Unia Europejska

Cięcia socjalne? Zacznijmy od korporacji

Politycy wciąż mówią o konieczności cięć wydatków na pomoc społeczną. Rzadko wspomina się natomiast o państwowej pomocy dla wielkich korporacji.

W ostatnich dniach, podczas gdy zwolennicy Torysów kibicowali Kanclerzowi Skarbu George’owi Osborne’owi w obniżkach zasiłku dla najbiedniejszych Brytyjczyków w wieku produkcyjnym, debata o opiece społecznej przybrała niespodziewany obrót za sprawą krótkiej wiadomości. Ukryty pomiędzy szpaltami środowego „Guardiana” artykuł wyjawiał, że od 2007 roku brytyjski rząd wypłacił korporacji Walta Disneya prawie 170 mln funtów za produkcję filmów na Wyspach. Tylko w zeszłym roku kalifornijski gigant otrzymał 50 mln funtów z tytułu ulg podatkowych. Dla porównania w kwietniu rząd pozbędzie się 347-milionowego funduszu kryzysowego przeznaczonego dla rodzin w nagłej potrzebie, w przypadku zagrożenia bezdomnością lub głodem.

„Zasiłkiem” nazywa się niechętnie oddawaną jałmużnę dla biednych, „ulga” to nagroda dla bogaczy. Jednak jeśli tylko przebić się przez eufemistyczny dyskurs i skomplikowaną księgowość Ministerstwa Skarbu, i jedno, i drugie staje się po prostu formą opieki społecznej. Tylko że setki funtów dla Brytyjczyków śpiących na ulicy to najwyraźniej żadna inwestycja, a miliony w prezencie dla wartego 150 mld dolarów Disneya mają się opłacać. Ktoś tu kogoś robi w konia, i to nie rysunkowego.

Politycy i eksperci w swoich wypowiedziach malują wizerunek opieki społecznej jako garści banknotów wciskanej biednym. Rzadko wspomina się natomiast o państwowej pomocy dla wielkich korporacji: grantach i subsydiach, kontraktach i korzystnych pożyczkach udzielanych przedsiębiorcom. Tymczasem niektóre z największych firm i gałęzi przemysłu obrały model biznesowy, który opiera się na wysysaniu pieniędzy brytyjskiego podatnika. Firmy obsługujące nasz rzekomo sprywatyzowany transport kolejowy w rzeczywistości nie toną tylko dzięki miliardom publicznych pieniędzy.

Inny przykład: firma Amazon należąca do miliardera Jeffa Bezosa w ostatnim roku zapłaciła Zjednoczonemu Królestwu podatek korporacyjny niższy od otrzymanych dotacji rządowych.

Rachunek za finansowanie wielkich firm (czyli tzw. corporate welfare) jest w dużej mierze niewidoczny. Wiemy wiele o beneficjentach pomocy społecznej: rząd zna koszt każdego zasiłku dla skarbu państwa, wyraźnie określa, kto się do pomocy kwalifikuje, a nawet potrafi nieźle oszacować, w jakim stopniu zasiłki się wyłudza albo na nich oszukuje. Razem wzięte agendy rządowe, uniwersytety i NGO-sy wyprodukowały tyle badań na temat klientów pomocy społecznej, że mogłyby zapełnić Bibliotekę Bodlejańską w Oksfordzie. A co z corporate welfare? Sam rząd przyznaje: „Nie ma rozstrzygającego źródła danych na temat wydatków na dotacje dla biznesu w Zjednoczonym Królestwie”. Kluczowe liczby rozsiane są po rządowych publikacjach. Nie istnieje nawet jednoznaczna definicja zasiłku dla korporacji.

Kwestię tę spowija milczenie. Bardzo zresztą wygodne dla Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu [Confederation of British Industry – CBI] i innych lobby biznesowych, które mogą jednocześnie ponaglać ministrów do coraz szybszego i drastyczniejszego cięcia zasiłków, i nie martwić się o sumki odpalane korporacjom. Ta cisza miła jest także Osborne’owi oraz premierowi Cameronowi, którzy wciąż twierdzą, że podstawowym problemem Wielkiej Brytanii jest „wypieranie” prywatnych przedsiębiorstw przez sektor publiczny, a przy tym nigdy nie wspominają o tym, jak bardzo finanse publiczne subsydiują biznes. To strefa ciszy w samym jądrze naszej demokracji.

Kelvin Farnsworth, wykładowca polityki społecznej na Uniwersytecie w York, spędził prawie dekadę badając corporate welfare, przedzierając się przez arkusze kalkulacyjne urzędów (nie tylko na Whitehall) czy siedząc z głową w archiwach Companies House [odpowiednik naszego Krajowego Rejestru Sądowego – przyp. tłum.]. Właśnie ukończył raport, który można uznać za pierwszy znany kompleksowy audyt brytyjskiego korporacyjnego państwa dobrobytu.

Cyfry czekające na publikację w nadchodzącym dokumencie wprost oszałamiają. Farnsworth bierze pod uwagę rok podatkowy 2011-12, sumując subsydia i dotacje wypłacone wprost poszczególnym biznesom. Wychodzi mu liczba ponad 14 miliardów funtów – czyli prawie trzykrotność pięciu miliardów wydanych na uzależnione od dochodów zasiłki dla bezrobotnych.

Do tego należy dodać jeszcze ulgi w podatkach dochodowych od osób prawnych, wartość korzystnych pożyczek dla banków i innych firm, rządowe ubezpieczenia dla eksporterów, promocję brytyjskiego biznesu należącą do obowiązków ministra handlu i przemysłu Vince’a Cable’a, zamówienia publiczne z sektora prywatnego… Farnsworth oblicza, że bezpośrednie corporate welfare kosztuje brytyjskiego podatnika niecałe 85 mld funtów rocznie. Przy czym przyznaje, że to bezpieczny szacunek. Dorzuciłbym do tych sum jeszcze publiczne finansowanie banków zbyt dużych, by upaść, albo 25 mld wypłaconych w tym roku w formie ulg podatkowych, zasiłków mieszkaniowych oraz dopłat do podatku miejskiego osobom zatrudnionym, którym pracodawcy nie płacą nawet tyle, by starczyło na życie. Niemniej Farnsworth dokonał wielkiego czynu: wydobył z mroku rządowych archiwów liczbę 85 mld funtów w subsydiach, którą rząd i wielkie korporacje wolałyby przed nami ukryć.

Z refleksji nad tymi szeleszczącymi prezentami dla wielkich firm natychmiast wysuwają się na pierwszy plan dwie reakcje. Z jednej strony odkrycie to obnaża głupotę wszystkich gazetowych rozkładówek i debat w BBC pod wspólnym pytaniem „Gdzie dokonać tych cięć?”, które przypomina trochę wezwanie do okupu z raczej kiepskiego kryminału („Albo forsa, albo policzymy się z tą nauczycielką!”). Co więcej, pytanie to zacznie pojawiać się coraz częściej w audycjach przedwyborczych. Może następnym razem obok szkół, strażaków i zasiłków, jakaś dzielna spikerka Radia 4 wspomni też coaching biznesowy, marketing i promocję z ramienia ministerstwa handlu i przemysłu (roczny koszt: prawie 5 mld).

Z drugiej strony można przecież odpowiedzieć, że dotacje dla przedsiębiorstw to zjawisko nieuniknione, a nawet pożądane. Dla niektórych zatrudnienie Kennetha Branagha w ojczystym kraju jest przecież sprawą wagi państwowej. A skoro tak, niech ulgi podatkowe spokojnie płyną sobie do kieszeni Disneya. Ja z kolei uważam, że na subsydia zasługuje na przykład energetyka odnawialna. W każdym razie obywatelom przysługuje dostęp do jawnej debaty. Dokładnie takiej, do jakiej nas nie dopuszczono, celowo ukrywając wysokości tych sum.

Jeśli podatnicy muszą dotować korporacje, dlaczego nie mają żądać od przedsiębiorstw podporządkowania się warunkom podstawowej uczciwości?

Subsydiowane z pieniędzy publicznych firmy obsługujące np. koleje powinny zapewnić pracownikom pensje wystarczające na życie, przyzwoitą emeryturę i płatne urlopy zdrowotne. Zaś każdego beneficjenta publicznych finansów powinien obowiązywać zakaz posiłkowania się podejrzanymi kombinacjami w celu uniknięcia podatków.

Dzisiejszy półtajny system nie żąda tego od korporacji: z 44 firm, które otrzymały co najmniej milion funtów dotacji rządowych w latach 2005-2011, trzynaście nie zapłaciło żadnych podatków od osób prawnych, a siedemnaście nie zapłaciło CIT-u albo w rok przed, albo w rok po otrzymaniu publicznych pieniędzy. I wcale nie mówimy tu o małych firemkach: na liście Farnswortha znalazły się choćby Tesco Personal Finance, Dell i Plusnet.

I oczywiście Amazon, który tylko w 2011 roku dostał od szkockiego parlamentu 7,7 mln funtów za umieszczenie centrum dystrybucji na Półwyspie Fife. Parlament walijski obiecał internetowemu potentatowi jeszcze wyższą sumę 8,8 mln funtów, a dodatkowo wartą 3 mln funtów budowę drogi szybkiego ruchu łączącej centrum dystrybucji z siecią dróg. Właśnie ukończono budowę drogi Ffordd Amazon, nazwanej tak, żeby nie było wątpliwości, komu ma służyć.

Badania Farnswortha powinny rozpocząć debatę publiczną o wielkości i sposobach działania korporacyjnego państwa dobrobytu. Ja sam uwierzę, że coś robimy w tej sprawie, gdy Channel 4 zamiast Benefits Street, serialu dokumentalnego o życiu na zasiłku, zacznie pokazywać Jeffa Bezosa, zawodowo unikającego podatków założyciela Amazona, i jego doświadczenia z wielomilionowymi dotacjami od państwa.

Przeł. Aleksandra Paszkowska

Tekst ukazał się na stronach „The Guardian”. / Copyright Guardian News&Media 2014

***

Serwis >>WYBORY EUROPY jest współfinansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych 

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij