Świat

Wiceprezydentka na miarę progresywnych możliwości

Przy akompaniamencie seksistowskich i rasistowskich histerii z prawej strony oraz rozczarowanego pojękiwania z lewej demokratyczny kandydat na prezydenta USA Joe Biden ogłosił, że jego kandydatką na wiceprezydentkę USA będzie Kamala Harris.


Po miesiącach czekania Amerykanie w końcu poznali kandydatkę demokratów na wiceprezydentkę. Będzie nią Kamala Harris, senatorka z Kalifornii i była prokuratorka generalna tego stanu.

Wybór ten ma historyczną wagę. I to z kilku powodów, ale zawiodą się jednak ci, którzy uważają go za radykalny. Wprost przeciwnie – jest on do bólu pragmatyczny.

Przełomowa nominacja

Harris, córka Jamajczyka i Hinduski, będzie pierwszą niebiałą kobietą nominowaną na kandydatkę na wiceprezydentkę Stanów Zjednoczonych przez jedną z dwóch głównych partii w niemal 250-letniej historii USA.

Harris – jak podkreśliła podczas jednej z debat prawyborczych – jako dziewczynka zyskała dzięki programowi dowożenia dzieci z dzielnic zamieszkanych głównie przez mniejszości do szkół w białych dzielnicach. Dzięki temu udawało jej się pokonać przeszkodę rejonizacji i nieformalnej segregacji rasowej w amerykańskiej edukacji.

San Francisco. Dzielnice czarnych odcięto od miasta jak gangrenę

czytaj także

Jest absolwentką Uniwersytetu Howarda, prestiżowej szkoły wyższej, na której w czasach segregacji rasowej studiowali przede wszystkim czarni. Brała też udział w protestach przeciwko apartheidowi w Południowej Afryce.

Wybór Harris jest więc po pierwsze istotny symbolicznie. Tym bardziej że nastąpił po niemal czterech latach rządów Donalda Trumpa – wielokrotnie oskarżanego o gwałt i molestowanie seksualne mizogina, który nie stronił od mrugania okiem do rasistowskiej skrajnej prawicy.

Histeria prawicy…

Reakcje prawicy, zwłaszcza tej kojarzonej z Trumpem, były bardzo przewidywalne. Mówią więcej o obsesjach i fobiach tego środowiska niż o samej Harris.

Konserwatywny komentator Glenn Beck uciekł się do seksistowskich insynuacji. Jeszcze dzień przed ogłoszeniem wyboru sugerował, że swoją karierę na stanowiskach publicznych Harris zawdzięczała intymnym relacjom ze spikerem stanowego zgromadzenia Kalifornii Williem Brownem.

Duda wraca z Waszyngtonu z pustymi rękami

Jedna z gwiazd tuby propagandowej Trumpa Fox News Tucker Carlson oskarżył Harris o to, że jest „jednowymiarowa”, pozbawiona jakichkolwiek poglądów i gotowa przehandlować wszelkie ideały za osobiste korzyści.

„Jej radykalny ekstremistyczny dorobek jest skandaliczny” – tak z kolei skomentowała wybór Harris inna gwiazda Fox News i prywatnie przyjaciel prezydenta Trumpa Sean Hannity. Skandaliczny dorobek to poparcie, jakiego Harris udzieliła Green New Deal, w ramach którego USA miałyby odejść od paliw kopalnych do 2030 roku, czy też programowi Medicare for all, czyli publicznemu powszechnemu ubezpieczeniu zdrowotnemu.

Jak zdobyć poparcie dla zielonej transformacji? Połączyć ją z reformami socjalnymi

Na swojej liście zarzutów Hannity wymienił również poparcie zmniejszenia budżetu organów ścigania czy zwiększenie kontroli nad posiadaniem broni palnej. Zdaniem Hannity’ego para Biden-Harris jest „najbardziej ekstremistyczną, radykalną, skrajnie lewicową” w historii USA.

Hannity zapomniał do listy grzechów dorzucić sprzeciw Harris wobec kary śmierci (jako prokuratorka w San Francisco odmówiła żądania kary śmierci dla mordercy policjanta) i poparcie dla praw osób LGBT+ (sprzeciwiała się Proposition 8, poprawce do konstytucji Kalifornii, która definiowała małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny). Obecnie Harris jest jedną z wiodących członkiń Kongresu lobbujących za reformą policji.

…i niepocieszona lewica

Harris nie jest tak lewicowa jak choćby Elizabeth Warren, której nazwisko również wymieniano w gronie potencjalnych wiceprezydentek. Choć podczas pierwszej debaty prawyborczej Harris podniosła rękę, gdy prowadzący spytali, czy byłaby za rezygnacją z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych na rzecz publicznego ubezpieczenia, ale już dzień później rakiem wycofała się z tego pomysłu, twierdząc, że pytanie dotyczyło jej ubezpieczenia. Dziś opowiada się za jakąś formą systemu mieszanego, która utrzymałaby prywatne ubezpieczenia zdrowotne.

Lewicowi krytycy wytykają Harris, że wcale nie była tak progresywną prokuratorką generalną Kalifornii, jak sama twierdzi. Wspierała pomysł, by pociągać do odpowiedzialności karnej rodziców dzieci, które często wagarują. Wskazują również, że jej rzekome największe osiągnięcie z tego czasu – reforma stanowego wymiaru sprawiedliwości – wcale nie przyczyniła się do redukcji masowej inkarceracji w Kalifornii i z tego punktu widzenia okazała się porażką.

