Kultura

Dziadersi polskiej fantastyki

Fot. Wikimedia Commons, Youtube. Edycja KP.

„Fantastyka jest rodzajem metafory. Dzięki niej możemy mówić o tym, co przyniesie przyszłość” – tłumaczy jeden z polskich autorów fantasy. Nie dodaje już, że jego zdaniem przyszłość przyniesie inwazję lesbijek-feministek, które wprowadzą faszokomunizm.

Miałam niedawno okazję stworzyć okładkę do specjalnego wydania magazynu „Nowa Fantastyka” – pierwszego „tęczowego” numeru w historii pisma. Ze strony redakcji była to odpowiedź na kontrowersje związane z opowiadaniem Jacka Komudy opublikowanym w jednym z wcześniejszych numerów. U Komudy bohater gej porywa dzieci i oddaje je w ręce pedofilów. Po silnie negatywnej reakcji oburzonych czytelników redakcja przeprosiła i zapowiedziała zaangażowanie twórców ze środowisk LGBT w stworzenie specjalnego wydania w ramach zadośćuczynienia.

Nie wszyscy oczywiście taki ruch docenili. Grupa zaangażowanych pisarzy wystosowała „list przeciwko cenzurze”, w którym powołując się na swoje doświadczenia z minionego systemu, stanowczo sprzeciwia się „wymogowi podporządkowania publikacji regułom wypracowanym przez jedną opcję światopoglądową”. Co ciekawe, ten prawicowo-neoliberalny front literatów, tak wyraźnie odcinając się od czasów PRL-u, wydaje się nie zauważać ironii we wzywaniu prywatnego przedsiębiorstwa do działania wbrew własnym interesom. Skoro właściciele pisma uznali, że skojarzenie go w społecznej świadomości z obrzydliwą homofobią wpływa negatywnie na sprzedaż i wizerunek marki – to czy taki gest nie jest jak najbardziej zgodny z duchem wolnego rynku?

Przyjrzałam się nazwiskom podpisanym pod listem przeciwko cenzurze. Wielu z nich to przedstawiciele charakterystycznej grupy, którą w środowisku określa się czasem stajnią Fabryki Słów – wydawnictwa literackiego założonego w 2001 roku. Jego strategia sprzedażowa, adekwatna do nazwy, opierała się głównie na zatrudnianiu bardzo płodnych pisarzy, którzy w niemal maszynowym tempie tworzyli dla nich kolejne powieści. Fabryka stawiała głównie na dłuższe serie książek osadzonych we własnych „uniwersach”. Ich okładki przyciągały wzrok ilustracjami przypominającymi te z opakowań gier komputerowych, a dobór wielkości liter i grubości papieru dodawał im wizualnie objętości, dając czytelnikowi poczucie, że obcuje z monumentalną sagą. Była to formuła, która zapewniła Fabryce Słów okres względnego komercyjnego sukcesu, ale spotkała się też z krytyką ze strony środowiska literackiego. Wyczerpująco podsumowuje ten temat artykuł Fabryka pisarzy, napisany w formie rozmowy z Jackiem Dukajem, Łukaszem Orbitowskim i Witem Szostakiem.

 

Drodzy dziadersi, „wypierdalać” jest również do was

– Wszedłem do Fabryki z końcem 2005 roku, właściwie zaczynając od wielkiej, zamkniętej imprezy fabrycznej dla autorów – mówi w rozmowie ze mną Jakub Ćwiek, autor znany między innymi z popularnej serii Kłamca.

– Było to w Lublinie, w dużej knajpie, wstęp mieli autorzy Fabryki i ci spośród fanów, których ze sobą przyprowadzili – dodaje Ćwiek. – Końcówka 2005 to bardzo dobry moment dla Fabryki. Na konwentach w zasadzie królowali, w Empikach mieli własne półki i w zasadzie nie mieli liczącej się konkurencji, jeśli chodzi o polską fantastykę. Impreza, o której mówię, miała otwarty rachunek, co się zresztą Fabryce zdarzało wtedy dość często, i gdy na nią dotarłem, trochę późno, była już właściwie dzikopolowa, skupiona najmocniej na Komudzie. Wyglądało to mniej więcej tak, że Komuda siedział porobiony, z dziewczynami na obu kolanach, a co jakiś czas ktoś intonował okrzyk: Komuda Rex! Panowała unifikacja „na pełnej”, a do tego dość mocne poczucie elitarności i zespołowości.

– Dostałem kiedyś solidny opierdol, a potem sporo szykan – wspomina dalej Ćwiek – kiedy zacząłem się ostro, negatywnie wypowiadać na temat Piekary. Jednocześnie dość jasno określano nam, jakie treści są od nas oczekiwane. Mieliśmy pisać to, co raz chwyciło i żarło albo co miało potencjał, by trafić do głównej grupy docelowej, czyli chłopaków w przedziale piętnaście–dwadzieścia. Wszelkie mieszanki military i fantasy, a także polska waleczna tradycja wymieszana z polską przaśnością. Najlepiej, jakby był męski protagonista. Generalnie nie było tak, że ktokolwiek mówił wprost, co pisać, ale konkretne hasła zapalały szefom lampki i dość łatwo było się wpisać w schemat i wiedzieć, co przejdzie, a co nie. Jeśli napisało się coś innego, mogło to dostać zielone światło, ale potem projekt przesuwał się i przesuwał, a wydawca rezygnował.

Głęboki prawicowy przechył tej grupy twórców polskiej fantastyki jest aż nadto wyraźny. Prawicowe treści i konserwatywne wartości są obecne w ich publicystyce, w social mediach, życiu polityczno-społecznym, a także – być może szczególnie – w pamięci uczestników konwentów, którzy się z nimi zetknęli. Większość tych pisarzy nie kryje się ze swoimi sentymentami; wielu też dzieli przedziwną skłonność do fotografowania się w karykaturalnej, quasi-maczystowskiej formule, przybierając groźne pozy i prężąc muskuły lub dzierżąc jakiś rodzaj broni. Oto jak uwiecznili się dla potomności Andrzej Pilipiuk, Jacek Komuda, Jacek Piekara, Jarosław Grzędowicz czy niedościgniony Rafał Ziemkiewicz.

Przyjrzyjmy się po kolei kilku profilom sygnatariuszy „listu przeciwko cenzurze”.

Rafał Dębski debiutował w „Nowej Fantastyce” w 1998 roku. Przez trzy lata był redaktorem naczelnym miesięcznika „Science Fiction, Fantasy i Horror”. W Fabryce Słów wydał dwie trzytomowe serie: Kiedy Bóg zasypia i Wilkozacy. Prywatnie lubi na przykład dzielić się żartami sugerującymi, że obowiązek noszenia maseczek to żydowski spisek:

Posted by Rafał Dębski on Thursday, September 17, 2020

Wiele osób zaskoczyła obecność podpisu Jacka Dukaja. Warsztatem, dorobkiem i uznaniem wyróżnia się, mówiąc delikatnie, spośród reszty nazwisk na liście. Wnikliwi czytelnicy przypominali jednak, że i w jego twórczości nie brakuje wątków-komentarzy zafiksowanych na idei politycznej poprawności jako głównym zagrożeniu czyhającym na społeczeństwo przyszłości (jeden z bohaterów wspomina na przykład z rozrzewnieniem czasy, w których można było uśmiechnąć się do dziewczyny mijanej na ulicy bez narażania się na pozew). Nie całkiem odstaje więc od profilu.

Czytelniczych złudzeń mógł też pozbawić podpis kolejnej cenionej w środowisku postaci – Jarosława Grzędowicza. Jego Pan Lodowego Ogrodu to seria, którą wymienia się jako dowód istnienia dobrych polskich powieści fantasy. Jednak również u niego nie brakuje wątków, które na zmianę seksualizują i demonizują kobiety. „Fantastyka jest rodzajem metafory. Dzięki niej możemy mówić o człowieku, o człowieczeństwie, o tym, co przyniesie przyszłość, o istocie pewnych zjawisk” – mówi o własnej twórczości Grzędowicz, nie dodając już, że te zjawiska, które przyniesie przyszłość, to według niego inwazja lesbijek-feministek, które obalają monarchię i wprowadzają faszokomunizm.

Konrad Lewandowski, znany jako „Przewodas”, bardziej już chyba zresztą jako internetowy troll niż pisarz, zarówno w twórczości, jak i aktywności na Facebooku snuje niekończące się fantazje o oraniu lewactwa. Według opisu na własnej stronie „Jako literat zarówno w prozie, jak i w literaturze faktu nieustannie zagląda pod podszewkę rzeczywistości, szukając odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania”. Szuka ich najwyraźniej, tworząc wulgarne, rasistowskie rymowanki.

TAK SIĘ W STARYM FANDOMIE DZIEWCZYNY DYSKRYMINOWAŁO!Na moich ramionach Aśka "Traszka" Kułakowska i Majka Kossakowska….

Posted by Konrad T. Lewandowski on Saturday, November 21, 2020

Równie zaangażowany w krucjatę przeciwko „moralnej atrofii” jest Jacek Piekara, autor tak zwanego Cyklu Inkwizytorskiego. Na stronie Fabryki Słów przedstawiony jako ten, który zajmuje się komentowaniem wydarzeń na świecie i w Polsce, „niezależnością oraz ostrością spojrzenia doprowadzając wielu obserwatorów do białej gorączki”. Przy czym jest to niezależność i ostrość godna podpitego wujaszka przy imieninowym stole: objawia się na przykład dokuczaniem Dorocie Wellman, że jest zbyt brzydka, żeby miała się martwić o prawo do aborcji, albo powtarzaniem spranego dowcipu, że skoro trzeba wierzyć komuś na słowo, kiedy mówi, że jest mężczyzną, to czemu on nie może stwierdzić, że jest od dzisiaj helikopterem bojowym (lub – jak ostatnio – chrząszczopodobnym kosmitą).

Andrzej Pilipiuk to autor przaśnego cyklu przygód Jakuba Wędrowycza – podstarzałego bimbrownika walczącego z duchami, wampirami i potworami. Częściej jednak w twórczości i wypowiedziach Pilipiuka natykamy się na zupełnie inny zestaw wrogów: imigrantów, komunistów, feministki, szkoły i przede wszystkim – urzędników. Ci ostatni wydają się szczególnie odbierać panu Andrzejowi smak życia. Wspomina o nich w wywiadach z pasją i wyjątkową częstotliwością. Nie zdziwi więc chyba nikogo zażyłość autora z partią Janusza Korwin-Mikkego. W końcu dzieli z nim nie tylko poglądy na obyczaje i gospodarkę, ale również sympatie do faszystowskich dyktatorów. W jednej z wypowiedzi Pilipiuk stwierdza, że tylko dzięki generałowi Franco „Hiszpania nie zamieniła się w jeden wielki gułag i jest dziś normalnym nowoczesnym i dostatnim krajem”.

Rafała Ziemkiewicza nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jego kariera w prawicowych mediach już dawno przysłoniła jego zasługi dla polskiej literatury fantastycznej.

