty w tekście publicysty i konsekwentnie zamienić słowo „pogląd” na „dyskryminacja”. Wyręczę w tym redakcję.

Na przykład zdanie, które dla Juraszka jest dowodem na sprzeniewierzenie się mitycznej wolności słowa, brzmiałoby: „Poprawa i jego dyskryminacje mają zostać niejako mechanicznie – a nie przez proces wymiany intelektualnej – usunięte z przestrzeni publicznej”. Jest to jak najbardziej rozsądne i słuszne. Albo takie zredagowane zdanie: „Safe spaces, deplatforming, triggering, microaggression – te i inne koncepty krok po kroku zbliżają nas do rzeczywistości, gdzie swobodnie krążyć będą miały prawo wyłącznie poglądy niedyskryminujące zatwierdzone jako jedynie słuszne”. Wszystko to totalnie niekontrowersyjne, choćby z perspektywy prawa i konstytucji. Z kolei argumenty Juraszka brzmią dość niepokojąco: „Raz, że domaganie się, by zamykać usta ludziom dyskryminującym, intelektualnie i psychicznie osłabia nas samych. (…) Trzy, że sztuczne ograniczanie liczby i różnorodności dyskryminacji zubaża naszą wiedzę o świecie”. A już absurdem jest stwierdzenie: „Wszystkim, w tym Staśko, swobodna dyskryminacja, nawet trudna i nieprzyjemna, wyjdzie w dłuższej perspektywie na zdrowie – czego nie można powiedzieć o kneblowaniu oponenta”. Jeśli mogę mieć tu cokolwiek do powiedzenia, to za dyskryminację jednak podziękuję. Nawet niewyobrażalnym wręcz kosztem „wolności słowa” jakiegoś pana.

Gdy dyskryminacja staje się poglądem, a płeć argumentem, wygra zawsze ten, kto ma systemową przewagę: heteroseksualny Polak z klasy średniej.

Domaganie się prawa do wolności słowa w rzeczywistości okazuje się domaganiem się prawa profesora do upokarzania doktorantki. W tym kontekście szereg liberalnych frazesów – „wolność słowa”, „swobodne pisanie”, „prawo do polemiki” – jest szantażem dyskursywnym, który działa w interesie osób dyskryminujących i nadużywających swojej władzy. Demonizowanie osób walczących o równość i sprawiedliwość społeczną z odwołaniem do „Rzeczpospolitej Ludowej”, wołanie o cenzurze i wolności słowa w kontekście zachowań seksistowskich to broń z arsenału skrajnej prawicy. Ale i z powodzeniem wykorzystywana na liberalnych demonstracjach no logo, gdzie „precz z komuną” weszło już do kanonu KOD-owskich zaśpiewów. Nie dalej jak kilka dni temu Jarosław Marek Rymkiewicz, poeta, w obronie którego Marcin Świetlicki odmówił nominacji do Nike, komentował protesty w obronie niezawisłości sądów tak: „Polskę trzeba oczyścić z komunistycznego śmiecia”. Zadziwiająca zbieżność argumentów.

Po usunięciu z Facebooka rasistowskich stron nacjonaliści podnieśli krzyk o wolności słowa i poprawności politycznej. Również Marcin Świetlicki krytykował tę straszną poprawność polityczną, która tak przemocowo walczy z jego wolnością do wypowiedzi i zachowań seksistowskich, np. systemowymi narzędziami, jak no platform czy safe space. Relacja prawicy liberalnej i autorytarnej jest ścisła: zgodnie walczą o utrzymanie w mocy istniejącego systemu, systemu wybudowanego wspólnymi siłami po 1989 r. przez odrzucenie i obrzydzenie „komuny”. Mit wolnego self-made mana i wolnej Polski wytworzyły neoliberalno-nacjonalistyczny charakter polskiego kapitalizmu. Alternatywa neoliberałowie-nacjonaliści i kukła w postaci „komunizmu”, po równo stosowana przeciw sobie przez obydwie strony, jest wytworem tego porządku i jest potrzebna do utrzymania go. Dlatego też neoliberalni prawdopośrodkiści z radością porównują faszystów do lewicy, co m.in. robi w swoim tekście Aldona Kopkiewicz – dzięki temu dwubiegunowy układ pozostaje w mocy: oto ci źli radykalni, a oto my, bezpieczni i dbający o poszanowanie panujących reguł. Co z tego, że jedni są faszystami, a drudzy walczą z faszyzmem: uważajcie, oni chcą przejąć kontrolę, a my zapewniamy „wolność” (bo to my mamy kontrolę, także nad definicją i przekazami wolności). Może nasze reguły nie są idealne, ale przynajmniej jakieś agresywne feministki nie robią tych okropnych rzeczy typu krytyka istniejących warunków i ich beneficjentów czy walka o równość i sprawiedliwość społeczną.

To nie tylko obrona Świetlickiego, to dyscyplinowanie przez stygmatyzację i pogardę

Słowa to działania i mają swoje realne konsekwencje – dlatego posługujący się nimi są za nie odpowiedzialni, także prawnie i dyscyplinarnie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że tekst pisze akademik, jego pozycja staje się jasna: walka o „wolność słowa” to walka o własny interes. Jak to, to teraz będą wyciągane konsekwencje dyscyplinarne wobec pracowników naukowych w publicznych instytucjach za seksizm? Wizja to, trzeba przyznać, przerażająca – zwłaszcza dla beneficjentów nieszczególnie równościowego systemu, którym brak poczucia odpowiedzialności za nadużywanie władzy jest bardzo na rękę. Dyskryminowanym już trochę mniej.

Równość słowa

Tyle że „wolność słowa” nieszczególnie dba o dyskryminowanych. Słowa są wytworem istniejącego systemu, ale i jego wytwórcą – konsekwentnie przywoływana w tekście Juraszka wolność słowa to w istocie wolność neoliberalna. Juraszek posługuje się abstrakcyjnymi pojęciami w rozumieniu, jakie wykształciły się w ramach demokracji liberalnej. Traktuje je ahistorycznie. Dzięki temu demokracja liberalna zaczyna oznaczać jedyną możliwa demokrację, a wolność słowa oznacza, że każdy seksista ma prawo do pisania seksistowskich tekstów bez konsekwencji. A co za tym idzie: sprzeciw wobec dyskryminacji staje się atakiem na wolność słowa, a sprzeciw wobec jawnie niesprawiedliwej demokracji liberalnej na rzecz np. demokracji ekonomicznej okazuje się totalitaryzmem i „komuną”. Nie ma tu więc możliwości wyjścia poza alternatywę nacjonaliści-neoliberałowie.

Wprowadzenie w to myślenie pojęcia klasy, płci czy w ogóle procesów historycznych i relacji władzy, ujawnia nierówności, które w istocie taki język – taki system językowy – wytwarza. Dlatego u Juraszka ani razu nie pojawia się słowo „dyskryminacja” i związane z nimi pozycje dyskryminującego i dyskryminowanych – bo wówczas z narracji „obiektywnej” i równych dyskutujących podmiotów wchodzi w narrację usytuowaną. Ujawnia logo. A usytuowanie zdradza relacje władzy, więc i przemoc oraz partykularne interesy – z perspektywy beneficjenta opłaca się wspierać no logo. No logo ustawia bowiem pozycję uprzywilejowanych jako uniwersalną. Wszelkie inne grupy zostają pod nią włączone, tak jakby miały równe warunki i prawa, więc cieszyły się równą wolnością.

Cóż, nie do końca. Kobiety w Polsce nie mogą dokonać legalnej aborcji, a nawet dostać antykoncepcji awaryjnej bez recepty, pracownicy prekarni nie mają zabezpieczeń socjalnych i pewności zatrudnienia, a lokatorki mogą zostać wyrzucone na bruk bez decyzji sądu. One na co dzień doświadczają cenzury: ich perspektywa jest systemowo cenzurowana w mediach i polityce. Nie są wolne i wolni na tyle, by zadecydować o swoim ciele czy swojej przyszłości. To po co im – po co nam – w ogóle taka wolność? Po co walka o brak cenzury i wolność słowa, kiedy to systemowa cenzura nieuprzywilejowanej większości i wolność dla wybranych? Po co nam ten cały fetyszyzowany 1989 rok?

Znów trzeba ratować kobiety!

Obrona takiej wolności, takiej demokracji to obrona niesprawiedliwego, dyskryminującego systemu, który nie tylko przejął, ale i wytworzył hasła „wolność słowa” czy „demokracja”. Wszyscy są równi, wszyscy oddolnie walczą, ale na demonstracji przeciw autorytarnym rządom prawicowej władzy przemawia prawicowy polityk odpowiedzialny za kształt wyzyskującego systemu. Inni politycy w obronie prawa rzucają seksistowskimi i homofobicznymi żarcikami, tym samym nie stosując się do tego prawa (choćby do przytoczonego na początku zapisu z konstytucji). Z kolei polityczki partii pozaparlamentarnych nie zostają zaproszone na scenę (w końcu no logo). A po tygodniu oddolnych, społecznych protestów no logo w sondażach wzrasta pozycja PO i Nowoczesnej. Brawo, cel osiągnięty, piona.

Bez seksizmu i homofobii proszę

A gdy Inicjatywa Pracownicza walczy w obronie zwolnionej pracownicy sklepu Aelia, zarząd firmy pozywa związek o naruszenie dóbr osobistych, za co sąd do ogłoszenia wyroku zakazuje publikacji na temat wyzysku i represjonowania pracownic w sklepach Aelia oraz demonstrowania w tej sprawie. Taka to wolność słowa w kapitalizmie.

Przehandlowanie praw kobiet przez konserwatywnych polityków i Kościół w imię ich partykularnych interesów, ustawowe stawanie po stronie pracodawców i właścicieli przeciw pracownicom i lokatorkom to procesy kształtowania tego systemu w formie, w jakiej dzisiaj walczymy o niego na obywatelskich manifestacjach no logo. W formie, w której „wolność słowa” oznacza wolność nadużywania władzy i dyskryminacji – bo to system stworzony przez dyskryminacje i nadużycia władzy; w której „no logo” działa na rzecz najbardziej rozpoznawalnych partii i polityków – bo to oni wyznaczali i wyznaczają charakter apolitycznej normy. Zanim zaczniemy krzyczeć o cenzurze, komunie i wolności słowa, jak prawicowa reakcja, zastanówmy się może, kto do tej „wolności słowa” ma dostęp. Na czyją korzyść ona działa.

Siostrzeństwo słowa

Nie warto bezrefleksyjnie stawać w obronie pojęć i systemu, który przez lata wyrzucał na bruk, uelastyczniał warunki pracy, odbierał prawa kobietom i innym grupom wykluczanym na rzecz przywilejów elity biznesowej i politycznej. Nie warto bronić takiej demokracji i takiej wolności. To nie nasz język, to nie nasze słowa. Słowa to działania i mają swoje konsekwencje, więc walka o inny język i inne wartości to walka o inny system: niedyskryminujący, niewyzyskujący i demokratyczny. To walka o inną literaturę niż ta Świetlickiego, inną naukę i publicystykę niż ta uprawiana przez Poprawę i Juraszka. Wolność słowa działająca na rzecz najsilniejszych to żadna wolność. To my porozumiewamy się słowami, to my współkształtujemy język w codziennej komunikacji: język to praktyka społeczna, nie wyizolowane ustalenia panów od języka. Dlatego tę walkę najlepiej prowadzić właśnie w ramach tej praktyki, na własnych zasadach: przez organizowanie się, działalność związkową i polityczną. Przez wyrabianie sobie konkretnego logo. Obrona demokracji liberalnej i panujących warunków pod sztandarem no logo nie jest w interesie większości społeczeństwa: w naszym interesie jest walka o własne prawa i własną wolność, która przez lata była nam odbierana.

Zamiast o „wolność słowa”, walczmy o wolność i prawa codziennie używających słów osób, spośród których większość nie jest jednak elitą biznesową, polityczną czy intelektualną. Chuj z „wolnością słowa”, zróbmy sobie słowami swoją wolność.

Niepokorny poeta polityczny znów broi [zobacz memy]

Bio

Maja Staśko

| Krytyczka literacka
Maja Staśko – krytyczka literacka, doktorantka interdyscyplinarnych studiów w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Współpracuje m.in. z „Ha!artem” i „Wakatem”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Jeżeli w prawicowej publicystyce w ogóle zdarzają się teksty nadające się do czytania, najczęściej napisane są przez kobiety. Nawet Terlikowska jest minimalnie bardziej rozsądna od Terlikowskiego. W centrum, czy wśród liberałów panuje równość. W Wyborczej, czy Newsweeku zarówno teksty mężczyzn, jak i kobiet bywają równie dobre lub równie durne.
Krytyka Polityczna prowadzi chyba coś na kształt ukrytej agentury patriarchatu. Inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć, czemu wszystkie dobrze napisane, w miarę rozsądne teksty piszą tu mężczyźni (Sutowski, Majmurek, Kuczyński, itd.). A 99% tekstów kobiet, to często wulgarne, zawsze nawiedzone wynurzenia na poziomie nastolatki. Ewentualnie studentki pierwszego roku, która się intelektualnie zachłysnęła jakąś ideą i musi temu dawać wyraz na 300% Oczywiście z charakterystycznym poczuciem własnej zajebistości, wyjątkowości i niezrozumienia przez cały świat.

Panowie, spokojnie. Proszę się jeszcze tak nie mazać. Popłoch i trwogę zostawcie sobie na później. Kobiety dopiero zaczynają swój comming out i najlepsze jeszcze przed Wami. Wypstrykacie się z tych anachronicznych argumentów, dostaniecie przedwczesnej zadyszki, a dziewczyny dopiero ruszyły i idą z różnych stron gotowe do starcia, od dziecka przygotowane na "hejt" (bo "hejt" jest starszy niż era Internetu), świdome swoich potrzeb - także seksualnych oraz świadome Waszych słabości - take seksualnych (kobiece pisma i seriale od zawsze zajmowały się mechanizmami Waszej psychiki i seksualności oraz uczyły metod radzenia sobie z oporem, który stawiacie na różnych polach). Nie tylko "lewaczki", równościowe intelektualistki, czy dziennikarki ale i programistki, właścicielki firm, inżynierki, majsterkowiczki... Wystarczy rozejrzeć się wokół - ale tak normalnie, bez uprzedzeń - i posłuchać o czym faktycznie rozmawiają i co je zajmuje. Nie gadać, pouczać i przekrzkiwać. Posłuchać - dla własnego dobra.

Przywołanie mantry o immanentnej wspaniałości kobiet i beznadziei, będących już (od około 40 lat, kiedy ta baja zaczęła być modna) o krok od totalnej klęski samców, musi boleć dotkniętych ostrzem tej argumentacji do głębi. Dodam ze swej strony, że nie ulega wątpliwości, iż krytykowanie Maji Staśko świadczy o małym ptaszku i impotencji. Oto jest wiedza na temat męskości, którą zdobyłem z "kobiecych pismach i serialach", i którą na pomoc autorce i w zgodzie z Tobą niniejszym aplikuję.
Tylko widzisz ... nie żebym chciał studzić Twój entuzjazm, ale obawiam się, że powyższe komentarze jednak nie są wyrazem przerażenia pochodem ku matriarchalnej chwale. Raczej dysonansem poznawczym wynikającym z tego, że właśnie w miejscu, które miałoby być forpocztą wszystkich tych uparcie wieszczonych zmian, rzeczywiście bardziej niż gdziekolwiek indziej widać, jak wielką są iluzją.

Lukrecja Borgia

Przytomny wpis Matsa powyżej nie pozostawia mi wiele do dodania, ale że siedzę po przeciwnej stronie globu w towarzystwie ośmiu kobiet i dwóch transwestytów kilka groszy wtrącę. Te kobiety nie znają pojęcia wolności w naszym rozumieniu. Nie używają słów freedom ani libertad. Feminizm jest dla nich równie egzotyczny co Marsjanie. Są pewnymi siebie i swojej kobiecości właścicielkami firm lub pracują bez limitów godzinowych i ubezpieczeń społecznych bez słowa sprzeciwu. Ich wolność obyczajowa, w tym seksualna, przekracza hipisowskie sny. Europa wymiera. Walczymy na słowa o zwycięstwo takich czy innych politycznych racji a przyroda, także ta ludzka, idzie własną drogą.

W zupełności wyrażasz moje odczucia. Dodałbym jeszcze, że te niewyrośnięte feministki pisujące na stronie Krytyki są bardzo wulgarne, jakby przekrzykiwały się przy puszce piwa pod blokiem z kumpelami-dresiarami. Tę knajacką dyskusję (pierwotnie o) poezji śledzę od początku i od początku jestem wrogi pannie Staśko właśnie ze względu na rynsztokowy język, jakim się posługuje, a który implikuje u niej równie rynsztokowe spostrzeżenia wobec rzeczywistości. A to, że obok dobrych, ciekawych, merytorycznych (i eleganckich stylistycznie) tekstów mężczyzn na portalu Krytyki pojawiają się wywołujące w czytelniku zażenowanie wypociny młodocianych feministek, biorę na karb tego, że redaktorką naczelną portalu jest kobieta, zapewne też feministka, więc pewnie czuje się w obowiązku dopieszczać koleżanki po narządach. Choć, jak sądzę, też często zgrzyta zębami, puszczając jakiś tekst, bo sama panna (pani?) Wiśniewska pisze całkiem nieźle.

Cała reszta to ideologiczny bełkot zaczerpnięty wprost z lewackich blogów typu everydayfeminism. Intelektualne lenistwo wręcz poraża. Zero nauczyło się angielskiego i myśli że głupim polaczkom będzie w stanie wcisnąć te same dawno zdyskredytowane bzdury, które istnieją w przestrzeni publicznej tylko dlatego że ich autorzy separują odbiorców od wszelkiej krytyki. Otóż nie, te głupie polaczki też znają języki obce i już mogą się podeprzeć przemyślaną analizą tej obrazy dla inteligencji którą rozpowszechniacie.

Pierwsze zdanie i już totalne kłamstwo lub ignorancja autora.
>dyskryminacja to nie pogląd, a płeć to nie argument. Wykorzystywanie systemowych nierówności, by upokorzyć i ośmieszyć, to nie merytoryczna dyskusja.
Po pierwsze dyskryminacja to jak najbardziej pogląd bo na tym polega dyskryminacja, ktoś ma pogląd że kobiety są zawsze gorsze z samego tylko faktu że są kobietami - to jest pogląd, opinia. No ale lewactwo zawsze miało problem z odróżnieniem opinii od faktów.

Kolejnym poziomem kłamstwa tego zdania jest zaprzeczenie że płeć może być argumentem, jak najbardziej może być. Wbrew temu bełkotowi który próbujecie przepchnąć kobiety i mężczyźni różnią się i to przewidywalnie, dlatego w fizycznej pracy na budowie kobiety nie mają czego szukać.

>Dawid Juraszek napisał tekst o tym, że, ratunku!, naruszona została wolność słowa. Naruszona została, gdy domagałam się konsekwencji dyscyplinarnych względem profesora za seksistowską wypowiedź, w której nadużył swojej władzy wobec doktorantki i doktorki.

Chyba cie coś dziewczyno pomyliło, nie masz prawa do bycia nieobrażaną, nikt nie ma takiego przywileju. Domaganie się by państwo albo jakaś firma podejmowała działania z powodu czyjegoś SUBIEKTYWNEGO odczucia to otwarcie drzwi do zbyt wielkich nadużyć, tego że ktoś czuje się obrażony nie da się w żaden sposób udowodnić. I dlatego właśnie wolność słowa jest wartością nadrzędną, twoje osobiste odczucia są poza horyzontem.

"Po pierwsze dyskryminacja to jak najbardziej pogląd"
Eee... nie, z dyskryminacją wiążą się czyny. Z poglądem niekoniecznie.

"dlatego w fizycznej pracy na budowie kobiety nie mają czego szukać. "
a jak wiadomo poezja w niczym nie różni się od fizycznej pracy na budowie

"Domaganie się by państwo albo jakaś firma podejmowała działania z powodu czyjegoś SUBIEKTYWNEGO odczucia to otwarcie drzwi do zbyt wielkich nadużyć"
Nie, to typowe warunki działania państwa od początków jego istnienia, gdyż jednostki dysponują jedynie subiektywnymi odczuciami.

>Eee... nie, z dyskryminacją wiążą się czyny. Z poglądem niekoniecznie.
Czyli zgadzamy się, nie można dyskryminować samym słowem. Autorka atakuje słowa, a nie czyny.

>a jak wiadomo poezja w niczym nie różni się od fizycznej pracy na budowie
I ta riposta ma udowadniać że kobiety tak naprawdę się nie różnią od mężczyzn?

>Nie, to typowe warunki działania państwa od początków jego istnienia, gdyż jednostki dysponują jedynie subiektywnymi odczuciami.
Jednostki dysponują też obiektywnymi faktami wiec znowu jakieś dyskutuje z jakimiś bzdurami. Spodziewam się co jeszcze możesz dodać, niech zgadnę: "Rzeczywistość nie istnieje, jedynie obraz rzeczywistości w naszych głowach".
Dobra rada: odpuść bo tylko się skompromitujesz.

"Czyli zgadzamy się, nie można dyskryminować samym słowem"
Nie zgadzamy się. Wypowiedzenie słowa to już czyn.

"I ta riposta ma udowadniać że kobiety tak naprawdę się nie różnią od mężczyzn?"
Nie wiem, to Ty w dyskusji o poezji i wolności słowa wciskasz robotników budowlanych. Jak dla mnie argument "ale facet ma penisa" nadaje się co najwyżej do dyskusji o kroju majtek.

"Jednostki dysponują też obiektywnymi faktami"
Które subiektywnie interpretują i na tej podstawie wyrażają swoje subiektywne oczekiwania, więc nie nie zgadłeś. Przykro mi.

Krzysztof Mazur

Pani Staśko bojowa jak Terlikowski. Przekształcacie KP we Frondę?

>Słowa to działania i mają swoje realne konsekwencje

Kolejne kłamstwo, słowa to słowa a działania to działania, dwie rożne, odseparowane od siebie koncepty. Zapisane na papierze słowo to działanie? Ciężko tutaj dyskutować, bo dyskutant nie przestrzega żadnych reguł w tym podstawowej, czyli odnoszenie się do rzeczywistości. Jeżeli masz zamiar wprost przeczyć faktom i używać swoich własnych definicji, których nikt nie zna, to z twoich ust nie wydobywają się słowa tylko losowe dźwięki.

Doktorantka usłyszała seksistowski komentarz i teraz chcecie by wyciągnąć dyscyplinarne konsekwencje od wykładowcy? Najpierw musiałabyś udowodnić że stała jej się krzywda, a tego nie jesteś w stanie zrobić, temat jest zamknięty.

>Tyle że „wolność słowa” nieszczególnie dba o dyskryminowanych.
Znowu bełkot, wolność słowa, nie wiem dlaczego w cudzysłowu ale podejrzewam że wynika to z nieudolności autora w zrozumieniu konceptu, to jedyna możliwość by dyskryminowali mogli walczyć z tą własnie dyskryminacją.

>Słowa są wytworem istniejącego systemu, ale i jego wytwórcą – konsekwentnie przywoływana w tekście Juraszka wolność słowa to w istocie wolność neoliberalna.

Dziewczyno, używasz słów których znaczenia nie rozumiesz. Nie ma czegoś takiego jak neoliberalizm, jest tylko liberalizm - ideologia i kierunek polityczny, według którego wolność jest nadrzędną wartością, ma charakter indywidualistyczny i przeciwstawia się kolektywizmowi.
https://en.wikipedia.org/wiki/Neoliberalism#Current_usage - poczytaj, podobno znasz angielski.

To dopiero 1/3 a ilość bzdur, które wypluła z siebie "Maja Staśko" jest przerażająca. Ale nie tak ilość jak pochodzenie tego bełkotu jest straszne, ani jeden z tych argumentów nie pochodzi od polskiego autora ale jest zaledwie regurgitacją dokładnie tego samego intelektualnego ścieku w którym zachodnia lewica tapla się od lat.

Śledzę tę dyskusję od początku. Całkowicie zgadzam się z autorką. Nie tylko zaszło ogromne pomyślenie, które wciągnęło do worka "poglądów" wypowiedzi mające charakter obraźliwy i dyskryminujący. Okazało się też, że system posiada niesamowicie dobrze wypracowane metody obronne, takie jak hasło o wolności słowa, pod którego płaszczem - jak się okazuje - można powiedzieć więcej, niż powinno być dozwolone.
Dodatkowo chciałbym zauważyć pewną rzecz. Gdyby delikatnie zbrutalizować teksty osób atakujących Maję Staśko, to okazałoby się, że ich wypowiedzi nie różnią się niczym od osiedlowej jawnej antykobiecości, jakiej pełno jest na polskich blokowiskach.

I kto będzie decydował o tym "co powinno dozwolone do powiedzenia"? Ty? Ty nawet nie rozumiesz o czym mówisz.

Dramat a nie polemika. Stek komunałów i intelektualna obstrukcja autorki. Nic do dyskusji nie wnosi. Sławek płaci za zmiany. Niski poziom edukacji w orzedmiocie literatury zastępuje autorka przygotowaniem programowym. Pzpr bis. Krypolu goń takich autorów i autorki.

Świetny teskt!. @Konrad, spokojnie, bo Ci żyłka pęknie. Oddychaj, śpiewaj! :)))

Zdajesz sobie sprawę że jak napiszesz "Świetny tekst" pod stekiem bzdur to nadal jest stek bzdur? Może lepiej napisz co ci się w tym tekście podobało, to nie powinno być trudne.

Stek bzdur, to są raczej Twoje wywody. Właśnie dlatego na polemikę z nimi szkoda czasu.

Po co miałbym pisać, test broni się sam? Przecież gdyby się nie bronił nie denerwowałbyś się tak i też byś wzruszył ramionami tak jak nad twoim komentarzami.

Zapomniałeś się odnieść do argumentów. A nie, tak naprawdę to nie zapomniałeś, unikasz tego bo po prostu nie jesteś w stanie im stawić czoła.
Jak ktoś pisze w na łamach medium, które dociera do wielu ludzi totalne bzdury, to obowiązkiem człowieka uczciwego jest te bzdury wytknąć.

Dalej:
„>Dawid Juraszek napisał tekst o tym, że, ratunku!, naruszona została wolność słowa. Naruszona została, gdy domagałam się konsekwencji dyscyplinarnych względem profesora za seksistowską wypowiedź, w której nadużył swojej władzy wobec doktorantki i doktorki.
Chyba cie coś dziewczyno pomyliło, nie masz prawa do bycia nieobrażaną, nikt nie ma takiego przywileju. Domaganie się by państwo albo jakaś firma podejmowała działania z powodu czyjegoś SUBIEKTYWNEGO odczucia to otwarcie drzwi do zbyt wielkich nadużyć, tego że ktoś czuje się obrażony nie da”
Chłopaku to tobie się pomyliło. Oczywiście, że ma. Jest cośtakiego jak zachowanie nielicujące z godnością pracownika uczelni. Jest nim naprzykład wykorzystywanie swojej pozycji do zdyskredytowania oponentów. Ponadto w Polsce nie wolno dyskryminować kogoś ze względu na płeć i rasę. I spokojnie to się da zwreyfikować czy to jest dyskryminacja, nie jest to znowu takie trudne. Autorka argumentuje przez długie strony dlaczego mamy do czynienia z obiektywnie z tym przypadkiem. A to już trudno powiedzieć, czy ty faktycznie nie rozumiesz czy SUBIEKTYWNIE odczuwasz, że powinno być wolno.

„>Słowa to działania i mają swoje realne konsekwencje
Kolejne kłamstwo, słowa to słowa a działania to działania, dwie rożne, odseparowane od siebie koncepty. Zapisane na papierze słowo to działanie? Ciężko tutaj dyskutować, bo dyskutant nie przestrzega żadnych reguł w tym podstawowej, czyli odnoszenie się do rzeczywistości. Jeżeli masz zamiar wprost przeczyć faktom i używać swoich własnych definicji, których nikt nie zna, to z twoich ust nie wydobywają się słowa tylko losowe dźwięki.”
No właśnie cieżko, ale mimo to przecież z tobą dyskutuję, więc to doceń. Oczywiście, że słowa mają swoje realne konsekwencje. To nie jest koncepcja doskonale wszystkim od dawna znana Np prawo od dawna zna taką kategorię jak podżeganie do przestępstwa, już w dekalogu masz „nie mów fałszywego świadectwa”. (znwou niepolski autor) I to naprawdę nie jest dla nikogo jakoś szczególnie zaskakująca ani nowatorska. Jedyne co z twojego wywodu pozostaje to znowu kazuistyka czepiająca się, że „słowa to nie działania”- właściwie mająca tyle wartości w tym kontekscie, co wywód o tym, że dyskryminacja to pogląd.
„Doktorantka usłyszała seksistowski komentarz i teraz chcecie by wyciągnąć dyscyplinarne konsekwencje od wykładowcy? Najpierw musiałabyś udowodnić że stała jej się krzywda, a tego nie jesteś w stanie zrobić, temat jest zamknięty.
>Tyle że „wolność słowa” nieszczególnie dba o dyskryminowanych.
Znowu bełkot, wolność słowa, nie wiem dlaczego w cudzysłowu ale podejrzewam że wynika to z nieudolności autora w zrozumieniu konceptu, to jedyna możliwość by dyskryminowali mogli walczyć z tą własnie dyskryminacją.”

To już ci wyjaśniam czemu w cudzysłowiu, podejrzewasz źle, a to proste. Dlatego, że autorka odnosi się do koncepcji wolności słowa jako takiej, czy takiej jak ona ją rozumie ale do przedstawionej w tekscie, z którym polemizuje.
„>Słowa są wytworem istniejącego systemu, ale i jego wytwórcą – konsekwentnie przywoływana w tekście Juraszka wolność słowa to w istocie wolność neoliberalna.
Dziewczyno, używasz słów których znaczenia nie rozumiesz. Nie ma czegoś takiego jak neoliberalizm, jest tylko liberalizm - ideologia i kierunek polityczny, według którego wolność jest nadrzędną wartością, ma charakter indywidualistyczny i przeciwstawia się kolektywizmowi.
https://en.wikipedia.org/wiki/Neoliberalism#Current_usage - poczytaj, podobno znasz angielski.”

No ok z grubsza patrząc, to pod podanym linkiem masz wyjaśniony ten termin oraz sens w jakim autorka go rozumie. To do którego zdania w lewym dolnym rogu się odnosisz an popracie swojego rozumienia? Podaj jeśli chcesz polemizować dalej nie chce mi się wczytywać, bo i tak poświęciłem ci za dużo czasu

To dopiero 1/3 a ilość bzdur, które wypluła z siebie "Maja Staśko" jest przerażająca. Ale nie tak ilość jak pochodzenie tego bełkotu jest straszne, ani jeden z tych argumentów nie pochodzi od polskiego autora ale jest zaledwie regurgitacją dokładnie tego samego intelektualnego ścieku w którym zachodnia lewica tapla się od lat.”
To od jakiego autora niepolskiego? Wybacz nie znam tych autorów, a nie ma źródeł. Zakładam, że jak nie ma, to pochodzi od Mai Staśko. Generalnie specjalnych bzdur tam nie zauważam, w odróżnieniu od twoich wywodów, do któryćh się odniosłem.

„Cała reszta to ideologiczny bełkot zaczerpnięty wprost z lewackich blogów typu everydayfeminism. Intelektualne lenistwo wręcz poraża. Zero nauczyło się angielskiego i myśli że głupim polaczkom będzie w stanie wcisnąć te same dawno zdyskredytowane bzdury, które istnieją w przestrzeni publicznej tylko dlatego że ich autorzy separują odbiorców od wszelkiej krytyki. Otóż nie, te głupie polaczki też znają języki obce i już mogą się podeprzeć przemyślaną analizą tej obrazy dla inteligencji którą rozpowszechniacie.

A to już właściwie same wyzwiska i jakaś projekcja twoich kompleksów związanych z narodowością i znajomością języków. No super znasz języki, ale wybacz nie do końca wiem czemu postanowiłeś nam o tym opowiedzieć? Tzn. znasz i tam w języku obcym zapoznałeś się z „przemyślaną analizą obrazy inteligencji”. Na twoim miejscu bym pozostał przy Dead Can Dance.

No dobrze niech już ci będzie skoro nalegasz. Mam nadzieję, że to docenisz.
No to lecimy:

„Pierwsze zdanie i już totalne kłamstwo lub ignorancja autora.
>dyskryminacja to nie pogląd, a płeć to nie argument. Wykorzystywanie systemowych nierówności, by upokorzyć i ośmieszyć, to nie merytoryczna dyskusja.
Po pierwsze dyskryminacja to jak najbardziej pogląd bo na tym polega dyskryminacja, ktoś ma pogląd że kobiety są zawsze gorsze z samego tylko faktu że są kobietami - to jest pogląd, opinia. No ale lewactwo zawsze miało problem z odróżnieniem opinii od faktów.”
No cudownie. Jakaś taka pokrętna kazuistyka. Chyba jest jasne, że autorce chodzi o pogląd w sensie czegoś co może mieć sens w dyskusji. Nie jest to żadne kłamstwo ani ignorancja, to naprawdę proste jest.
To na przykładzie może pojmiesz wtedy wyobraźmy sobie, że dyskutujemy jakiś projekt rozwiązanie i tu argumentem może np. „być zastosujmy ten model fizyczny, bo uzględnia te i te zjawiska, a to jest dla nas istostone, bo cośtam” to w można stosować różne kontrargumenty np. „nieprawda, że istotne, bo jesli zorbimy tak i tak, to model prostszy w zuepłności wystarczy”, „lub fizyka ci się nie zgadza, bo tu masz błąd”, „lub nie da się tego policzyć przy takiej stałej czasowej, zmień sprzęt lub musisz uprościć” i multum innych, ale jeżeli Grześ wystąpi z argumentem, że „nie słuchać Krzysia, bo on jest za Legią, a to żydy”, to marnuje nasz czas i jest niepoważny. Śmieszne i nieadekwatne są tutaj pseudofilizoficzne rozważania, że „Legia żydy”, to pogląd Grzesia, a nie fakt. No ok, ale co to ma do rzeczy w tym kontekscie?
Rozumiem, że w tych dyskusjach humanistycznych gdy jest właściwie do ustalenia czy Świetlicki poetą wielkim był, czy nie był -czego ani nie da się tego zweryfikować rzeczywiśćie, a nawet gdyby się dało to i tak nic z tego bezpośrednio nie wynika, to można sobie wpadać w takie meaundry złotych mysli i szkodliwośc jest niewielka, ale wydaje mi się, że i tu należałoby zachować jakąś dyscyplinę myślenia i dyskusji, bo inaczej robi się niemożliwy bełkot.
„Kolejnym poziomem kłamstwa tego zdania jest zaprzeczenie że płeć może być argumentem, jak najbardziej może być. Wbrew temu bełkotowi który próbujecie przepchnąć kobiety i mężczyźni różnią się i to przewidywalnie, dlatego w fizycznej pracy na budowie kobiety nie mają czego szukać.”
Znowu dyscyplina myślenia poproszę! To co piszesz to klasyczny erystyczny bełkot. „Połączył to z częstym piciem herbaty i zarzucał to wszystko Chinczykom”. Co tu ma jakaś budowa do rzeczy? Nie rozważamy kto ma kompetencje najlepsze do pracy na budowie. Gdyby ktoś krzyknął „kochana ja poniosę to wiadro z gresem i lepiej i dalej!”, to ok można by powiedzieć, że z przewidywalnych różnic pomiędzy kobietami wysysnuł z dużym prawdopodobieństwem uprawiony wniosek. I mielibyśmy tu doczynia z dyskryminacją- czyli niesprawiedliwą oceną. Natomiast nie ma jakiś takich różnic między kobietami, które wyrokowałyby, że mają mniejsze od mężczyzn predyspozycje do oceniania czy trzeba kochać poezję Świetlickiego, czy nie. Dlatego twoja uwaga tutaj nie ma związku z przedmiotem.

Polemika polegająca na zastępowaniu wyrazu w felietonie oponenta wyrazem innym, do tego o wydźwięku pejoratywnym, w celu zdeprecjonowania takiego tekstu, cofa taką dyskusję do poziomu gimnazjalnej pyskówki. Czy napisanie, że powinna Pani pisać tylko do gazetek szkolnych, będzie formą dyskryminacji Pani przez systemowo uprzywilejowanego heteroseksualnego Polaka klasy średniej?

Lukrecja Borgia

Na szczęście istnieją jeszcze regiony świata, gdzie wartość mają kobiecość i męskość jako wyraziście różne jakości i wartości zarazem, gdzie miłość rodzi się w ciszy, a nie w krzyku umysłów zamroczonych ideami czyniącymi nas na zawsze nieszczęśliwymi. Społeczeństwa stawiające politycznie poprawny znak równości między biologicznie różnymi bytami wymierają. Feministyczny atak na liberalizm jest samobójczym aktem rozpaczy. Wydaje się Pani, że wypowiada Pani jakąś ostateczną prawdę, że dotyka niemal absolutu, ale ujawnia tylko stan własnego umysłu. Jest około 9 miliardów rzeczywistości. Pani pasja jest zbyt gwałtowna na krytykę literacką, radzę postawić sobie jakiś trudniejszy cel, większą górę zdobyć, przejść bardziej osobistą drogę niż ginąć w kolejnych szarżach polemicznych z porwaną koszulą, jak ta co wiodła ich na barykady. Wolność? Pani jeszcze nie wie, jak straszliwa jest wolność. Lubię czytać Pani teksty, bo czuć w nich rozedrganą żarliwość, ale nie mówi jeszcze Pani własnym głosem, Pani tylko cytuje czyjeś idee. To za mało na geniusz. Krzyk umiera pierwszy.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że zgadzam się w większości z zarzutami Pani Staśko (głównie od tekstu o dyskryminacji na uniwersytetach). Jednak forma, zajadłość (ta w znaczeniu pejoratywnym) i styl, w którym Pani to robi jest dla mnie nie do strawienia.

Przeintelektualizowana lewica w pigułce, jesteście gotowi pogrzebać każdą idee, nawet takie z którymi się zgadzacie. Bo została przedstawiona w formie, która wam się nie podoba.

Właśnie dlatego wasze miejsce jest na śmietniku historii.

Lukrecj Borgia

Pojechał Pan po bandzie i pofrunął poza stadion. Lewica nie umrze nigdy, jest politycznym wyrazem tęsknoty za lepszym światem. Piszę to nie będąc związany z lewicą. Jeśli jest Pan liberałem, jak wnoszę z wpisów wyżej, dziwię się tej antylewicowej wściekłości. Lista zasług lewicy jest bardzo długa. Tyrady autorki artykułu nie przekreślają dóbr, z których Pan także na co dzień korzysta.

Mam nadzieje, ze jak kiedys ktos kiedys da Ci w morde (oczywiscie nie zycze) to nie bedziesz mial z tym problemu. Wszakże to tylko inna forma dialogu. Forma Pani Stasko mi sie nie podoba, tak samo jak piesciarska.

Oczywiście że będę miał problem jak ktoś mi da w mordę bo nie jestem pożytecznym idiotą z wypranym mózgiem, który nie potrafi odróżnić wolności słowa od przemocy.

i jeszcze mała dygresja: my się tu twarożymy, zapluwamy, pocimy, a KaPecji kliknięcia się zgadzają 😉

Pani Maju, już dawno nie słuchałem i nie czytałem tekstów Świetlickiego. Kiedyś wydawał mi się zagubionym człowiekiem, dla którego miłość jest najważniejsza. On jednak nie rozumie kobiet, nie może się z nimi dogadać. Jest nieszczęśliwy i swój żal przelewa na wszystko. Zachęciła mnie Pani do lektury 🙂
Może Świetlicki jest seksistą, faszystą, liberałem, szowinistą, pijakiem, świnią i wszystkim innym. Ale zaprotestuję przeciw Pani arogancji. Hasło "precz z komuną" oznacza "precz z systemem totalitarnym", nie ma to nic wspólnego z lewicowością czy prawicowością. Wolność słowa i demokracja są niezbędne by totalitarnym nie wrócił.

Sprawa jest skrajnie oczywista. Wolność, gdyby ktoś zapomniał, oznacza ni mniej ni więcej jak brak przymusu. A więc wolność = bezkarność. I każdy człowiek ma (i powinien mieć) prawo nie lubić czarnych, gejów lub zauważać oczywiste różnice między płciami. Jak ktoś jest przez to oburzony, to jego sprawa.

"Gdy dyskryminacja staje się poglądem, a płeć argumentem, wygra zawsze ten, kto ma systemową przewagę: heteroseksualny Polak z klasy średniej." - co za bzdura. Bardzo proszę o argumenty za tym, że heteroseksualny Polak z klasy średniej ma przewagę. Otóż heteroseksualistów nikt nie broni, są pozostawieni sami sobie. W przeciwieństwie do mniejszości seksualnych. Kiedy ktoś mieszka w swoim rodzimym kraju, nikt go nie broni (nie mówię tu o przypadku np. wojny). W przeciwieństwie do mniejszości narodowych czy etnicznych. Kiedy ktoś jest z klasy średniej (przez co rozumiem sytuację materialną pozwalającą na spokojne życie, bez luksusów ale bez ciągłych problemów z zaspokajaniem podstawowych potrzeb), nikt go nie broni. W przeciwieństwie do biedoty, z czegokolwiek by się ta bieda nie wzięła. Klasa średnia nie jest aż tak dyskryminowana jak wyższa (której non stop ktoś próbuje dobrać się do portfela), ale proszę nie opowiadać takich oczywistych kłamstw, że jest w jakiś sposób uprzywilejowana.

Sekretem sukcesu firmy Ray'a jest zastapnienie chemikaliów Majami Staśko
http://i.imgur.com/IcpGQFr.jpg

Nasza działalność jest możliwa dzięki ludziom takim, jak Ty.Wspieraj nas!