Stany Zjednoczone uprawiają socjalizm dla bogatych

czytaj także

Co więcej, choć w kampanii niewiele mówiła o polityce zagranicznej, to według Sarah Lazare jej działania pokazują, że jest jastrzębiem: między innymi nie jest zwolenniczką szybkiego wycofania wojsk USA z Bliskiego Wschodu, a poparcie dla wycofania wsparcia dla saudyjskiej wojny w Jemenie wyraziła dopiero po morderstwie publicysty „Washington Post” Dżamala Chaszugdżiego.

Pragmatyczny wybór na trudne czasy

Niezależnie od narzekań z lewej i prawej strony wybór Harris można uznać za kolejne zwycięstwo zielonej frakcji Partii Demokratycznej. Wcześniej Biden nominował architekta umowy paryskiej Johna Kerry’ego i ikonę Nowego Zielonego Ładu i nowej amerykańskiej lewicy Alexandrię Ocasio-Cortez, by kierowali jego zespołem do spraw klimatu. W połowie lipca zaprezentował swój ambitny wart dwa miliardy dolarów plan na odejście od paliw kopalnych i walkę z kryzysem klimatycznym.

Jest też ukłonem w stronę tych, którzy chcieliby zmian w amerykańskim systemie ochrony zdrowia.

Zawiedzeni będą jednak ci, którzy upatrują w tym wyborze rewolucji. Prawda jest taka, że Harris na wiceprezydentkę to wybór do bólu pragmatyczny. Siedemdziesięciosiedmioletni Biden potrzebował obok siebie młodszej twarzy. Harris ma też zmobilizować mniejszości – zwłaszcza Afroamerykanów – oraz kobiety-wyborczynie, nie budząc przy tym niepokoju białych i bardziej konserwatywnych wyborców.

Z jednej strony jest on odpowiedzią na zapotrzebowanie na to, by establishment polityczny i najwyższe urzędy w państwie w końcu odzwierciedlały różnorodność społeczeństwa amerykańskiego, w którym biali nie są już większością. Tu polityka dogania rzeczywistość społeczną.

Dodatkowo, po #MeToo i przegranej walce Hillary Clinton o fotel prezydencki z otwartym mizoginem Trumpem wyborcy demokratów oczekiwali, że wybór padnie na kobietę. Sam Biden już wcześniej wspomniał zresztą, że rozważa jedynie kobiety.

Żadnej rewolucji nie będzie

Harris sytuuje się na lewo od Bidena w kwestiach ochrony klimatu i ochrony zdrowia, ale mimo wszystko jest centrowa i należy do establishmentu partyjnego. Nie jest też kojarzona z „ekipą”, czyli czterema lewicowymi członkiniami kongresu: Ocasio-Cortez, Ilhan Omar, Ayanną Pressley i Rashidą Tlaib, którym media dorobiły gębę radykałek.

Istotna jest również kariera Harris jako prokuratorki, zawodu wciąż zdominowanego przez białych mężczyzn, zwłaszcza w czasach Black Lives Matter. Policja w USA jest jednym z głównych narzędzi utrzymywania porządku społecznego opartego na milcząco przyjętej hierarchii rasowej i obecne protesty przeciwko brutalności policji wobec mniejszości to podważają.

Fakt, że Harris sama o sobie mówiła, że jest „gliną”, może z kolei znów uspokajać zachowawczych wyborców, którzy co prawda popierają walkę Afroamerykanów z dyskryminacją, „ale nie w taki sposób”, czyli nie poprzez masowe protesty i zamieszki na ulicach.

Jedność formacji

Joe Biden nazwał siebie kandydatem przejściowym między pokoleniami Partii Demokratycznej: pokoleniem zdominowanym przez białych mężczyzn a pokoleniem, które lepiej odzwierciedla rzeczywistą różnorodność społeczeństwa amerykańskiego, jest bardziej progresywne i lepiej rozumie wyzwania współczesności.

W tym kontekście wybór Harris ma być sygnałem, że Partia Demokratyczna się zmienia. Dla samej Harris z kolei jest to wielka szansa na prezydenturę w 2024 roku, bo szanse na to, że 81-letni wtedy Biden zdecyduje ubiegać się o reelekcję, nie są wielkie.

Wybór Harris jest też ważnym sygnałem o konsolidacji partii. Podczas pierwszej debaty przedwyborczej doszło do ostrego starcia między Harris i Bidenem, które następnie przeniosło się do mediów tradycyjnych i społecznościowych. Zaangażowali się w nie też członkowie sztabów obojga kandydatów. Część polityków Partii Demokratycznej bała się, że ten przedłużający się konflikt może im zaszkodzić w tegorocznych wyborach, podobnie jak konflikt między Hillary Clinton i jej zwolennikami a obozem Berniego Sandersa rzekomo zaszkodził demokratom w 2016 roku (czy to prawda, to już inna kwestia).

Wybór Harris to istotny wizerunkowo gest z punktu widzenia politycznej jedności demokratów – obok jednoznacznego poparcia Bidena przez Berniego Sandersa wcześniej, Harris, dołączając do Bidena, podkreśla dojrzałość i zwarcie formacji gotowej na odebranie władzy Donaldowi Trumpowi.

Porażka w wyścigu o prezydenturę mimo sprzyjających demokratom okoliczności – społecznych protestów i pandemii koronawirusa, która całkiem obnażyła niekompetencję Trumpa – wpędziłaby Partię Demokratyczną w najpoważniejszy kryzys od dekad, z którego mogłaby się nie wydobyć przez wiele kadencji.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jan Smoleński

| Politolog, członek zespołu Krytyki Politycznej
Politolog, pisze doktorat z nauk politycznych na nowojorskiej New School for Social Research. Absolwent Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Stypendysta Fulbrighta. Autor książki „Odczarowanie. Z artystami o narkotykach rozmawia Jan Smoleński”. Członek Zespołu Krytyki Politycznej.