Rok w big tech: giełdowy krach, masowe zwolnienia i wielki powrót regulacji
Pandemia oznaczała bonanzę dla cyfrowych korporacji. Ale po hossie zawsze przychodzi krach.
Technologiczni giganci zarządzają naszą uwagą jak swoją własnością i wzmacniają polaryzację. A my pokazujemy naukę i technologię, które mogą działać inaczej – dla ludzi, nie przeciw nim.
Pandemia oznaczała bonanzę dla cyfrowych korporacji. Ale po hossie zawsze przychodzi krach.
Są takie słowa w debacie publicznej, które służą temu, żeby nie używać innych, znacznie ważniejszych. W książce „Naprawić przyszłość” Marcina Napiórkowskiego taką funkcję pełni słowo „technologia”.
Z Moniką Borycką, analityczką trendów, rozmawia Dawid Krawczyk.
Połączenie urażonego ego, fantastycznych teorii spiskowych, medialnych zasięgów i popularności Trumpa czyni z byłego prezydenta coraz poważniejsze zagrożenie dla amerykańskiej demokracji. Język, jakim się posługuje, podważa zaufanie do amerykańskiego systemu wyborczego i może popchnąć zwolenników Trumpa do wymierzonej w porządek konstytucyjny przemocy.
Bankman-Fried to tylko najnowszy fałszywy prorok wśród technokratów, ale podobne historie przerabialiśmy już tyle razy, że powoli robią się nudne. Bezbrzeżna niekompetencja miliarderów nie jest sensacją, tylko powtórką graną częściej niż „Kevin” na Polsacie.
Twitter to dla Elona Muska bilet wstępu do tej nowej, technofeudalnej klasy rządzącej.
Pogłoski o śmierci „kuca z IT” można uznać za mocno przesadzone. Co jest dobrą wiadomością.
Szkoda wam będzie Twittera? Jego ewentualny upadek może okazać się mniejszym problemem niż sukces projektu Elona Muska.
Zapowiedziana rada moderacji treści będzie musiała zdecydować, czy Twitter powinien udzielać głosu komuś, kto opowiada się za podrzędnym statusem kobiet oraz popiera karę śmierci za wypowiedzi uznane za bluźnierstwo przez jego religię.
Dowcipnisie zaszkodzili nie tylko koncernom, ale też zwykłym ludziom. Mogli to zrobić, bo działali na przejętym przez Elona Muska Twitterze.