UE

Duńska Republika Wegańska

Fot. Veganerpartiet/Facebook.com

1 października obchodzimy Światowy Dzień Wegetarianizmu. W części państw tego dnia organizowane są akcje informacyjne, happeningi i festiwale promujące wegetarianizm. W Danii jednak miesiąc diety bezmięsnej ma w tym roku znaczenie polityczne: oto na scenę oficjalnie wkracza Veganerpartiet, czyli Partia Wegan.


Duńska Partia Wegan powstała w październiku 2018 roku. Jej powołanie zainspirowała najprawdopodobniej podobna formacja działająca w Niemczech – V-Partei³. Obie zrzeszają aktywistów działających na rzecz zrównoważonej transformacji środowiskowej oraz osoby sprzeciwiające się nieludzkiemu traktowaniu zwierząt w ubojniach i na farmach przemysłowych.

Partia Wegan w swoim programie podkreśla, że wyróżniają ją dwie ideologie – weganizm oraz ekocentryzm. Najbardziej medialnym postulatem stała się inicjatywa mająca na celu wyeliminowanie potraw zawierających produkty odzwierzęce ze wszystkich stołówek publicznych w kraju. Oburzeni konserwatyści zaczęli wypominać partii, że ich strategia jest szkodliwa dla walki o klimat. W głośnym felietonie Nikolaj Bøgh uznał Veganerpartiet za ugrupowanie ekstremistyczne. Tak odważne i mocne głosy krytyki mogą paradoksalnie pomóc Partii Wegan zdobyć większą popularność w kraju. Główną cechą, która odróżnia zatem Veganerpartiet od V-Partei³, jest poziom radykalizmu – nawet tego wpojonego przez ich przeciwników politycznych. V-Partei³, prawdopodobnie z racji, że nie jest partią czysto wegańską, mniej szokuje mieszkańców swoimi pomysłami.

Już czas na obowiązkowy weganizm, mniejsze mieszkania i zakaz latania

Naturalną przeszkodą dla V-Partei³, którą mogą napotkać także Duńczycy, są mimo wszystko polityczni konkurenci o podobnych lub zbliżonych poglądach. W momencie gdy dla każdej z partii liczą się miejsca w parlamencie, trudno będzie znaleźć biorące miejsca na listach dla politycznego planktonu. Największym prośrodowiskowym bytem na niemieckiej scenie politycznej jest od wielu lat Die Grünen (Zieloni), dla którego sprawy ekologiczne są głównym celem w polityce. O ochronę zwierząt walczy w Niemczech także satyryczna formacja Die Tierschutzpartei (Partia Ochrony Zwierząt), która domaga się wprowadzenia obowiązkowego wegetarianizmu oraz zakazu polowań i hodowli zwierząt do celów przemysłowych. Prawdopodobnie dlatego najlepszy wynik, jaki osiągnęła V-Partei³ to 0,12 proc. w wyborach lokalnych w Nadrenii Północnej-Westfalii. Po prostu elektorat prozwierzęcy przechwyciły już Die Tierschutzpartei i Zieloni.

W duńskim parlamencie zasiadają już co najmniej cztery ugrupowania walczące o zrównoważoną transformację środowiskową – rządzący socjaldemokraci, a także wspierający ich ekosocjaliści oraz antykapitaliści. Koalicja rządowa liczy zatem 95 miejsc ze 179 możliwych. Do obozu opozycyjnego zaś należy partia Alternatywa, kolejna formacja o profilu zielonym. Czy jest zatem popyt na partię zajmującą się wyłącznie weganizmem? Statystyki pozwalają sądzić, że raczej nie.

Dieta bezmięsna nie jest w Danii szczególnie popularna. Według badań z 2019 roku mieszka tam około 140 tysięcy wegetarian, czyli ok. 3 proc. ludności kraju. To znacznie mniej niż w Polsce, gdzie wegetarian jest 8 proc., czy w Niemczech, gdzie jest ich 10 proc. Nie ma badań, które pozwoliłyby oszacować liczbę Duńczyków na diecie ściśle wegańskiej.

Według serwisu Happy Cow w całej Danii istnieje 31 stricte wegańskich restauracji, z czego aż 20 znajduje się w Kopenhadze. W 2018 roku stolica kraju zajęła 12. miejsce w rankingu miast najbardziej przyjaznym weganom, ale już rok później spadła na 24. Danię i jej stolicę prześcignęła Warszawa, kończąc jako szóste najbardziej „wegańskie” miasto świata i trzecie najbardziej „wegańskie” miasto Europy.

Spurek: Potrzebujemy podatku mięsnego

Niewątpliwym sukcesem Veganerpartiet jest zebranie 20 tysięcy podpisów pod wnioskiem o zarejestrowanie partii w wyborach parlamentarnych. Ile procent zagwarantowałby taki wynik, zależeć będzie od frekwencji, aczkolwiek blisko 30 tysięcy głosów na Listę Obywatelską Klausa Riskæra Pedersena w zeszłorocznych wyborach do duńskiego parlamentu zagwarantowało mu wynik na poziomie 0,8 proc. To zdecydowanie za mało. Partia Wegan na swojej stronie przekonuje, że wystarczy minimum 70 tysięcy głosów, by otrzymać cztery miejsca w parlamencie. Na razie uwzględniono ją tylko w jednym sondażu. Otrzymany w nim rezultat – 0,3 proc. – nie zapewniłby żadnych mandatów.

14 września w Veganerpartiet zmieniły się władze partii. Nową przewodniczącą została Lisel Vad Olsson, certyfikowana propagatorka medycyny alternatywnej zajmująca się m.in. pseudonaukową metodą uzdrawiania reiki. Stoi przed nią bardzo trudne zadanie – musi zachęcić do głosowania na swoją partię właśnie wegan, wegetarian oraz osoby, którym zależy na dobru zwierząt. Październik wydaje się idealnym miesiącem na rozpoczęcie kampanii mającej na celu przekonanie ludzi do diety roślinnej. Pierwszy dzień tego miesiąca jest międzynarodowym świętem wegetarianizmu, drugi to Dzień Zwierząt Hodowlanych, czwartego obchodzimy Światowy Dzień Zwierząt, dwa tygodnie później Światowy Dzień Żywności, a 1 listopada to Światowy Dzień Wegan. Okazji do pokazania się wyborcom nowej partii zatem nie zabraknie. Jednak samo pojawienie się aktywistów na wydarzeniach, które będą się w tym czasie odbywać, nie zaskarbi Partii Wegan masowego poparcia – a do najbliższych wyborów zostały jeszcze niemal trzy lata.

Spór o Spurek, czyli o świętej dowolności konsumpcji

Muszą to być lata intensywnej walki o wyborców. Czysto hipotetycznie partia mogłaby liczyć na 140 tysięcy duńskich wegetarian, ale ile głosów faktycznie uda się jej pozyskać? Jeśli Veganerpartiet nie rozpadnie się przez te trzydzieści kilka miesięcy, to najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie poszukiwanie miejsc na listach innych ugrupowań. Jak starałem się wskazać wcześniej, to zadanie nie będzie należeć do najprostszych. Kolejnym problemem dla Partii Wegan może być fakt, że jej liderką jest osoba o pseudonaukowych poglądach na świat. Łagodnie mówiąc, nie świadczy to dobrze o zapleczu merytorycznym Vad Ollson. Jeśli okaże się, że do struktur ściągnie ona kolejne osoby o podobnym spojrzeniu, to ideologia weganizmu, na którą się powołują, może mieć poważny problem wizerunkowy. A chyba większość wegan ma już dość utożsamiania ich diety z sekciarstwem.

 

**
Michał Konarski – współpracownik Europe Elects, aktywista, publicysta młodzieżowego portalu Alternatywa.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać