Gospodarka

Dlaczego dochód podstawowy należy się nawet Billowi Gatesowi?

Fot. Q80designer, deviantart.com/ techsmash.net. Edycja KP

Który system daje lepsze rezultaty? Skomplikowany, z bazami danych, ankietami, ulgami, kosztownym sprzętem, rozbudowaną biurokracją, uznaniowością i wydawaniem pieniędzy na nikomu niepotrzebne gadżety? A może lepszy efekt osiągniemy, jeśli wszystko to odsuniemy na bok i bez zbędnych pytań zapewnimy wszystkim środki niezbędne do przetrwania? – pyta Scott Santens.

„Chcecie dawać pieniądze wszystkim, bogatym też?! Przecież to bez sensu! Bogaci ich nie potrzebują, program będzie kosztować o wiele więcej, a potem i tak podniesiecie podatki”.

Takim mniej więcej argumentem często próbuje się podważyć twierdzenie, że dochód podstawowy powinien być wypłacany wszystkim. Tak: wszystkim. Bill Gates też dostawałby co miesiąc swój tysiąc dolarów (chociaż straciłby ulgę podatkową, która znacznie przewyższa tę kwotę).

Dlaczego?

Szarfenberg: Dochód obywatelski to nie utopia

Analogia tonącego statku

Zróbmy eksperyment myślowy: jesteś na statku z tysiącem pasażerów na pokładzie. Statek wkrótce zatonie, a ci, którzy nie umieją pływać, utopią się. Masz 20 tysięcy dolarów i niewiele czasu na to, by zapobiec utonięciu wielu ludzi. Którą opcję wybierzesz?

Opcja numer 1: neoliberalne status quo

Orientując się, jak działa obecny system zabezpieczeń społecznych, postanawiasz przeprowadzić wywiad z każdym pasażerem. Zatrudniasz w tym celu stu ankieterów. Każdy porozmawia z dziesięcioma osobami, a za swoją pracę otrzyma 50 dolarów. Pochłonie to jedną czwartą twoich środków; zostanie ci 15 tysięcy dolarów.

Ankieterzy pytają wszystkich, czy umieją pływać. Ci, którzy nie umieją, mogą zapisać się na lekcje pływania w rzeczywistości wirtualnej. Za trzy i pół tysiąca dolarów kupujesz 10 par gogli VIVE. Część osób zapisuje się na taki kurs i czuje, że po tych lekcjach umie już pływać; inni obawiają się, że w gdy zaleje ich prawdziwa woda, mogą sobie nie poradzić. Zostało ci 11 i pół tysiąca. Pasażerowie domagają się kamizelek ratunkowych.

„Daj człowiekowi kamizelkę, a utrzyma się na wodzie przez dzień. Naucz człowieka pływać, a utrzyma się przez całe życie” – odpowiadasz.

Logiczne, prawda?

Każdy może nauczyć się pływać, a skoro może, to powinien.

Nagle jeden z pasażerów zgłasza się do ciebie po pięć tysięcy dolarów na skuter wodny. Ma dość kasy, żeby zafundować sobie taki luksus, ale uważa, że należy mu się dotacja, bo jest VIP-em. Obiecuje, że jeśli dopłacisz mu do inwestycji, przekona innych pasażerów, że to znakomite rozwiązanie, a ci, którzy naprawdę chcą, mogą zbudować sobie taki skuter z tego, co mają pod ręką. Dajesz się przekonać (a jesteś mu winien przysługę) i wręczasz mu gotówkę.

Wtedy odzywa się ktoś inny i twierdzi, że marsjańscy terroryści mogą w każdej chwili podłożyć na statku bombę, więc za 5 tysięcy dolarów musisz wybudować schron przeciwmarsjański. Statek nabiera wody – tłumaczysz – a kiedy zatonie, zginie o wiele więcej osób niż zdołaliby zgładzić terroryści z Marsa. Jednak pasażer nalega, że nie wolno lekceważyć niebezpieczeństwa i tylko solidny schron zagwarantuje wszystkim wolność.

Zostało ci półtora tysiąca dolarów. Woda zaczyna się przelewać przez burty. Wybucha panika. Niektórzy zapewne utoną, ale nie masz pojęcia, kto. Nie wiesz, czy wirtualne lekcje pływania okażą się cokolwiek warte. Nie wiesz, którzy z ankietowanych mówili prawdę, a którzy kłamali. Nie wiesz nawet, czy ci, którzy twierdzili, że umieją pływać, nie przecenili swoich możliwości.

Rzutem na taśmę, za tysiąc czterysta dolarów kupujesz 70 kamizelek ratunkowych po 20 dolarów sztuka. Wręczasz je ankieterom, aby rozdali kamizelki, ale tylko tym osobom, które zupełnie nie potrafią pływać, za to zobowiążą się brać wirtualne lekcje, a w przyszłości zbudować sobie szalupy.

Za pozostałe sto dolarów kupujesz sobie pistolet.

Szarfenberg: 500+ promuje tradycyjną rodzinę, dochód podstawowy jej zagraża

Wynik pierwszego eksperymentu: Utonęło sto osób. Setki innych zachłysnęły się wodą i dostały zapalenia płuc. 50 osób zamordowano, by odebrać im kamizelki. Setki innych, pobitych i zakrwawionych, miotają się wśród fal w panice i wściekłości. Ważniak, który wydębił od ciebie dotację na skuter wodny, dostał w plecy widłami, a ten, który straszył inwazją Marsjan, pręży się z dumy jako ostatni obrońca wolności na morzu pełnym topielców.

Opcja numer 2: bezwarunkowy dochód podstawowy

Za 20 tysięcy dolarów kupujesz tysiąc kamizelek ratunkowych i układasz w stertę na pokładzie.

Każdy bierze jedną kamizelkę…

i gotowe.

Gratulacje! Nie musisz nikogo angażować do pomocy, a wszyscy – umiejący pływać lub nie – są bezpieczni.

Gdy statek nabiera wody, okazuje się, że niektórzy potrzebują dodatkowego wsparcia. Kto nie umie założyć kamizelki, prosi o pomoc sąsiadów. Niektórych jedna kamizelka nie utrzyma na powierzchni, więc ci, co czują się w wodzie jak ryby, oddają im swoje.

Statek opada na dno, ale gdy każda z tysiąca osób ma swoją kamizelkę, łatwo stwierdzić, komu trzeba jeszcze pomóc, a kto radzi sobie o własnych siłach. Zresztą pasażerowie pomagają sobie wzajemnie. Wygląda na to, że ludzie, którzy czują się bezpiecznie, są gotowi nieść pomoc innym.

Wybucha ogólna wesołość. A tyle było obaw, że zamiast założyć darmowe kamizelki, ludzie przehandlują je za kokainę! Jak tu się nie śmiać? Czy naprawdę sądziliśmy, że ktoś mógłby nie chcieć przeżyć zatonięcia statku?

Czy naprawdę byli tacy, którzy przekonywali, że nie należy rozdawać kamizelek ratunkowych i że nie wszyscy na nie zasługują?

Wynik drugiego eksperymentu: Zero ofiar śmiertelnych. Kilka osób i tak nabrało wody w płuca, ale to pojedyncze przypadki. Nikogo nie pobito. Nikomu nie wbito w plecy wideł. Nie tylko wszyscy żyją, ale wygląda na to, że są bardziej zadowoleni z życia. Kilka osób z inżynierską smykałką buduje wygodną tratwę z nieużywanych kamizelek. Inni zabawiają się wzajemnie opowiadaniem dowcipów, śpiewem i recytowaniem wierszy.

Który z tych scenariuszy ma twoim zdaniem więcej sensu?

Czy warto poświęcać czas i środki na to, by zyskać pewność, że pomoc trafia wyłącznie do tych, którym jest bezdyskusyjnie potrzebna? Czy może bardziej racjonalnie byłoby zapewnić pomoc wszystkim, a potem wprowadzać tylko niezbędne korekty?

Który system daje lepsze rezultaty? Ten z ankietami, kosztownym sprzętem, rozbudowaną biurokracją, uznaniowością i wydawaniem pieniędzy na nikomu niepotrzebne gadżety? Czy też osiągniesz lepszy efekt, jeśli wszystko to odsuniesz na bok i bez zbędnych pytań zapewnisz wszystkim środki niezbędne do przetrwania?

Gdybyś był pasażerem na tym statku, jakiej pomocy życzyłbyś sobie, widząc, jak woda podchodzi coraz wyżej?

Gdybyś dostała do ręki kamizelkę ratunkową, tak jak wszyscy wokół ciebie, co byś zrobiła?

Roboty opodatkują Billa Gatesa

czytaj także

Bezwarunkowy dochód podstawowy przynosi odpowiedź na wiele wyzwań współczesności, ale stawia też nowe pytania. Jednym z nich jest pytanie o to, co każda i każdy z nas mógłby zrobić, mając zapewnione podstawowe bezpieczeństwo.

Bo kiedy zadamy sobie to pytanie, wtedy zaczniemy snuć naprawdę wielkie plany.

**
Scott Santens mieszka w Nowym Orleanie i zajmuje się propagowaniem bezwarunkowego dochodu podstawowego. Publikuje w serwisie Medium, a także w Huffington Post oraz na portalach Futurism i Steemit. Moderuje dział /r/BasicIncome w serwisie Reddit. Można go obserwować na Twitterze i na Facebooku.

Tekst ukazał się na stronie Steemit.com. Wybrał i przełożył z angielskiego Marek Jedliński.

To nie nowe świadczenie, to rewolucja

czytaj także

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Nigdy nie jest tak, że cała potrzebna praca jest wykonywana. Dla przykładu, w Polsce są ogromne potrzeby pracy opiekuńczej, której nikt nie wykonuje lub która spada na bliskich (kobiety). Mnóstwo ludzi może znaleźć zatrudnienie, dochód i sens życia w zawodach opiekuńczych, na które warto wydać pieniądze, aby społeczeństwo rozkwitło. Potrzeba nauczycieli żłobkowych, przedszkolnych, osób pomagających w nauce, porządnych świetlic i nauczycieli świetlicowych, asystentów rodziny, którzy zajmują się na raz 5 problematycznymi rodzinami, a nie 30, dobrze wyszkolonych i porządnie opłacanych rodziców zastępczych, których większa liczba pozwoliłaby zlikwidować domy dziecka, pielęgniarzy i opiekunów osób przewlekle chorych i niepełnosprawnych, większa liczba szkół specjalnych i świetlic środowiskowych, rosną potrzeby opieki nad osobami starymi. Nawet w samych przychodniach i szpitalach jest za mało lekarzy, pielęgniarek, salowych, a osób dotrzymujących towarzystwa i organizujących czas chorym czy pomagających w nauce dzieciom w szpitalu po prostu brak. Rozwinięcie branży opiekuńczej stworzyłoby także miejsca pracy wokół takich instytucji – potrzebne byłyby studia, szkolenia, praktyki, budynki (ktoś je musiałby zbudować, wyremontować), oprogramowanie i cała masa innych rzeczy itd. Wystarczy tylko trochę uruchomić wyobraźnię, żeby zobaczyć, że wysoki poziom usług opiekuńczych z publicznych pieniędzy uwolniłby ogromny społeczny potencjał i pozwolił uruchomić całe masy osób (kobiet), które nie są aktywne zawodowo, bo są nadmiernie obarczone obowiązkami opiekuńczymi albo zatrudnienie pomocy prywatnie, żeby móc pójść do pracy, jest nieopłacalne.

    Tylko że dyskusja – czy dochód gwarantowany, czy praca gwarantowana – nie ma sensu, jeśli państwa i struktury ponadpaństwowe nie znajdą sposobu na to, żeby zmniejszyć nierówności. Bo inaczej po raz kolejny jakiś ambitny projekt zostanie sfinansowany przez biednych pracujących i klasę średnią, a ci, którzy położyli łapę na większości zasobów, będą korzystać ze społecznej infrastruktury, ukrywając własne majątki i dochody na rajskich wyspach.

  2. Geniusze dyskusji wiedzą lepiej. Inni to durnie a Polak potrafi. Choćby to:
    Okazało się, że w ciągu roku zdarzyły się 2 przypadki wykorzystania polskiego systemu ubezpieczeń do niecnych celów i wyłudzenia nienależnych leków na sumę 160 złotych. To straszne i Polak nie może do tego dopuścić. Dlatego w imię sprawiedliwości polska władzuchna wymyśliła komputerową bazę danych wszystkich ubezpieczonych. Koszt jakieś 500 milionów + sprzęt w przychodniach z miliard (prywaciarze, to się nie liczy). Na dodatek roczne utrzymanie i aktualizacja danych (umiera i rodzi się po 500 tys rocznie) ze 100 mln. Ale żadna zagraniczna świnia (może Niemiec) Polski już nie okradnie.

    I taki to mniej więcej tenor tej dyskusji.

  3. myszki, istnieje inna metoda, można dzielić się pracą…sto lat temu wymyślono 40-godzinny tydzień pracy dzisiaj przy aktualnym i planowanym poziomie automatyzacji można wprowadzić 24 godzinny tydzień pracy……

  4. Istnieją dwa poważne argumenty przeciw bezwarunkowemu dochodowi podstawowemu:

    1. Makroekonomiczny, polityka gospodarcza ograniczona do UBI może nie wystarczyć do wykreowania odpowiedniego popytu globalnego.

    3. Socjologiczny, ludzie będą się bardzo nudzić bez pracy i więzi społecznych jakie powstają w miejscu pracy.

    Trzeci argument jest nieco mniejszej wagi ale także ważny: będą ludzie, którym nie wystarczy zwyczajna stawka BI, przede wszystkim starsi, niepełnosprawni, samotne matki. pewne zróżnicowanie polityki dochodowej może okazać się konieczne. Jeszcze inną sprawą jest to, że w wielu dziedzinach usługi publiczne są bardziej efektywne od rynku w najbardziej konwencjonalnym sensie. Wystarczy porównać koszty opieki medyczne w USA oraz w Europie zachodniej i Japonii.

  5. Davos, konferencja prasowa, Morawiecki, angielski, korpo i milionerzy. Wreszcie do mikrofonu dorwała się wojująca dziennikarka Gazety Wyborczej. I pyta: „dlaczego pan premier rozsiewa fake newsy o polskim wymiarze sprawiedliwości?”. Prowadzący konferencje z oxfordzkim akcentem przerywa „Proszę nie skupiać się na polityce krajowej”.

  6. Minie dekada, a pracę stracą wszyscy kierowcy zawodowi. Automat będzie tańszy w eksploatacji, nie będzie roszczeniowy, nie założy związków zawodowych. to tak na pierwszy ogień. Rzecz jasna pewnie spłonie kilka samochodów autonomicznych, bo kierowcy słusznie uznają że ich dni są policzone, ale rachunek ekonomiczny będzie nieubłagany. Srogie kary za zniszczenie prywatnego mienia, i zamknie się wichrzycielom gęby….Minie kolejna, i mechanizmy będą wypierać ludzi z kolejnych miejsc ich zatrudnienia… Oczywiście nie wszystko zrobi maszyna, chociaż w tej kwestii nie byłbym taki pewien. Wyjścia są dwa, albo dochód gwarantowany albo, ciągnące się slumsy, drastyczne rozwarstwienie społeczne i bezpardonowa walka o byt…

    1. Nie da się cofnąć postępu i wynalazków, a istota polityki polega na nadążaniu za postępem, ba wyznaczaniu nowych trendów, a nie na bezproduktywnej krytyce. Wizje obecnej lewicy są skrajnie pesymistyczne, nie dziwota, że ludzie szukają czegoś nowego, bo może być bardzo źle, ale nadzieja umiera ostatnia.

  7. „A może lepszy efekt osiągniemy, jeśli wszystko to odsuniemy na bok i bez zbędnych pytań zapewnimy wszystkim środki niezbędne do przetrwania?”

    Tylko ze srodki „potrzebne do przetrwania” maja rozna wysokosc w przypadku osoby zdrowej, inna w przypadku osoby z lekkim stopniem inwalidztwa, a jeszcze inne w przypadku osoby ciezko uposledzonej. Wiec albo:
    1. placimy wszystkim po rowno stawke przy ktorej czesc osob (np. inwalidzi) nie jest w stanie przetrwac
    2. placimy wszystkim po rowno stawke pokrywajaca potrzeby absolutnie kazdego, ale wtedy koszty leca w gore, zas poziom zycia przez nie zapewniany jest rozny dla osob zdrowych i chorych
    3. placimy „wedlug potrzeb”, ale to oznacza ze nie pozbedziemy sie „biurokracji” bo ktos musi swiadczenia dla inwalidow itd. przydzielac, kontrolowac, itd.

    Tak wiec to sa bajki, ze dochod gwarantowany moze byc jednoczesnie sprawiedliwy i bardzo prosty. Dochod gwarantowany to lewicowy odpowiednik podatku liniowego – magiczny sposob na powszechne szczescie i dobrobyt, ktory zadziala tylko w teorii.

    1. Nie magicznych sposobów. Ale takie proste rozwiązanie mógłby kilka problemów rozwiązać – jak przerost biurokracji i papierologii.

      1. A konkretnie ktora czesc biurokracji wyeliminujemy? Pokazalem, ze urzednikow od rent nie.

  8. Może się zapoznajcie najpierw z eksperymentem Calhoune`a to się dowiecie, jak się kończy „dochód podstawowy” dla każdego.

  9. Koncepcja dochodu podstawowego to oczywisty przekręt! Powstała w celu ratowania systemu neoliberalnej gospodarki przed upadkiem, jedynie aby zapewnić podtrzymanie popytu (i oczywiście zysków) za pomocą dostarczania pieniędzy populacji, której nie zapewnia się płacy ani dostępności PRACY. Jednocześnie jest pomysłem na pretekst do dalszego likwidowania wszelkich świadczeń społecznych (zbędne, skoro jest dochód bezwarunkowy).

    Oczywiście nie ma mowy o tym, by dochód bezwarunkowy zapewniał przetrwanie, i z absolutną PEWNOŚCIĄ jego wysokość będzie PONIŻEJ minimum socjalnego. Doprowadzi on, gdyby go przeforsowano, do ostatecznej katastrofy kapitalizmu, poprzedzonej wcześniej eksplozją zysków 1% najbogatszych!

    Zadziwiające, że ktokolwiek myślący daje się na to nabrać. Gdyby NAPRAWDĘ elity zechciały poprawić los plebsu, to wprowadzono by jakiś system bezwarunkowo gwarantujący PRACĘ dla każdego z płacą w wysokości minimum socjalnego. Społeczeństwo potrzebuje likwidacji bezrobocia, a nie jego konserwowania lub powiększania.

    1. Polityka nie daje żadnych boskich mocy i lewica nie rozwiążę od tak wszystkich problemów rynku pracy za pomocą ideologicznych zaklęć, sama koncepcja w formie totalnej jest zła, ale idea jakiegoś transferu dochodu i partycypacji wszystkich obywateli w zyskach kraju – ma już nieco więcej sensu o ile oczywiście jedno będzie wypływać z drugiego i te dwie strony będą powiązane, bo bardzo łatwo brać nie biorąc za nic odpowiedzialności – czytaj kraj.
      Nie ma żadnego cudownego systemu, żeby wprowadzić totalne zatrudnienie trzeba stworzyć ileś tam miejsc pracy i ta praca, firmy muszą mieć sens, mamy dziś przykład Niemiec gdzie w zachodnich landach nie ma realnego bezrobocia. To nie wynika z ideologii, a konkretnych rozwiązań, kanonu gospodarki, modelu kształcenia zawodowego, wysokiej aktywności firm na danym terenie.

      1. Nie wciskaj mi tu ideologii! Napisałem o GWARANCJI pracy, a nie o przymusie pracy albo totalnym zatrudnieniu. Oczywiście, że nie powinno się oferować pracy tam, gdzie JUŻ JEST pełne zatrudnienie. Oczywiście, że praca ma być TYLKO dla chętnych ją podjąć. Oczywiście, że płaca NIE powinna konkurować z prywatnymi firmami i z definicji powinna ona być na poziomie minimum. Obiboków i leni powinno się z takiej pracy wywalać na zbity pysk. Gwarancja pracy miałaby służyć WYŁĄCZNIE jako rozwiązanie dla osób które nie mogą na swoim terenie znaleźć żadnej pracy ponieważ NIE MA OFERT od firm prywatnych!! Ciężko to zrozumieć??

        Może to sobie wprowadzać rząd prawicowy, niby dlaczego nie. Do czego niby potrzebna jest tu lewica? Uważasz, że jakiegoś kraju na to „nie stać”?? A utrzymywanie obiboków na koszt reszty pracującego społeczeństwa, to oczywiście MA BYĆ STAĆ?? Czy negowanie możliwości stworzenia GWARANCJI pracy dla każdego, zarazem akceptując pomysł na bezwarunkowy DOCHÓD dla każdego, nie jest objawem poważnego braku logiki i deficytu myślenia?

        1. Od gwarancji pracy chyba ważniejsza jest własność maszyn, praw autorkich, ziemi, generalnie kapitału. Teraz wszystko robią maszyny, które mają właściciela czerpiącego całe zyski. Ludzie w PGR zaraz by sie wzieli do pracy gdyby kawałek ziemi należał do nich. Z tej samej przyczyny ludzie unikają wynajmowania mieszkań. Nie chcą tyrać na kogoś.

          1. Nieważne, czego „ludzie chcą”. Współczesne społeczeństwo opiera się an podziale pracy i zwyczajnie nie da się od tego uciec. Podział wyników tej pracy opiera się na przychodach (np. z pracy, z kapitału) za które kupuje się potrzebne do życia towary i usługi. Mówiąc wprost, pozbawienie kogokolwiek samej MOŻLIWOŚCI pracy, z powodu braku OFERT miejsc pracy, jest dyskryminacją prowadzącą do pozbawienia go środków do życia. Gwarancja pracy NIE oznacza gwarantowania komukolwiek wysokiej PŁACY, tylko płacę minimum! Reszta to ideologiczne ple, ple, ple.

            Gdy miejsc pracy nie oferuje rynek (obojętnie z jakiego powodu), to społeczeństwo (czyli działające w jego imieniu Państwo) POWINNO oferować CHĘTNEMU pracę (bezwarunkowo!). Wtedy dochód gwarantowany będzie zbędny. Każdy kto chce, to MOŻE wtedy pracować.

          2. Ile Ty masz lat? Takie kocopały to tylko bardzo młoda osoba może wygadywać! Albo nie doświadczyłeś tego w PRL albo nic o tym nie czytałeś.
            „Gwarancja pracy NIE oznacza gwarantowania komukolwiek wysokiej PŁACY, tylko płacę minimum!” toż to tak było w PRL pełne zatrudnienie, małe wynagrodzenie ( tak zwane „ukryte bezrobocie”), przedsiębiorstwa które utrzymywały masy darmozjadów bez zajęcią bo rachunek ekonomiczny, zysk były trzeciorzedne. Weź się proszę zastanów lepiej nad swoją koncepcją.

          3. Pomyliły ci się słowa „przymus pracy” z „gwarancją pracy”. Jak nie zrozumiałeś różnicy, to polecam słownik. I PRL już dawno zdechł a komunizmu także nie ma. Pora sobie znaleźć nowe argumenty.

          4. krzesło kuchenne czy krzesło elektryczne – „nie ma znaczenia – skutek TEN SAM” ????

          5. tak skutek ten sam bo powstanie bez nieprzebrane morze posad gdzie w zakresie obowiązków pracownika będzie wpisane np ” kierownik do spraw zbędnych i niepotrzebnych” – czysta fikcja. To jest absolutnie demoralizujący społecznie pomysł z ta pracą gwarantowaną.

          6. No ale zobaczymy co przyniesie przyszłość i te kilkanaście eksperymentów z dochodem gwarantowanych w wielu krajach na pewnej ograniczonej liczbie beneficjentów tych programów rozpoczete w ostatnich latach. A jeśli się powiodą w jakiejś mierze czy można to przełożyc na całe społeczności danego kraju. Co będzie jak UBI za 30 lat będzie powszechne np w całej Europie – czy wtedy na staży granic będą stać ochotnicy by powstrzymać całą Afrykę i pół Azji? Czy może kraje biedne tez będą miały UBI? Skąd na to wziąć finansowanie? Czy stać kraje żeby zagwarantować UBI całym społeczeństwom?
            Coraz większe rozwarstwienie dochodowe i pauperyzacja klasy średniej przy jednocześnie sporych aspiracjach sprzyja ryzyku buntów społecznych. UBI to jeden ze pomysłów aby złagodzić skutki tych zmian społecznych – ale czy dobry – śmiem wątpić w jego pozytywne skutki w szerszej skali.

          7. Mam nadzieję, że zapoznasz się także z wynikami już przeprowadzonych eksperymentów z gwarancją pracy, sięgniesz do wyników i porównasz z wynikami eksperymentów z płaca gwarantowaną.

            Może kiedyś zbierzesz jakieś wnioski i się z nami podzielisz. :))

          8. „nieprzebrane morze posad”? „kierownik …”? Skąd bierzesz takie brednie? To jest pomysł na oferowanie prostych prac interwencyjnych za płace minimalną i TYLKO takich! Może zamiatanie parku z liści, może przeprowadzanie dzieci przez ulicę. W żadnym razie cokolwiek konkurującego z normalnymi etatami, a już z „kierownikiem” to kompletnie odjechałeś. Widać, że nic na ten temat nie wiesz.

            A już zupełną aberracją jest stwierdzenie, że danie bezrobotnemu pracy jest BARDZIEJ (a nawet „absolutnie”) demoralizujące, niż trzymanie go na bezrobociu i zasiłku.

          9. Nie ma znaczenia czy to szeregowy pracownik czy jego karbowy ( kierownik) będą wykonywali fikcyjną pracę!
            Chociaż…-spojrzałem sobie na rozkład inteligencji w społeczeństwie i doszedłem do wniosku że możesz mieć rację że dla tych 14% z wykresu do 85 pkt. praca przy grabieniu liści i odśnieżaniu da nie tylko poczucie godności, zarobek ale również da możliwość relacji społecznych czego nie zapewni zasiłek.

            https://www.google.pl/search?q=intelligence+quotient+bell+curve+of+population&tbm=isch&source=iu&ictx=1&fir=2DbqXM3GnRljtM%253A%252C4-da5SngbAb95M%252C_&usg=__6mn4fRayhV1k9vzdI0uF1IZWVlg%3D&sa=X&ved=0ahUKEwjxkvrfpPXYAhUK36QKHZdfCzUQ9QEIMjAB#imgrc=_BQZXoSODKNsZM:

            Plus tabelka jakie prace może wykonywac osoba w róznych przedziałach skali.

            Average IQ of various occupational groups:[130]
            Accomplishment IQ Test/study Year
            Professional and technical 112
            Managers and administrators 104
            Clerical workers, sales workers, skilled workers, craftsmen, and foremen 101
            Semi-skilled workers (operatives, service workers, including private household) 92
            Unskilled workers 87

          10. Autor zamieszczonego linka wycofuje się z JG bo dostrzega że to miałka idea i duzo oplata na ten temat dlaczego miałka.
            Ja na pierwszy rzut oka i nawet na drugi widzę że ta idea jest głupia do kwadratu i nie warto tracić czasu na jej promowanie.
            Mam o tyle przewagę że odrobinę w swiadomym zyciu liznąłem PRL a moja mama pracująca jako głowna księgowa w państwowej firmie też opowiadała mi o absurdach „pełnego zatrudnienia” więc mam wiedze ze źródła jak to w zyciu sprawdza.
            Dobra rada, młody człowieku, nie dawaj się opętać złudnymi ideami bo to tak samo pocieszne jak tezy głoszone przez nielubianego przez Ciebie Korwina. Juz nie bedę zabierał głosu o JG bo to troche jak dyskutowac o „terorystycznym zagrozeniu ze strony Marsjan” – szkoda czasu – chyba że ktoś się chce powygłupiać. Sija

          11. Akurat Piechowiak wypisuje dyrdymały. Jego zdaniem jeżeli mamy dwa zakłady o tym samym poziomie produkcji, to zatrudnienie w obu powinno być równe, w przeciwnym razie w tym o większym zatrudnieniu występuje „bezrobocie ukryte” a ludzie wykonują „bezsensowną pracę”? Kompletna dziecinada.

          12. Wyczuwam subtelną nutkę nawiedzonego korwinisty rzucającego do dyskusji żenujące argumenty, niewarte komentarza. A koncepcje wprowadzenia gwarancji pracy nie są „moje”, lecz są od dawna na zachodzie rozważane i brane pod uwagę, zanim ktokolwiek usłyszał o dochodzie gwarantowanym. Przeczytaj cokolwiek na ten temat, zanim się wypowiesz:

            Job Guarantee/Full Employment:
            neweconomicperspectives.org/mmt-scholarship
            Tutaj blog ekonomiczny, autor sporo pisze na temat koncepcji gwarancji pracy:
            bilbo.economicoutlook.net/blog/?p=36071
            I wujek Google także się nisko kłania…

          13. przecież te pomysły są tak samo „nawiedzone” i oderwane od rzeczywistości jak Korwina, tylko ze znakiem przeciwnym.
            I tak samo je oceniam – „nerwica natręctw” czyli powarzenie tych samych idiotyzmów na okrągło.
            A moja partia to się nazywa „zdrowy rozsądek i mocne stąpanie po ziemi a nie bujanie w chmurach”
            Ale niech będzie że masz rację.

          14. To jest skrajnie ideologiczne podchodzenie do kwestii praktycznej, bo praca może być, ale nie w zawodzie bezrobotnego, może wymagać określonych kwalifikacji i predyspozycji i w końcu nawet w krajach bogatych ludzie emigrowali za pracą, są programy aktywizowania ludzi na terenach wysokiego bezrobocia, różne programy wsparcia, ale szlachetne cele zderzają się z twardą rzeczywistością i fundamentami.

          15. Szkoda twojego czasu na jałowe spory. Może zapoznaj się wcześniej z faktami na temat rynku pracy, np tutaj:
            https://www.mpips.gov.pl/download/gfx/mpips/pl/defaultopisy/9668/1/1/Rynek%20pracy%20w%20Polsce%20w%202015%20r..pdf

            Jeżeli przykładowo na kilkunastu bezrobotnych przypada 1 oferta pracy to ŻADNE programy aktywacji, żadne szkolenia dokształcające czy ułatwienia w relokacji nie sprawią, że milion bezrobotnych zatrudni się na 100 tys miejsc pracy.

            Nie i już! Ten problem można rozwiązać tylko w jeden sposób – skoro biznes sam nie utworzył tych miejsc pracy, to trzeba je stworzyć programem państwowym.

          16. Współczesne społeczeństwo nie opiera się na podziale pracy, lecz na technologii. Na przykład piłkarz jest całkowicie bezużyteczną formą pracy, jeśli zlikwidujemy ten zawód, społeczeństwo nie poniesie najmniejszych strat. Zupełnie inaczej jest choćby z tak niewiele wymagającym zajęciem jak sprzątanie – jeśli zlikwidujemy ten fach, konsekwencje społeczne będą bardzo poważne. Oznacza to, że nie w jakiejś przyszłości, ale już teraz ludzie dostają pieniądze i to nie małe, za to, co robią dla własnej rozrywki. Nazywamy to zawodem, ale to tylko zabawa, za którą się płaci. Dlaczego więc inni nie mieliby dostawać pieniędzy za swoją społeczną bezużyteczność? Dlaczego ich zajęć, hobby nie miałoby się nazywać zawodem? Dawno temu taka sytuacja była niemożliwa, społeczeństw nie byłoby stać na utrzymywanie takiej armii sportowców, artystów, a nawet lekarzy, nauczycieli i szkół, ponieważ najzwyczajniej w świecie zabrakło by pokarmu. Rozwój technologii zmienił wszystko, na przykład w takiej Danii przy pomocy mniej niż 20% społeczeństwa można wytworzyć wszystkie potrzebne dobra do wygodnego życia – reszta społeczeństwa jest bezproduktywna, a znaczna jego część w ogóle nie ma żadnego wpływu na produktywność, jak choćby właśnie piłkarze. Postęp jednak trwa, możliwe, że za 100 lat nawet 1% społeczeństwa nie będzie wymagany, aby wytwarzać wszystko, możliwe, że znacznie szybciej tak się stanie. I co wtedy? Zaczniemy płacić nawet tym, co uprawiają sport w najniższych klasach, aby jakoś zachować zasadę, że aby mieć pieniądze trzeba pracować? Po co takie wygibasy, jeśli po prostu można każdemu gwarantować dochód? Poza tym zgadzam się całkowicie, że jeśli człowiek ma zagwarantowane bezpieczeństwo finansowe, to może zająć się rzeczami naprawdę wielkimi.

        2. Koszty tworzenia i zatrudnienia ludzi w sztucznie tworzonych miejscach pracy, jedynie dla idei likwidacji bezrobocia mogą być większe, niż koszty wypłacenia im po prostu zasiłków, szczególnie gdy mielibyśmy wypłacać im jedynie minimum socjalne
          i mielibyśmy do czynienia z ludźmi o najniższych kwalifikacjach, motywacji do pracy itd.

          Na wielu terenach np wiejskich siłą rzeczy nie będzie ofert pracy dla młodych ludzi i czeka ich imigracja czy to do dużych miast w Polsce, czy do krajów UE – dwa automatyzacja siłą rzeczy doprowadzi do jeszcze większego rozwarstwienia i dualizmu rynku pracy, gdzie będzie praca dla informatyków, automatyków, natomiast mniej będzie pracy bez kwalifikacji.

          W Polsce bezrobocie jest np ściśli powiązane z antypolityką mieszkaniową tu skrajnym przykładem jest Hanna Gronkiewicz Waltz, która waliła w popularne „słoiki”, że nie płacą w stolicy podatków, a nie widziała tu poważnego problemu społecznego
          i rozwojowego, bo gdyby były dostępne mieszkania w stolicy, to ci ludzie by je wynajęli, a nie tracili ogromu czasu na dojazdy i nie żyli na walizkach.

  10. A nie lepiej zapracować na swoje utrzymanie? Ale nie, przecież współczesny lewicowiec (?) pracą się brzydzi. Kojarzy mu się ona z Gułagiem czy czymś podobnym.

    1. Są ludzie którym minimum wystarcza i wtedy taki rolnik mógłby pomyśleć czemu ja mam na polu pracować jak tu mam wszystko czego mi trzeba. I było by tak od rolnika do rolnika, aż nie było by komu w pole iść.

  11. Na tonącym okręcie nie można zakupić żadnych kamizelek ratunkowych, bo nie ma skąd. Gdyby tam były, możnaby je zwyczajnie rozdać. Podobnie jest z ‚dochodem gwarantowanym’, nie ma go jak ‚zagwarantować’. Drukowanie bilionów dolarów, żeby je rozdawać, oznacza hiperinflację i bankructwo państwa. Już to przerabialiśmy w PRLu.

    1. Jeśli zgodzilibyśmy się na likwidacje całej polityki socjalnej, społecznej państwa i wprowadzili dochód gwarantowany przy jednoczesnym wprowadzeniu odpłatności za służbę zdrowia, wiele usług publicznych to wtedy jest to możliwe. Pytanie czy to ma sens – doświadczenia socjalizmu skandynawskiego pokazują, że wydatki publiczne powinny wspierać wysoką aktywność zawodową, pracę, działanie, a nie bierność.