Unia Europejska

Szczepionka to droga do normalności. TO NIEPRAWDA!

„Zrób sobie piekło”, czyli cykl korespondencji Michala Chmeli z Czech.

Wojna Czechów z COVID-19 staje się coraz bardziej chaotyczna. Na razie koronawirus wygrywa 1:0. I nie dziwota, skoro od samego początku w swojej strategii epidemicznej władze posiłkowały się najwyraźniej tarczą do gry w rzutki z zawiązanymi oczyma.

Sytuacja jest niewesoła. Jeszcze w listopadzie gromki śmiech wywoływały antyrządowe demonstracje bez maseczek, na których protestujący wykrzykiwali antyrządowe hasła (że zacytuję: „My chcemy piwa!”), obwieszczali wszem wobec swój zamiar marszu na prezydencki zamek na Hradczanach i wizyty u gospodarza, po czym po cichu udawali się dokładnie w przeciwnym kierunku.

Przeciwnicy maseczek i lockdownu protestują w Pradze, październik 2020. Fot. Petr Zewlakk Vrabec/A2larm.cz

Teraz spece medyczni mówią już o trzeciej fali wirusa, która zaatakowała Czechy, wywołanej przez mutację i rozprzestrzenianie się w rezultacie chaotycznego luzowania obostrzeń przeciwepidemicznych.

Rząd partii ANO Andreja Babiša stwierdził, że łatka partii, która odwołała Boże Narodzenie, raczej nie przyniesie wzrostu poparcia, które już teraz jest mocno cherlawe. Nie pomogły mu też piętrzące się tradycyjnie problemy. W rezultacie skonfundowani Czesi dowiedzieli się, że Ministerstwo Zdrowia w swej bezbrzeżnej mądrości wydało przypadkowo zakaz sprzedaży kawy na wynos, który obowiązywał w kraju przez całe cztery dni, po czym okazało się, że była to pomyłka i efekt uboczny zarządzenia mającego zapobiegać gromadzeniu się ludzi na ulicach i spożywaniu alkoholu.

Potem premier-oligarcha Babiš wpadł na genialny biznesowy pomysł, jak rozwiązać problem powszechnej niechęci narodu do poddawania się testom na obecność wirusa. Zaproponował ludziom kilka bardzo podejrzanych wabików: oto każdy, kto wykupi subskrypcję do płatnych treści w dowolnym należącym do Babiša portalu informacyjnym, może przeskoczyć kolejkę w jednej z należących do Babiša prywatnych klinik medycznych, co jest nie tylko wielce podejrzane, ale również niezgodne z prawem. Choć prawo to akurat nie jest coś, czym premier Czech szczególnie się przejmuje.

Do wszystkiego doszedł ogromny cios, który został wymierzony w branżę restauracyjną. Hucznie celebrowana i długo oczekiwana zgoda na otwarcie lokali gastronomicznych obowiązywała w Czechach… dwa tygodnie. Najpierw było tak:

Tomorrow.

Posted by Prague Morning on Wednesday, December 2, 2020

A zaraz potem ni z tego, ni z owego znów zakazano im działalności, przez co większość mniejszych knajp odnotowała jeszcze większe straty niż wcześniej, a setki z nich upadło.

Stan na dziś: cały kraj czołga się w kleszczach całkowitego lockdownu. Dzień jak co dzień.

Duża, ostra igła w kolorze zielonego bagna

To, że władze spaprały szansę gospodarki na w miarę normalne funkcjonowanie, a jednocześnie nie były w stanie zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa, to żadna nowina. Jednak odkąd na horyzoncie zamajaczyła szczepionka, covidowy dyskurs w Czechach wkroczył na zupełnie inne tory.

Do protestujących przeciwko rządowi, lockdownowi, maseczkom i całej reszcie świata dołączyły ostatnio mocno zaprawione w boju szajbusy, czyli czescy antyszczepionkowcy. Wnosząc ze sobą cały dobrobyt teorii spiskowych.

Antyszczepionkowcy w Czechach nie ufają państwu

I choć może zabrzmi to niedorzecznie, czasem trudno im się dziwić, biorąc pod uwagę dostępność rzetelnych informacji, czy też raczej ich niedostępność. Kampanie medialne mające edukować Czechów w przedmiocie zalet i wad szczepień tylko dolewają oliwy do ognia.

Przykład pierwszy z brzegu: rząd postanowił przeznaczyć na kampanię edukacyjną 50 milionów koron, czyli niecałe 2 miliony euro. Było to w październiku. Później nastała cisza. Po czym w grudniu światło dzienne ujrzał pierwszy niby-owoc tej kampanii, prawdziwa perła reklamowo-PR-owa. Naprawdę żywię przekonanie, że ta perła wśród ulotek stanie się podręcznikowym przykładem tego, jak NIE robić marketingu.

Pomińmy przerażającą wizualnie oprawę całości. Najpierw dostrzegamy zdehumanizowaną dłoń odzianą w lateksową rękawiczkę o mokradłowej barwie, wymachującą gigantyczną i ostrą igłą. Nad nią nagłówek: „Szczepionka przeciw COVID-19. Prosty sposób na powrót do normalnego życia”. A zaraz pod nią kolejny nagłówek, krzyczący: „To nieprawda!”. Umieszczony tuż koło tej gigantycznej igły.

No nie! Przekonali mnie! Kupuję!

Ulotka promocyjna czeskiego Ministerstwa Zdrowia

Co prawda tekst w kolumnie z nagłówkiem „To nieprawda!” obala obiegowe mity i obiekcje wobec szczepionki i wyjaśnia, dlaczego szczepienie jest bezpieczne i potrzebne, ale w powyższym układzie graficznym i tak nikt tego nie zauważy.

A to jeszcze nie koniec. Większość szkodliwych antyszczepionkowych mitów została w tej kolumnie wydrukowana słowo w słowo, nawet bez cudzysłowu, dużymi, niebieskimi, wytłuszczonymi literami. Wszystko to w tekście podpisanym przez Ministerstwo Zdrowia. Całość tej dyletanckiej grafiki jest cudną, choć chyba jednak niezamierzoną cegiełką dorzuconą do propagandy antyszczepionkowców.

Przeciwnicy maseczek i lockdownu protestują w Pradze, październik 2020. Fot. Petr Zewlakk Vrabec/A2larm.cz

Co szokujące, w końcu uświadomiła to sobie również sama władza. Babiš mówił o wizerunkowej katastrofie. Ministrowi zdrowia Janowi Blatnemu nie przyszła do głowy żadna lepsza linia obrony niż: „dobrze, że w ogóle ktoś coś w tej sprawie zrobił”, co było, zdaje się, aluzją do niewidzialnej dotąd, ale opłaconej z pieniędzy podatników kampanii informacyjnej.

Kto, do diaska, odpowiada za tę reklamową wtopę? Ministerstwo nie kwapi się z odpowiedzią. Na szczęście cały ten bałagan został szybko przyćmiony przez kolejny cios wymierzony w wiarygodność szczepienia, tym razem zadany osobiście przez szefa rządu Andreja Babiša, który mianował się samozwańczym koordynatorem ds. szczepień w kraju. Jak to uzasadnił? „Po moich całorocznych doświadczeniach z Ministerstwem Zdrowia postanowiłem, że będę to właśnie ja”.

Na koniec: budżet nasz ostateczny

Pomimo niestrudzonych wysiłków rządu Andreja Babiša państwo czeskie o dziwo wciąż nie przestaje działać. Możliwe, że tylko dlatego, że na całym świecie buszuje pandemia i konieczne jest podejmowanie choćby pozorowanych działań. Jednym z nich jest na przykład konieczność przyjęcia przez parlament budżetu na przyszły rok.

Będąca obecnie u steru koalicja ANO i ČSSD (czyli, trochę na wyrost, socjaldemokraci) ma mniejszość parlamentarną, stąd rządzi wyłącznie z cichym przyzwoleniem Partii Komunistycznej. W ciągu ostatnich trzech lat kadencji nie stanowiło to tak naprawdę żadnego problemu, głównie za sprawą ČSSD, które cichaczem wycofywało się przy pierwszych oznakach konfliktu dzięki przywództwu najbardziej uległego człowieka na świecie Jana Hamáčka.

Czeska socjaldemokracja na skraju przepaści [ZOBACZ MEMY]

Wreszcie jednak koalicja rzuciła się sobie do gardeł. Przyczyna? Cięcia na wydatki wojskowe, których domagają się komuniści.

Choć obcięcie funduszy na armię i przeznaczenie ich na inne cele jest w teorii godne podziwu, to polityczna logika tego rozwiązania jest stosunkowo prosta. Otóż komuniści chcą, żeby Czechy wystąpiły z NATO. Najlepiej wczoraj, ale jeśli się nie da, to od dziś. Obcięcie funduszy przeznaczonych na armię, już teraz finansowanej zresztą poniżej natowskich standardów, położy się cieniem na reputacji Czech jako sojusznika militarnego. A przynajmniej położyłoby się cieniem, gdyby czeska armia kogokolwiek obchodziła.

Pozycja komunistów w kwestii NATO nie cieszy się popularnością. Większość Czechów (i partii politycznych) albo postrzega sojusz jako zło konieczne, albo popiera go w nieco naiwnej nadziei na uporządkowanie relacji na Zachodzie. Nie dziwi zatem fakt, że praktycznie każda partia, w tym w szczególności rządzące ANO i ČSSD, sprzeciwiała się cięciom budżetowym, a minister obrony (ANO) zaczął się nawet odgrażać honorową dymisją w razie zatwierdzenia budżetu.

Wydatki na wojsko w końcu obcięto. Chyba nie warto wspominać o tym, że oczywiście nikt nie podał się w związku z tym do żadnej dymisji? Premier Babiš oznajmił, że od samego początku chciał cięć, ale to nieważne, bo pieniądze w magiczny sposób i tak trafią z powrotem do armii w przyszłym roku. Czego nie rozumiecie?

W przyszłym roku w Czechach odbędą się wybory. Z dużym prawdopodobieństwem ČSSD nie dostanie się ponownie do parlamentu, a ANO będzie potrzebowało koalicjantów. Ciekawe, czy obcięcie budżetu armii zapewni komunistom sukces i popchnie w ich ramiona więcej wyborców? Jakby bez tego Czechy AD 2021 były jeszcze za mało straszne.

Koniec węgla (ale tuż po końcu świata)

Na szczęście można uciec przed wszechobecnymi katastrofami z Babišem w tle, znajdując ukojenie w objęciach natury. To znaczy, można by, gdybyśmy nie byli w Czechach i nie był rok 2020.

Dobra wiadomość: Czechy w końcu chcą dołączyć do reszty UE, która ogłosiła oficjalny koniec wydobycia węgla na swoim terenie. Zła wiadomość: rekomendacje ekspertów, którzy wskazali jako datę końcową rok 2038. I to jest „kompromis”, bo przemysł energetyczny lobbował za 2050 rokiem. Tak czy inaczej, był to przejaw dobrej woli z naszej strony: oto jesteśmy gotowi zrobić coś dla klimatu, nawet jeśli to coś to tylko pusty i bardzo spóźniony gest.

Przełożyła Dorota Blabolil-Obrębska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Michal Chmela
Michal Chmela
Tłumacz, dziennikarz
Tłumacz, dziennikarz, korespondent Krytyki Politycznej w Republice Czeskiej, współpracownik magazynu PoliticalCritique.org.
Zamknij