Gospodarka

Polityka energetyczna w Polsce to polityka „gaszenia pożarów”

Marsz dla klimatu w Katowicach, COP24. Fot. Jakub Szafrański

Podwyżka energii przed wyborami może zachwiać pozycją PiS mocniej niż wszystkie dotychczasowe skandale czy afery. Francuski ruch „żółtych kamizelek” pokazuje, że wzrost cen energii (w tamtym przypadku – benzyny) może stać się punktem zapalnym dla naprawdę masowej eksplozji gniewu i niezadowolenia.

W ostatnich tygodniach co najmniej trzy wydarzenia przyciągnęły uwagę opinii publicznej w Polsce do kwestii energetyki. Po pierwsze, zapowiadana podwyżka cen energii, która dziś jest już nieuchronna, otwartą kwestią pozostaje tylko, kto za nią zapłaci.

Po drugie, raporty NIK i GUS, które urzędowo potwierdzają to, o czym było wiadomo co najmniej od roku, tzn. odkąd udział energii z odnawialnych źródeł (OZE) w polskim miksie zaczął spadać. To znaczy: obecna polityka nie pozwoli na osiągnięcie celu udziału 15 procent energii z OZE w 2020 roku, a konieczny w związku z tym tzw. transfer statystyczny (import energii pochodzącej z OZE) może kosztować budżet nawet 8 mld złotych. To są pieniądze, które mogły zostać wydane na rozwój krajowych OZE, ale sfinansują produkcję odnawialnej energii za granicą.

Wreszcie, po trzecie, w Katowicach trwa szczyt klimatyczny, na którym przedstawiciele rządu miotają się pomiędzy budowaniem wizerunku „kraju, w którym klimat się poprawia” a wyrażaniem gorącego poparcia dla węgla jako podstawy naszego bezpieczeństwa energetycznego. Co łączy te trzy wydarzenia i co możemy na ich podstawie powiedzieć o przyszłości energetyki w Polsce?

Jest taki kraj, który zamiast CO2 emituje tęcze

Kto i dlaczego będzie płacił więcej za prąd?

Ceny energii elektrycznej w Polsce już teraz, czyli przed planowanymi podwyżkami, uznać trzeba za wysokie – na rynku hurtowym są najwyższe w regionie. Prąd drożeje jednak w całej Europie – między innymi wskutek wzrostu cen emisji CO2. Oczywiście wzrost ten najbardziej dotyka te kraje, w których energetyka emituje najwięcej – a takim właśnie krajem jest Polska. W zamyśle ma to stworzyć mechanizm motywujący państwa do odchodzenia od węgla. Nie bez znaczenia jest jednak wzrost cen samego surowca: z jednej strony drożeje wydobycie węgla kamiennego Polsce, z drugiej – drastycznie rośnie udział węgla importowanego, w tym z Rosji. Stawia to pod znakiem zapytania odwieczny argument, jakoby oparcie naszej energetyki na węglu zwiększało nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Mechanizm handlu emisjami pomyślany jest tak, że pieniądze za wypuszczone do atmosfery gazy cieplarniane trafiają z powrotem do budżetu i tworzą fundusz, który ma być (przynajmniej w połowie) wykorzystany na inwestycje w OZE – tak, żebyśmy w przyszłości nie musieli już owych uprawnień kupować. Rząd ma jednak inny pomysł – chce wykorzystać te środki na dopłaty dla konsumentów energii. Na początku mówiło się o gospodarstwach domowych, teraz do listy dochodzą małe i średnie przedsiębiorstwa: koszty szacuje się na około 2 mld złotych dla każdej z tych grup.

Faktycznie, już teraz koszty energii dla polskich przedsiębiorstw są bardzo wysokie na tle innych krajów UE i dalsze ich podwyższanie może prowadzić nie tylko do podwyżki cen towarów i usług, ale też do upadku wielu firm ze względu na niższą konkurencyjność. Podobnie ze względu na problem ubóstwa energetycznego istnieją dobre argumenty na rzecz dopłat do rachunków za prąd – przynajmniej dla uboższych gospodarstw domowych (choć na razie rząd mówi o dopłacaniu wszystkim, co z kolei obniża opłacalność inwestycji w efektywność energetyczną). Z preferencyjnych cen korzysta też (nie tylko w Polsce) energochłonny przemysł.

Zapewne więc minister Tchórzewski łamie sobie głowę, czy zdoła znaleźć na to wszystko pieniądze gdzieś indziej – i dla kogo ich wystarczy. Podwyżka energii przed wyborami może przecież zachwiać pozycją PiS mocniej niż wszystkie dotychczasowe skandale czy afery. Francuski ruch „żółtych kamizelek” pokazuje, że wzrost cen energii (w tamtym przypadku – benzyny) może stać się punktem zapalnym dla naprawdę masowej eksplozji gniewu i niezadowolenia.

Bunt kamizelek w imperium Macrona

czytaj także

Jednocześnie subsydiowanie energii z węgla przez dopłacanie odbiorcom do rachunków i nierobienie niczego, by zapobiec dalszym wzrostom cen, prowadzi nas wszystkich coraz głębiej w pułapkę zacofania. Wbrew bowiem intencjom całego projektu handlu uprawnieniami do emisji środki przeznaczone z założenia na inwestycje w nowe technologie faktycznie wspierają umierający przemysł. Co gorsza, jeśli spojrzeć na problem w kontekście polityki energetycznej kolejnych rządów – trudno mówić tu o jakimś zaskoczeniu. Pomysły rządu PiS to tylko smutna kontynuacja dotychczasowej polityki w nowej odsłonie.

Polityka gaszenia pożarów

Ostatni raport NIK świetnie podsumowuje problemy ostatnich lat, pokazując przede wszystkim kompromitujący brak strategii. Bo taki na przykład dokument Polityka energetyczna Polski do 2030 roku nie był aktualizowany od… 2009 roku. Dopiero tydzień temu rząd przedstawił kolejną wersję do konsultacji, zapowiadając między innymi budowę elektrowni jądrowej i złomowanie turbin wiatrowych.

O praktycznym znaczeniu strategii wiele mówi fakt, że pomimo obowiązku przedkładania przez odpowiednie ministerstwo informacji o realizacji Polityki energetycznej… każdego roku ostatnia informacja przyjęta przez radę ministrów dotyczyła roku 2012. Widać zatem, że równia pochyła, po której zjeżdża w dół polski system energetyczny, nie jest wyłącznie dziełem obecnego rządu – poprzedni również nie zrobił nic dla realnego wspierania OZE czy długoterminowego planowania transformacji energetycznej.

Z czym do ludzi?! Polska oferta na COP24

Wspomniane 8 mld za transfer statystyczny energii z OZE będzie obciążeniem dla budżetu najpóźniej w 2020 roku. Czy to możliwe, żeby żaden z ministrów nie martwił się tym przez ostatnie lata, bo perspektywa była „zbyt odległa”? Strach pomyśleć, ale tak właśnie mogło być. Wydaje się bowiem, że obok wpływów państwowych spółek energetycznych to właśnie nieumiejętność planowania – prowadzenia polityki w innej logice niż „gaszenia pożarów” – stoi za dzisiejszymi problemami. Jedną z konsekwencji braku strategii jest np. chwiejne i nieprzewidywalne prawo, które nie tworzy stabilnych warunków do inwestowania w OZE, w tym dla gospodarstw domowych i drobnych inwestorów.

Wola, współdziałanie, wyobraźnia

Dziwaczne miotanie się polskich polityków na COP wydaje się kolejnym symptomem tego samego problemu. Wraz z coraz bardziej alarmującymi wiadomościami o stanie klimatu naturalnym wydaje się pytanie, jak długo jeszcze można prowadzić politykę „gaszenia pożarów”. Odpowiedź w polskich warunkach brzmi niestety, że dosyć długo, mimo że jej fatalne konsekwencje są widoczne dla każdego obserwatora – a wkrótce będą odczuwalne w portfelach niemal każdego z nas.

Jednocześnie można mieć nadzieję, że sytuacja dojrzewa do zmiany. W krótkiej perspektywie kluczowe będzie to, do jakiego stopnia rządowi uda się zamaskować wzrost cen energii przez dalsze dopłaty do węgla. Powinniśmy mieć jednak nadzieję, że środki zostaną przeznaczone na inwestycje w OZE – o ile nie chcemy płacić bardziej boleśnie w przyszłości. Zgodnie z analizami przedstawionymi przez Instytut Energetyki Odnawialnej koszty energii pochodzącej np. z planowanej elektrowni Ostrołęka będą wyższe niż koszty energii z rozproszonych farm fotowoltaicznych. Różnica będzie jeszcze większa, jeśli przypomnimy sobie o finansowych konsekwencjach niewywiązywania się Polski z unijnych zobowiązań.

Skąd czerpać powody do optymizmu? W sytuacji wzrostu cen coraz bardziej opłacalne staje się wytwarzanie energii elektrycznej na własne potrzeby – zarówno przez firmy, jak i przez jednostki – i to nawet mimo braku optymalnego wsparcia dla prosumentów i niechęci kolejnych rządów do „uobywatelniania” energii.

Skąd czerpać powody do optymizmu? W sytuacji wzrostu cen coraz bardziej opłacalne staje się wytwarzanie energii elektrycznej na własne potrzeby – zarówno przez firmy, jak i przez jednostki.

Dodatkowo temat zmian klimatu wydaje się nabierać (w końcu!) coraz większego znaczenia w polskiej debacie publicznej. Z jednej strony zaczyna być regularnie poruszany przez najważniejsze media, z drugiej – wzmacnia się radykalny nurt aktywizmu przeciwko zmianom klimatu. Jednemu i drugiemu sprzyja niewątpliwie COP w Katowicach – bez względu na wyniki negocjacji obrady mogą być początkiem nowego miejsca i znaczenia tematów klimatu i energii w polskiej debacie publicznej. Zatem z jednej strony ucieczka firm i gospodarstw domowych z systemu energetycznego w odpowiedzi na wyższe ceny, a z drugiej napór opinii publicznej daje nadzieję na zmianę systemu.

Do przeprowadzenia koniecznych zmian na dużą skalę potrzeba jednak całościowego zaplanowania transformacji energetycznej. Nie da się ukryć, że w kraju takim jak Polska to ogromne wyzwanie. Musimy potraktować energię jako sprawę obywatelską i polityczną, stanowczo zbyt poważną, by zostawić ją elektroenergetykom. Dotychczasowe działania władz w tej sferze niszczyły raczej zaufanie inwestorów – i nie chodzi tylko o wielkich graczy, ale również o gospodarstwa domowe czy małe firmy inwestujące całe swe oszczędności w instalacje OZE.

Sześć mitów o zmianach klimatu

czytaj także

Sześć mitów o zmianach klimatu

Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi

Stworzenie polityki, która miałaby szanse wyprowadzić nas z uzależnienia od węgla – a przy okazji przyczynić się do ograniczenia niszczenia klimatu – wymaga zaangażowania wielu różnych aktorów. Także takich, którzy mogą mieć częściowo sprzeczne interesy, jak na przykład państwowe spółki energetyczne i prosumenci. Nie będzie to możliwe bez zaangażowania opinii publicznej i wypracowania szerokiego konsensusu co do tego, w jaki sposób i na jakich zasadach chcemy odejść od węgla. Takie debaty odbywały się już między innymi w Niemczech, Danii czy – obecnie – w Holandii, która planuje zastąpić ogrzewanie gazowe geotermią.

Rozwiązań z jednego kraju czy regionu nie można jednak po prostu przenieść do Polski, gdyż zawsze wymagają one dostosowania do lokalnych warunków infrastrukturalnych, naturalnych, technologicznych i społecznych. Aby cały ten proces mógł się powieść, konieczne jest tworzenie nowej, lokalnie zakorzenionej wiedzy i nowych rozwiązań: z udziałem elektroenergetyków, polityków, obywatelek i aktywistów. Który rząd się na to odważy? I kiedy wyborcy będą gotowi go o to zapytać?

W stronę zielonej energii – z kim i po co?

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.