Kultura

Surowiec: Berlin Birkenau

"Chcę dać ludziom możliwość aktywnego zaangażowania w pamiętanie przeszłości. Pomnik w tym nie pomaga. Pomniki są w pewnym sensie wizualną przemocą, narzuconą przez władze. Ludzie, którzy włączyli się w mój projekt, zrobili to z własnej woli. Zasadzenie drzewa jest dla nich osobistym kontaktem z pamięcią" - mówi Łukasz Surowiec w rozmowie z Danielem Millerem.

Daniel Miller: Na czym polega twój projekt?

 

Łukasz Surowiec: Daję Niemcom coś wyjątkowego.


Co im dajesz?

Dziedzictwo narodowe.

Przywozisz drzewa, które nigdy nie
były w Niemczech.

Ale te drzewa są ściśle związane z
historia i dziedzictwem Niemiec. Więc przywożę im ich historię.

 


Sprowadzasz do Berlina drzewa z okolic
Auschwitz-Birkenau.

Przywożę żywy cmentarz. Drzewa w
Birkenau piją wodę z ziemi zmieszanej z prochami i oddychają tym
samym powietrzem, w którym unosił się dym ze spalonych ciał. W
tych drzewach jest coś z tamtych ludzi.


Trudno było przywieźć te drzewa?

Mieszkańcy Brzezinki bardzo mi
pomogli. Wykopaliśmy około 400 drzew, ale nie mogłem ich zawieźć
od razu do Berlina. Były zbyt młode, żeby zasadzić je od razu w
miejskiej przestrzeni. W dodatku spora ich część miała uszkodzone
korzenie. Zasadziłem je najpierw w moim ogrodzie żeby o nie zadbać.
Jesienią wybrałem te najzdrowsze. Zawiozłem do Berlina około 320
młodych, 3-5 letnich, zdrowych brzózek, co do których miałem
pewność, że przyjmą się w nowym miejscu. Resztę zostawiłem w
domu i nadal się nimi zajmuje. Te drzewa mają niesamowity
symboliczny potencjał. Nie mogłem ich tu przywieźć i pozwolić
żeby umarły. To by prowadziło do mylnych interpretacji.


Drzewa jako tablice nagrobne…

Tylko, że one nie są z kamienia, a to
ogromna różnica. Kamienie są martwe. Nie są dobrym medium
pamięci. Natomiast rośliny są. Rośliny są żywe, mają naturalny
cykl i potrzebują opieki…


Robiłeś już wcześniej prace o
drzewach. Słyszałem, że wystawiłeś kiedyś drzewo w galerii. To
też było drzewo z Auschwitz?

Nie, to było drzewo z mojego
rodzinnego domu. To zupełnie inna praca, autobiograficzna. Drzewo
jest dokładnie w moim wieku. Ojciec zasadził je kiedy się
urodziłem.


A ty je sciąłeś i wystawiłeś w
galerii.

Tak.


Czyli dużo pracujesz z drzewami…

 

Mam duży szacunek do natury. To bardzo
silne medium.


Drzewa jako medium…

Tak.


I po co to robisz?

Żeby zrobić pomnik, który nie tylko
wymaga ochrony przed zniszczeniem, ale jest czymś o co trzeba
aktywnie dbać – podlewać, pielęgnować. Jeśli chodzi o kamienne
pomniki, zwłaszcza te wielkie, ludzie mogą łatwo powiedzieć
sobie, że historia jest skończona i możemy teraz zapomnieć bo
mamy ten wielki pomnik.


Który pamięta za nas.

Dokładnie. Tak więc moim zdaniem
kamień nie jest dobrym medium dla pamiętania. Jest lepszy dla
zapominania. Tak samo jest z brązem.

Chcę dać ludziom możliwość
aktywnego zaangażowania w pamiętanie przeszłości. Pomnik w tym
nie pomaga. Pomniki są w pewnym sensie wizualną przemocą,
narzuconą przez władze. Ludzie, którzy włączyli się w mój
projekt, zrobili to z własnej woli. Zasadzenie drzewa jest dla nich
osobistym kontaktem z pamięcią. Te, wydawałoby się, niewinne
rośliny mają potencjał organizowania historii. Będą rosły w
Berlinie już zawsze.

 


Czyli to praca o dziedzictwie
Holokaustu?

To jest praca o tym, co ludzie mogą
zrobić. O naszych destrukcyjnych możliwościach. Te drzewa
przypominają o tym, że wydarzyło się coś bardzo złego. I jeśli
o tym zapomnimy, to może się to zdarzyć jeszcze raz. W tej pracy
jest szacunek dla ludzi, którzy umarli. I wydaje mi się, że ci,
którzy stracili życie w Auschwitz, woleliby być pamiętani w ten
sposób – poprzez żywe drzewo, a nie martwy kamień.

My, Europejczycy, wychowujemy się w
kulturze, której ważną wartością jest wybaczanie. Zwłaszcza
chrześcijaństwo nas tego uczy. Nie poczuwamy się też do
odpowiedzialności za winy naszych dziadków. W kulturze żydowskiej
jest inaczej i to jest bardzo ważny aspekt pamięci, nad którym
Niemcy starają się pracować. Wpisuję się tym projektem w ich
„program radzenia sobie z historią”. Jednak najważniejsze, poza
szacunkiem dla zmarłych, jest dbanie o to, żeby pamięć wpływała
na współczesną politykę rządu wobec obecnych problemów.


Jak chcesz to zrobić?

Proponuję nowy sposób myślenia.
Chciałbym aby jego konsekwencją było przeniesienie z powrotem
administracji nazistowskich obozów do Niemiec. Chcę też
zorganizować wycieczkę niemieckiej młodzieży do Auschwitz, z
flagami.


Dlaczego?

Bardzo wiele osób przyjeżdża do
Auschwitz ze swoimi narodowymi flagami. Nigdy jednak nie słyszałem
o żadnym Niemcu, który by to zrobił. To nadal jest politycznie
niepoprawne.


Jakie byłoby znaczenie tej akcji?

To test. Słyszę ciągle, że Niemcy
kompletnie się zmieniły, więc jaki problem, żeby nowe pokolenia
Niemców jeździły do Auschwitz z niemieckimi flagami i
demonstrowały to, że są nowymi Niemcami – otwartymi,
tolerancyjnymi itd.

Muszę do tego znaleźć odważnych
Niemców, którzy zrozumieją moje intencje. To byłby także test
dla ofiar: czy są gotowe na takie spotkanie?


Ilu osobom zaproponowałeś wzięcie
drzewka?

Cały zespół Berlin Biennale
zaangażował się w ten projekt. Ludzie z biura kontaktowali się z
rozmaitymi instytucjami w Berlinie i okolicach. Każdy miał inny
pomysł na to, gdzie możnaby zasadzić brzozy. Wykonali dobrą
robotę.


Proponowałeś drzewko NPD?

Nie.


Jak wysokie są drzewa?

Mają od 2 do 5 metrów.


Czy mogę je sobie zasadzić na
balkonie?

Jeśli chcesz.


Dałbyś drzewo mi, osobie prywatnej?

Jasne. Igor Vucic, artysta związany z
Kunst-Werke i świetny ogrodnik, zasadził z nasion, które zebrałem
w Birkenau 4000 małych drzewek. Zamierzam rozdać te sadzonki osobom
zwiedzającym Biennale. Każdy dostanie z drzewkiem certyfikat.
Możesz przyjść do Kunst Werke w czasie biennale i wziąć sobie
drzewko.

Stworzyłeś niemal kult drzew…

To tylko taki wehikuł… Przenosi
znaczenia.


Ale co właściwie chcesz powiedzieć?
To, co mówisz na ten temat nie jest zbyt oryginalne.

“Oryginalne” to archaiczne słowo w
sztuce – zapomnij o tej kategorii.


Co byś chciał żeby się wydarzyło?

Chciałbym wrócić za dziesięć lat i
zrobić dokumentacje. Mam nadzieje, że drzewka przez ten czas
urosną.


I będzie z nich gęsty las?

Dokładnie. Może też rozpoczną nową
dyskusję o odpowiedzialności.


Chcesz, żeby Niemcy wzięli
odpowiedzialność w dosłownym znaczeniu za dawne obozy
koncentracyjne i zajęli się ich administrowaniem?

Tak, bo to ich dziedzictwo. To część
naszej historii, ale to nie my wybudowaliśmy te obozy. Być może
nie jest to najbardziej palący problem w tej chwili, ale to ważne
dla Polaków, żeby przekazać je w niemieckie ręce. Mamy własne
cmentarze, za które jesteśmy odpowiedzialni. A ponieważ ciąży na
nas odpowiedzialność dbania o miejsca Holokaustu, trudno nam
rozmawiać o własnej historii, naszych czynach. Kiedy nie będziemy
musieli się zajmować obozami koncentracyjnymi, będziemy mogli
zacząć z czystszej pozycji przepracowywanie własnych problemów i
historii, i złych rzeczy, które zrobiliśmy. Uważam, że należy
się podzielić odpowiedzialnością i oddać każde miejsce pamięci
narodowi, który jest odpowiedzialny za to, co się tam
wydarzyło. Myślę też, że mogłoby to doprowadzić do nowego
etapu partnerstwa między Polska i Niemcami, gdzie nie będzie już
mowy o ofiarach i sprawcach, gdzie będziemy w równym stopniu
odpowiedzialni za siebie i gdzie będziemy mogli rozmawiać z równych
pozycji.

 


Czy czujesz się przygnieciony
podejściem do Holokaustu w Polsce?

Czuję się przygnieciony naszą
narodową martyrologią. Być może robię tę pracę, żeby pozbyć
się tych kompleksów? Sztuka dobrze się do tego nadaje, bo w sztuce
można powiedzieć coś, czego nie da się powiedzieć słowami.

 

Berlin, 27.03.2012  

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.