UE

Zawróceni 10 kilometrów od Europy

Fot. Christopher Jahn/IFRC

Wybuch epidemii COVID-19 sprawił, że na greckie wyspy Morza Egejskiego przybywa mniej osób. Ale i tak grecka straż odsyła do Turcji łodzie z migrantami. A czasem, zamiast przeprowadzać akcję ratunkową, ewakuuje ludzi z pontonów na tratwy ratunkowe i pozostawia ich bez jedzenia i picia. Mogą tylko czekać, aż wiatr zepchnie ich w stronę tureckiego wybrzeża.


− Przez chwilę myślałam, że znowu będę musiała wsiąść na „łódkę śmierci”. – Dopiero po czterech latach Yara Mayassah jest w stanie mówić o tym spokojnie. Przy kawie, w Atenach, gdzie spotykamy się w trakcie jej urlopu. Mayassah od pięciu lat mieszka w Niemczech, gdzie pracuje i działa jako aktywistka LGBT. Dotarła tam tuż przed zamknięciem granic na Bałkanach jesienią 2015 roku. W obliczu chaosu, który ogarnął wtedy południową Europę, wiedziała jedno: że musi jechać dalej, a jeżeli nadarzy się okazja, aby zdobyć fałszywe dokumenty, to będzie musiała to zrobić. Nie chce ponownie ryzykować życia.

Mayssah dotarła do Europy – tak jak 800 tysięcy pozostałych osób − szlakiem wschodniego brzegu Morza Śródziemnego. Połowę z nich stanowili wtedy Syryjczycy. Teraz głównie Afgańczycy próbują przemierzyć wąskie cieśniny między Grecją a Turcją. Obecnie to najczęściej uczęszczany szlak do Europy, dowiaduję się ze strony internetowej Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej Frontex.

Grecję dzieli od Turcji zaledwie 10 kilometrów – jeżeli liczymy odległość od północnego krańca greckiej wyspy Lesbos. Odcinek między portem w stolicy wyspy, Mytilene a tureckim wybrzeżem wynosi 18 kilometrów. Ale nocna przeprawa pontonem w szybko zmieniających się warunkach, bez kamizelek ratunkowych lub z takimi, które nie działają, może być śmiertelnie niebezpieczna.

Chrońmy ludzi, nie granice

czytaj także

Chrońmy ludzi, nie granice

Marta Górczyńska

W 2015 roku podczas przeprawy przez Morze Egejskie utonęło co najmniej 800 osób. W tym roku na europejski brzeg nie dotarło około 67 osób. W całym basenie Morza Śródziemnego w ciągu ostatnich sześciu lat zginęło więcej niż 20 000 osób, podaje Missing Migrant Project Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM). Europa od roku nie wysyła łodzi ratunkowych. A ostatnio coraz częstsze są przypadki udokumentowanych pushbacków – zawracania łodzi, które usiłują dotrzeć do europejskiego wybrzeża.

Ochrona granic a łamanie prawa

Wysoki komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców UNHCR przypominał 12 czerwca, że ochrona granic nie może wiązać się z łamaniem praw osób starających się o azyl. „Prawo do azylu jest prawem fundamentalnym. Wszystkie osoby, które chcą ubiegać się o azyl, powinny otrzymać dostęp do procedury azylowej i ochrony przed deportacją do kraju, w którym są narażone na niebezpieczeństwo”. W praktyce tak jednak nie jest.

Fot. ChadBriggs/flickr.com
Uchodźcy na pokładzie statku greckiej straży przybrzeżnej, fot. ChadBriggs/flickr.com

– Od marca obserwujemy wzrost przemocy wobec przybywających migrantów – opowiada mi Lisa Gross z niemieckiej organizacji pozarządowej Mare Liberum, która monitoruje przestrzeganie praw człowieka w cieśninach między Grecją a Turcją. – Pushbacki są wprawdzie stosowane od dawna, ale teraz dochodzi do nich częściej. Przybrały przy tym bardziej drastyczne formy. Wiemy na przykład, że grecka straż przybrzeżna, zamiast przeprowadzać akcję ratunkową, ewakuuje ludzi z pontonów na tratwy ratunkowe. Ci ludzie są następnie pozostawiani sami sobie, bez jedzenia i picia. Mogą tylko czekać, aż wiatr zepchnie ich w stronę tureckiego wybrzeża. Zaczęło też dochodzić do napaści na łodzie, zamaskowane osoby rozmontowują silnik, zabierają benzynę, a nawet biją tych, którzy się sprzeciwią.

Zapomniane Lesbos. Uchodźcy w czasach koronawirusa

czytaj także

Załoga Mare Liberum bada sytuację na Morzu Egejskim od 2015 roku. Chwilowo mają związane ręce. – Do 25 maja tak czy inaczej obowiązywał zakaz wypływania, wprowadzony przez rząd grecki wskutek pandemii – mówi Gross. – W międzyczasie niemieckie Ministerstwo Transportu zmieniło rozporządzenie w sprawie bezpieczeństwa statków w taki sposób, że między innymi jachty i łodzie wykonujące zadania humanitarne muszą spełniać nieracjonalne wymogi bezpieczeństwa. Nasza łódź jest z 1917 roku. Wprowadzenie wymaganych zmian wiązałoby się z dużymi kosztami. Nie potrzebujemy drugiej pompy do silnika, automatycznej instalacji gaśniczej czy duplikacji kadłuba, aby dalej monitorować sytuację na morzu.

– Nowe przepisy sporządzono z myślą o profesjonalnych łodziach. A te są inaczej skonstruowane niż mniejsze łodzie, które są używane w celach poszukiwawczych i ratowniczych – wyjaśnia Stefen Seyfert z niemieckiej organizacji Resqship, która przeprowadza operacje ratownicze na morzu. Zmiana w prawie uniemożliwia im dalszą pracę. – Chodzi o na przykład o rozmiar okien i kabin, minimalny rozmiar klap wentylacyjnych, wysokość wolnej burty. Celem tych obostrzeń jest utrudnienie pracy humanitarnej.

Rzecznik niemieckiego Ministerstwa Transportu Tim Alexandrin zastrzega, że „poprawka legislacyjna ma zagwarantować, że statki używane przez organizacje pomocowe spełniają normy bezpieczeństwa dotyczące profesjonalnej żeglugi morskiej”.

Niewygodne statki ratownicze

Zgodnie z nowym rozporządzeniem inna niemiecka organizacja przeprowadzająca misje ratownicze na morzu, Mission Lifeline, powinna zakupić kosztowny certyfikat bezpieczeństwa. Organizacja postanowiła zasięgnąć porady prawnej w kancelarii, która specjalizuje się w prawie morskim. Wygrała dzięki temu sprawę sądową w wyższym sądzie administracyjnym w Hamburgu. W zeszłym roku Mare Liberum również dowiodła w sądzie, że łódź spełnia wszystkie potrzebne przepisy bezpieczeństwa.

Ostatnie zmiany legislacyjne w Niemczech to nie pierwszy przypadek utrudniania pracy organizacjom pozarządowym działającym w basenie Morza Śródziemnego. Kryminalizowanie osób zaangażowanych w misje poszukiwawczo-ratownicze ma miejsce od 2018 roku, podaje  Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej. To wtedy „władze niektórych państw członkowskich UE zaczęły traktować rozmieszczone przez społeczeństwo obywatelskie statki ratownicze z wrogością. Zostało wszczętych około 40 postępowań administracyjnych i karnych przeciwko członkom załogi lub statkom. W następstwie część statków została przejęta, a w niektórych przypadkach zostały zablokowane w portach z powodu problemów z banderą lub niemożności spełnienia wymagań technicznych”. Łódź Mission Lifetime też w 2018 roku została skonfiskowana przez władze Malty.

Uchodźcy na greckiej granicy. Trochę jak przed I wojną światową – wszyscy wierzą, że kontrolują sytuację

Mimo trudności załoga Mare Liberum nie zamierza się poddać. − Chociaż nie możemy wypłynąć, nadal zbieramy dowody na łamanie praw człowieka w cieśninach Morza Egejskiego – mówi Gross. Bazujemy między innymi na materiałach kręconych przez migrantów.

Oczy na morze

Ścisk, krzyk, czerwień kamizelek ratunkowych, płacz dzieci – pushback widać na minutowym filmie, który infolinia dla ludzi w niebezpieczeństwie na morzu Alarm Phone umieściła 4 czerwca na Twiterze. Jeszcze wyraźniej pushback widać na filmie norweskiego NGO.

Wolontariusze projektu uruchamiają medialną machinę, gdy na morzu potrzebna jest pomoc: wysyłają maile do odpowiednich władz oraz udostępniają w sieci współrzędne łodzi, aby mogły do nich dotrzeć znajdujące się w pobliżu jednostki. Alarm Phone nie spuszcza oczu z morza od 2014 roku. − Przemoc na morzu nie jest nowym zjawiskiem. Ale liczba pushbacków na Morzu Egejskim wzrosła po zmianie rządu w Grecji w ubiegłym roku – stwierdza Rosa Goldman, jedna z wolontariuszek mieszkająca w Amsterdamie. – Prawicowy rząd Nea Demokratia otwarcie wyraża swój brak tolerancji wobec uchodźców i migrantów. Rozwiązanie „problemu” imigracji stało w centrum kampanii wyborczej.

Do eskalacji sytuacji na morzu przyczyniła się, zdaniem Goldman, również gra polityczna między Europą a Turcją. − Przez ostatnie lata Erdogan trzymał migrantów w Turcji [zgodnie z postanowieniami porozumienia Turcja-EU z 2016 r. − red.]. Ale teraz turecki prezydent wywiera coraz większą presję na Europę, wykorzystując do tego migrantów. Jesteśmy świadkami tej gry: kiedy dzwonimy do tureckiej straży przybrzeżnej, aby poinformować o zagrożonej łodzi, słyszymy, że łódź znajduje się przecież na greckich wodach terytorialnych. Gdy dzwonimy do Greków, sytuacja się powtarza – ci twierdzą, że łódź jest przecież na wodach tureckich. Ale my widzimy czarno na białym, gdzie ta łódź faktycznie jest! Bo istnieją mapy wyznaczające strefy poszukiwawczo-ratownicze i granice wód terytorialnych…

Fot. callmonikm/flickr.com
Łódź zmierzająca na wyspę Lesbos. Fot. callmonikm/flickr.com

„To Turcja prowokuje”

Kontaktuję się z grecką strażą przybrzeżną, aby porozmawiać z nimi na temat wzmożonych pushbacków. Dzień później otrzymuję „Oświadczenie w sprawie imigracji na Morzu Egejskim” z 17 czerwca, sporządzone przez Ministra Gospodarki Morskiej i Polityki Wyspiarskiej, Giannisa Plakiotakisa. „Ochrona granic to oczywisty obowiązek każdego kraju. Tym bardziej gdy systematycznie i celowo dochodzi do ich naruszania. (…) Niestety Turcja nie tylko nie przestrzega swoich zobowiązań wobec Unii Europejskiej, ale wręcz przeciwnie, aktywnie dąży do nielegalnego wjazdu uchodźców i imigrantów do Grecji. (…) Każdy, kto myśli, że pozostawimy nasze granice niechronione, jest w rażącym błędzie. Grecja broni i będzie nadal zdecydowanie chronić swoje granice, które są również granicami Unii Europejskiej”.

Kryzysu uchodźczego nie rozwiążemy bez Turcji

Goldman zastanawia się, przed czym albo przed kim Grecja zamierza bronić granic. – Przed kobietami, mężczyznami i dziećmi, którzy uciekają przed wojną? Albo ludźmi, którzy chcą lepszego życia? UNHCR nawołuje grecki rząd do przeprowadzenia śledztwa w sprawie pushbacków od 12 czerwca. W poniedziałek 6 lipca również eurodeputowani z Komisji Wolności Obywatelskich zwrócili się do rządu greckiego z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Grecki minister ds. Migracji i Azylu Notis Mitarachi określił doniesienia mediów i społeczeństwa obywatelskiego, mówiące o tym, że grecka policja i straż graniczna systematycznie zapobiegają wjazdowi migrantów do Grecji, jako fake newsy.

Większość europosłów nie wierzy w zapewnienia Greków. Uważają, że Komisja Europejska powinna się upewnić, czy władze greckie faktycznie przestrzegają przepisów UE dotyczących ubiegania się o azyl. Wzywali też do potępienia stosowania przemocy i do nałożenia sankcji, jeśli naruszenia zostaną potwierdzone. Komisarz Ylva Johansson zgodziła się, że zarzuty stosowania przemocy wobec osób ubiegających się o azyl muszą zostać zbadane. I nie tylko w Grecji, ale w całej UE.

Fot. EU/ECHO
Podopieczne centrum społecznego dla uchodźców w Atenach prowadzonego przez UNICEF, fot. EU/ECHO

Grecja obstaje przy swoim stanowisku potrzeby obrony granicy. Na początku czerwca proponowała wprowadzenie „klauzuli wyjątkowości sytuacji i elastyczności” do powstającego Europejskiego paktu o migracji i azylu. Aby kraje bezpośrednio dotknięte tzw. kryzysem uchodźczym same mogły decydować o podejmowanych środkach. Mogłyby więc odejść od standardowych procedur. Bułgaria i Cypr podpisały się pod tym oświadczeniem. − Przyjęcie tej klauzuli oznaczałoby narażanie życia migrantów na jeszcze większe niebezpieczeństwo – stwierdza Goldman. − Bo Grecja, Hiszpania i Włochy dostałyby zielone światło na odmawianie pomocy, chociaż jest to sprzeczne z prawem międzynarodowym, i nie ponosiłyby za to żadnej odpowiedzialności. Takie zmiany w pakcie migracyjnym potwierdziłyby tylko rosnący rasizm i ksenofobię w Europie.

***
Ula Idzikowska – dziennikarka, reporterka. Absolwentka filologii niderlandzkiej, literatury porównawczej i dziennikarstwa śledczego. Pisze o migracji i na tematy społeczne. Publikuje na łamach „Tygodnika Powszechnego”, OKO.press i magazynu „Non/Fiction”.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać