UE

Warufakis: Pożyczki nie pomagają bankrutom

Eurogrupa po raz kolejny zawodzi. Przygotujcie się na ohydną recesję w Unii Europejskiej.


Eurogrupa spotkała się w poniedziałek, 16 marca, aby wypracować skoordynowaną odpowiedź fiskalną na potężną recesję, jaka właśnie postępuje w związku z objęciem kwarantanną dużej części europejskiego społeczeństwa. Ministrowie finansów strefy euro stanęli przed niebywałym zadaniem: jeśli sprzedaż, turystyka, usługi itp. zmaleją o połowę na tylko miesiąc (co jest pewne), a potem o ćwierć przez tylko dwa kolejne miesiące (co jest scenariuszem najbardziej optymistycznym), wówczas roczny wzrost wyniesie minus 10%. W całej Europie!

Gospodarka i państwo po koronawirusie. Instrukcja obsługi

Czego można się było spodziewać na eurogrupie? Natychmiastowego i potężnego doładowania fiskalnego, którego celem byłoby upewnienie ludzi w przekonaniu, że nie zbiednieją. Tak, jak to uczynił na przykład rząd Hong Kongu, który od razu wpompował do gospodarki 10 miliardów dolarów, nakazując urzędowi podatkowemu, aby zaraz przelał na konto bankowe każdego gospodarstwa domowego 1250 dolarów.

Brak widoków na podobnie szybkie i zdecydowane działanie ze strony eurogrupy nie zmienia faktu, że fiskalny zastrzyk nie mniejszy niż 5% PKB jest konieczny do ograniczenia spustoszeń z poziomu minus 10% PKB do, powiedzmy, minus 3% – przy założeniu bardzo dużego efektu mnożnikowego.

Na co zdecydowała się eurogrupa?

Tak wygląda oficjalny komunikat, w którym pada kilka naprawdę imponujących liczb. Komentatorzy mówili wręcz o bazooce wymierzonej w recesję. W rzeczywistości okazała się ona żałosnym pistoletem na wodę. Kolejny raz eurogrupa okazała się nie tylko dysfunkcjonalna, lecz jawnie i wprost niebezpieczna dla Europejczyków.

Koronawirus propagandy, czyli to państwa są niesolidarne, nie Unia Europejska

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na to, czego nie zrobiła. Jak wszyscy wiemy, rządy państw strefy euro żyją w gorsecie tzw. paktu fiskalnego, który nie daje niemal żadnego pola do ekspansji fiskalnej. Zawiera on jednak pewną klauzulę, którą można zastosować w sytuacjach nadzwyczajnych i która na jakiś czas rozwiązuje rządom ręce i pozwala im wydawać pieniądze w warunkach niespodziewanego kryzysu. Jeszcze przed wczorajszym spotkaniem niemal wszyscy oczekiwali, że eurogrupa ogłosi uruchomienie tej klauzuli. NIE OGŁOSIŁA!

Co zatem zrobiła? Zapowiedziała dwie rzeczy. Po pierwsze, garść pożyczek dla sektora prywatnego. Po drugie, odniosła się do zastosowania tzw. automatycznych stabilizatorów oraz bliżej nieokreślonych środków na skalę 1% unijnego PKB. Przyjrzyjmy się obydwu kwestiom osobno.

Pożyczki:

– Europejski Bank Inwestycyjny zaoferuje 8 miliardów euro pożyczki kapitału obrotowego 100 tysiącom europejskich firm, obiecując rozszerzenie tej sumy do 20 miliardów euro;

– eurogrupa snuje plany powołania funduszu ratunkowego (w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności) poprzez użycie niewykorzystanej zdolności pożyczkowej na sumę 410 miliardów euro.

Zanim wejdziemy w szczegóły owych 430 miliardów euro potencjalnych pożyczek, kluczowe jest, by pamiętać o jednym ważnym fakcie: pożyczki są bezużyteczne, kiedy problemem jest nie brak płynności, lecz niewypłacalność. Nie ma sensu pożyczać pieniędzy firmie, której klienci wyparowali i która wie, że nawet gdyby kiedyś wrócili, to i tak praktycznie nie będzie w stanie spłacić nowych i starych długów naraz. Przedsiębiorstwa dziś potrzebują albo rządu w roli kupca ostatniej instancji, albo umorzenia zobowiązań – ale nie nowych pożyczek.

Chcemy większej reakcji UE na koronawirusa? Dajmy jej narzędzia

Jeśli zaś przyjrzeć się szczegółom, zobaczymy, że pożyczki od EBI to kropla w morzu. Co więcej, nie zdadzą testu prędkości, co dobrze wie każdy, kto ubiega się o kredyty z tego banku. Jeśli zaś chodzi o ESM, to byłby to świetny żart, gdyby sytuacja nie była tak poważna. A dlaczego żart? Bo za każdą pożyczką z ESM idą tzw. konieczne do spełnienia warunki. Jakie? Rząd, który otrzyma pieniądze, musi podpisać memorandum o porozumieniu, tak jak to uczyniła Grecja w roku 2010.  Obejmuje ono potężne cięcia do wykonania, a tym samym rząd staje się w jeszcze większym stopniu państwem wasalnym, czyli państwem podporządkowanym dyktatowi innych – w tym wypadku Brukseli. Czy ktokolwiek wyobraża sobie, że jakikolwiek rząd włoski położy własną głowę pod topór, podpisując takie memorandum?

Odroczenia podatkowe plus 1% PKB dostosowania fiskalnego

Liczba dominująca w nagłówkach gazet to 1% unijnego PKB jako skala instrumentów fiskalnych. Kiedy się im jednak przyjrzeć, okaże się, że brakuje jakichkolwiek konkretów. Jedyna namacalna rzecz, o której mowa, to odroczenia podatkowe: pozwolenie firmom i gospodarstwom domowym, by nie płaciły VAT-u ani innych podatków aż do końca roku. Ale podobnie jak pożyczki dla biznesu to błędna polityka. Nawet jeśli kwarantanna się zakończy i wrócimy do sytuacji „biznes prawie jak zwykle”, to Europejczycy nie zarobią wystarczająco dużo, aby z opóźnieniem spłacić odroczone podatki i do tego jeszcze nowe. Zwłaszcza że wiele firm i miejsc pracy do tego czasu po prostu zniknie.

Krótko mówiąc, Europejczycy potrzebowali umorzenia podatków. Zamiast tego dostali ich odroczenie, coś w rodzaju państwowej pożyczki, za sprawą której swoje podatki spłacą później. To jeszcze bardziej spektakularny dowód, że eurogrupa nie wyciągnęła lekcji z kryzysu euro w 2010 roku: pożyczki nie pomagają bankrutom!

Odpowiedź DiEM25: co należało zrobić?

Eurogrupa powinna rekomendować Radzie Europejskiej przynajmniej tyle, by dała Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu zielone światło do emisji obligacji EBI na sumę 600 mld euro przy warunku, że Europejski Bank Centralny wesprze ich wartość na rynkach obligacji w ramach swego trwającego, a ostatnio wzmocnionego programu luzowania ilościowego. Te 600 miliardów euro powinno zostać wydane bezpośrednio na wsparcie krajowych systemów ochrony zdrowia oraz na inwestycje w branże gospodarki silnie uderzone przez kwarantannę – jednocześnie dając zachęty dla bardziej zielonych form transportu, wytwarzania energii itp. Dodatkowo należy natychmiast odłożyć na bok pakt fiskalny, a rządy powinny wdrożyć cięcia podatkowe dla małych i średnich firm oraz gospodarstw domowych.

Wymienione tu środki prawdopodobnie nie wystarczą do powstrzymania recesji, ale mogą ją ograniczyć do poziomu między minus 1 a minus 2% PKB. Aby uniknąć jej zupełnie, eurogrupa musiałaby zdecydować się pójść w ślady Hongkongu i zlecić Europejskiemu Bankowi Centralnemu stworzenie funduszu nadzwyczajnego, z którego każde europejskie gospodarstwo domowe otrzymałoby między tysiącem a dwoma tysiącami euro.

Podsumowanie

Ci z nas, którzy wiedzą, jak działa eurogrupa, nie żywili w tej sprawie zbyt wielu nadziei. Niemniej europejscy ministrowie finansów osiągnęli jeszcze mniej, niż żeśmy myśleli – nie zdołali zastosować klauzuli paktu fiskalnego do rozluźnienia polityki fiskalnej w całej strefie euro. Dalej powtarzają tragiczny błąd traktowania kryzysu niewypłacalności jako kryzysu płynności. Nie zdołali również zrozumieć, że niektóre kraje, zwłaszcza te spustoszone przez niekończący się kryzys strefy euro, potrzebują o wiele więcej wsparcia niż inne.

Morawski: Dla gospodarki to bardziej jak wojna niż trzęsienie ziemi

Czas, by Europejczycy domagali się czegoś lepszego. Czas byśmy się zorganizowali na poziomie transnarodowym i paneuropejskim w celu zastąpienia eurogrupy, narzędzia oszczędnościowej recesji, instytucją pracującą na rzecz większości Europejczyków.

Z angielskiego przełożył Michał Sutowski. Tekst ukazał się na stronie DiEM25.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Janis Warufakis

| Ekonomista, współzałożyciel DiEM25
Ekonomista, od stycznia od lipca 2015 roku minister finansów Grecji, współzałożyciel ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025). Autor książki "Globalny Minotaur" (2016) i "A słabi muszą ulegać?" (2017).