Sama poświęciłam dużą część życia fascynacji książkami fantasy, komiksami i RPG. Nie trzeba mi więc tłumaczyć, choć wielu mężczyzn próbuje, że polska fantastyka to również sporo naprawdę świetnych pisarzy i pisarek. Nie zamierzam demonizować ani całego gatunku, ani środowiska. Interesuje mnie za to pewien wyraźny trend, którego rozkwit pamiętam jeszcze z pierwszej dekady lat dwutysięcznych. Nazywam go prawicowym skrzywieniem gatunku. Tak wielu popularnych w tamtym okresie pisarzy fantasy, szczególnie związanych z Fabryką Słów, okazało się skrajnymi konserwatystami, że trudno nie zastanawiać się, jak do tego doszło i jak wpłynęło na pokolenie, które ich prozą zaczytywało się w młodości.

Jak to się stało, że historie o międzygalaktycznych porozumieniach czy dzielnych hobbitach walczących z mrocznym tyranem ewoluowały w naszym kraju w przaśne fantazje o dzielnych Lechitach wypruwających flaki komunistycznym utopcom i feministycznym strzygom? „Więcej krwi i spermy!” – podsumowuje Sapkowski tę konwencję w swoim znakomitym tekście Piróg albo Nie ma złota w Szarych Górach.

10 najbardziej dziaderskich tekstów 2019 roku

„Nasze legendy, mity, ba, nawet baśnie i bajeczki, na których się wychowaliśmy, zostały odpowiednio skastrowane przez różnych katechetów, w większości zapewne świeckich, bo tacy, jak wiadomo, są najgorsi. W związku z tym nasze bajki przypominają do złudzenia żywoty świętych – anioły, modlitwy, krzyż, różaniec, cnota i grzech – a wszystko zabarwione wysmakowanym sadyzmem” – pisze Sapkowski. „Nasza fantasy to nieskoordynowane i słabo klejące się ze sobą obrazki, tchnące fascynacją przemocą fizyczną i seksem”.

– Problem tkwi nie w byciu polskim pisarzem fantastyki, ale w określonym pokoleniu mentalnym jako takim – ocenia w rozmowie ze mną pisarz Michał Gołkowski, który również wydaje w Fabryce Słów.

– W połowie lat dwutysięcznych – dodaje Gołkowski – kiedy konstytuowała się tak zwana stara gwardia polskiej fantastyki, ze dwa razy więcej ludzi deklarowało swoje poglądy jako „prawicowe” niż „lewicowe” – więc o wiele prościej było być prawicowcem, albo za takiego się przynajmniej uważać – bo w ogóle ktokolwiek miał pojęcie, co to jest. I tak już zostało siłą zwykłej inercji. Nikt z tamtych ludzi – deklarujących się jako „patrioci” po prostu dlatego, że o wiele łatwiej było im przyjąć pewien gotowy zestaw wartości niż wypracować własny – nawet nie zauważył, że po drodze wszyscy wykonali fikołka intelektualnego przez tzw. okno Overtona, zaś ich deklarowana niechęć do „komuchów” zmieniła wektor i nagle, zamiast krytykować Wschód i Rosję, zaczęli nie wiedzieć kiedy krytykować Zachód i Unię Europejską. I tak już zostało”.

Młynarska: Nadchodzi koniec epoki lubieżnego dziada [rozmowa]

Na jak długo zostało – to właśnie się rozstrzyga. Zdaje się, że machosłowiańskość w fantastyce się przejadła. Młody odbiorca, przyzwyczajony do standardów zachodnich mediów, oczekuje innych opowieści i przede wszystkim – innej wrażliwości. Wygląda na to, że panowie ze starej gwardii wkrótce będą musieli poddać się tym samym mechanizmom wolnego rynku, których w swoim mniemaniu tak zaciekle bronią. Pozostanie im przystosować się albo wycofać w zapomnienie.

**
Kasia Babis – rysowniczka, ilustratorka, graficzka, autorka komiksów i książek dla dzieci. Komentuje problemy społeczne, nierówności ekonomiczne, przejawy dyskryminacji i wykluczenia. Aktywistka związana z warszawską Inicjatywą Pracowniczą. Obserwuj na Instagramie: @kasiababiscomics

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij