Film

Majmurek, Wiśniewska: Cepelia „Solidarności”

W „Wałęsie” bajka z gatunku „z chłopa król” przesłania zupełnie historię niezwykłego ruchu społecznego.

Po wyjściu z seansu Wajdowskiego Wałęsy. Człowieka z nadziei na usta cisną się słowa biblijnego Hioba – „Bo strach, któregom się lękał, przyszedł na mnie, a czegom się obawiał, przydarzyło się”. Film spełnia wszystkie najgorsze oczekiwania, jakie można było wobec niego żywić, skupia to, co w twórczości Wajdy w ostatnich latach najsłabsze. Zamiast – jak w filmach z najlepszego okresu twórcy Człowieka z marmuru – przejmującej wizji paradoksów i dramatów polskiej historii, konfliktu racji wrzuconych w nią jednostek, hipnotyzujących obrazów – dostajemy gładki bryk z najnowszych dziejów Polski idealny dla szkolnych wycieczek i brylujących na premierze oficjeli.

Bryki i szkolne czytanki też są oczywiście potrzebne, ale niestety zazwyczaj jak ktoś przeczyta bryk, to niewielkie szanse, że będzie chciał zapoznać się z książką, filmem czy historią, którą poznał w streszczeniu. Gorzej jeszcze, że bryk sygnowany nazwiskiem wielkiego reżysera udaje, że nie jest uproszczonym omówieniem, lecz zniuansowaną opowieścią. Nie dajmy się nabrać. Nie jest. W Wałęsie bajka z gatunku „z chłopa król” przesłania zupełnie historię jednego z najbardziej niezwykłych ruchów społecznych w powojennej historii, liczącego w szczytowym momencie 10 milionów osób.

Cepelia „Solidarności”

U Wajdy tych 10 milionów prawie w ogóle nie widać – na pierwszym planie jest Wałęsa. Jeśli nawet na drugim czy nawet trzecim planie pojawiają się inne postaci związane z demokratyczną opozycją, to odgrywają wyłącznie rolę statystów w historii Lecha. Na ogół zredukowane są do jednego gestu, przedmiotu, symbolu, z jakimi je kojarzymy: Anna Walentynowicz przywożona jest samochodem do stoczni, Henryka Krzywonos zatrzymuje tramwaj.

Ich obecność w filmie wygląda czasem tak, że widz zastanawia się, czy film nie jest rodzajem testu dla uczniów: trójkowi rozpoznają tylko Wałęsę, czwórkowi może skojarzą doradzającego mu w stoczni Borusewicza, a prymusi z celującym z historii i WOS-u skojarzą nawet, że migająca w kilku ujęciach pani w wielkich okularach to Alina Pienkowska.

Wszyscy oni są tłem dla Lecha, dla jego charyzmy, dla ping ponga, jaki rozgrywa z ubecją, rządem, partią, prowadzącego do Okrągłego Stołu i „wolnej Polski”. Taka wizja „Solidarności” jest dziś poznawczo jałowa. Na tle ostatnich badań opowiadających dzieje „Solidarności” z punktu widzenia robotników, szeregowych działaczy, kobiet, narracja skupiająca się na liderze wydaje się anachroniczna. Film zaciemnia historię tych 10 milionów i tych tysięcy, którzy w pewnym momencie przestali się bać, upodmiotowili się, zaczęli rozliczać władze PRL z ich socjalistycznych obietnic, stojąc z dala od świateł fleszy, budowali ruch społeczny walczący o bardziej wolną, demokratyczną, ale także egalitarną Polskę. W Wałęsie właściwie nie bardzo wiadomo, o co „Solidarność” walczy. O ile w części filmu rozgrywającej się w latach 70. widać konflikt robotników z komunistyczną władzą, o konkretne socjalne postulaty, to wraz z rozwojem akcji stawką jest wykrzykiwana ciągle z ekranu „wolność” – która nie wiadomo, co miałaby właściwie znaczyć.

O wiele uczciwszym filmem jest już 80 milionów Waldemara Krzystka – tam na tle sensacyjnej fabuły przynajmniej widać jakiś ruch społeczny.

