Felieton

Rząd na peryferiach

beata-szydlo

Narodowokatolicki w formie, neoliberalny w treści.

Jarosław Kaczyński postanowił zafundować wyborcom powtórkę z rozrywki. Rząd Prawa i Sprawiedliwości to dobrze nam znana IV RP – odrobina rewanżyzmu Zbigniewa Ziobry i Antoniego Macierewicza, podlana nieświeżymi neoliberalnymi rozwiązaniami duchowych dzieci Balcerowicza: Jarosława Gowina i Pawła Szałamachy, zmieszana ze swojskim folkorem walki z ideologią gender Beaty Kempy. Zapowiada się wojna na wielu frontach i dalsze zwijanie państwa w tak kluczowych aspektach jak szkolnictwo wyższe i ochrona środowiska.

Jarosław Kaczyński nie wykorzystał unikalnej szansy, jaką dawała mu parlamentarna większość. Nie stworzył rządu autorskiego złożonego z wybitnych fachowców czy nieoczywistych postaci. Zaprezentował rząd starych męskich twarzy. Potwierdził tym samym, że PiS ma krótką ławkę, a ośmiu lat w opozycji partia nie wykorzystała do zbudowania porządnego fachowego zaplecza. To rząd partyjny, który miał przede wszystkim zadowolić struktury. Każdy dostał to, co miał dostać.

Wszystkie frakcje są zadowolone, wszystkie partyjne grube misie są kontent. A co z wyborcami?

Ci mogą oczekiwać kontynuacji wszystkiego, co było najgorsze w Platformie, i zarzucenie tego, co do Platformy wielu przyciągało: spokoju w państwie i ochrony przed rządem zaglądającym pod kołdrę swoim obywatelom.

Nadzieja umiera pierwsza

Z nowych nominacji nadzieje budzą Piotr Gliński jako minister kultury oraz Mateusz Morawiecki jako minister rozwoju. Pierwsza nominacja to sygnał, że rząd nie będzie prowadzić wojen kulturowych i agresywnej polityki kulturalnej. Piotr Gliński to człowiek z ogromną klasą, który potrafi zachować kulturę sporu. Mateusz Morawiecki budzi nadzieję na to, że rząd położy większy nacisk na zrównoważony rozwój kraju. Możemy oczekiwać lepszej polityki transportowej, decentralizacji urzędów i dowartościowania Polski powiatowej. Niepokój jednak budzi nazwisko jego zastępcy, Jerzego Kwiecińskiego, który jest ekspertem kuźni Januszy Biznesu, czyli Buissness Center Club. Jasnym punktem jest również Anna Streżyńska, która świetnie radziła sobie w rozbijaniu monopolu na rynku telekomunikacyjnym. Jest duża szansa, że za cztery lata powiemy: „zastała administrację analogową, a zostawiła cyfrową”. Na nazwiskach Morawieckiego, Glińskiego i Streżyńskiej kończy się nadzieja. Zaczyna się za to ideologiczny folklor.

Ekranoza i grantoza

Ministrem finansów został przyjaciel Przemysława Wiplera, korwinista, były UPR-owiec i ekspert Centrum Adama Smitha Paweł Szałamacha. Na Zachodzie takie CV stawiałoby go w roli przedstawiciela gatunku na wymarciu, w Polsce, jak widać, ciągle są to świetne rekomendacje. Kłóci się to trochę z socjalnym przekazem, jaki PiS obrało w kampanii. Wygląda na to, że znowu Kaczyński nas nabrał, jak w 2005 roku, gdy obiecywał Polskę solidarną, a w trakcie swoich rządów obniżał podatki i ku uciesze dzieci Kulczyka zlikwidował podatek od spadków.

Ministrem środowiska zostaje zwolennik udziału dzieci w polowaniach i fan rozjechania Rospudy buldożerami. Warszawiacy mogą go pamiętać z próby sabotowania budowy wschodniej obwodnicy miasta. Minister Szyszko forsował wariant o sto milionów droższy – po to, by obwodnica ominęła osiedle, gdzie ma dom. Był również autorem najostrzejszych w Europie norm dotyczących hałasu. To jemu zawdzięczamy powszechną ekranozę i setki milionów złotych wyrzuconych w błoto na bezsensowne zapory dźwiękowe.

Ogromne obawy budzi również Jarosław Gowin, który ostatnio na łamach „Liberte” cieszył się „z bankructwa państwa”. Szkolnictwo wyższe było jednym z najbardziej zdewastowanych przez Platformę obszarów – właśnie dlatego, że dużo w nim było gowinizmu: pseudorynkowych rozwiązań, które maskowały wycofywanie się rządu. Po człowieku, który wierzy, że zarodki płaczą, a oparty na umowach śmieciowych InPost to wzór deregulacji i przedsiębiorczości, możemy się spodziewać kontynuacji polityki Platformy: powszechnej grantozy i dalszej pauperyzacji pracowników naukowych. Stawkę zamyka szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Beata Kempa. Minister była najbardziej znaną członkiną zespołu parlmentarnego „Stop ideologii gender”. Dotąd aktywna na polu zwalczania nieistniejących zjawisk, teraz będzie organizować pracę rządu. Możemy się spodziewać totalnego paraliżu, na podobieństwo chaosu panującego obecnie w Kancelarii Prezydenta.

Trójka ślepych muszkieterów

Zbigniew Ziobro, Mariusz Kamiński i Antoni Macierewicz wracają dokończyć rewolucję, której na dobrą sprawę nie byli w stanie nawet rozpocząć. Trójka nowych ministrów stała się symbolem IV RP. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że w Polsce panowała i panuje ogromna korupcja, nepotyzm i kumoterstwo. Wiele wskazuje na to, że jest to również problem sądów, które wielu Polakom kojarzą się ze wszystkim, tylko nie z wymierzaniem sprawiedliwości. Ziobro, Kamiński i Macierewicz po dwóch latach walki z układem, reformowania wymiaru ścigania i sprawiedliwości mogli się pochwalić zerową skutecznością. Rząd Kaczyńskiego upadł właśnie przez ich brak kompetencji, napuszenie i agresywny styl. Ich ofiarą padli kardiochirurg, koalicyjny wicepremier i płacząca posłanka Sawicka, której serce złamał agent Tomek. Hasła były wzniosłe, ale wyszła z tego tylko tania opera mydlana. Dzisiaj prezes PiS-u znowu oddaje im ogromną władzę. Jakie ma gwarancje, że znowu nie zawiodą? Są na pewno znakiem szybkich zmian, które mają nastąpić.

Najbardziej żal mi jest Beaty Szydło: upokorzonej i pozbawionej własnych ludzi w swoim najbliższym otoczeniu.

Prezes nie pozwolił jej nawet wybrać rzecznika rządu. Mocno wątpliwe, by okazała się polskim Frankiem Underwoodem i wzięła odwet na wszystkich, którzy zmieszali ją z błotem w ciągu ostatniego miesiąca. Zamiast oglądać Django, będziemy zapewne w najbliższych latach widzami serialu Rząd na peryferiach. Jeśli reżyser zbyt podkręci tempo, może się skończyć tylko na jednym sezonie.

 

**Dziennik Opinii nr 314/2015 (1098)

Bio

Jan Śpiewak

| Miasto Jest Nasze
Aktywista miejski, działacz stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.