Felieton

Opozycjo, chcesz wygrać z PiS? Podziel się na pół

zandberg,nowacka,schetyna,petru

Ale nie na plankton, a na dwa bloki: liberalno-konserwatywny i liberalno-lewicowy. Ten drugi ma co najmniej trzy lokomotywy wyborcze.

Nie, to nie jest żart. Dylemat polskiej opozycji nie wygląda dziś tak, jak chcieliby go widzieć najbardziej zagorzali przeciwnicy Kaczyńskiego – jedność albo śmierć, względnie kolejna kadencja fundamentalistycznej prawicy (niewykluczone, że w układzie: PiS z narodowo-radykalną przystawką). Wymuszona jedność „ponad podziałami” to jednak nie warunek zwycięstwa opozycji, lecz niemal pewna gwarancja jej porażki. Poniżej parę refleksji – między innymi na marginesie arcyciekawej debaty Oko.press z 5 kwietnia, jaką z czwórką opozycyjnych liderów (Nowacka, Scheuring-Wielgus, Trzaskowski, Zandberg) w warszawskim kinie Muranów poprowadziła Agata Szczęśniak.

Arytmetyka sejmowa jest dość prosta. PiS może liczyć na twarde 30 procent głosów. Co prawda, jeszcze parę idiotyzmów a’la brukselska szarża Szydło i Waszczykowskiego może sprawić, że nawet i tego nie ugrają – ale nie można ryzykować i czynić takiego założenia przed wyborami.

Wiele wskazuje na to, że przez ostatnie półtora roku, gdy (aż do sprawy Tuska) sondaże ani drgnęły, dokonała się wymiana wyborców – trochę umiarkowanych odepchnął od PiS-u cyrk z Trybunałem i Misiewicze, ale między innymi hojny transfer socjalny zmobilizował tych, którzy dotąd nie głosowali. Są duże szanse, że w 2019 roku pójdą do urn okazać swą wdzięczność władzy, która wielu z nich po raz pierwszy od ćwierćwiecza coś konkretnego dała, żeby nie powiedzieć, że w ogóle zauważyła ich istnienie. Do tego doliczmy wielki kunszt prezesa PiS w zarządzaniu konfliktem i emocjami, a na 30 procent z groszami musimy liczyć jak w banku.

Wymuszona jedność „ponad podziałami” to nie warunek zwycięstwa opozycji, lecz niemal pewna gwarancja jej porażki.

Na cynicznych renegatów i interesownych frondystów w PiS trudno liczyć dopóty, dopóki perspektywa wyborczej klęski nie będzie realna, a przecież tylko oni – czyli oportuniści, a nie pryncypialni ideowcy w rodzaju Kazimierza Ujazdowskiego – mogą zachwiać monolitem partii władzy. Do tego dochodzi jeszcze kilka procent, a może i dwucyfrówka u narodowców schowanych za Kukizem. Z nim samym też różnie może być, ale dychę dla polskiego Jobbiku założyć trzeba.

Co z tego wynika?

Opozycja na lewo od PiS – czyli od Platformy Obywatelskiej do Razem – musi zdobyć jakieś 45 do 50 procent głosów, żeby móc na serio myśleć o pokonaniu obozu władzy. W tej sytuacji naturalną dla wielu pokusą jest wzywać do wielkiej koalicji „ponad podziałami”, zwłaszcza, że wyjątkowość dzisiejszej sytuacji – pacyfikacja Trybunału, upolitycznienie prokuratury i szykowany atak na niezależne sądownictwo – skłania do katastroficznych tonów. A skoro, zdaniem wielu, walka toczy się o samo przetrwanie demokracji w Polsce (Polski w zjednoczonej Europie itp.), to i środki muszą być nadzwyczajne. W tym nadzwyczajne kompromisy.

Tyle że to absurd. Jak słusznie wskazał niedawno Rafał Matyja, opozycja zyskałaby „premię za jedność” tylko w jednym właściwie przypadku, tzn. gdyby wybory społeczeństwo w swej masie potraktowało jak coś w rodzaju zimnej wojny domowej. Niejeden komentator używa dziś podobnych pojęć, ale to nie jest pogląd powszechny. I jeśli takim nie będzie do wyborów – a naprawdę nie chcemy, żeby był, bo do takiego przekonania doprowadziłaby opinię publiczną chyba tylko fizyczna przemoc ze strony władzy – to sztuczne zacieranie podziałów i kreowanie na siłę wielkiego bloku wyborczego opozycji przeciw PiS będzie wyłącznie demobilizujące.

Matyja: Niewiele zostało z państwa jako czegoś ponadpartyjnego

Wspólna lista Anty-PiS byłaby, rzecz jasna, koniecznością w razie zmiany ordynacji wyborczej na większościową, ale bez nieprawdopodobnych dziś 45 procent w sondażach PiS się na to raczej nie zdecyduje (bo mógłby przegrać wszystko). Inna sprawa, czy do podobnego eksperymentu (wspólni kandydaci) nie zmusi opozycji spodziewana reguła jednej tury w wyborach samorządowych; takie rozpoznanie bojem mogłoby ustawić na nowo całą parlamentarno-kampanijną układankę.

Na razie jednak bardzo wielu Polaków nie cierpi szczerze Jarosława Kaczyńskiego, ale to jeszcze nie wystarcza, żeby zwolennicy silnej progresji podatkowej i programów budowy mieszkań komunalnych zagłosowali na partię lidera kojarzonego głównie z kredytami we frankach, względnie na inną partię, która wszystkim lewakom nad Wisłą przywodzi na myśl dziką reprywatyzację i czyścicieli kamienic.

Razem nigdy nie zgodzi się z Petru czy Schetyną [rozmowa z Dorotą Olko]

Na podobnej zasadzie trudno oczekiwać od konserwatywnych mieszczan, by głosowali na wspólną listę z ludźmi kojarzącymi im się – że niesłusznie, to zupełnie inna sprawa – z marksizmem, bolszewizmem, wywłaszczeniem bogatych z majątku, względnie paleniem kościołów czy dziesięcioma aborcjami na koszt państwa. Nawet „Polska w głównym nurcie Unii” jako najbardziej oczywisty wspólny mianownik średnio się sprawdzi, skoro jedni chcą w tej Europie konkurować niskimi podatkami, a drudzy harmonizować płace minimalne.

Nietrudno się domyślić, że jeśli kompromisową formułę szerokiej koalicji zredukujemy do frazy „byle nie PiS” (gadaj zdrów, opozycjo, o „standardach praworządności” i „duchu Konstytucji”), bardzo wielu wyborców do urn nie pójdzie w ogóle, albo pryncypialnie zagłosuje na równie pryncypialny plankton. Tymczasem doświadczenie Polski z 2007 roku, ale też Węgier z lat 2006-2014 wskazuje, że nie tyle moc rządzących, ile mobilizacja opozycji przesądzają o wyniku. PiS w roku 2007 otrzymał więcej głosów niż dwa lata wcześniej – i przegrał wybory. Fidesz w 2014 roku zdobył 2/3 mandatów, choć dostał głosów mniej niż w roku 2006, gdy rzutem na taśmę pokonali go postkomuniści.

Dostępność alternatywy, która zarazem nie jest planktonem i pewną okazją do zmarnowania głosu, to najlepsza zachęta, by do wyborów pójść z poczuciem, że ma się wybór, który nie będzie wyborem między dżumą („katonarodowi fanatycy”) a cholerą („neoliberalny establishment”, względnie „socjalne antyklerykały”). Naturalny wydaje się w naszej sytuacji podział opozycji na dwa bloki: liberalno-konserwatywny i liberalno-lewicowy.

Warunkiem, by odsunąć PiS od władzy jest co najmniej 12-15 procent dla słabszego z nich. Na razie z sondaży wynika, że to blok PO i Nowoczesnej łącznie mógłby liczyć na więcej, bo trzydzieści kilka procent głosów – tu punkt dla centroprawicy. Ruchy poparcia w sondażach po aferze brukselskiej wskazują jednak, że te dwie partie pożerają własne elektoraty, a w starciu liderów dziś oczywiście górą jest Grzegorz Schetyna. Czy i jak się dogadają, pozostaje sprawą otwartą, ale jak łącznie nie zdobędą więcej niż sam PiS, to lewicy żaden święty Marks ze świętym Brzozowskim nie pomogą. Może pomoże PSL (każdy jego procent na wsi to procent mniej dla PiS), ale to wielka niewiadoma.

Nowacka: Dziesięcioma gwizdami to ja się nie będę przejmowała

Z drugiej strony, jeśli nie nastąpi cud bądź kataklizm, najwięcej roboty do wykonania ma dziś właśnie lewa opcja. Umownie: blok od Inicjatywy Polskiej po Razem. Gdzieś w tle jest jeszcze Robert Biedroń i różne aktywa SLD, które uparcie nie chcą zniknąć z sondaży, a od dłuższego czasu zdarza mu się nawet przekraczać 5-procentowy próg poparcia. Jak taki blok koalicyjny miałby wyglądać? Cholera wie. Ostrożnie zasugeruję, że dziś lewica nie ma zdecydowanego przywódcy, żadnej samicy alfa, której się wszyscy i wszystkie podporządkują, ale ma kilka twarzy i mózgów zarazem, które złożyłyby się na niezły… triumwirat. I druga ostrożna sugestia – wbrew plotkom i pomówieniom na przeszkodzie jakiemuś „układowi zbiorowemu” nie stoją ani osobowości, ani tym bardziej animozje liderów: Barbary Nowackiej i Adriana Zandberga (tak, to jest lider, cokolwiek by o nim mówiła partia), a już na pewno nie Roberta Biedronia.

Dziemianowicz-Bąk: Zawiódł obóz rządzący, zawiodła parlamentarna opozycja

Droga lewico polska, co najmniej trzy lokomotywy wyborcze macie podane na tacy. Macie też parę zagwozdek, w rodzaju „co zrobić z SLD” (o planach Sojuszu wiem zbyt mało, by cokolwiek podpowiadać), no i jakie wymyślić hasła, program, kontry do PiS-owskiej polityki socjalnej itp. I macie dwa lata, z poligonem samorządowym po drodze. Nie spieprzcie tego. No dobra, nie spieprzmy.

Zandberg: Nie ma już pustki na lewicy

 

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Nie sądzę, aby koalicja wszyscy przeciw PiS była możliwa (przynajmniej nie teraz, może ew. w przyszłości.).
A co do lewicowej koalicji to nie wiem jakby to miało wyglądać. SLD już rządziło i udowodniło, że nie ma nic wspólnego z lewicą. Jaki to koalicjant dla Razem? SLD wpisuje sobie progresywne hasła i składa progresywne projekty tylko kiedy jest w opozycji, a jak rządzi to wysyła wojsko na zagraniczne wojny i wprowadza wynagrodzenia dla katechetów. Jako wyborca Razem nie zagłosowałbym na SLD - wydaje mi się, ze Razem i SLD mają rozłączne elektoraty.

W szczególności, że Zandberg dogaduje się z PIS i regularnie jeździ na Nowogrodzką

A jakieś źródła tej wiadomości?

Tak, tak, a świstak siedzi i zawija je w te sreberka 🙂

Prawdziwa lewica to NOWACKA , ZANDBERG i LEGIERSKI - na czele z BIEDRONIEM. SLD to banda starych, oportunistycznych komuchów z Czarzastym na czele. Uważam, że gdyby NOWACKA, ZANDBERG, LEGIERSKI, BIEDROŃ się połączyli w jedno (Nowacka byłaby skrzydłem prawym, Zandberg lewym, Legierski i Biedroń pośrodku w tej partii) wtedy uważam byłoby to powstanie bodaj pierwszy raz od czasu założenia PPS prawdziwie lewicowej partii w Polsce! I na tę partię - policzcie to sobie - głosowałoby mniej więcej tyle co na Kukiza - czyli byłaby to doskonała przeciwwaga dla brunatnych. Ale tylko jeśli Nowacka, Zandberg, Legierski i Biedroń będą chcieli. Jeśli nie - będzie jak zwykle i kolejne lata stracimy jak Polska i jako ludzie. Szkoda by było, a to wielka wielka szansa - wreszcie!

ale Charzasty i Miller mają wiedze i IQ a ci których wymieniłeś /Nowacka, Zandberg,Legierski/ mają niskie IQ, poza tym osobowości, które nie nadają się na przywódców. Na przykład Zandberg to autystyczny introwertyk. Tak samo Nowacka. Zobacz jak oni męczą się w programach TV, zobacz jak nieudolnie prowadzą konta na TT i FB, z jakim trudem przychodzi im pisanie i mówienie.

Zandberg nie potrafi mówić, nie jest inteligentny? To polecam poszukać jego rozmowy, temat aborcji, z Markiem Jurkiem. Pan Zandberg wypowiadał swoje lewicowe stanowisko, pan Jurek swoje skrajnie katolicko-konserwatywne. Wielokrotnie widziałem, że z pomocą przymilnego tonu wypowiedzi, uśmiechając się do rozmówcy Jurek doprowadzał do tego, że dziennikarz, czy jego drugi rozmówca jakoś przytakiwał poglądom, lub nie potrafił mocno mu zripostować. Zandberg był na to całkowicie obojętny, do tego stanowczo powtarzał swoje stanowisko, swoją opnie, tymi samymi słowami, a do momentu, a to była drobna chwila, jak Zandberg odwrócił się wprost do Jurka i patrząc mu prosto w oczy powtórzył swoje lewicowe postulaty. Polecam to zobaczyć, zawszę uważałem, że ta przymilność Jurka to maska, i ona po tym spojrzeniu prosto w oczy opadła. Jurek stracił cały kompletnie panowanie nad sobą, zaczął bezmyślnie atakować swojego rozmówce, ewidentnie nie mógł zebrać myśli, był zaćmiony złością. A Zandberg jeszcze raz mocno powtórzył swoje stanowisko. Lekko się uśmiechają.

Nie bardziej sie mecza od Millera i Czarzastego. Millera to przynajmniej pamietam za "jestes zerem", Czarzastego nie pamietam niestety nic bo zero charyzmy, a Zandberga i Nowackiej przemowienia na demonstracjach i wywiady potrafia byc porywajace i dawac nadzieje. Natomiast mowienie o tym ze Biedron nie jest w stanie porwac tlumow to gruba przesada. Wejdz wasc na jego profil na fb i poczytaj komentarze. Poczytaj co ludzie pisza o nim po wpisaniu slowa klucz w wyszuliwarke. Jego ludzie autentycznie uwielbiaja i to on ma najwieksza szanse byc zmiana.

Problem, że Biedronia uwielbiają w większości ludzie o poglądach trochę jednak bardziej na prawo niż lewica. Właśnie to jest kłopot. Niby mówi o takiej szerokiej koalicji Zandberg-Nowacka-Biedroń, a tych dwoje ostatnich w zasadzie nie wiadomo gdzie im bliżej czy faktycznie do lewicy czy jednak do liberałów. Na fb Biedronia często można było zobaczyć, że popierają go nawet skrajni neoliberałowie, pierwszy z brzegu przykład to określanie ludzi biorących 500+ patologią, czyli znane teksty... To jest problem całej polskiej polityki, ludzie lubią Biedronia, popierają go nie za jego poglądy lewicowe, tylko za to że jest miły, sympatyczny, dlatego właśnie dziś ma poparcie tych mocnych liberałów. Pytanie jakie ma faktycznie on sam poglądy? Czy faktycznie lewicowe? Czy może jednak bliżej mu do liberałów? Czy jeśli ma poglądy lewicowe, jeśli uważa, że trzeba podnieść podatki, stworzyć państwo, które będzie pomagać osobą biedniejszym, budować mieszkania pod wynajem, to czy ogłaszając takie poglądy nie usłyszy od swoich fanów z facebooka, że jest komunistą, a oni myśleli, że jest poważnym człowiekiem 🙂 To jest faktyczne pytanie. Na ile poparcie dla Biedronia jest realne, na ile jest tylko wydmuszką? I jakie on ma faktycznie poglądy na wiele spraw? Dlatego ja bardzo chciałbym zobaczyć debatę lewicy - Razem, Zieloni, Nowacka, Biedroń i kawa na ławę, kto ma jakie poglądy, czy możliwa jest współpraca. Dziś przeczytałem, że Nowacka nazwała program gospodarczy Razem - skrajnym. Wiec nie wiem czy można mówić o jakiejś płaszczyźnie porozumienia.

Wszystko zależy od tego w jaki sposób uzasadni konieczność np. podwyższenia podatków i jak wg. Niego wyglądać miałby taki system podatkowy. O tym, że trzeba wesprzeć "biednych" lub budować mieszkania pod wynajem, nie trzeba teraz już nikogo przekonywać, nawet tych "bogatych". Właściwie to Oni pierwsi zauważyli, że wyłączne "wysysanie" kasy z rynku, ich samych doprowadza do bankructwa... a zrezygnować z dotychczasowego poziomu życia jest trudno, oj trudno. Dlaczego 500+ jest patologią (bo jest)? Rolą państwa jest wspierać "biednych" (też), ale 500+ nie koniecznie spełnia ten wymóg. Program miał pobudzić społeczeństwo do większej prokreacji. Czy pobudził? Ilu i kto zdecydował się na 2-gie (lub kolejne) dziecko w zamian za dodatkowe 500,- zł miesięcznie? Rodzina uzyskująca miesięczny dochód na poziomie 10000,- zł? No to może taka uzyskująca 3000,- zł i posiadająca jedno dziecko? 500+ jako program zmierzający do podniesienia dzietności raczej trafiony nie jest. Byłby, gdyby faktyczny miesięczny koszt utrzymania dziecka wynosił te 500,- zł... niewiele jest miejscowości, w których można to zrealizować. Jako program wspierający najbiedniejszych, pomija ogromną część rodzin w trudnej sytuacji materialnej. No to czym jest? Budżetową PATOLOGIĄ, obliczoną na bieżące zyski polityczne. Jakie poglądy ma p. Biedroń? Trzeba przyjrzeć się temu co robi a z tego co mi wiadomo, Słupczanie ze swojego "zarządcy" są zadowoleni, pomimo że Słupskowi problemów nie brakuje. Skoro polityk o dość "niekonwencjonalnym" sposobie życia, potrafi zaskarbić sobie zaufanie społeczeństwa o dość konserwatywnych poglądach... czy rzeczywiście potrzeba nam jeszcze aby cokolwiek musiał wyjaśniać? To tak samo, jak gdybyś "żądał" od np. p. Bugaja aby powiedział jakie faktycznie ma poglądy, wszak jest ekonomistą a ekonomiści to............. 2+2=4 i żaden poważny ekonomista inaczej nie powie. Pozostaje jedynie zapytać w jaki sposób podzielić i na co przeznaczyć wynik tego działania. Jeśli już zgodzimy się na przeznaczenie wyniku tego działania a okaże się że to za mało... nie ma "że boli", podniesienie podatków będzie konieczne. Nie ma znaczenia jak brzmi nazwisko min. finansów: Balcerowicz, Hausner, Bugaj czy "Ktokolwiek", 2+2=4. To na co przeznaczone będzie owo "4" nie zależy od min. finansów, to zależy od składu parlamentu. Dlatego warto uczestniczyć w wyborach i oddać głoś nawet na partię, która bez wątpienia samodzielnie rządu stworzyć nie mogłaby... ale mieć może wpływ na podział budżetu. Wybór p. Biedronia pokazuje, że jako społeczeństwo stajemy się coraz bardziej realistyczni, mniej nas obchodzi światopogląd a bardziej rzetelność i umiejętność zabezpieczenia potrzeb materialnych. To jest szansa na oderwanie się od dotychczasowego kształtu polskiej polityki, od odbijania się "od ściany do ściany". Jeszcze trochę to potrwa, ale kiedyś trzeba to rozpocząć... zanim komuś do głowy "wpadnie" prawne usankcjonowanie systemu monopartyjnego.

Nie do końca się zgodzę. Samorząd to samorząd, tutaj ma się inne możliwości i takie rządzenie wygląda zupełnie inaczej niż całym krajem. Nie potrafię przełożyć tego co Biedroń robi w Słupsku na to co zrobiłby gdyby rządził Polską, to tak nie działa.
Po drugie odnośnie 500+ napisałem, że ludzie u Biedronia nazywają ludzi, którzy 500biorą patologią, nie odniosłem się do samego programu. Zgadzam się, że ma masę niedociągnięć, bo nie trafia do tych którzy również potrzebują takiego wsparcia, a trafia do najbogatszych, ale sam program uważam za krok w dobrym kierunku.
Nie mogę się zgodzić też o tym, że ci "bogatsi" zdają sobie sprawę, że trzeba wspierać biedniejszych. Wystarczy posłuchać rozmów, poczytać internet i widać, że w Polakach nadal siedzi bardzo mocno neoliberalizm. Mieszkania pod wynajem? Od razu oburzenie, że patologia dostanie mieszkanie za darmo a ja ciężko harowałem na swoje. 500+ - wiadomo, bierze je patologia, przepiją, itd., itp. Ktoś coś powie o podniesieniu podatków dla bogatszych? Od razu wielkie oburzenie. Ogólnie nadal jest w Polakach mocno zakorzeniona postawa, że podatki powinny być jak najniższe, że państwa powinno być jak najmniej, że biedniejszym nie powinno się specjalnie pomagać, bo jak im się nie chciało uczyć i ciężko pracować, to jest to ich wina i nic im się nie należy.
Niestety, tak właśnie jest w Polsce, a twierdzenie, że jest inaczej, to moim zdaniem zaklinanie rzeczywistości. I dlatego mnie interesują poglądy pana Biedronia, bo widzę kto go "lubi" na facebooku i jest to spora grupa osób o poglądach neoliberalnych, które co tu dużo mówić, z lewicą mają bardzo mało wspólnego. Śledzę co się dzieje w Słupsku, ale tak jak pisałem, nie uważam by możliwe było wyciągnięcie daleko idących wniosków i przełożenie tego co tam robi prezydent na to co robiłby, gdyby wszedł do polityki na poziomie centralnym, to jest zupełnie inna specyfika, to są zupełnie inne narzędzia. Oczywiście widzę, że Biedroń jest bliżej lewicy niż PO czy Nowoczesna, jednak cały czas nie wiem czy mogę go z czystym sumieniem nazywać osobą lewicy, czy może bardziej jakiejś hybrydy liberalno-lewicowej z większym naciskiem jednak na to pierwsze określenie.

prawda jest taka że lewicowa Kalifornia jest jednocześnie bardzo skupiona na kasie. Żeby wyznawać poglądy lewicowe całym sercem TRZEBA mieć hajs. Jak ma się hajs można zacząć dostrzegać prawa gejów, potrzebę integracji, wykrzesać z siebie umiejętność rezygnacji z własnych klasowych roszczeń etc. TYLKO gdy nie wisi nad nami widmo nawalania się o kasę. Jeśli wisi - wtedy skręcamy w stronę albo liberałów level max albo populistów level hard. Nigdy prawdziwych lewicowsów. Chyba że ktoś lewicą nazwie NSDAP.

Dla dobra tego kraju i dla siebie takze! musza sie "lewicowe" ugrupowania polaczyc. Przeciez mozna miec rozne frakcje i mozna sprobowac sie porozumiec. Dlaczego nie mogloby to sie udac???. Osobno te partei nic nie ugraja. Stawka jest Polska, dobrze by bylo by to zrozumieli

Właściwie od podobnego w wymowie tekstu Adama Ostolskiego różni się tylko upartym przemilczaniem autora Zielonych w układance lewicowej

Nowacka to przecież był ich przedstawiciel ostatnio i chyba nic się nie zmieniło

Schetyna jest wporzo. Widziałem gościa z bliska. Zandberg to lewak marksista introwertyk. Nowacka niska inteligencja i również introwertyczka. Petru to półgłówek, głupek wioskowy.

Ciekawe spostrzeżenia. Jeśli nie oni w jednym bloku i Petru ze Schetyną w drugim , to kto ? Może pepsi jeśli taki piękny, mądry ekstrawertyk i do tego miastowy ?

obawiam się tylko, że pepsi nie ma jeszcze biernego prawa wyborczego...

Wielka koalicja na modłę antyPiS jest nie tylko niemożliwa, ale jest niepożądana. Gdyby do niej doszło to bym musiał się zastanawiać nad głosem na jakiś plankton lewicowy, który w ten układ nie wszedł. Ale myślę, że to i tak jest opcja niemożliwa, więc trzeba ją zostawić. Rysiek i Grzesiek niech zajmą się sobą. Natomiast koalicja wiarygodnej lewicy czemu nie? To pewne wejście do sejmu (samo Razem forsuje już próg). Najchętniej widziałbym połączone siły Razem - Zieloni - Ikonowicz - Nowacka - Biedroń. Nie wiadomo co z SLD, który nieoczekiwanie zmartwychwstaje na Wielkanoc, więc trzeba się z nimi liczyć.

Gdyby do niej doszło to bym musiała się zastanawiać nad głosem na jakiś plankton lewicowy, który w ten układ nie wszedł. Drazni sztuczne pojecie " liberalno lewicowy" . Cos jest albo liberalne albo lewicowe. Liberalne nie moze byc lewicowe a lewicowe w zadym razie nie moze byc liberalne bo z zalozenia jest egalitarne, rownosciowe. NOwacka Zabndberg ,ale i Biedron to liberałowie. Ich programy / jesli sa/ roznia sie kosmetycznie.Rzekoma lewicowsc to obyczajowka. Bardziej aksamitna wersja PO. Petru jak najbardziej odnajduje ie w tym towarzystwie. Schetyna tez. Balcerowicz rowniez. Krytyko probujesz serwowac czytelnikom wielkie oszustwo. Czekamy na lewice. Bez liberałow.

a celem jest tylko pokonanie PIS czy także dobro Polski? Liberałowie jacykolwiek nic dobrego Polsce nie dadzą Potrzebujemy prawdziwej lewicy ludzi pracy a nie tylko ludzi krzyczących o prawach kobiet, aborcji, czy in vitro.

Nie tak dawno temu też o tym pisałem. Jeśli jakieś wspólne listy, to tylko i wyłącznie właśnie jako dwa bloki. Nie wyobrażam sobie by Razem mogło startować z jednych list z PO czy Nowoczesną, zresztą to nie miałoby żadnego sensu. Natomiast jakaś koalicja z Nowacką, Biedroniem, Zielonymi, to jak najbardziej (tylko SLD w tej koalicji nie widzę, dla mnie to nie lewica, niech startują wspólnie w tym bloku PO i Nowoczesna). Zgadzam się też, że lewica ma naprawdę ciekawe postaci, że ma pewien potencjał, który jednak nie jest wykorzystany. Osoby takie jak Zandberg, Nowcka, Biedroń, gdyby stworzyły lewicową koalicję, to naprawdę wydaje się, że byłaby w tym ruchu dość spora siła, gdyby zsumować osoby popierające Razem, Zielonych i takie które poparłyby partię Nowackiej lub popierają Biedronia, to myślę, że możemy mówić spokojnie o 10% takiej koalicji na "dzień dobry", a być może nawet więcej, z czasem, przy dobrej kampanii, przy dobrej robocie wykonanej przez te partie i osoby, mogłoby być nawet więcej. Centrolewica Nowackiej i Biedronia może być partią, której w Polsce brakuje, pewnie zabrałaby głosy SLD, Nowoczesnej i może nawet trochę PO, tym bardziej teraz, gdy PO jest znowu bardzo mocno nadmuchane.
Tylko pytanie jak taki wspólny blok miałby wyglądać? Czy mówimy o bardzo ścisłej współpracy, takiej koalicji z prawdziwego zdarzenia? Tutaj myślę, że mogłyby się zacząć schody, bo jednak są dość fundamentalne różnice między Razem, a Nowacką i Biedroniem i w tych kwestiach trudno będzie o kompromis, by stworzyć jakiś wspólny program. Czy może ten blok miałby być taką luźniejszą koalicją, czyli w sensie, że idziemy wspólnie do wyborów, ale po wejściu do sejmu tak jakby się rozdzielamy, oczywiście nadal współpracujemy tam gdzie jesteśmy ze sobą zgodni i gdzie możemy wypracować kompromis, ale nie udajemy jedności na siłę, bo w niektórych sprawach możemy się nie dogadać (choć oczywiście próbować warto). Niby lepsza byłaby opcja numer 1, wtedy taka koalicja byłaby dużo bardziej wiarygodniejsza, ale powiedzmy szczerze czy to jest realne i czy w grę nie wchodzi tylko opcja numer 2?
I druga kwestia to jednak wzajemne relacje. Niby w tekście jest, że nie ma żadnych animozji między tymi - nazwijmy ich - liderami, ale czy na pewno tak jest? Osobiście śledząc media, wywiady, mam wrażenie, że jednak jest pewna niechęć zarówno ze strony Razem, a przynajmniej niektórych osób z Razem do Nowackiej i także ze strony Nowackiej i IP do Razem, natomiast Biedroń wyraźnie w wywiadach o lewicy, o jego nadziejach mówi tylko i wyłącznie o Nowackiej, nie wspominając nic o Razem. Tak więc nie wiem, mi się wydaje, że jednak jest jakaś niechęć, która może stać na przeszkodzie jeśli idzie o koalicję.

I na sam koniec prośba do Krytyki, skoro powstał taki tekst, skoro zależy wam na dobru lewicy w Polsce, to może warto pomyśleć o jakiejś wspólnej debacie, rozmowie z liderami lewicy, z Nowacką, Biedroniem, Zandbergiem, kogoś z Zielonych i tam ich po prostu przycisnąć 🙂 Warto taką debatę przeprowadzić byśmy mogli wiedzieć na czym lewica tak naprawdę stoi, bo z osobnych wywiadów z danymi politykami nic nie wynika, każdy kręci, miga się od odpowiedzi. Wiadomo że do wyborów jest kupę czasu, ale mamy zaraz samorządy, więc jakie plany tutaj? A zresztą mimo, że do parlamentarnych daleko, to chyba warto już teraz myśleć o współpracy jeśli taka miałaby nastąpić?
Mimo wszystko jeśli idzie o lewicę w Polsce to ja nie jestem optymistą. Razem ma około 4%, 1,5roku po wyborach może udało im się zdobyć ten twardy elektorat na poziomie 3-4%, ale to jest mało, zdecydowanie za mało (zakładam, że 5% to może nie wystarczyć i potrzeba 10% w przyszłych wyborach żeby do sejmu wejść). Niby Razem działa, pracuje, próbuje, ale kompletnie to się nie przekłada na poparcie. Kolorowo nie jest, ale może coś się zmieni w najbliższych latach.

kibicowalam Razem, glsowalam na Razem. Zawiedli. Dzis ich infantylne memy powoduja jedynie wkurw. Ich podobienstwo do PO< Nowoczesnej , IP / liberalna Nowacka/ powoduja wkurw. Naszpikowani bredniami od Sorosa , powielajacy bezmyslnie brukselskie hasla powoduja wkurw. Debilnie poprawni politycznie wbrew powszechcnej opinii społeczestwa powoduja wkurw. Powodem dla ktorego nie maja szans na rozwoj jest ich stosunek do imigrantow i bezmyslne powielanie przekazow dnia plynacych z Gazety Wyborczej.

Przeczytałem sobie jeszcze komentarze pod tym artykułem na facebooku i jednak wychodzi tam w komentarzach, że taka koalicja to jednak miałaby ciężko. Osobiście popieram Razem i przeczytałem tam parę nieprzychylnych komentarzy odnośnie tej partii. Widać właśnie różnicę o której pisałem wyżej między Razem a centrolewicą Nowackiej, jednak tutaj wyborcom Nowackiej i Biedronia jest w kwestiach gospodarczych bliżej do PO niż do Razem. Dlatego ja cały czas do końca nie wiem co myśleć o Biedroniu i Nowackiej (mimo, że życzę im powodzenia w polityce, bo takich polityków potrzebujemy w Polsce), bo nie wiem w rzeczywistości jakie oni mają poglądy na gospodarkę. Gdy czytam komentarze na fb osób ich popierających, to czasem mam wrażenie, że jestem na profilu Nowoczesnej. I jeśli takie same poglądy mają oni, to... no co tu dużo mówić, trochę mało w tym jest lewicy i naprawdę długa droga by nas czekała by możliwa byłaby koalicja.
Właściwie to dziwią mnie komentarze dotyczące kwestii ekonomicznych jeśli idzie o Razem, zastanawia mnie ile w Polsce jest osób tak naprawdę lewicowych, a ile tylko myśli że jest lewicowa bo popiera związki homoseksualne, chce zliberalizować prawo do aborcji, oddzielić państwo od Kościoła i chronić zwierzątka, natomiast jeśli idzie o kwestie gospodarki, ekonomii, socjalu to czysty liberalizm czasem nawet neoliberalizm? Rozumiem, że na lewicy mogą być różne kierunki i pomysły, że można się z Razem nie zgadzać, spierać się w jakichś kwestiach (np. nie 75%, a jakaś niższa stawka podatku dla najbogatszych, ale właśnie sama progresja jest chyba oczywistością), jednak mimo wszystko wydaje mi się, że kierunek jaki powinna obierać lewica jest bardzo jasny, dziwnie brzmi jeśli osoba która deklaruje się jako lewicowiec ma poglądy neoliberalne.
I tutaj właśnie jest problem. Zastanawiam się czy koalicja jest możliwa skoro być może różnice są zbyt wielkie? Zdecydowanie potrzebna jest debata tak jak pisałem wcześniej, debata w której kawa na ławę zostaną wyłożone wszystkie sprawy.

absolutnie dobry pomysł. KRYTYKO. przestań tylko pisać. niech Sierakowski wszystkich posadzi do stołu i zacznijcie gadać! Stwórzcie rewolucję! Zróbmy ją w końcu!! Jesteśmy gotowi!!

Chyba nie życzę sobie lewicy "liberalnej".

Ja rowniez nie zycze sobie lewicy liberalnej. Zycze sobie lewicy.

Ale to nie jest koncert życzeń. Albo lewica będzie prawicowa, albo w ogóle jej nie będzie;)
A tak na poważnie to Razem też musiałoby się bardzo natrudzić, żeby udowodnić swoją lewicowość.

Socjaldemokrata

Jak czytałem ten tekst od razu rzuciło mi się w oczy, że występuje tam nazewnictwo ideologiczne które może być rozmaicie interpretowane. Takie jak " liberalny-konserwatyzm" lub "liberalna-lewica" byłbym wdzięczny gdyby autor artykułu sprecyzował o co chodzi. Jako lewicowiec uważam, że błędem byłoby iść w kierunku tego tak zwanego liberalizmu i mam nadzieję, że publicyści krytyki politycznej nie oczekiwaliby, ze trzeba zrezygnować z kwestii gospodarczych, które są moim zdaniem też niezwykle istotne i w zasadzie jako jedyne odróżniają lewicę od liberalizmu.

No bo na tym polega problem, że ...wieki temu ojcowie polityczni napiętnowali nazwami jakieś kierunki ideologiczne. Tymczasem dziś Świat jest całkowicie inny od onegdaj istniejącego i "dawne" określenia nijak się mają do realiów. W których państwach europejskich panuje dziś socjalizm? To zależy co kto rozumie pod tym pojęciem! Jeśli oznacza to "państwo opiekuńcze", takimi są także np. Anglia, Niemcy czy Francja, że o tych skandynawskich nie wspomnę. No ale jak tu te państwa nazwać "socjalistycznymi", skoro od wieki wieków były kolebką kapitalizmu? Lewica-liberałowie-prawica... to już dawno nieaktualne określenia. Przez ostatnie ćwierć wieku, skutecznie obrzydzono nam socjalizm, identyfikując go z komunizmem i/lub totalitaryzmem. Jednak gdy pogrzebiemy w materiałach tej "pierwszej" Solidarności, łatwo dojdziemy do wniosku że chodziło o socjalizm z... ludzką twarzą. Czy były to nawoływania do liberalizmu? Nie, nie i raz jeszcze nie. Czemu nie? Tam bardzo pokaźną rolę odgrywał Kościół Katolicki jako moralny wyznacznik otaczającej rzeczywistości. Z liberalizmem niewiele to ma wspólnego. Jeśli jednak odrzucimy "dekalog" pozostaje nam odwołanie się do bliżej nie określonej liberalnej ludzkiej moralności a do czego to doprowadza, mogliśmy sami zobaczyć i za czasów SLD, i za czasów PO i teraz też to widzimy. Czas odpowiedzieć sobie na pytanie: po jasną cholerę jest nam potrzebne państwo? Przecież nie wyłącznie po to aby kultywować kulturę, język i wiarę, ale także nie wyłącznie po to aby "nabić kabzę". W moim rozumieniu, państwo ma WSZYSTKIM obywatelom "zapewnić" możliwość rozwoju, gdyż tylko wtedy KAŻDY obywatel zainteresowany będzie wspieraniem takiego a nie innego państwa. Wyraźne oddzielenie "państwa" od "wiary" i solidarne ponoszenie kosztów utrzymania państwa opierającego się na przyjętych (i akceptowalnych!) wartościach ideowych to cechy nowoczesnego państwa socjalistycznego.
Gdy odrzucimy polityków, którzy w dotychczasowej karierze nie potrafili zbudować partii przestrzegającej ww. zasad, na politycznym placu boju pozostaje w zasadzie tylko jedna partia... Teraz jest zbyt "malućka" aby ewentualnie samodzielnie utworzyć rząd, ale gdyby udało się wokół niej zgromadzić polityków o podobnych poglądach... ? Kłopot polega na tym, że werbalnie to prawie każdy polityk widzący szansę dotarcia do koryta gotów jest głosić ...wszyscy są równi! Jednak gdy już przy korycie jest, dodaje: ...ale niektórzy są równiejsi. I to tłumaczy relatywnie słaby wynik wyborczy, czyli brak zaufania do tzw. elit politycznych i przeświadczenie o braku wpływu na działania podejmowane przez rządzących. Jeśli jakaś partia, głosząca ideę socjalistyczną, twardo stać będzie na wcześniej zbudowanych fundamentach, "nie ma bata" obejmie władzę. Stanie się tak tym szybciej, im prędzej zaprzestaniemy stawiać znak równości pomiędzy określeniem socjalizm a komunizm. Socjalizm nie jest tym samym co syfilis, morderstwo czy choćby oportunizm, wiec nie wstydźmy się mówić: mam poglądy socjalistyczne. Żaden funkcjonujący obecnie w "przestrzeni politycznej" polityk nie przyzna się do takich poglądów, no chyba że faktycznie jest socjalistą. ...i to będzie wyznacznik komu warto władzę powierzyć.
Ja mam poglądy socjalistyczne.

KP coraz bardziej odrywa sie od rzeczywistości. jest oczywistym, że SLD+Razem=SLD bis. Nie ma sensu głosować na Razem gdy jest w SLD. A SLD swej legendy nie zmieni. A legenda jest znana. To potomek wprowadzajacych leniznizm i stalinizm w Polsce, a potem pod nowym szyldem neoliberalizm. Każdy napraw3dę lewicowiec pamięta obnizenie podatków dla najbogatszych autorstwa rządu Millera...

KP realizuje zadania zlecone z tego samego zrodla co IP, Razem, Nowoczesna i PO. Stad brednia w stylu " lewica liberalna" KP jest zaprzeczeniem lewicy. To tez liberałowie.

KP realizuje zadania zlecone z tego samego zrodla co IP, Razem, Nowoczesna i PO. Stad brednia w stylu " lewica liberalna" KP jest zaprzeczeniem lewicy. To tez liberałowie.

KP to żadna lewica. Przecież oni są otwarcie proimperialistyczni.

A co z PSL I SLD. W sondażach SLD stoi wyżej niż Nowczesną - 3 partia według sonadaży. Śpiące królewny może wreszci się przebudzą i zaczną walczyć o władzę.

Makowiecki Maciej Kedzierzyn

Stado baranow jak wlascicielka lwow

Makowiecki Maciej Kedzierzyn

Opozyzja to stado baranow

Dwie koalicje - zgoda:
Centrowa: Nowoczesna + PO + SLD - ok. 35%
Lewicowa: Razem + Nowacka + Biedroń + Zieloni - ok. 15%
PSL: ok. 5-6%

Kluczem do układanki jest Biedroń. Tylko on może zmobilizować elektorat.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!