Wałęsa preparuje politycznie rozbrojony filmowy mit „Solidarności”, kastrujący historię ruchu społecznego z haseł, które także dziś nie zostały zrealizowane, z jego egalitarnej, demokratycznej treści.

Tak samo jest z wątkiem rzekomej współpracy Wałęsy z SB – zgodnie ze stanem współczesnego orzecznictwa Wajda pokazuje, że może i coś podpisał, ale był zastraszony, a nawet jak podpisał, to nie donosił, a nawet jak kiedyś doniósł, to już na pewno, ale to na pewno nikomu nie szkodził. I niby i wilk syty, i owca cała – bohater niejednowymiarowy, bo coś podpisał, ale w sumie pomnikowy, bo podpisanie to nic nie znaczy.

Film tworzy mit założycielski III RP. Pokazując zły PRL, buduje „nostalgię za teraźniejszością”. Na potrzeby dzisiejszej władzy robi z mitem „Solidarności” to samo, co „Cepelia” czy Zespół Mazowsze z „ludowością” w PRL. „Solidarność” sprowadza się do paru obrazków z historii, wielkiego długopisu z Matką Boską, sklejki z postulatami i papieża, który mówi o odnowieniu oblicza ziemi, tej ziemi. W efekcie powstaje obraz idealnie wyrażający uśrednioną, ugrzecznioną pamięć głównego nurtu o ostatnich dwóch dekadach PRL. Wszystko, co weszło już do mainstreamowej narracji, jest tu po prostu odtworzone i zebrane do kupy. Świetnie pokazuje to postać Danuty Wałęsowej.

Swoją książką Danuta Wałęsowa wywołała burzę. Narracja głównego nurtu wzbogaciła się o nowy wątek – wątek niedocenionych żon opozycji. No i wątek ten mamy w filmie. Danuta się złości, że przez mieszkanie przewalają się tłumy, że Lecha ciągle nie ma, ba, dostaje swoją scenę rozmowy z dziennikarzami, gdzie mówi, że kiedyś pewnie nie wytrzyma. Co się stanie, jak nie wytrzyma, wiemy. Albo wiedzą ci lepsi uczniowie i bardziej obeznana widownia, która przez cały film bawi się w grę „Gdzie jest Wally?” i wynajduje wspomniane wcześniej historyczne postaci przewijające się na drugim planie albo właśnie takie „puszczające oko” wątki. Burza wywołana przez Danutę Wałęsową jest u Wajdy przykrojona do potrzeb letniej poprawnej opowieści. Złość filmowej Danuty szybko mija, Lechu całuje ja w policzek, jest uśmiech i zgoda. I znów jak z motywem rzekomej współpracy – został pokazany, ale tak, żeby nic nie pokazać i nic złego o bohaterze nie powiedzieć.

Rock i kabaret

Także filmowo nowe dzieło Wajdy rozczarowuje. Składa się ono z ciasnych scen we wnętrzach PRL-owskich mieszkań i materiałów archiwalnych, w które często wmontowywany jest – jak Tom Hanks w Forreście Gumpie – Robert Więckiewicz. Forresta Gumpa oglądaliśmy w podstawówce. Wtedy robiło to na nas wrażenie. Dziś już nie.

Obrazy ilustruje ostra, punkowa i rockowa muzyka – co jest recyklingiem tego, co ostatnio działo się w polskim dokumencie o historii najnowszej. Muzykę jako ilustrację opowieści o PRL-u świetnie wykorzystała Maria Zmarz-Koczanowicz w Pokoleniu ’89. To tam piosenki takie jak Wojna Brygady Kryzys ilustrowały wjazd czołgów na ulice w chwili wprowadzenia stanu wojennego. Pokolenie ’89 powstało w 2002 roku. Wtedy pomysł takiego zestawienia muzyki i historycznej narracji był czymś nowym. Potem wrócił np. w Beats of Freedom. I dzięki temu do głównego nurtu weszło zestawienie punkrocka z walką opozycyjną. A co zaistniało w głównym nurcie, może poawić się i w tym filmowym bryku.

Trudna do obronienia jest też chwalona prawie powszechnie rola Roberta Więckiewicza. Więckiewicz nie gra Wałęsy, tylko stara się go naśladować (głos, gesty, mowa ciała) w skali 1:1. Nie na tym chyba polega aktorstwo filmowe. Kino to nie konkurs sobowtórów. Sobowtórem Wałęsy Więckiewicz jest znakomitym, ale w kinie chodzi raczej o to, by odtwarzając postać historyczną, znaleźć do niej klucz przez autorską formę, jakiś gest, sposób zachowania, który niekoniecznie charakteryzował pierwowzór, ale oddaje go najlepiej na ekranie. Więckiewicz ustawia rolę inaczej i efekt jest – mimowolnie – kabaretowy, jak z programu Szymona Majewskiego. Zwłaszcza w scenie wywiadu z Orianą Fallacci Więckiewicz przypomina przede wszystkim Jerzego Kryszaka parodiującego Wałęsę w kabaracie czy Lwa z Polskiego Zoo.

Pogada dla bogaczy

Film kończy archiwalne nagranie legendarnej mowy historycznego wystąpienia Wałęsy przed połączonymi izbami Kongresu Stanów Zjednoczonych. Bajka „z chłopa król” zamyka się. O Wałęsie mówiono już nie raz w jej ramach. W okresie stanu wojennego krążył w drugim obiegu komiks, w którym Jaruzelski przedstawiany był jako Król Popiel, a Wałęsa jako Piast Kołodziej. Z tej bajkowej narracji naśmiewał się Jacek Kaczmarski. My chyba już jednak wyrośliśmy z takich bajek.

Chcielibyśmy filmu dla dorosłych, który opowiada na serio, o co w tej całej „Solidarności” chodziło, przywraca historię „Solidarności” jej działaczkom i działaczom. Także opowiadając ich często tragiczne losy po roku ’89.

W jednej ze scen filmu Wajdy sąsiedzi Wałęsów gromadzą się u nich przed telewizorem, by oglądać Pogodę dla bogaczy. W tym momencie Wajda dotyka ciekawej rzeczy – tego, jak amerykańska popkultura z jej wizjami bogactwa i luksusu napędzała opór wobec zgrzebnego komunizmu, jak tworzyła marzenia o życiu po komunizmie. Sądząc po zdjęciach z ostatnich urodzin Lecha Wałęsy, państwo Wałęsowie swój sen o „pogodzie dla bogaczy” spełnili. I niech im się go dobrze śni, ale nas ciekawi, co z ich sąsiadami z lat 80.? Z innymi pracownikami stoczni?

Czy każdy kręcony dziś film o Wałęsie, niepokazujący jakby wyjętej z filmu Stalker „zony” straszącej w miejsce Stoczni czy roli Wałęsy jako prezydenta osłaniającego reformy niszczące wielkoprzemysłową klasę robotniczą w Polsce nie jest jakoś fundamentalnie zakłamany? Nawet jeśli wszystko, co pokazuje, jest prawdą? Oglądając film o Wałęsie w 2013 roku, mając w pamięci obrazy zrujnowanej stoczni, którą mijaliśmy niedawno, jadąc na festiwal filmowy w Gdyni, mamy poczucie takiego zakłamania. Wajda ma oczywiście prawo do swojej wizji. Ale powinien pamiętać, że ta wizja pewnie na lata zablokuje inne. Temat „Solidarności” zostanie „odfajkowany” przez rodzime kino, uznany za wyczerpany i zamknięty. Szkoły pójdą, PISF rozliczy dotacje, nikt przez lata nie odważy się podejmować tematu. I jedyne co będziemy wiedzieć o milionowym ruchu społecznym, to tyle, że przewodził mu Wałęsa i że stoczniowcy spali na styropianie. Po co na nim spali? Kim byli? Kim są dziś? Nie wiemy.

Czytaj także:

Adriana Prodeus, Zelig Wałęsa

Maciej Gdula, „Solidarność” outsiderów

Józef Pinior, Dlaczego Solidarność nie jest już sexy?

Polecamy książkę Wajda. Przewodnik Krytyki Politycznej, wydaną nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco