Sztuki wizualne

Majmurek: Telezakupy wagi ciężkiej

Prezenterzy telezakupów przedstawiają nam kolejne dzieła sztuki współczesnej, w tym artystów o takiej pozycji jak Jeff Koons. Oto Kunstmarkt TV.

Prowadzący program zachwalają przystępną cenę, walory dzieła jako długoterminowej inwestycji, jego estetykę. Wszystko konsekwentnie, śmiertelnie serio, w ramach telewizyjnego formatu telezakupów.

Wideo Kunstmarkt TV Christiana Jankowskiego było jednym z ciekawszych punktów nieszczególnie udanej wystawy Ekonomia w sztuce w krakowskim MOCAK-u. Teraz, do sierpnia, w warszawskim CSW Zamek Ujazdowski widzowie mają okazję zapoznać się z całym dorobkiem Jankowskiego, uważanego za jednego z ważniejszych współczesnych niemieckich artystów postkonceptualnych.

Sztuka telewizji

W Kunstmarkt TV odbijają się dwie podstawowe fascynacje Jankowskiego: zainteresowanie najbardziej „śmieciowymi” formatami telewizyjnymi, które przechwytuje i używa do swoich celów, oraz mechanizmami działającymi w świecie sztuki – kreowaniem wartości, zmienianiem przez artystów, kuratorów, domy aukcyjne, galerie, akademie i krytykę pewnych przedmiotów i idei w „dzieła sztuki” obdarzone określoną symboliczną i ekonomiczną wartością.

Na wystawie w Zamku można znaleźć kilka prac krążących wokół tej tematyki. W wykonanej na Biennale w Wenecji pracy Telemistica Jankowski przedstawia nagrania programów włoskich wróżek i wróżów z tamtejszej telewizji, do których dzwoni, pytając ich o perspektywy sukcesu swoich prac na Biennale (co z powodu barier językowych kończy się ogólnym nieporozumieniem). Z kolei w Discourse News Jankowski „przejmuje” wiadomości w jednej z lokalnych nowojorskich telewizji. Zamiast zwyczajnych informacji prezenterka zaczyna nagle czytać napisany przez Jankowskiego tekst, który jest interpretacją (czy też raczej pastiszem interpretacji, jakiej dokonałby krytyk sztuki) wydarzenia, które właśnie rozgrywa się przed oczyma widzów.

Artysta w kasynie

Ten moment, gdy performatywny gest uprawnionej do tego jednostki – a pośrednio zdolnej do nadawania takiego uprawnienia instytucji – zmienia to, co do świata sztuki nie przynależy, w „dzieło sztuki”, powraca w kolejnych pracach artysty.

W jednej z nich obserwujemy nagranie z wielkiego domu aukcyjnego, gdzie licytowane są poszczególne części stroju marszanda przeprowadzającego aukcję – od skarpetek, koszuli, marynarki, po bieliznę. Za każdym razem, gdy dana część garderoby zostaje kupiona, prowadzący aukcję ją ściąga – wykonuje swoisty striptiz napędzany przez konkurujących ze sobą kolekcjonerów. Emitowanemu nagraniu towarzyszą wystawione w gablotach, wyeksponowane jak „prawdziwe dzieła sztuki”, poszczególne części garderoby marszanda. Jankowski przechwytuje tu instytucję (dom aukcyjny) i obsługujące je medium („przemysłowe”, wizualnie przezroczyste nagranie aukcji), ukazując proces produkcji dzieła sztuki „z niczego” i nadawania mu ekonomicznej wartości.

Inna praca (The Finest Art on Water) składa się z modeli dwóch łódek – małej łodzi motorowej nazwanej „Christian” i wielkiego, luksusowego jachtu nazwanego „Jankowski”. Towarzyszy im wideo wyglądające jak reklama dla miliarderów, zachwalająca zalety obu łodzi: jako środków transportu, obiektów luksusowej konsumpcji i dzieł sztuki. Na targach Frieze Art Fair w Londynie Jankowski rzeczywiście próbował sprzedać prawdziwe łodzie. Za jacht, normalnie kosztujący 65 milionów euro, który w dzieło sztuki zmienił podpis Jankowskiego, trzeba tam było zapłacić 75 milionów euro; za łódź motorową – normalnie w cenie pół miliona euro – 625 tysięcy euro. Zysk artysty z dokonanej bez grama materialnej pracy przemiany luksusowych produktów w dzieła sztuki wydaje się tu co najmniej godziwy.

W pracach Jankowskiego rynek sztuki jawi się jak specjalna gałąź rynku towarów luksusowych.

To odbicie współczesnego kapitalizmu – gdzie wartość powstaje „z niczego”: nie z produkcji, nie z innowacji, ale ze spekulacji, z pompowania wartości przedmiotów przez przyklejenie im odpowiedniej „marki” (nazwisko artysty, kuratora, nazwa instytucji). Wszystko to przypomina zakład w kasynie – kupuję dziś nisko wycenianego twórcę, by w przyszłości zarobić na przewidywalnym wzroście wyceny przez rynek jego dzieł.

I jak w „prawdziwym” współczesnym „kapitalizmie kasyna”, także w sztuce Jankowskiego zdarzają się finansowo-artystyczne katastrofy. W pracy Playing with Sponsor Money Jankowski idzie do kasyna z pieniędzmi, jakie dostał od sponsorów na wydrukowanie magazynu o sztuce. Jak pisze – po to, „by zebrać więcej pieniędzy i móc zatrudnić najlepszych grafików”. Stawia wszystko na jeden numer i rzecz jasna wszystko przegrywa. W efekcie na okładce publikacji może sobie pozwolić jedynie na umieszczenie wykonanych pieczątką z ziemniaka logotypów sponsorów na białym tle.

Poziom ksero kultury

Rewersem tych wszystkich procesów arbitralnego nadawania wartości jest inflacja obrazów i przedstawień – i ich banalizacja. Sztuka Jankowskiego zdaje sprawę także z tego trendu, z tego porządku globalnej dystrybucji obrazów, który Baudrillard nazwał kiedyś „poziomem ksero kultury”.

Na wystawie są zdjęcia z sesji, jaką Jankowski zrobił z okazji wyprzedaży plakatów w jednym z amerykańskich sklepów. Na każdym widzimy amerykańskiego nastolatka lub nastolatkę z wybranym plakatem: reprodukcje obrazów z klasyki malarstwa, plakaty filmowe, okładki płyt, arcydzieła sztuki fotograficznej. Wszystko zbanalizowane, umieszczone na wyprzedaży, sprzedawane po kosztach.

Podobny temat podejmuje projekt Chińscy malarze. Dafen to miasto w Chinach, które wyspecjalizowało się w kopiowaniu obrazów na przemysłową skalę. Ma tam powstać poświęcone temu przemysłowi muzeum. Jankowski zaprosił artystów (producentów obrazów?) z Dafen do namalowania obrazów przedstawiających wnętrza ciągle budowanego muzeum i tych obrazów, które – ich zdaniem – powinny tam zawisnąć. Na wystawie widzimy więc wielkoformatowe płótna z wnętrzami udekorowanymi chińskimi portretami rodzinnymi, malarstwem socrealistycznym, kopiami klasycznych dzieł malarstwa europejskiego.

Chińscy malarze zabierają nas do „ręcznie skserowanego” świata wizualnego, który dla dużej części planety, w tym przeważającej części polskiej publiczności, jest właśnie tym, co jest „prawdziwą sztuką”.

Tyle że ta „prawdziwa sztuka” na rynku sztuki jest warta tyle co śmieci. Chyba że pracę chińskich artystów przechwyci ktoś taki jak Jankowski.

I ułoży z nich własną instalację, zdolną funkcjonować jako cenione (gromadzące kapitał symboliczny) i cenne (w sensie wartości ekonomicznej) dzieło.

Czy nie odbija się w tym w wyostrzonej formie ta sama logika, która działa przy przenoszeniu do Chin czy Bangladeszu produkcji europejskich i amerykańskich marek? W ten sposób też – po nałożeniu na wyprodukowane przez nisko opłacanych „tubylców” towary własnego logo – kreuje się przedmiot o wysokiej wartości.

I choćby przyszło tysiąc atletów…

Jak do tych wszystkich zjawisk odnosi się artysta? Na pewno nie moralizuje, nie rozdziera szat, nie przeciwstawia obecnej sytuacji jakiejkolwiek artystycznej utopii: modernistycznej „autentyczności” i autonomii sztuki czy też politycznego programu sztuki zaangażowanej w zmianę świata. Jankowski nie chce iść na konfrontację z instytucjami współczesnego art worldu – raczej przemyka się wśród nich, prowadzi z nimi grę. I to niekoniecznie wallenrodyczną.

Trudno bowiem powiedzieć, czy sztuka ta operuje jeszcze w ogóle w jakkolwiek krytycznym paradygmacie. To raczej sztuka postkrytyczna, gdzie strategie krytyczne stają się kolejnym podlegającym pastiszowi językiem. Zestawem masek, które zakładamy do zabawy.

Zabawę Jankowski podejmuje także z polską historią. W najnowszym, realizowanym w Warszawie projekcie Historia wagi ciężkiej zaprasza przedstawicieli polskiej reprezentacji ciężarowców, by podnosili w górę warszawskie pomniki. Na wystawie oglądamy fotograficzną i filmową dokumentację tego procesu – tę drugą zrealizowaną w konwencji relacji z zawodów sportowych, z komentatorem odgrywającym z przejęciem swoją rolę.

Ciężarowcy mierzą się z mniej lub bardziej obciążonymi pamięcią pomnikami: Syrenką, pomnikiem Willy’ego Brandta, Reaganem, Czterema Śpiącymi i Ludwikiem Waryńskim. O ile Syrenka bez problemu „idzie w górę”, z innymi pomnikami jest różnie. Zwłaszcza stojący naprzeciw ambasady amerykańskiej Reagan – bardziej niż którykolwiek z pomników branych przez Jankowskiego na warsztat – nie chce nawet drgnąć.

Zabawa, jaką oferuje Jankowski, rzeczywiście bywa przednia. Ale wychodząc z wystawy, nietrudno złapać się na pragnieniu powagi.

Nie sposób nie postawić sobie pytania – czy sztyka ta nie wpada jednak w pewien jałowy bieg? I czy rzeczywiście jest najlepszym, co możemy zrobić z rzeczywistością, którą Jankowski odbija w swoich pracach?

Christian Jankowski, Historia wagi ciężkiej / Heavy-weight History, CSW Zamek Ujazdowski. Wystawa czynna do 25 sierpnia 2013. Kuratorka: Ewa Gorządek

Czytaj także:

Christian Jankowski: Wszyscy gramy w tę grę

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij