Teatr

Ideologie i konserwy: 19. Konfrontacje Teatralne

Motyw przewodni odbywającego się już po raz 19. festiwalu brzmiał „kolektyw / rumunia / tożsamość”.

Zadara, Cărbunariu i Bogacz, Sikorska-Miszczuk, She She Pop czy Teatr SOHO – te nazwiska i grupy nadawały kształt tegorocznym Konfrontacjom Teatralnym w Lublinie. W festiwalu udział wzięły zatem nie tylko teatry repertuarowe, ale przede wszystkim przedstawiciele „teatru poszukującego”, czyli grupy działające niezależnie, poza nurtem instytucjonalnym. Nurt drugi koncentrował się na sztukach performatywnych i wizualnych z Rumunii, trzeci – ostatni – na różnych wymiarach tożsamości.

Tematyka wielu spektakli koncentrowała się wokół kwestii politycznych, analizowanych przez pryzmat tożsamości narodowej, w tym polskiej „postszlacheckiej” mentalności czy wybujałego, sentymentalnego (pseudo)patriotyzmu. Do tego nurtu zaliczyć można Carycę Katarzynę (Teatru im. St. Żeromskiego), Chopina bez fortepianu duetu Wysocka i Zadara czy …nie czekajcie Teatru im. J. Szaniawskiego z Wałbrzycha. Bez wątpienia obraz Polski, jaki się z nich wyłania, trudno zaliczyć do pozytywnych. Mowa tu bowiem o „zaściankowym konserwatyzmie”, „balsamie trupów” (Wysocka w Chopinie…) czy niemożliwości życia w kraju, „z którego wszyscy spierdalają” (bohaterowie …nie czekajcie). 

W tegorocznych prezentacjach historia stała się jednym z punktów wyjścia do opowieści o kondycji współczesnego społeczeństwa, o narodowej „pomnikomanii”, poczuciu wyższości, nieustającym „zadęciu” i opętaniu na punkcie polityki historycznej, przekonaniu o nieomylności i słuszności wśród aparatu władzy.

Caryca Katarzyna, pod pretekstem opowieści o losach jednej z najpotężniejszych władczyń carskiej Rosji, opowiada dramat o współczesnej Polsce, pogrążonej w historycznej otchłani, bez końca rozdzierającej szaty nad sprawami już dawno przykrytymi kurzem historii, nurzającej w oparach patriotycznego kiczu i resentymentu. Koniec konców jednak wielobarwne i złożone postacie koncentruja się na tym, jak zdobyć i utrzymać władzę, nawet za cenę porzucenia własnych przekonań, uczestnictwa w zakulisowych rozgrywkach czy rezygnacji ze „zwykłej” przyzwoitości i uczciwości. 

Podobną perspektywę proponuje Chopin bez fortepianu. Nowatorstwu formy (partie koncertu Chopinowskiego „opowiedziane” przez Wysocką) towarzyszy pasjonująca interpretacji zyciorysu kompozytora. I tak zamiast klasycznej, sentymentalnej wizji artysty przeżywającego męki wynikające z rozłąki z ojczyzną widzimy Chopina rewolucjonistę. Zadara i Wysock opowiadają, jak Chopin stał zakładnikiem dworkowo-szlacheckiej mentalności, a tęsknota za „płaczącymi wierzbami” i „strumykami” stała się symbolem narodowego męczeństwa. Odczytanie zaproponowane przez Zadarę stanowi swojego rodzaju dekonstrukcję dotychczasowych sposobów rozumienia dorobku Chopina. Pokazuje również, jak często bezrefleksyjnie powielamy utrwalone schematy myślenia i postrzegania rzeczywistości.

Propozycja Teatru im. Szaniawskiego, …nie czekajcie, to historia współczesnych emigrantów szukających swojego miejsca tam, gdzie można żyć „normalnie”, czyli poza krajem nad Wisłą, który oferuje jedynie „nieprzeżywalną średnią krajową”. Dość szybko okazuje się jednak, że „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, a naiwne wyobrażenia o tzw. lepszym świecie kończą się „karierą” bohaterów w branży pornograficznej; pryskają niczym banka mydlana, równie szybko, jak powstały. Autorzy z mistrzowską precyzją rysują obraz współczesnej Polski i jej obywateli – jeszcze „polskich”, ale już jakby jedną nogą zaczepionych w tej „lepszej” rzeczywistości. Wciąż poszukujących, „kombinujących” i udających przed innymi i sobą, że „jest dobrze”, a będzie jeszcze lepiej, bo „kto jak nie my…”

Tym, co łączy wszystkie te spektakle, jest wyłaniający się z nich obraz współczesnej Polski: skoncentrowanej na przeszłości, narodowych bohaterach i tragediach celebrowanych bez końca. Polski, która  „nas nie chciała” i którą najlepiej „kocha się na odległość”; w której prym wiodą zaściankowość i zacofanie, za to perspektyw na przyszłość trzeba szukać ze świecą.

Tegoroczne Konfrontacje to także spotkania, debaty i pokazy filmowe, dotyczące nie tylko współczesnego teatru, ale także kwestii społecznych czy politycznych, z udziałem m.in. prof. Karola Modzelewskiego, Romana Kurkiewicza, Przemysława Wielgosza czy Jarosława Urbańskiego. 

W manifeście programowym Konfrontacji możemy przeczytać, że mają one stanowić formę sprzeciwu wobec „ideologii narzucanych przez polski Kościół katolicki i środowiska występujące przeciw demokracji”, ale jednocześnie „tworzyć przestrzeń realnego dialogu i ożywionej dyskusji – zwłaszcza wobec sytuacji, w której obserwujemy kurczenie się i cyniczne manipulacje przestrzenią publicznej debaty”. Patrząc na tegoroczny program można stwierdzić, że to odważne, bądź co bądź, jak na lubelskie warunki założenie, udało się organizatorom zrealizować. Cieszy fakt, że stać nas jeszcze na odwagę oraz samodzielność w myśleniu i działaniu; że są tacy, którym się jeszcze „chce”. 

Krytyka Polityczna była patronką Konfrontacji Teatralnych.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij