Unia Europejska

Rosną góry plastikowych śmieci

Zaledwie 30 proc. odpadów plastikowych wytwarzanych w UE poddawanych jest recyklingowi. Połowa trafia do krajów spoza UE. Od początku wieku eksport odpadów niebezpiecznych z Europy wzrósł o dwie trzecie.

Otaczają nas plastikowe opakowania. W każdym mieszkaniu największy wór lub kubeł przeznaczone są często na tworzywa sztuczne, a w każdym osiedlowym śmietniku najbardziej przepełnione są kubły na odpady zmieszane i na plastik. Choć jest on w naszym życiu wszechobecny, równocześnie jest niewidzialny. Eksploatujemy go na autopilocie, a gdy przestaje być użyteczny, trafia do odpowiedniego wora, potem kubła i od tej chwili już nas nie interesuje.

Amerykańska badaczka Jennifer Clapp nazwała to zjawisko „dystansowaniem odpadów”. Ta nazwa określa współczesne oddzielenie konsumpcji, a nawet produkcji, od gospodarki odpadami. Decyzje konsumpcyjne podejmowane są w taki sposób, jakby problem z odpadami nie istniał – przecież śmieci z osiedlowych kubłów regularnie znikają, więc już ich nie ma, prawda? Finalna lokalizacja każdego odpadu punktem jest tak odległym, że znajduje się poza zasięgiem naszej percepcji.

Milion plastikowych butelek na minutę

czytaj także

Dystansowanie odpadów jest wygodną strategią, jaką przyjęły społeczeństwa państw rozwiniętych w czasach masowej konsumpcji. Pozwala nam traktować plastik jako niewinne tworzywo, wygodne i estetyczne. Wrzucenie go do odpowiedniego kubła, po wcześniejszym posegregowaniu, jest wystarczającym obywatelskim gestem. Jacyś odpowiedni ludzie teraz się nim zajmą i przerobią na coś wartościowego. Niestety, nie do końca. Wpojenie ludziom, że plastik to całkiem ekologiczne tworzywo, które można wielokrotnie odzyskiwać, to jedno z większych oszustw, a „recykling plastiku” ma więcej wspólnego z marketingiem niż realnością.

W świecie opakowań

Problem plastiku to problem rosnącej góry odpadów z opakowań przeróżnego rodzaju. W latach 2009–2017 ilość odpadów opakowaniowych wyrzucanych co roku przez mieszkańców UE wzrosła z 150 do 174 kg na głowę – o 16 proc. w niecałą dekadę. Plastik to drugi najpopularniejszy materiał wykorzystywany do produkcji opakowań. Tworzywa sztuczne stanowią 19 proc. odpadów opakowaniowych, a papier i tektura 41 proc. Łącznie recyklingowi zostało poddanych 67 proc. zużytych opakowań, tak więc od 2009 roku poziom ich recyklingu wzrósł o 5 punktów procentowych.

Oczywiście plastik nie służy jedynie do produkcji opakowań. Opakowania odpowiadają za 40 proc. produkcji tworzyw sztucznych w UE. Jedna piąta wykorzystywana jest do produkcji dóbr trwałego użytku, tyle samo plastiku używa się w budownictwie, a po kilka procent w motoryzacji czy produkcji sprzętu elektronicznego.

Czy segregacja śmieci to pic na wodę? [wyjaśniamy]

Niestety, Polska jest krajem, który bardzo polubił plastik. Rocznie generujemy 47 kg odpadów plastikowych przeróżnego rodzaju na głowę, co oznacza dziewięciokrotny wzrost od momentu wejścia do UE. Tylko w trzech krajach członkowskich – we Włoszech, w Belgii i Luksemburgu – generuje się więcej odpadów z tworzyw sztucznych niż w Polsce. W przeciętnym kraju UE statystyczny mieszkaniec wytwarza rocznie 38 kg odpadów plastikowych.

Jak wygląda recykling plastiku na poziomie unijnym? Według oficjalnych danych Europejczycy przetwarzają 42 proc. opakowań plastikowych, przy czym Polacy jedynie 35 proc., co w UE daje nam 10. wynik od końca. Zdecydowanie gorzej wygląda odzyskiwanie tworzyw sztucznych łącznie – nie tylko z opakowań. W całej UE recyklingowi poddawanych jest jedynie 30 proc. odpadów plastikowych, 31 proc. trafia na wysypiska, a 39 proc. jest spalanych, głównie w celu uzyskania energii. To ostatnie jest oczywiście koszmarnie nieekologiczne, szkodliwe dla środowiska i wysokoemisyjne. Globalna produkcja oraz spalanie tworzyw sztucznych zwiększają światową emisję dwutlenku węgla o 400 mln ton rocznie. Tak więc mniej niż jedna trzecia plastiku w rzeczywistości trafia z powrotem do gospodarki. A mówimy tylko o Unii Europejskiej, w której standardy gospodarki odpadami i tak należą do najwyższych w świecie.

Plastik plastikowi nierówny

Tak niski poziom recyklingu tworzyw sztucznych wynika z kilku kwestii, z których najważniejszą chyba jest fakt, że to wszystko, co bierzemy po prostu za plastik, w rzeczywistości jest całą paletą różnych materiałów. Recyklingowi można poddać w zasadzie dwa z nich – politereftalan etylenu (PET) oraz polietylen. Pozostałe substancje, takie jak polipropylen, polichlorek winylu (PVC) czy bisfenol w zasadzie nie nadają się do recyklingu i trafiają albo na wysypiska śmieci, albo są spalane.

Sam proces segregowania odpadów również nie jest dokładny, więc opakowania z PET oraz polietylenu trafiają na wysypiska, choć mogłyby trafić do recyklingu. Poza tym, nawet tworzyw wykonanych z tych dwóch poddających się recyklingowi materiałów nie można przetwarzać w nieskończoność, bo z każdym pojedynczym procesem pogarsza się ich trwałość. Butelka wykonana w całości z odzyskanego materiału nie nadawałaby się do użytku. PET z odzysku, czyli R-PET, jest zwykle wykorzystywany do produkcji mniej wymagających dóbr, np. bluz i koców z polaru, na które popyt jest już znacznie mniejszy niż na butelki.

Plastikowych odpadów powstaje tak wiele, że krajowe systemy gospodarki odpadami nie nadążają z jego obróbką. Sama Unia Europejska przyznaje, że połowa tworzyw sztucznych przeznaczonych do recyklingu trafia za granicę – tzn. do krajów spoza UE. Do niedawna trafiały one przede wszystkim do Chin, które były już tak zawalone śmieciami, że wprowadziły restrykcje znacznie ograniczające ich import. Obecnie są one więc wysyłane do innych krajów Azji Południowo-Wschodniej oraz do Afryki. Stąd twierdzenie, że przetwarzamy 30 proc. plastiku, jest nadużyciem – robimy to z 15 proc., a resztę wysyłamy za granicę, żeby tam się z tym bujali.

Eksport śmieci z Unii Europejskiej rośnie w zatrważającym tempie, szczególnie tak zwanych odpadów niebezpiecznych, wśród których znajduje się również część odpadów plastikowych. Jeszcze w 2001 roku 27 krajów UE oraz Wielka Brytania eksportowały niecałe 4 mln ton odpadów niebezpiecznych, a w 2016 roku już 6,5 mln ton – wzrost o niecałe dwie trzecie w zaledwie półtorej dekady. Przodują w tym Holendrzy i Włosi, którzy w 2016 roku wyeksportowali odpowiednio 812 i 842 tys. ton. Francja wyekspediowała 722 tys. ton niebezpiecznych śmieci w zaledwie rok. Niedługo dogonić ich może Wielka Brytania – choć w 2016 roku wyeksportowała ona „jedynie” 383 tys. ton, to od 2001 zanotowała dziesięciokrotny wzrost. Polska wciąż należy do maluczkich, jednak w latach 2013–2016 góra wyeksportowanych przez nas śmieci niebezpiecznych wzrosła trzyipółkrotnie – do 46 tys. ton.

Zapach czekolady i płonących śmieci

czytaj także

Nie tylko Chiny mają już dosyć przyjmowania odpadów z tworzyw sztucznych generowanych przez zamożne kraje Zachodu. Malezja ustami swojej ministry środowiska stwierdziła, że nie chce już być wysypiskiem dla świata, i zaczęła odsyłać kontenery z odpadami. Od września 2019 do stycznia 2020 roku odesłała prawie 4 tys. ton plastiku najniższej jakości, które zaimportowały różne prywatne podmioty. Po ponad 40 kontenerów trafiło z powrotem do Francji i Wielkiej Brytanii, a po kilkanaście do USA i Kanady. Rozwijające się kraje Azji stały się bardziej asertywne, więc możemy przypuszczać, że jeszcze większa ilość śmieci będzie trafiać do Afryki. Na przykład do Agbogbloshie w Ghanie, które jest największym wysypiskiem odpadów w Afryce Zachodniej.

Naprawdę dobry biznes

W Stanach Zjednoczonych poziom recyklingu odpadów plastikowych jest jeszcze niższy niż w UE – szacuje się go na ok. 10 proc. Tymczasem wielkie firmy paliwowe zarabiają na produkcji tworzyw sztucznych miliardy dolarów. Cały amerykański przemysł tworzyw sztucznych osiągnął 432 mld dolarów przychodu w samym 2018 roku. Koncerny wydobywcze, takie jak Chevron, chcą, by produkcja tworzyw sztucznych zastąpiła im przychody tracone z powodu coraz mniejszego zapotrzebowania na ropę. Chevron Phillips Chemical otworzył właśnie wartą 6 mld dolarów fabrykę tworzyw sztucznych, a jego wiceprezes wciąż jest przekonany, że to bardzo ekologiczna branża – według Jima Beckera do 2040 roku Chevron będzie recyklingować nawet 100 proc. wytwarzanego plastiku. Zapytany, w jaki sposób chce to zrobić, odpowiedział, że… recykling musi stać się bardziej wydajny i rentowny.

„Ta butelka nadaje się do recyklingu” – najczęstsze kłamstwo producentów plastiku

Trudno wierzyć w zaklęcia jednego z szefów Chevronu, skoro opowieści o odzyskiwaniu plastiku Amerykanie opowiadają już od lat 70., a do dziś udaje im się odzyskiwać zaledwie jedną dziesiątą. Bardziej prawdopodobne jest, że rosnąć będą góry odpadów znajdujących się poza zasięgiem wzroku społeczeństw wysoko rozwiniętych – zgodnie z koncepcją dystansowania odpadów. Stanisław Łubieński w Książce o śmieciach pisze m.in. o Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci między Hawajami a Kalifornią, przypadkiem odkrytej ponad 20 lat temu przez żeglarza. W 2018 roku jej powierzchnię oszacowano na 1,6 mln kilometrów kwadratowych. Wielka Pacyficzna Plama Śmieci to „polimerowa zupa składająca się z 1,7 bln kawałków”. Grupa naukowców wyłowiła z niej kilkaset przedmiotów, na których znaleziono napisy w dziewięciu językach. Plama jest akumulowana przez Prąd Północnoatlantycki, który znosi tam śmieci wpadające do oceanu. Jest ich już ok. 79 tys. ton.

„Większość tworzyw sztucznych, które trafiają do mórz, ma gęstość mniejszą od wody, dlatego mogą się przenosić na ogromne odległości niesione prądami powierzchniowymi czy nawet wiatrem. Najwięcej dryfuje polietylenu i polipropylenu, co też odzwierciedla proporcje światowej produkcji. Skąd plastiki biorą się w morzach? Minimum 80 procent trafia do morza z lądu, głównie z nurtem dziesięciu potężnych rzek. Osiem z nich leży w Azji – Jangcy, Indus, Huang He, Hai He, Ganges, Rzeka Perłowa, Amur, Mekong. Dwie znajdują się w Afryce, to Nil i Niger” – pisze w Książce o śmieciach Łubieński.

Zmiana nawyków to kropla w morzu (śmieci)

Tak zwani współczujący liberałowie, zwolennicy umiarkowanego postępu w granicach rozsądku, nawołują do zmian nawyków. Według nich każda i każdy z nas jest w stanie przyczynić się do poprawy sytuacji drobną zmianą w swoich zachowaniach, np. nie używając słomek do picia. Skala wykorzystywania tworzyw sztucznych jest jednak tak ogromna, że tego typu akcje mogą co najwyżej nieco poprawiać samopoczucie. Tutaj potrzebne są rozwiązania strukturalne oraz twarde regulacje, zmuszające producentów do zmian. W przyszłym roku wchodzi w życie unijna dyrektywa zakazująca produkcji niektórych wyrobów z plastiku – m.in. plastikowych sztućców, talerzy, patyczków higienicznych i innych podobnych drobiazgów. Od 2025 roku co najmniej jedna czwarta materiałów do produkcji butelek PET o pojemności do trzech litrów będzie musiała pochodzić z recyklingu. Do 2029 roku państwa członkowskie powinny uzyskać poziom 90 proc. recyklingu plastikowych butelek. W tym celu będą musiały wprowadzić systemy kaucyjne oraz rozszerzoną odpowiedzialność producentów (ROP).

Indywidualizacja winy za katastrofę klimatu – jeszcze większe świństwo niż myślisz

Właśnie ta ostatnia kwestia wydaje się kluczowa. W sierpniu wiceminister nieistniejącego już Ministerstwa Klimatu Jacek Ozdoba zapowiedział, że ROP będzie obowiązywać w Polsce od 1 stycznia 2022 roku. Producenci, którzy sprzedają produkty w opakowaniach, będą obciążeni opłatami, z których finansowany będzie recykling odpadów. Opłaty będą tak skonstruowane, by zachęcać producentów do korzystania z opakowań bardziej ekologicznych. Tak więc opłata za korzystanie z plastiku będzie znacznie wyższa niż za opakowania papierowe. Nieopłacalne ma się stać korzystanie z butelek PET z folią termokurczliwą oraz z opakowań składających się z kilku różnych materiałów.

Zamiast dać się wmanewrować w poczucie winy lepiej porządnie się wkurzyć [rozmowa]

Pozostaje mieć nadzieję, że zmiany strukturalne w rządzie (Ministerstwo Klimatu połączyło się z Ministerstwem Środowiska) nie przeszkodzą w sfinalizowaniu tych zmian. Obecnie zdecydowana większość odpadów plastikowych jest spalana, trafia na wysypiska lub jest eksportowana do krajów rozwijających się, w których proces recyklingu odbywa się w koszmarnych warunkach, zagrażających życiu lub zdrowiu tamtejszych pracowników. A zarabiają na tym m.in. koncerny paliwowe, które i bez tego wystarczająco niszczą środowisko naturalne. Czas skończyć z tą patologiczną sytuacją – rozszerzona odpowiedzialność producentów będzie przynajmniej pierwszym małym kroczkiem w tym kierunku.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij