Czytaj dalej

Niepokorny poeta polityczny znów broi [zobacz memy]

marcin-swietlicki

Świetlicki pracuje naraz na rzecz kapitalistów i faszystów, taki to wzorcowy pracownik.

Nie wiem, czy go jeszcze pamiętacie, ale w latach 90. całkiem nagminnie promowano takiego jednego poetę, Marcina Świetlickiego. Buntowniczy, indywidualista, miłośnik osobistej wolności, co to wygląda sobie za okno, a tam ni chuja idei. Poetycki przedsiębiorca samego siebie – idealny na budujące wczesny kapitalizm najntisy.

Obecnie co roku wydaje książkę i grzecznie szuka poklasku. Trzy lata temu np. w imię apolityczności odmówił nominacji do fundowanej przez „Gazetę Wyborczą” Nagrody Literackiej Nike, po drodze chlubnie zgarniając Nagrodę Literacką Gdynia. W tym roku wprawdzie w recenzjach koledzy bardzo go chwalili i polecali; co więcej, do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej nominowani byli sami mężczyźni, Nagrodę Poetycką Silesius zdobyli też sami mężczyźni – ale nawet zawężone kryterium płciowe nie sprawiło, że nowy tom Marcina Świetlickiego został wyróżniony przez którąkolwiek z kapituł. A trudno odmawiać przyjęcia czegoś, czego nikt nie oferuje. Ale że poeta jest przedsiębiorczy, to szybko wpisał „Marcin Świetlicki” w wyszukiwarkę i znalazł: nowy spis lektur do liceum. Wprawdzie ogłoszony w kwietniu, ale – z braku okazji do skandalu przy nagrodach – #poetapamięta. Więc poeta pisze następujące oświadczenie:

W związku z planowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej umieszczeniem moich wierszy w nowych podręcznikach dla szkół średnich ogłaszam, że sobie tego stanowczo nie życzę. W przeciwieństwie do Homera i Herberta żyję jeszcze i mam możliwość zaprotestowania. Podejrzewam również, że Prawdziwi i Jedyni Polscy Poeci z tej listy (Wencel, Polkowski) wcale nie cieszyliby się z mojego towarzystwa na stronach podręcznika. Toteż błagam o pominięcie moich wierszy. Ci licealiści, którym na tym zależy dotrą do nich bez Waszej pomocy.

Pozdrawiam.
Marcin Świetlicki.

Lektury szkolne ujawniają oraz współkształtują system etyczny i wartości, które stanowią podstawę komunikacji i interpretacji zachowań w formowanym systemie. Są tym, co wspólne, czym będziemy się dalej porozumiewać.

„Uważaj, ważny cytat!” – Drath i Majmurek o tym, kto i czego (nie) uczy licealistów

Marcin Świetlicki wyraźnie nie rozumie, jak w tej wspólnocie się znalazł. Bo skoro poetę lubi i liberalna „Gazeta Wyborcza”, która nie lubi Rymkiewicza, i konserwatywne ministerstwo, które lubi Rymkiewicza – a właściwie i jedna, i drugie poety nie lubi, bo on tak bardzo bardzo im się sprzeciwia, to z pewnością świadczy o tym, że jest nieprzysiadalny i poza wszelkimi układami politycznymi. Wszyscy go przyjmują, więc on nie jest po żadnej stronie.

Surprise surprise: nie. Świadczy to dokładnie o tym, że narracja liberalna i nacjonalistyczna w istocie grają o to samo. Marcin Świetlicki jest zgrabnym przykładem ich wesołego sojuszu.

Jesteście głupi

Drobna zmiana, najnowszy tom Marcina Świetlickiego, to taki tom pełen poetyckich próz, w którym podmiot dużo siedzi w domu i na przykład chowa czerwoną kołdrę do szafy. Albo zauważa wypalony półokrągły ślad na podłodze w kuchni. Lubi też pospać i pośnić. Otwiera puszkę z potwornością. Albo wydarza się burza. Kosmos zagląda przez otworek. Czasem też wychodzi z domu na spacer z psem, czyta gazety, patrzy z boku na jakieś demonstracje. Ludziom o coś chodzi, czegoś im brakuje, walczą o to – bardzo go to wszystko bawi. Ironizuje, podśmiechuje sobie. Ceni sobie swoją prywatność. Nie potrzebuje haseł i zgromadzeń. Maszeruje po suficie. Jest jeden, łatwo go policzyć.

Jest jeden i tak też się czuje: w końcu to Marcin Świetlicki, wielki polski poeta. Co rusz w tomie znajdują się więc utyskiwania na to straszne życie literackie, które nie docenia już jego wierszy tak jak kiedyś. I to boli:

W momencie, kiedy naród opowiada się przeciwko naszym książkom, zyskujemy inny naród, tajemne plemię, mieszkające w szufladach, w mysich dziurach. A kiedy i to plemię nas wypędzi, bo przecież wiadomo, że to zrobi, wtedy zwrócimy się do narodu.

Można zatem podejrzewać, że, w zależności od koniunktury, Świetlicki chętnie zwróci się ku faszystom albo monarchistom – ważne, żeby nie mieli władzy. Bo faszyzm to poeta jeszcze zniesie, ale system to zło w czystej postaci. Czy polityka w ogóle, wpływanie na losy innych. Każdy ma los we własnych rękach przecież.

Jest jeden i tak też się czuje: w końcu to Marcin Świetlicki, wielki polski poeta.

Jest to zatem poeta przeklęty. W świecie, który zaczyna stawiać na zbiorowość, jest osamotnionym, sparaliżowanym Guliwerem. Stoi gdzieś obok okrutnie odrzuconych neoliberałów i innych wierzących w samodzielny sukces i nie bardzo wie, co z tą swoją prywatnością zrobić, kiedy wszystko wokół wskazuje na to, że jest prowadzącym wyzysk mitem. A przecież on ją ma i ma ją całkiem dobrze – dlaczego chcą go dyskryminować i przemocą włączać w jakieś grupy? Dlaczego mu mówią, że jest „białym heteroseksualnym mężczyzną, etnicznym Polakiem, który osiągnął zawodowy sukces”? Okrutni, głupi! Jego świat jest prywatny, a każda zbiorowość, każda władza, każda przynależność służy ograniczeniu tej prywatności. Albo bezmyślne masy, albo samodecydująca jednostka – wybieraj. Nie możesz wybrać? Twoja wina. Nie możesz w Polsce dokonać aborcji i nie stać cię na wyjazd za granicę? Twoja wina, kobieto.

Wolność, równość, aborcja

Skądś to znamy? Tak, w ostatnich latach wyznawcy takiego podejścia zgodnie pokrzykiwali „Byliśmy głupi”. Ale że w ramach demokracji liberalnej poezja jest apolityczna, to wciąż możemy sobie powielać chore neoliberalne mity, wciąż możemy snuć faszystowskie wizje, a tak naprawdę nie powielamy chorych neoliberalnych mitów ani nie snujemy faszystowskich wizji, tylko tworzymy Sztukę. Dobrą Sztukę.

Dobra Sztuka nie ma społecznych konsekwencji, okazuje się bowiem, że o ile język ogólnie politycznie i społecznie działa – diagnozuje oraz wyznacza wartości i wzorce, za pomocą których się komunikujemy – to poezja działa tylko poetycko. Dzięki temu może politycznie i społecznie działać na rzecz beneficjentów systemu, bo to ich język i ich wartości stanowią apolityczną normę, wszystko inne zaś jest niepoetyckie, bo polityczne. Kobiety, osoby nieheteronormatywne, imigranci, pracownice i pracownicy najemni, czemu wchodzicie z tą swoją polityką, czemu nie możecie być normalnym białym heteroseksualnym Polakiem-katolikiem?

Polszczyznę wolną racz nam wrócić, Panie (Prezydencie)

Prawdziwy i Jedyny Polski Poeta

Ale jak to, przecież Świetlicki odcina się od Prawdziwych i Jedynych Polskich Poetów! Na przykład taki wiersz …ska sprzed lat, żywy dowód na deklarowaną antypolskość poety. Polskę określa tam poeta jako „szczupłą dziwkę, tę, którą kochasz, a raczej masz na nią ochotę, która wybiera sobie tego, którego akurat ty nienawidzisz, który się znęca nad nią i wbija w nią gwoździe, przez nią siedzisz w więzieniu! Przez nią jesteś głodny! Przez nią!”.

Kobiety, osoby nieheteronormatywne, imigranci, pracownice i pracownicy najemni, czemu wchodzicie z tą swoją polityką, czemu nie możecie być normalnym białym heteroseksualnym Polakiem-katolikiem?

Te słowa ze wzruszeniem powtarzać może każdy Prawdziwy Polak: miłość do Polski jest jak miłość do kobiety – trudna, toksyczna, pełna samczej rywalizacji i przemocy, ale ostatecznie piękna. Prawdziwy Polak to oczywiście nie kobieta, ta bowiem w wierszu zostaje uprzedmiotowiona, przedstawiona jako grzeszna i odpowiedzialna za to, co czynią mężczyźni z chuci czy miłości do niej, która w rzeczywistości jest miłością własną; ponadto kobieta jest tu ofiarą przemocy domowej, za którą podmiot wini ją, a nie sprawcę. Prawdziwi Polacy prawdziwie się wspierają, kultura gwałtu trwa, hura.

Więc Świetlicki to Prawdziwy i Jedyny Polski Poeta, bez dwóch zdań.

Ale może to taka maska w wierszu? Może on nie na serio? Że ironia? To teraz sytuacja publiczna z promocji nowego tomu: spotkanie z poetą prowadzone przez Michała Nogasia. Panowie weszli na wyżyny humoru i postanowili porozmawiać sobie o sukience Justyny Sobolewskiej, podczas gdy krytyczka siedziała na widowni:
– Jest Justyna Sobolewska.
– W czerwonej sukience jest?
– Nie, w niebieskiej.
– Już drugi raz widzę panią w niebieskiej sukience.
– W czarnej też ładnie wygląda.
– Nie pamiętam.

Zrobiło się więc bardzo swojsko. A że spotkanie odbywało się 9 listopada, gdy Donald Trump został wybrany prezydentem USA, ironiczne hehe doprowadziło Świetlickiego do następującego stwierdzenia: „Bardzo dobrze, że Trump”.

Tak się bawi, tak się bawi męska poetycka homospołeczność.

Inni mają inne sukienki. Na przykład ks. Tischner, o którym Świetlicki w jednym z wywiadów opowiedział przepyszną anegdotkę, jak to ksiądz klepnął panią z marketingu. Po rubasznym rechocie dodał: „Znałem go z ludzkiej strony”. Wiadomo, że człowiek (vel mężczyzna), zwłaszcza duchowny (vel mężczyzna), traktuje przedmiotowo pracownice (vel kobiety) – i to świadczy o jego człowieczeństwie. No ej, ksiądz też człowiek, więc też, jak normalny mężczyzna, lubi sobie czasem pomolestować kobiety, które dla niego pracują – czy to w ramach pracy najemnej, czy domowej. „Uniwersalny” człowiek to po prostu biały heteroseksistowski Polak-katolik, który z przyjemnością wykorzystuje swoją pozycję klasową.

Anegdotkę Świetlicki kończy puentą: „Dobrze, że mnie nie klepnął, tylko panią z marketingu”. Ba dum tss.

Gdy to wujek na imieninach, nie chcemy psuć atmosfery i z zażenowaniem się uśmiechamy. Gdy to nagradzany poeta z podręczników szkolnych, od lat wtłaczany do głów przyszłym polonistkom na zajęciach z literatury współczesnej, staje się jasne, dlaczego zamiast zepsuć atmosferę i wyrazić sprzeciw (zarówno jako ofiara, jak i obserwujący), z zażenowaniem się uśmiechamy. Serią takich tekstów, zachowań i dykteryjek – z różnych przestrzeni, mediów i dziedzin sztuk – produkowane jest społeczne przyzwolenie na molestowanie, mobbing, wyzysk i dyskryminacje. Ojej, czyżby poezja miała jednak społeczne znaczenie?

Czy do takich białogłów mógłby wzdychać Mickiewicz?

Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, oni po prostu je mają

Cała ta seksistowska napierdalanka dzieje się jednak pod sztandarem myślenia równościowego, bo też funkcjonujemy w patriarchacie neoliberalnym, nie feudalnym. Na przykład taka prózka poetycka z nowego tomu o jakże awanturniczym tytule Niepoprawność. Całość brzmi tak: „Mieszkam z tobą nie w ramach parytetu, kobieto”. Na pierwszy rzut oka: wow, feminista! Równość i szacunek do drugiego człowieka niezależnie od płci! Prawda jest jednak taka, że poeta mieszka z kobietą dokładnie ze względu na jej płeć, bo jest heteroseksualnym mężczyzną. A „kobieta” ma na przykład poza płcią też imię, którym naprawdę można się do niej zwracać. Podmiot po prostu uprzedmiotawia kobietę, to jego perspektywa jest tą ustawiającą relację, podobnie jak w innych lekturach z kanonu: stosunki władzy są tu jasne. Fakt, że może to być uznane za przejaw równości pokazuje tylko, w jak patriarchalnym bagnie się obracamy.

Na pierwszy rzut oka: wow, feminista! Równość i szacunek do drugiego człowieka niezależnie od płci!

W innej prózce poetyckiej z nowego tomu, Trzy, podmiot wskazuje na trzy barmanki i mówi: „Wiara. Nadzieja. Miłość”. Pan – poeta-geniusz, mężczyzna, klient (nasz pan) – z użyciem całej swojej boskiej wszechmocy nadaje nazwy trzech cnót chrześcijańskich pracownicom. Tak głęboki seksizm, tak głębokie wykorzystywanie pozycji klasowej, tak głębokie przeświadczenie o swojej wielkości i semantycznej mocy – to wymaga uznania, panowie szlachcice, księża, burżuje, politycy pracowali sobie na to przez wieki. A pan kapitalizm wmawia takiemu poecie, że oto rządzi, bo jest konsumentem. Wmawia poecie, że jego przekorność i antysystemowość nie ma granic, gdy półpijany ogłasza, że on to pierdoli, dziś jest w nastroju nieprzysiadalnym. A on to łyka, bo fajnie czuć się panem, a nie sługą kapitału.

Jeśli ktosia była na jakiejkolwiek poetyckiej imprezie, wie jednak dobrze, że nie ma w tym nic przekornego ani antysystemowego – jest za to dużo niespełnionych ambicji i rozgoryczone wybujałe ego połączone z wymuszoną pozą na koniecznie osobnego, a nawet wykluczonego. A że trudno być przeklętym, gdy nikt poety nie wyklucza, co więcej, gdy przyjmują go z radością i neoliberałowie, i faszyści, bo jest im bardzo na rękę, to sam się wykluczy, a co. W końcu jest jedyny i niepowtarzalny, nie potrzebuje systemu, żeby go dyskryminował, sam siebie umie wykluczyć, by się lepiej sprzedać.

Dalej w prózce Trzy dowiadujemy się, że barmanki „Już dawno tam nie robią”. W języku pracownic i pracowników: zmieniły pracę. Tyle że to język obcy Świetlickiemu jak feminizm: poezja i praca to przeciwieństwa i za nic się nie łączą, bo jeszcze okazałoby się, że poza kilkoma celebrytami większość pracownic i pracowników sztuki to osoby pracujące w skrajnie niepewnych, prekarnych warunkach. Co z tego, że praca najemna to codzienność olbrzymiej większości społeczeństwa – tu nie mamy do czynienia z większością, tylko z geniuszem. W kwestiach pracy Świetlicki ma do powiedzenia tyle: „jak coś mi się nie podobało, to ja wychodziłem”. I każdy może osiągnąć to, co on: wystarczy być równie niezależnym, no ej, nie wiedzieliście o tym?

Światowy Dzień Pracownic i Pracowników Poezji

Cóż, może nie do końca „każdy” – ale na pewno każdy, kto cofnie się do najntisów i z poparciem sprzyjających kolegów-krytyków będzie wygłaszał to, co w świeżo neoliberalnym świecie się opłacało, a niewidzialna ręka rynku pogłaszcze spośród wielu akurat jego, dzięki czemu tak bardzo uwierzy w swój geniusz, że także wiele lat później wiernie pozostanie przy apologii wolności i wolnego wyboru, z całych sił nie dostrzegając, że to wolność dla białych heteroseksualnych Polaków-katolików, jedynych i niepowtarzalnych. Co pasuje zarówno liberałom (wolność, głupcze!), jak i konserwatystom (biali heteroseksualni Polacy-katolicy, ehej!). Świetlicki pracuje naraz na rzecz kapitalistów i faszystów, taki to wzorcowy pracownik.

Poeta przeklęty to żołnierz wyklęty

Bo też prawda jest taka, że Świetlicki jest przeklęty, buntowniczy i nichujaideowy bynajmniej nie dlatego, że geniusz, lecz dlatego, że dokładnie tego od niego wymaga system. Paradygmat romantyczny wciąż rządzi, a „poeta przeklęty” i „żołnierz wyklęty” maszerują w jednym szeregu. Świetlicki jest uznawany za „dobrego poetę” przez neoliberalne i konserwatywne media, bo jest w samym centrum systemu. Swój postulat polityczny streścił tak: „póki wolno palić publicznie, jest dobrze”. Nie ma w nim ni chuja idei, bo wszystkie idee, które zaciekle od 25 lat promuje, to idee dominujące, a te grają jako „uniwersalne” czy „naturalne”, więc apolityczne. Ludzkie – podobnie jak ludzki jest ksiądz, który molestuje pracownicę. Apolityczność – nichujaideowość – to po prostu patriarchalny kapitalizm. Kiedy Świetlicki przyjmuje ironiczną pozycję „poza”, jest dokładnie w tym miejscu: w samym sercu systemu. Wspiera go i blokuje jakiekolwiek w nim zmiany, pod rękę z Kukizem, Schetyną, Kaczyńskim i Trumpem. Stoją panowie i walczą o swoje.

Świetlicki jest przeklęty, buntowniczy i nichujaideowy bynajmniej nie dlatego, że geniusz, lecz dlatego, że dokładnie tego od niego wymaga system.

Świetlicki jest więc jak najbardziej politycznie zaangażowany. Tyle że stoi po złej stronie. Sprzyja zarówno prawicy liberalnej, jak i autorytarnej – neoliberałom i nacjonalistom. Bo też skrajny nacjonalizm jest tylko rozszerzeniem neoliberalizmu: nacjonaliści wzięli i zagarnęli to, co u neoliberałów było narracją dominującą, choć ukrywało się pod symbolicznie wyrównującym walcem: katolicko-patriarchalną hegemonię.

Gdy zatem Świetlicki tak buntowniczo się sprzeciwia, gdy atakuje poprawność polityczną, bo ta tak potwornie go opresjonuje, że nie pozwala mu na mowę nienawiści względem osób nieheteronormatywnych albo seksistowskie teksty do swoich koleżanek; gdy stwierdza, że rowerzyści to faszyści, rasizm to lubienie psów rasy bokser, a nietolerancja jest przenoszona genetycznie i zwalczyć ją można tylko lobotomią, to gra na rzecz panującej władzy. Bo też zaskakującym zbiegiem okoliczności – z podobnych pozycji prowadzi swoją krytykę PiS. Fraza z Niskich pobudek: „Wkurwić lewaka, obśmiać mentalnego pedała – całe moje zadanie” z łatwością mogłaby się stać refrenem polskich faszystów, na co świetnie wskazywał Błażej Warkocki w tekście o homospołecznym charakterze utrzymywanej w wierszach Świetlickiego wspólnoty.

Nic zatem dziwnego, że członkini ONR-u pozytywnie ocenia twórczość Świetlickiego, wychwalając właśnie fakt, że jest nichujaideowy – jako „autor bez szufladki”. Sam Wojciech Wencel jakiś czas temu tłumaczył: „Mam już dosyć występowania w charakterze oponenta Świetlickiego, zwłaszcza że uważam go za dobrego poetę”. Nic też dziwnego, że w „Tygodniku Powszechnym” Świetlicki nazywany jest „poetą religijnym”. Konserwatywne i liberalne media w istocie wspierają się na „uniwersalnych” i „bez szufladki” wartościach wypracowanych po 1989 roku: nacjonalistyczno-kapitalistyczny pakt ma się świetnie, a doraźne konflikciki elity politycznej o dwóch zmiennych biegunach tylko go wspierają. „Uniwersalny” mit self-made mana w polskiej potransformacyjnej rzeczywistości to mit self-made Polaka: heteroseksistowskiego katolika. „Dobra zmiana” to rzeczywiście drobna zmiana.

W końcu to Bronisław Komorowski ustanowił Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. To Hanna Gronkiewicz-Waltz nie uczestniczyła w warszawskim Marszu Równości, podobnie jak inni prawicowi politycy. „Kompromis” aborcyjny też zaczął liberalnym politykom przeszkadzać dopiero wtedy, gdy stał się argumentem w politycznej przepychance. To w „Wolnym Mieście Poznaniu” – wolnym od PiS-owskiej hegemonii, oczywiście – zadecydowano, że wprawdzie uchodźców wspieramy, ale nie bardzo mamy ochotę wykonać cokolwiek poza symboliczną deklaracją i np. zaprosić ich do miasta (na pewno sobie poradzą, w końcu są samodzielnymi jednostkami); że wprawdzie feminizm i cała reszta, ale parytety nie, bo to kobiety powinny zapracować na swoją pozycję (na pewno sobie poradzą, w końcu są samodzielnymi jednostkami); że, oczywiście, mieszkalnictwo socjalne i komunalne, ale po 4000 obiecanych przez prezydenta Jacka Jaśkowiaka z PO mieszkaniach socjalnych i komunalnych ani śladu (mieszkańcy i mieszkanki na pewno sobie poradzą, w końcu są samodzielnymi jednostkami), za to prezydent wpadł w międzyczasie na lepszy pomysł: osiedla w centrum miasta dla najbogatszych!

Mamy swoich poetów (i trzy poetki)

czytaj także

Gryzące się między sobą o władzę ugrupowania prawicy liberalnej i autorytarnej w istocie walczą więc o władzę wspartą na patriarchalno-kapitalistycznych założeniach. To są ich wspólne wartości, więc taki też jest ich kanon lektur – Marcin Świetlicki jest im zwyczajnie na rękę, właśnie obok Jana Polkowskiego, Wojciecha Wencla i innych autorów, od lat napędzanych wybitnie nacjonalistycznymi interpretacjami. A im bardziej nieprzysiadalny poeta zarzeka się, że jest przeciw, tym politykom weselej: spójrzcie, oto nasz oponent, a wyznaje dokładnie takie same wartości jak my. Taki to szczelny, bezczelny system: there is no alternative. Po którejkolwiek ze stron tego medialnie nadmuchanego sporu staniecie, wasz wybór to zawsze wybór szowinistycznego systemu. Więc nie ma żadnego wyboru.

Oczywiście, wybór jest, choć znajduje się poza fałszywą alternatywą rząd-liberalna opozycja, którą promują media. To nie tak, że każda władza jest zła i wchłania Świetlickiego, a on pokazuje jej faka, i tak sobie wesoło razem funkcjonują: wielka władza i wielki buntownik z nią walczący, ale walczący przecież o to samo, co ona – o brak zmian. Prawicowa władza – owszem. Ale na liście lektur lewicowego kanonu – o ile w ogóle edukację przez kanon uznajemy za tę właściwą – bez wątpienia nie byłoby wierszy Marcina Świetlickiego, bo kanon to nie miejsce na promowanie szowinizmu. Jego wiersze świetnie nadawałyby się za to do zeszytu ćwiczeń z analiz seksizmu. W lewicowym kanonie znalazłaby się z kolei twórczość Izabeli Filipiak, Ingi Iwasiów, Kiry Pietrek, Natalii Malek czy Kamili Janiak (ojej, same kobiety, cóż za przypadek). I świetnej Alex Freiheit, która bez skrupułów od lat krytykuje Marcina Świetlickiego jako matrycę szowinistycznego buca rządzącego w polu poezji i w polityce.

Warkoczami: wiersze wybrane

czytaj także

W końcu lewicowa ministra kultury i ministra edukacji nie wezmą się znikąd. Poezja jest polityczna, bo też wytwarzanie tego, co nie istnieje (poiesis), odbywa się w warunkach, które istnieją, we współpracy z żywymi ludźmi, a nie narodem z szufladki. Twórczość jest praktyką społeczną: w zbiorowych feministycznych, antykapitalistycznych działaniach kształtuje się nowy kanon, inny kanon.

„Tacy jak ja nie są potrzebni żadnemu ministrowi kultury” – wyznał Marcin Świetlicki. Cóż, jednak są. Ale tylko temu prawicowemu, bez obaw.

Dajcie chłopu siedzieć w domu [polemika]

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Maja Staśko
Maja Staśko
Dziennikarka, aktywistka
Dziennikarka, scenarzystka, aktywistka. Współautorka książki "Gwałt to przecież komplement. Czym jest kultura gwałtu?". Na co dzień wspiera osoby po doświadczeniu przemocy.
Zamknij