„Irańska dziwka. Nie, nie. Tadżycka dziwka. Przecież to w ogóle nie jest Afganka. Ale i tak trzeba ją zabić. A ten jej ojciec to w ogóle mężczyzna? Muzułmanin? Nie potrafi przywołać córki do porządku. Nie nauczył jej, jak kobieta ma się zachowywać i wyglądać. A przede wszystkim, że ma milczeć” – wspomina Marzia Hamidi, medalistka w taekwondo, aktywistka na rzecz praw człowieka. To właśnie słyszała, gdy w 2024 roku nazwała męską reprezentację Afganistanu w krykiecie „drużyną terrorystów”.
Wówczas już od trzech lat mieszkała we Francji. W 2021 roku udzieliła wywiadu magazynowi „Elle”, dzięki czemu otrzymała wsparcie i francuską wizę. Z Kabulu poleciała do Kataru, stamtąd do Paryża. Razem z nią dwie inne Afganki. Później, gdy zaczęła otrzymywać groźby zabójstwa i gwałtu – czasem po kilka tysięcy w ciągu doby – francuskie władze zaproponowały jej nawet pobyt w bazie wojskowej. Odmówiła. Dziś porusza się w towarzystwie ochroniarzy.
– Te dwa lata do sierpnia 2021 roku były moimi najszczęśliwszymi – wspomina Marzia, dziś 24-letnia. – Miałam drużynę taekwondo. Codzienne ćwiczenia. Zawody, medale. Pierwsza miłość. Wieczory spędzane ze znajomymi. Kawiarnie. Pokazy mody. Przyjaciółka miała swoją własną markę ubrań.
Przed planowanym spotkaniem w Warszawie kilka razy rozmawiam z jej ochroną. Spotkanie w kawiarni nie wchodzi w grę. Były mąż, mocno powiązany z talibami, najpierw przebywał w Turcji, teraz prawdopodobnie jest w Londynie. – Tacy ludzie są wśród nas, chodzą po ulicach europejskich miast – mówi Marzia. Umawiamy się w siedzibie zaprzyjaźnionej stacji radiowej. Dołącza do nas Fahima Sarfaraz, też uchodźczyni z Afganistanu.
Były mąż zlecił, inny mężczyzna wykonał. „Wyglądasz jak potwór’
Fahima urodziła się w 2002 roku w Iranie, w rodzinie afgańskich uchodźców. Dziś mieszka w Stanach Zjednoczonych. Miała czternaście lat, gdy została wydana za mąż. Nikt jej nie pytał o zgodę. Chciała się uczyć. Po kilku latach zaczęła nawet studiować dziennikarstwo. Mąż najpierw to tolerował. Gdy przestał, uczyła się potajemnie w domu, a na uczelnię szła tylko zdawać egzaminy. Prowadziła siłownię i szkołę prawa jazdy dla kobiet. W 2008 roku wystartowała w wyborach – bez sukcesu. Mąż coraz bardziej kręcił nosem, choć było to jeszcze przed opanowaniem kraju przez talibów. Mentalnie był i jest jednym z nich.
– Zabrano mi część dzieciństwa i młodości – mówi. – Czternastoletnie dziecko nie jest gotowe do małżeństwa.
Mieszkała wtedy w Iranie. W obydwu krajach wciąż wiele osób wierzy, że skoro najukochańsza żona proroka Mahometa, Aisza, miała osiem czy dziewięć lat w chwili ślubu, to w przypadku ich córek również jest to wskazane Ale to był siódmy wiek. Fahima podkreśla, że niektórzy mentalnie wciąż tam tkwią.
Po ślubie wraz z rodzicami, rodzeństwem i mężem przeniosła się do Afganistanu. Już wtedy wiedziała, że chce się rozwieść. Przed 2021 rokiem rozwody z inicjatywy kobiet były trudne z przyczyn społecznych i kulturowych, ale prawo na nie zezwalało – w samym 2017 roku udało się to sześciu tysiącom mężatek. Teraz kobieta musi najpierw przejść przez mediację z udziałem starszyzny, a mąż, często sprawca przemocy, wyrazić zgodę na rozwód. Jeśli w sądzie zakryta od stóp do głów ofiara zdoła udowodnić, że doznała przerwania ciągłości skóry lub złamania kości, mąż może trafić do więzienia na 15 dni.
W styczniu 2018 roku były mąż Fahimy postawił jej ultimatum – albo przyjedzie z nim porozmawiać, albo on zabije jej rodziców. Obiecał, że jej nie skrzywdzi. Na parkingu przed domem została oblana kwasem. On zapłacił równowartość pięciu tysięcy dolarów, inny człowiek zgodził się trwale ją okaleczyć. Napastnik zabrał też wszystko, co miała w torebce, łącznie z trzema tysiącami dolarów. „Przynajmniej teraz nikomu nie będziesz się podobać. Wyglądasz jak potwór. Nikt cię nie pokocha” – mówił później „zleceniodawca”.
Kilka dni spędziła w kabulskim szpitalu. Na leczenie wróciła do USA. Tam przeszła kilkanaście operacji. Lekarze usunęli włosy z jej głowy, by można było przeszczepić skórę. – Wtedy w Afganistanie były 32 ośrodki bezpiecznego schronienia dla kobiet. Gdy talibowie zajęli kraj, zamknęli je wszystkie – mówi.
– Pierwszy raz poczułam się naprawdę szczęśliwa, gdy stanęłam na scenie i mogłam opowiedzieć o sytuacji kobiet w Afganistanie trzytysięcznej publiczności. Czuję się potrzebna. Moje słowa pozwalają innym przetrwać.
Dziś gdy katowana przez męża kobieta szuka schronienia w domu rodziców, naraża ich na trzy lata więzienia. Jeśli ktoś widzi taką sytuację, ma obowiązek donieść władzom. Jeśli nie doniesie, a ktoś inny to zrobi, pierwszy można trafić do więzienia na dwa lata. Nie będzie procesu. Nie ma żadnych instytucji czy instancji odwoławczych. Ucieczka od męża to nieposłuszeństwo. Za to należy się kara. Jest całkowicie uznaniowa. A z kobietą należy się rozwieść. Nie będzie kompensaty czy podziału majątku. Nie będzie też prawa do opieki nad dziećmi.
Dokument wprowadzający takie przepisy talibski emir podpisał w styczniu 2026 roku. Potem doszły kolejne zakazy. – Mogą już tylko zakazać nam istnieć – zgodnie mówią Marzia i Fahima.
Afgańscy święci od krykieta
Po kolejnych spektakularnych sukcesach męskiej reprezentacji Afganistanu w krykiecie najpierw sam kapitan, a potem cała drużyna spotykała się z Anasem i Siradżem Haqqanim. Ten ostatni to tak zwany talibski minister spraw wewnętrznych. Z dumą podkreśla, że wyszkolił półtora tysiąca zamachowców-samobójców.
Drużyna wygrała między innymi z Anglią, Pakistanem, Bangladeszem. Zawodnicy mogliby zrobić dla Afganistanu wiele dobrego. Choćby upomnieć się o swoje koleżanki, którym zakazano grać. – Ale to wcale nie jest drużyna narodowa – mówi Marzia.
– To sami Pasztuni. Nie są reprezentatywni dla całego społeczeństwa. Ale dla tych wszystkich przegrywów w Afganistanie, którzy nie robią nic i mają tylko pretensje do całego świata, są bogami. Dziwne tylko, że np. afgańscy dziennikarze mieszkający za granicą to kupują. Krykiet stanowi świętość. A kapitan – największą. Najwyraźniej przekroczyłam granicę.
„Przegrywami” Marzia nazywa młodych afgańskich mężczyzn, którzy nie kwapią się ani do pracy, ani nauki, a jedynie, jak mówi, siedzą przed telewizorem i kibicują „swojej drużynie”, co nadaje ich życiu rytm i sens. – Inna sprawa, że o pracę w Afganistanie jest bardzo trudno. Mam na myśli tych, którzy nawet nie próbują – precyzuje Marzia.
Krykiet wywodzi się z Anglii. Średniowieczna gra szybko zyskała popularność. Wiele wieków później także w dalszych częściach Imperium Brytyjskiego. Dziś jest ważną dyscypliną w Pakistanie, Bangladeszu, Indiach, Afganistanie, na Sri Lance. Gdy talibowie pierwszy raz doszli do władzy w 1996 roku, w ciągu czterech lat zakazali wszystkich sportów, z tym jednym wyjątkiem.
Niedawno nakazali fryzjerom, aby fryzury były islamskie, nie angielskie. Jak to się wszystko ma do pochodzenia sportu narodowego? – Nie szukaj tu logiki – odpowiadają Fahima i Marzia.
Kiedyś w madrasach uczono logiki, algebry, astronomii, medycyny. Czytano poezję. Zadawano pytania. Dziś madrasy, zwłaszcza w Afganistanie, są swoją własną karykaturą. Nie ma pytań. Jest tylko nauka wskazanych tekstów na pamięć. Ale przede wszystkim jest przemoc. Dzieciom podaje się narkotyki, a potem, gdy nie stawiają oporu, wykorzystuje seksualnie. Opór można przypłacić życiem.
Podczas protestów mężczyźni stali obok. Ale niektórzy walczą z talibami
Do sierpnia 2021 roku w Afganistanie było trzynaście tysięcy madras. Teraz jest ponad trzydzieści tysięcy, a w nich nawet trzy miliony nieletnich. Czasem rodzice są przymuszani, żeby posłać tam dzieci. Bywa, że to jedyna szansa na choćby podstawową edukację. Motywacja nierzadko jest głównie ekonomiczna. – To wszystko trzeba zamknąć – mówi Marzia.
– Zapomnij – odpowiada jej Fahima. – Talibowie co tydzień dostają 87 milionów dolarów z USA. Będą robić, co chcą, dopóki wypłaty nie zostaną wstrzymane.
Tylko około 9 proc. całej sumy można jakoś prześledzić i udokumentować. Tymczasem według danych agencji ONZ OCHA dwadzieścia dwa miliony ludzi pilnie potrzebują pomocy humanitarnej. Zdesperowani sprzedają nerki. Wydają za mąż nawet dziewięcioletnie dziewczynki.
– Nikogo to nie ruszy, dopóki gospodarka nie upadnie do końca – kontynuuje Fahima. – Dopóki ludzie nie wyjdą na ulice, domagając się wolności.
– Mężczyzn to nie dotyka – wtrąca Marzia. – Dlatego milczą. Gdy protestowałyśmy w sierpniu 2021 roku, stali obok. Mogli się przyłączyć, ale nie zrobili tego. Niektórzy rzucali kąśliwe uwagi. Czasem obelgi. Mój brat też stchórzył. Nie miał odwagi, żeby się przyłączyć. Jak i cała masa frajerów z jego pokolenia. Chłopak, w którym byłam zakochana, wsiadł w jeden z pierwszych samolotów i 16 sierpnia poleciał do Stanów.
Nie możemy jednak wszystkiego sprowadzić do męskiego tchórzostwa. Walczy chociażby Narodowy Front Oporu (NRF), któremu z Paryża przewodzi Ahmad Masud. Powstały też dwa inne ugrupowania, które ściśle współpracują. W górach, chociażby Pandższiru, toczą się regularne walki. Talibowie mają broni pod dostatkiem – z kolei NRF nie otrzymuje żadnego wsparcia z zewnątrz, więc ciągle jej brakuje.
Marzia i Fahima uważają, że świat musi bezwzględnie przestać wspierać talibów, pośrednio i bezpośrednio. – Przestańcie ich zapraszać do Brukseli i innych stolic. Przestańcie normalizować relacje. Teraz atakują nas, Afganki. Myślicie, że na tym się skończy? Że Moskwa z nimi współpracuje, to rozumiem. Ale wy, Zachód? – oburza się Marzia.
Jej schorowany ojciec, który w latach 1979-1989 walczył przeciw Sowietom, a później, w latach 1996-2001, przeciw talibom, powtarza: „Dajcie mi tylko karabin, sam na nich pójdę”. Nigdy nie chodził do szkoły, bo nie miał na to warunków. Ale zawsze wspierał córkę i tak jest do dziś. – Wie, jak ważna jest nauka. Tak jak ojcowie naszych wspólnych przyjaciółek. Ale to mniejszość.
Fahima przytakuje. – Zawsze słyszałam, że „trzeba iść do szkoły tylko po to, żeby nauczyć się pisać i czytać, sześć klas w zupełności kobietom wystarczy”. 80 procent Afgańczyków nie chce, byśmy były wolne.
– Skąd masz te dane, z kraju bez państwa? Kto miałby takie wiarygodne badania przeprowadzić i w jaki sposób? – oponuje Marzia. – Wiele też zależy do definicji wolności. Czym innym będzie ona dla wykształconych ludzi z dużych miast, a czym innym dla niepiśmiennych pasterzy czy rolników.
Obydwie doświadczyły przemocy ze strony mężczyzn, którzy nie wydają się być zainteresowani wolnością. – Być może zareagują, gdy zgłodnieją – mówi Fahima. – Talibowie nie myślą o rozwoju kraju czy gospodarki. Mają pieniądze dla siebie. Ale ludzie w pewnym momencie sięgną dna. Może wtedy nawet mężczyźni się przebudzą.
– Jedno, w co obie wierzymy, to siła kobiet. Będą się starali nas zabić, okaleczyć, zastraszyć. Nie mają innych argumentów. My nie zamilkniemy – zapewnia Marzia.
**
Marzia Hamidi – działaczka na rzecz praw człowieka, zawodniczka taekwondo, zdobywczyni wielu medali. Uczestniczyła w XIII Igrzyskach Wolności w Łodzi. Od listopada 2021 roku mieszka we Francji. Współautorka (wraz z Baptiste Bérard Proust) wydanej w 2025 roku książki Ils n’auront mon silence.
Fahima Sarfaraz – afgańska działaczka na rzecz praw człowieka, artystka i dziennikarka. Mieszka w Stanach Zjednoczonych.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!