Sztuki wizualne

Oświecenie albo niekończąca się historia

tailpiece

Czy jesteśmy w stanie na serio, bez ironii, uwierzyć znów w rewolucyjne energie płynące z oświecenia? Czy nie paraliżują nas – także będące produktem oświeceniowego rozumu – cynizm i ironia? Jakub Majmurek o trwającej do niedzieli w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej wystawie „Czym jest oświecenie?”.

Oświecenie nigdy nie miało w Polsce szczególnie wysokich notowań. Jest to poniekąd zrozumiałe. Wiek świateł kończy się przecież zaborami i upadkiem Rzeczpospolitej. Oświecenie zostało następnie przyćmione przez romantyzm, którego wyobraźnia, emocjonalność i antyoświeceniowe impulsy po dziś dzień kształtują polską zbiorową tożsamość. Romantycy utrwalili także obraz poprzedniej epoki jako imitacyjnej, nieoryginalnej, niedostosowanej do lokalnych, polskich problemów. Prasy wieku rozumu nie poprawiły też ostatnie dekady, a konkretnie zachodząca w nich recepcja postmodernistycznych krytyk oświeceniowego rozumu, jego założeń i konsekwencji w postaci odczłowieczonych systemów wiedzy i władzy, diabelnie skutecznych jako narzędzia zniewolenia.

A jednak oświecenie nie przestaje wracać jako punkt odniesienia, polityczny i moralny mit, zestaw wartości, ożywiających nie tylko polskie spory. Bardzo ciekawą próbę obrony etosu i sensu oświecenia w wieku XXI podejmuje pokazywana w warszawskim MSN do niedzieli wystawa Czym jest oświecenie?, przygotowana przez Goshkę Macugę, Łukasza Rondudę i Tomasza Szerszenia.

Z gabinetu króla

Wystawa układa się w bardzo przemyślany esej wizualny, gdzie wybrane przez kuratorski tercet obrazy tworzą narracyjne ścieżki, a ich zestawienia układają się w prowokujące intelektualne montaże. Obrazy wyeksponowane są na kilku stołach, każdy stanowi rozdział eseju poświęcony innemu tematowi: emancypacji, liberalizmom, narodowi itd.

Większość obrazów pochodzi z jednego źródła: gabinetu rycin króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ostatni polski monarcha uzupełniał własne graficzne zbiory do końca swojego panowania. Kolekcja tworzona była z myślą o przekazaniu jej narodowi, stało się to jednak dopiero po śmierci monarchy. Dokładnie 200 lat temu ryciny zostały odkupione od spadkobierców króla i – uzupełnione o grafiki z daru Stanisława Kostki Potockiego – zdeponowane w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.

Kuratorzy dokonali autorskiej selekcji kanonicznej, a przy tym słabo obecnej w publicznej świadomości kolekcji. Ich praca nie ma jednak wyłącznie historycznego wymiaru, stawką wystawy jest wpisanie obrazów z osiemnastego stulecia we współczesne i futurystyczne pejzaże. Już wchodząc do położonego nad Wisłą pawilonu muzeum, zostajemy umieszczeni w dziwnej, czasowo nieokreślonej przestrzeni, gdzie czas wydaje się naginać, a przyszłość zazębiać z przeszłością.

Stoły z rycinami umieszczone są w futurystycznej scenerii zaprojektowanej przez Macugę. Jej główny element tworzy zajmujące całą ścianę pawilonu stalowe lustro – wyglądające jak wnętrze statku kosmicznego ze starego filmu science fiction. Lustrzana powierzchnia została zaprojektowana tak, by odkształcać się w trakcie trwania wystawy. Gładka z początku tafla zwierciadła fałduje się i wybrzusza. Obraz rycin, które się w niej odbijają, staje się coraz bardziej mętny – podobnie jak z wiekami zmętniały niegdyś jasne, oświeceniowe ideały.

Stare ryciny odbijają się nie tylko w stalowej, lustrzanej powierzchni, ale także w pracach współczesnych artystów. Kuratorzy zaprosili kilku współczesnych twórców z Francji, Polski, Izraela, Ukrainy, by swoimi pracami „odpowiedzieli” na obrazy z XVIII wieku.

Walka trwa!

Ten dialog współczesnych i historycznych przedstawień najbardziej dynamicznie pracuje na stole poświęconym rewolucji. Większość prezentowanych na nim obrazów to karykatury polityczne z okresu Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Fakt, że Stanisław August uznał je za godne swojej kolekcji, jest zastanawiający: nie tylko mają one często radykalnie rewolucyjną treść, ale w swojej epoce w ogóle nie były traktowane jako sztuka. Stanowiły coś w rodzaju Biblii Papuerum rewolucji, czy – używając bardziej współczesnego porównania – analogową, polityczną memosferę wieku XVIII.

Wiele z tych karykatur doskonale pasuje do sporów dzielących Polskę XXI wieku. Obraz przedstawiający hydrę arystokratyczną, której odrastają odcięte głowy, świetnie nadawałby się jako ilustracja kolejnych materiałów o aferze reprywatyzacyjnej albo Fundacji Czartoryskich. Także antyklerykalna satyra z epoki jest dziś w Polsce doskonale zrozumiała. Przy tym polityczna satyra wieku XVIII jest o wiele bardziej odważna, dosadna, a gdy trzeba wulgarna, niż to, co dopuszcza polska sfera publiczna – może poza tradycyjnie wiernym etosowi plebejskiego, bezczelnego, radykalnie demokratycznego oświecenia tygodnikiem „Nie”.

Jak zostać zdrajcą

Współczesne artystki bezpośrednio wpisują w polityczne obrazy z wieku XVIII znane z dzisiejszej Polski walki. Goshka Macuga przerysowuje grafikę przedstawiającą marsz kobiet na Wersal w 1789 roku. Kobiety z XVIII wieku dostają do rąk znane z czarnych marszów parasolki, a na murze, wzdłuż którego maszerują, pojawia się napis „No woman no kraj”. Marsz kobiet na Wersal wymusił na Ludwiku XVI podpisanie Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela – przyznającej polityczne prawa wyłącznie mężczyznom. Wielka mobilizacja kobiet i ich upolitycznienie nie przyniosło im realnej, uznanej przez prawo politycznej podmiotowości. Interwencja Macugi pokazuje wpisany w oświecenie i oświeceniowy porządek trwający do dziś problem z płcią.

W swoich interwencjach na wystawie Macuga wielokrotnie bezpośrednio odnosi się do polskiej polityki ostatnich kilku lat. Na przeróbkach oświeceniowych rycin umieszcza logo strajku kobiet, przywołuje także w kilku rysunkach postać „szarego obywatela”, Piotra S., który w obronie konstytucyjnego porządku w Polsce dokonał samospalenia na warszawskim Placu Defilad. Na wystawie widzimy, że oświeceniowe kategorie rewolucji, emancypacji, konstytucji jako wyrazu woli demokratycznej wspólnoty, nie są zakurzonymi pamiątkami z przeszłości, ale pojęciami ciągle określającymi nasz aktualny, polityczny horyzont.

Nam się zaczęło pod dupą palić… Kim są organizatorki czarnego protestu?

Wiedza i władza

Oświecenie, jakie pokazuje wystawa, to jednak nie tylko emancypacyjne energie rewolucji, ale także systemy władzy i wzmacniającej ją wiedzy. Poszczególne stoły wyglądają jak zapowiedzi dziewiętnastowiecznych dyscyplin naukowych: antropologii, archeologii, urbanistyki. Dla oświeceniowego umysłu świat staje się czymś, co można przedstawić w racjonalnej formie tabeli, taksonomii, klasyfikacji.

Na stole Kolonializmy widzimy więc serię zegzotyzowanych przedstawień różnych „narodowych typów”: rdzennych Amerykanów, mieszczan z Aleppo, polskich Żydów. Ile w tych obrazach autentycznej ciekawości świata, pragnienia poznania i zrozumienia człowieka niezależnie od jego kulturowej tożsamości? Ile kolonialnej przemocy symbolicznej, za którą już XVIII wiek niósł całkiem realną przemoc wymierzoną np. w ofiary handlu atlantyckiego? Kuratorzy nie dają jednoznacznej odpowiedzi, pozwalają w pełni wybrzmieć dialektycznemu napięciu, jakie tworzą obrazy z kolekcji ostatniego króla Polski – kraju, który właśnie sam znika na ponad wiek z mapy, stając się poniekąd kolonialnym terytorium zależnym.

Na kolana i do pana

czytaj także

Na kolana i do pana

Maciej Malicki

Z kolei stół Iluminacje – pełen rycin z pokazów sztucznych ogni ku czci głównie rosyjskich carów – zwraca uwagą na to, jak oświecenie przejęło i udoskonaliło sięgające korzeniami baroku procesy spektakularyzacji władzy. Ich zwieńczenia można szukać w monumentalnym publicznym teatrze systemów totalitarnych oraz współczesnej polityce jako reality-show z udziałem celebrytów w typie Trumpa. Pokazywane na stole Dystopie Karcery Piranesiego przypominają o zaangażowaniu oświeceniowego rozumu w systemy nadzoru, kontroli, więziennictwa i innych aparatów represji.

Anna Niesterowicz przygotowała na wystawę rysunek z drzewem, na którym powieszeni zostali wybitni uczeni: Stephen Hawking, Timothy Bernes Lee (twórca internetu), Judith Butler. Jest to oczywiste nawiązanie do współczesnej antynaukowej fali, niszczącej zachodnie demokracje, ale nie tylko – irracjonalne kontroświecenie jest cieniem oświecenia towarzyszącym mu od samego początku.

Krótka historia ruchów antyszczepionkowych

W grafice Finał Macuga bada autodestrukcyjny potencjał samego racjonalnego rozumu. Praca przerysowuje przedstawianą na tym samym stole grafikę Hogartha Tailpiece. Widzimy na niej konającego mężczyznę w apokaliptycznym pejzażu – dzieło brytyjskiego malarza to mroczny manifest oświeceniowego indywidualizmu, uznającego skończoność życia w świecie bez boga, gdzie śmierć jednostki jest jednocześnie końcem świata – przynajmniej dla niej.

Na rysunku Macugi zamiast ludzkiej postaci kona znany z Gwiezdnych wojen robot C3PO. Spoczywa oparty o płytę nagrobka z napisem Homo Sapiens. Artystka przestrzega przed oświeceniem, które najpierw zbędnym uczyniło boga, a następnie to samo zrobi z człowiekiem? Chyba nie do końca, w jej rysunku jest zbyt wiele ironii. Postludzki świat skonstruowany jest z odniesień do popkultury XX wieku – obok postaci z gwiezdnej sagi mamy księżyc ze słynnego filmu Mélièsa z początków kina. „Maszyna” jest zresztą podpisana jako współautor pracy – wszystkie rysunki na wystawę Macuga przygotowała za pomocą urządzenia, które najpierw skanuje, a następnie specjalnym ramieniem przerysowuje obrazy. Jej twórczy wkład polegał na drobnych, „kolażowych” interwencjach.

Dwa mity na temat robotyzacji pracy

czytaj także

Być może nie należy więc bać się świata, gdzie maszyny będą nas w stanie zastąpić w kolejnych działaniach – w tym produkcji obrazów? Może przekroczenie biologicznie zdefiniowanego człowieczeństwa będzie raczej szansą niż katastrofą dla ludzkości? Fascynujący montaż prac Hogartha i Macugi nie daje odpowiedzi na te pytania, ale zręcznie wygrywa wszystkie dialektyczne napięcia zawarte w tych problemach.

Cynizm i rewolucja

Podobnie jak pokazywana w Zachęcie wystawa Przyszłość będzie inna także wystawa z MSN szuka genealogii szeroko rozumianego progresywnego, postępowego obozu w Polsce. Jeszcze głębiej zakorzenia go w historii i oferuje potwierdzenie obywatelstwa w narodowej wspólnocie. Dostrzega jednak przy tym, jakie z tym obywatelstwem wiążą się komplikacje.

Pragnienie przeszłości

Widać to dobrze na stole zatytułowanym Narody. Przedstawia on ambitne budowlane plany króla Stasia: wizualizacje – wówczas jeszcze deistycznej – Świątyni Opatrzności Bożej, przebudowy warszawskiego Zamku Królewskiego, gmachu Akademii Nauk, projekty czystych i higienicznych, gwarantujących elementarny dostatek domów chłopskich. Architektoniczna modernizacja kraju ma nieść ze sobą także jego radykalne przekształcenie społeczne.

Jak wiemy, z tych planów króla niewiele wyszło. Polska ery stanisławowskiej okazała się niezdolna do obrony własnego państwowego bytu. Wszelkie ambitne projekty reformatorskie przerwały zabory. Jakie wnioski możemy dziś z tego wyciągnąć? Stojąc na wystawie, nie sposób nie zadać pytania, czy powodem klęski stanisławowskiego projektu modernizacyjnego nie było to, jak daleko obrazy nowej Polski ostatniego króla stały od stołu Rewolucje. Być może oświecenie wyłącznie odgórne, ograniczające się do części (bo nawet nie całości) elit, pozbawione masowego poparcia i zakorzenienia na dole jest zawsze skazane na klęskę? Zwłaszcza wtedy, gdy działa w anachronicznej strukturze politycznej?

Pańszczyzna. Niedokończona sprawa

czytaj także

Nawet jeśli dziś się z tym zgodzimy, to czy jesteśmy naprawdę w stanie na serio, bez ironii, uwierzyć znów w rewolucyjne energie płynące z oświecenia? Czy nie paraliżują nas – także będące produktem oświeceniowego rozumu – cynizm i ironia? Ten paraliż widać w niektórych miejscach wystawy. Poproszony o dostarczenie pracy komentującej modernizacyjne ambicje kręgu ostatniego monarchy Zbigniew Libera narysował szkolny, „dziecięcy” rysunek, umieszczając stanisławowski projekt kolumny ku czci Konstytucji 3 maja we współczesnej Warszawie, w otoczeniu flag Unii Europejskiej i krajów członkowskich. Wybitny artysta wybrał złośliwy trolling, odmówił zaangażowania swojej sztuki w tworzenie pozytywnej, progresywnej wizji. Praca Libery dotyka czegoś jeszcze: zblokowania współczesnej wyobraźni politycznej. Na każdą utopię, jaką przyniosło i przynosi oświecenie bardzo trudno nam dziś patrzeć bez cynicznego dystansu, każdy projekt wydaje się równie naiwny jak plastyczna twórczość dziecka z podstawówki.

Konstytucja, czyli historia pewnej bezradności

Mimo to stojące za oświeceniowymi utopiami ideały potrafią być źródłem sensu, kolektywnych mobilizacji itd. Jeden z najbardziej tajemniczych stołów na wystawie, ustawiony tuż pod pofałdowaną taflą stalowego lustra, przedstawia rysunki pustych ram dla przyszłych grafik, w które dopiero trzeba wpisać w treść. Sama wystawa i oświecenie jest taką pustą ramą, niekończącą się ciągle historią. Od naszych podmiotowych, indywidualnych i kolektywnych decyzji ciągle zależy, jakimi treściami się ona ostatecznie zapełni.

Mamy mapę, nie mamy narracji [rozmowa z Przemysławem Czaplińskim]

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.