Kultura

Dzieci wojny narkotykowej- recenzja

Martyna Dominiak

Kiedy w 1971 roku Richard Nixon ogłaszał wojnę narkotykową, to właśnie „bezpieczeństwo naszych dzieci” było podstawowym argumentem na jej rzecz. Po 40 latach autorzy podsumowują przerażające konsekwencje takiej polityki.

W Meksyku już 10.000 dzieci zostało osieroconych w wyniku działań wojska skierowanych (teoretycznie) przeciwko wielkim kartelom. W Kambodży w izbach zatrzymań dla narkomanów ponad jedna czwarta osadzonych nie miała skończonego 18. roku życia, a wielu z nich jest poddawanych torturom. W Afganistanie dzieci hodowców opium są sprzedawane w ramach spłaty długów wobec przemytników. Wobec tych przykładów trudno nie zauważyć, że retoryka chronienia najmłodszych przed złem zaciemnia rzeczywistość i uniemożliwia podjęcie bardziej skutecznych działań niż polityka prohibicji. Politykom bardziej chodzi jednak o jednorazowy pokaz siły, co widać także w wojnie z dopalaczami prowadzonej przez rząd Donalda Tuska.

Teksty pod redakcją Damona Barretta punktują i podważają najczęstsze stereotypy kształtujące politykę narkotykową na całym świecie. Skuteczność działań podejmowanych przez rządy mierzy się najczęściej wykazując jedynie podjęte środki – liczby hektarów zniszczonych upraw, kilogramów przechwyconych narkotyków czy ilość prowadzonych śledztw. Konsekwencją tego jest ignorowanie rzeczywistych kosztów wojny narkotykowej: politycznych, ekonomicznych a przede wszystkim społecznych. Udział niepełnoletnich w produkcji czy handlu narkotyków wynika najczęściej z biedy i niewydolności państwa. Kryminalizacja konsumpcji prowadzi nie tylko do wzrostu zakażeń HIV, ale także wyklucza rzesze młodych ze społeczeństwa. W USA te rzesze są z reguły czarnoskóre, choć badania potwierdzają, że rasa nie wpływa na konsumpcję. Restrykcyjna polityka narkotykowa umacnia więc podziały etniczne.

O ile jedne podziały są umacniane, inne (np. na użytkowników i uzależnionych), są pomijane. Kiedy politycy mówią o narkotykach w kontekście nastolatków, najczęściej słyszy się o działaniach prewencyjnych. Na czym one polegają? Na powtarzaniu, że używanie narkotyków to patologia, że jeden skręt prowadzi do trwałego uzależnienia od heroiny,  że narkotyki w każdej sytuacji są szkodliwe i stanowią najwyższe zagrożenie. Niestety taka polityka jest kompletnie oderwana od rzeczywistości, w której zdecydowana większość młodych ludzi używa substancji psychoaktywnych okazjonalnie, nigdy nie popadając w uzależnienie. Jeśli palą trawkę raz w miesiącu na imprezie ze znajomymi, nigdy nie uwierzą, że narkotyki to najgorsze zło, jakie mogło ich spotkać. Bo rządzącym zawsze łatwiej pokazać spot telewizyjny pokazujący mrocznego dilera czyhającego na nasze dziecko tuż przed szkolną bramą, niż przyznać, że w większości przypadków narkotykowa inicjacja ma miejsce w towarzystwie kolegów, rodzeństwa czy partnerów seksualnych. Tradycyjna prewencja nawołująca do  prohibicji ma nie tylko bardzo niską skuteczność, ale także  uniemożliwia wprowadzenie np. profesjonalnej pomocy dla młodzieży już uzależnionej opartej na redukcji szkód.

W jednym z rozdziałów książki, Adam Fletcher skupia się na roli testów narkotykowych przeprowadzanych w amerykańskich szkołach. Jego analiza jest bardziej zniuansowana niż głosy lokalnych polityków przekonujące o skuteczności tego typu działań. Okazuje się, że testy utrudniają szkole dostęp do uczniów z problemami, którzy po prostu przestają do niej przychodzić w obawie przed wykryciem. Uczniowie najbardziej zagrożeni uzależnieniem tracą zaufanie do nauczycieli i szkoły jako instytucji. Lata badań udowodniły, że testy nie zmniejszyły konsumpcji narkotyków. Fletcher proponuje alternatywne rozwiązania – jego zdaniem to właśnie wzrost zaufania do szkoły przez zacieśnienie relacji z kadrą pedagogiczną oraz zachęcanie do rożnego rodzaju aktywności na jej terenie może przyczynić się do mniejszego spożycia substancji psychoaktywnych.

„Dzieci wojny narkotykowych“ są opracowaniem bardzo szerokim, poruszającym wiele wątków: od produkcji i handlu poprzez tematykę podziałów klasowych i rasowych oraz ich wpływu na egzekwowanie prawa; polityki narkotykowej i rodziny, a skończywszy na problematyce użytkowania i uzależnienia wśród dzieci. Bez względu na to, z którym z zagadnień mamy do czynienia, czy dotyczy ono dzieci na londyńskich ulicach, które marzą o tym, by w dorosłym życiu zostać dilerami, czy tych, które pomagają swoim rodzicom uprawiać opium, czy polskich nastolatków testujących dopalacze, widzimy wieloaspektowość problemów, które wymagają adekwatnie kompleksowych rozwiązań.

To, że często trudno nam dostrzec wspólny mianownik w tych z pozoru odległych od siebie sprawach, świadczy o tym, że w pewnym sensie wszyscy jesteśmy dziećmi wojny narkotykowej. Kiedy polityką rządzi strach, brakuje krytycznego myślenia i debaty nad koniecznymi zmianami. Książka Barretta jest nie tylko świetną dokumentacja lat zaniedbań, ale i zbiorem konkretnych propozycji rozwiązań opartych na rzetelnych badaniach oraz wartościach takich, jak prawa człowieka i solidarność społeczna.

Dzieci wojny narkotykowej wydane nakładem The International Debate Education Association

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.