UE

Thun: Nie fascynujmy się renacjonalizacją, bo pierwsi padniemy jej ofiarą

Walczmy raczej o wzmocnienie instytucji wspólnotowych. Ostatni szczyt UE komentuje Róża Thun.

Cezary Michalski: Jakie są na dzisiaj szanse na zawarcie kompromisu w sprawie kolejnego budżetu UE?

 

Róża Thun: Bardzo duże. Alternatywa, czyli prowizorium budżetowe, oznacza w każdym kolejnym roku budżet wysoki, ale trudniejszy do wydania. Takie rozwiązanie nie opłaca się ani tym, którzy chcą mniej do budżetu Unii wpłacić, ani tym, którzy będą te pieniądze wydawać. Cameron wetując budżet mógłby doprowadzić do rozstrzygnięć, które kosztowałyby ostatecznie Wielką Brytanię więcej niż rozsądny kompromis.

 

O ile oczywiście Wielka Brytania nie zdecyduje się w takim wypadku opuścić UE.

 

Sądzę, że takie rozwiązanie nie jest prawdopodobne.

 

Czy ten kompromis będzie bezpieczny dla Polski?

 

Żaden z przywódców unijnych rozjeżdżających się do domów po obecnym budżetowym szczycie, mówiąc o cięciach, nie wymieniał funduszy na polityki spójności ani Wspólnej Polityki Rolnej. I dotyczy to zarówno beneficjentów transferów, jak i liderów krajów będących płatnikami netto.

 

Naprawdę możliwe będą cięcia, które ominą dwie największe pozycje unijnego budżetu?

 

Tak. Nawet Cameron mówił jedynie o cięciach budżetu na bezpieczeństwo europejskie czy na unijną administrację.

 

Czy jednak cięcia tej skali, dotykające wszystkie inne budżety poza Funduszem Spójności i Wspólną Polityką Rolną, a więc cięcia budżetów przeznaczonych na rozszerzanie Unii, na unijną politykę energetyczną, na wspólną politykę zagraniczną nie sprawią, że ten kompromis będzie może bezpieczny dla Polski, ale ryzykowny dla UE?

 

Interesy całej Unii i interesy jej poszczególnych krajów członkowskich i regionów można sobie przeciwstawiać jedynie w języku eurosceptycznym czy nacjonalistycznym. W języku wspólnotowym siła Unii jest zbudowana na sile jej regionów. Wyrównywanie różnic rozwojowych oznacza wzmocnienie całej Unii. Możemy z uwagi na kryzys lepiej ulokować środki wydawane na unijną administrację , ale najważniejsze jest to, żeby nie dusić inwestycji, które w poszczególnych regionach prowadzone są za pieniądze z funduszy spójności. Stabilny rozwój ekonomiczny kraju takiej wielkości i o takim potencjale jak Polska ma kluczowe znaczenie dla całej Unii. A fundusze europejskie współdecydują dziś o rozwoju Polski.

 

Kiedy obserwujemy walkę o budżet, skupiamy się na sporze prowadzonym przez rządy państw narodowych.

 

Właśnie dlatego kluczowa jest odpowiedź na pytanie, czy chcemy bardziej Unii międzyrządowej, czy wspólnotowej. W Polsce podkreśla się, robi to szczególnie populistyczna prawica, suwerenność rządów. Tymczasem właśnie w sporze o budżet UE widać czarno na białym, czym jest prawdziwa walka o „polską sprawę”. To instytucje wspólnotowe walczą o większy budżet unijny, czyli o większe pieniądze dla biedniejszych, ale często szybciej rozwijających się europejskich regionów. Dla Polski jest to jednoznaczne. Stawiając na Unię międzyrządową przeciwko Unii wspólnotowej, skazujemy się na słabość. Musimy walczyć o to, żeby o budżecie, ale także o przyszłym kształcie UE decydowała Komisja i Parlament, a nie Rada. W Radzie, stając naprzeciwko Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji ciągle jeszcze przegrywamy. Tymczasem Komisja i Parlament konsekwentnie pracują na rzecz wzmocnienia całej Unii, a tym samym Polski. Instytucje wspólnotowe są za wyrównywaniem szans, podczas gdy na poziomie Rady wciąż bardziej liczą się narodowe egoizmy i stosunek sił. Gdyby nie było Komisji i Parlamentu bylibyśmy w każdej sytuacji wyłącznie słabszymi kuzynami, nie moglibyśmy się odwołać do żadnego arbitrażu, poza arbitrażem siły poszczególnych narodów, który działa na naszą niekorzyść. To siła instytucji wspólnotowych zmniejsza różnicę sił narodowych egoizmów, które ciągle są w grze. Instytucje wspólnotowe, które postrzegają już Unię jako jeden organizm, nie szarpią tej budżetowej kołdry. A w tej szarpaninie szanse Polski są mniejsze, a nie większe. Kiedy przechodzimy na poziom sporu międzyrządowego, jego uczestnicy muszą wrócić do swoich krajów z komunikatem „wyszarpałem tyle a tyle” albo „wyszarpałem mniej”. To nie jest rozmowa, która Unii służy. Unii, ale i Polsce, służy rozmowa wspólnotowa.

 

Zatem język „suwerennościowy” paradoksalnie szkodzi polskim interesom w UE?

 

Oczywiście. Także dlatego, że kreuje problem, którego w rzeczywistości nie ma. Unia nie zabiera nikomu suwerenności. Każdy kraj dobrowolnie przekazuje część suwerenności do wspólnych instytucji. Część, której i tak nie miałby więcej, bo globalizacja od dawna zanegowała „absolutną suwerenność” w wymiarze zarówno ekonomicznym, jak też społecznym. „Dzielenie się częścią suwerenności” to oczywiście sucha formuła, warto zatem pomyśleć, że my nigdy w swojej historii nie mogliśmy współdecydować o budżecie dotyczącym landów niemieckich czy regionów francuskich, hiszpańskich, brytyjskich. A dzisiaj możemy. W historii Europy można było tworzyć prawo czy budżet wyłącznie dla kraju, który się okupowało. Zwykle oznaczało to, że ktoś decydował o polskim budżecie i o kształcie obowiązującego tutaj prawa. Dzisiaj my współtworzymy prawo i budżet krajów potężniejszych od nas. Możemy zawetować ten budżet, a Parlament Europejski, w którym są nasi przedstawiciele, może się na ten budżet nie zgodzić. Tyle że nie jest to gra jednostronna, w której moglibyśmy powiedzieć, tak jak mówi to część polskich polityków czy mediów, że chcemy tylko coś dla nas i nie czujemy się odpowiedzialni za całą tę skomplikowaną europejską konstrukcję.

 

Tyle że to nie Komisja czy europarlament mają dziś inicjatywę w budżetowym sporze.

 

Więc walczmy o wzmocnienie instytucji wspólnotowych, na tym froncie mobilizujmy nacisk polityczny w naszej polityce krajowej, a nie fascynujmy się „renacjonalizacją”, bo my pierwsi padniemy jej ofiarą, jako że nie jesteśmy najsilniejszym w Europie narodem. A już na pewno nie na tyle silnym, aby wymusić coś samodzielnie na narodzie niemieckim, brytyjskim, francuskim. Ci, którzy najgłośniej krzyczą dziś w mediach czy polityce „Polska! Polska! Polska!”, powodują, że Francuzi krzyczą o Francji, a Brytyjczycy o Wielkiej Brytanii. Spojrzenie wspólnotowe przedstawia dziś komisarz Janusz Lewandowski, który właśnie z tej perspektywy domagał się największych funduszy na wyrównywanie szans rozwojowych. Ale nie w ten sposób, że krzyczał „Polska!”, raczej tłumaczył, że Europa jest tak silna, jak jej najsłabsza część. Podobnie przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz ostrzegał, że Parlament po prostu odrzuci budżet, jeśli Rada dokona zbyt daleko idących cięć. To rozumieją i wspierają wszyscy rozsądni parlamentarzyści, poza frakcją konserwatywną i nacjonalistyczną. Takie są głosy formułowane z perspektywy całości. Tymczasem im głośniejsze są krzyki o własny narodowy budżet, tym gorzej wygląda całość.

 

Proszę wymienić kilka priorytetów ogólnoeuropejskich, dla których warto poświęcić „jeden czy drugi miliard” z budżetów narodowych, silniejszych i słabszych.

 

Dziś to są bardzo przyziemne i konkretne rzeczy, dla których budżet jest instrumentem. Często krytykuje się tożsamość europejską jako „oderwany projekt”, tymczasem ja mogę powiedzieć o paru rzeczach bardzo praktycznych, którymi zajmuję się sama. Wspólne prawo konsumenckie, możliwość przenoszenia rent i emerytur, kwalifikacji zawodowych. Ogólnoeuropejskie koncesje na wykonywanie usług, żeby ludzie z małych i średnich firm wiedzieli, że to jest ich rynek i ich społeczeństwo. Żeby potrafili powiedzieć: „u nas w Europie”. O czym ludzie do mnie piszą jako do europosłanki? Że np. producent okien w Małopolsce spotyka się z kompletnie nieuczciwą konkurencją czy czarnym PR-em w kraju X, do którego eksportuje okna. I czy możemy coś z tym zrobić, czy są instytucje, które tego pilnują. Dowiaduję się, że transgraniczny handel cierpi, bo wciąż nie mamy jednego systemu pocztowego w Europie, a także jednego systemu prawa handlowego. Za tym idzie projekt socjalny, bo integracja kreuje miejsca pracy, a nie je niszczy, daje nowe prawa społeczne i możliwość rozwiązywania sporów zbiorowych na poziomie europejskim.

 

Czemu więc konserwatywna część pani macierzystej partii, PO, nie chce ratyfikacji Karty Praw Podstawowych bez wyłączeń, wśród których są gwarancje praw obyczajowych, społecznych, związkowych? Nawet NSZZ „Solidarność”, którego członkowie chodzą w prawicowych marszach, domaga się tej ratyfikacji i próbuje do tego przekonać polską prawicę, tyle że bez skutku. PO z partiami centrolewicowymi mogłaby taką ratyfikację przeprowadzić.

 

Ja też uważam, że powinniśmy Kartę Praw Podstawowych ratyfikować już dawno, ale najważniejsze zawarte w niej rozstrzygnięcia są u nas już stosowane. Wiele jej paragrafów znajduje się już w polskim ładzie prawnym, a dla mnie ważniejsza jest pragmatyka, niż ideologiczny spór.

 

Zatem ratyfikacji nie będzie?

 

Myślę, że powinna być, tyle że dziś mamy inne priorytety, przede wszystkim budżet.

 

A europejska Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet?

 

Ja mam obietnicę pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, że tego nie odpuści. Prezentowała już Konwencję na Radzie Ministrów we wrześniu i jest przekonana, że premier tę sprawę doprowadzi do końca. Ja wraz z innymi europarlamentarzystkami podpisałam apel o jak najszybszą ratyfikację tej konwencji przez Polskę.

 

 

Róża Thun, ur. 1954, działaczka opozycji demokratycznej, była szefowa Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, europarlamentarzystka Platformy Obywatelskiej, www.rozathun.pl

Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

 

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej