Kinga Dunin czyta

Lepiej późno niż wcale

Fot. Edycja KP

Kinga Dunin czyta „Nadchodzi chłopiec” Han Kang, „Smutnego ambasadora” Anandy Devi i „Debiutanta” Siergieja Lebiediewa.

Rok się kończy, a na moim biurku piętrzy się stos książek, o których chciałam napisać, ale się nie udało. Nie wiem, jak jest z wami, dla mnie okres pandemii jest jak wiatr wiejący w twarz. Niby czasu jest więcej, a wszystko jakoś wolniej idzie, opóźnia się, prokrastynacja prokrastynuje (to chyba ostatnio modne słowo?). Zatem trochę rzutem na taśmę kilka pozycji, które dotąd nie doczekały się na swoją kolej. Łączy je to, że o tych autorkach i autorze – uznanych, nagradzanych, jednak nienależących w Polsce, delikatnie mówiąc, do najpopularniejszych – już pisałam. I wiedząc mniej więcej, czego można się spodziewać, sięgałam po ich następne książki. I nie zawodziły mnie.

*
Han Kang, Nadchodzi chłopiec, przeł. Najbar-Miller, W.A.B. 2020

Nadchodzi chłopiec– Zanosi się na deszcz – mruczysz
„Co zrobić, jeśli naprawdę lunie jak z cebra?”.

Spadnie deszcz, no i co z tego? Zwłoki zwożone do ogromnej sali gimnastycznej już się w niej nie mieszczą, część leży na dworze. Obok odbywają się masowe uroczystości pogrzebowe, a rodziny próbują odszukać swoich bliskich.

Masakra w Gwangju w Korei Południowej miała miejsce w maju 1980 roku. Protesty, głównie bardzo młodych ludzi, przeciwko dyktaturze wojskowej zostały krwawo stłumione i choć oficjalnie podaje się liczbę stu kilkudziesięciu ofiar, mogło być ich znacznie więcej, niektóre źródła mówią o dwóch tysiącach. Nie wspominając o tysiącach rannych i aresztowanych.

Han Kang (ur. 1970) wtedy już nie mieszkała z rodzicami w Gwangju, ale pamięta toczone szeptem, tajemnicze rozmowy dorosłych. I temat ten po latach do niej wraca, kiedy okazuje się, że podczas tych wydarzeń zginął syn ludzi, którzy kupili ich dawny dom. Nie jest to jednak pisany po latach reportaż. To niezwykle misternie skonstruowana powieść, w której zamknięte w delikatnych obrazach emocje, melancholia i brutalność mieszają się ze sobą.

Nadchodzący chłopiec, Tong-ho, najpierw szuka ciała swego przyjaciela, pomaga zajmować się zmarłymi, później chce bronić miasta przed wojskiem, które strzela i tłumi demonstracje. Ostatecznie bez broni i z podniesionymi rękami poddaje się – wtedy ginie. Jest też duchem, który towarzyszy wywiezionym za miasto ciałom. Jego historia miesza z innymi. Zmieniają się punkty widzenia. Niektórzy bohaterowie giną, inni są torturowani, kończą w więzieniach, a potem nigdy już nie potrafią żyć normalnie. Matka chłopca wraz z innymi matkami ofiar domaga się sprawiedliwości…

Nadchodzi chłopiec to książka niezwykle smutna i niezwykle piękna. O godności tych, którzy stali się ofiarami historii. Zastanawiałam się nawet, czy nie zbyt piękna, jak na brutalne okrucieństwo, o którym opowiada. Ale gdyby nie była piękna, pewno przerwałabym lekturę po kilkunastu stronach.

Warto zapamiętać to nazwisko – Han Kang. Za dziwną i tajemniczą Wegetariankę, swoją poprzednią książkę, dostała międzynarodowego Bookera.

Dunin: Być drzewem w Korei Południowej

*
Ananda Devi, Smutny ambasador, przeł. Krzysztof Jarosz, Wydawnictwo W podwórku 2020

Smutny ambasador

Płakał nocą, bez przerwy. Nic dziwnego, był smutny.

Devi, urodzona na Mauritiusie w rodzinie hinduskiej, od lat mieszka we Francji i pisze po francusku. Ale miejscem akcji jej powieści – Zielone sari, Ewa ze swych zgliszcz – jest wciąż Mauritius. Natomiast nowele z tego tomu przede wszystkim umiejscowione są w Indiach. I – jeśli szukamy dla nich wspólnego mianownika – dotyczą poczucia obcości. Obcości innej kultury, bogactwa i biedy, a czasem też w rodzinie może pojawić się „obcy”.

Smutny ambasador z pierwszego opowiadania pochodzi z jakiegoś skandynawskiego kraju, chyba Islandii. Nie ma tak naprawdę prawie nic do roboty, dosłownie niknie w oczach, nie mogąc zaakceptować Indii i bezsensu swojej funkcji. Czasem odwiedza go petent ubiegający się o wizę, którego ambasador stara się zniechęcić. Może również po to, żeby jeszcze raz przyszedł i coś się działo. Ostatnie opowiadanie, Lodowy błękit, to historia kogoś z kraju dalekiego, kto przyjeżdża do pracy w kraju zimnym – zajmuje się oprawianiem fok. Przyjechał, mimo że ambasador go zniechęcał…

Inne opowiadania też mają, czasem drobne, powiązania ze sobą. Inaczej niż w powieściach, czasem też zawierają elementy fantastyczne, są bardziej zmetaforyzowane i okazuje się, że autorka miewa poczucie humoru. Trzy bogate siostry z opowiadania Great America chętnie nauczyłyby miejscowych właściwego porządku, przez co same stają się coraz bardziej groteskowe. Ich paternalizm jest podszyty także pożądaniem, bo ta relacja bogatego świata z Orientem jest jednak bardziej złożona. Podobnie jak granice współczucia, które autorka bada w opowiadaniu Po przygodę, kiedy do samochodu białej, bogatej kobiety wsiada chore dziecko, na granicy śmierci, i nie zadowala się jałmużną, po prostu nie chce wysiąść. To nie jest ten typ opowiadań, w których bohaterka po prostu zawiezie dziecko do szpitala i pozbędzie się odpowiedzialności i wyrzutów sumienia. Nie wiemy, co zrobi, wiemy, co czuje. A wy co byście czuli w takiej sytuacji?

Daleko od raju

*
Siergiej Lebiediew, Debiutant, przeł. Grzegorz Szymczak, Wydawnictwo Claroscuro 2020

Lebiediew Debiutant

Wyrin już dawno przywykł do cichych, przewlekłych chorób towarzyszących nadchodzącej starości.

Tego rosyjskiego powieściopisarza także warto zauważyć.

Jakiś czas temu ukazała się w Polsce Granica zapomnienia, a w tym roku Dzieci Kronosa i Debiutant. Wybieram Debiutanta, bo to przynajmniej pozornie pozycja nieco łatwiejsza, może dobra na początek znajomości z autorem. W zasadzie jest to thriller polityczny. I psychologiczny.

Na tropie

czytaj także

W tym roku latem śledziliśmy historię Aleksieja Nawalnego otrutego przez FSB trucizną typu nowiczok. Tytułowy Debiutant to właśnie taki nowiczok, tylko lepszy. Zabija momentalnie, nie ma na niego odtrutki i nie pozostawia żadnych śladów. I jest to ukochane dziecko bohatera powieści.

Kalitin urodził się w otoczonym murem Mieście, którego nie było na mapach Związku Radzieckiego i do którego nie dojeżdżał żaden pociąg. To było miasto naukowców pracujących nad ściśle tajnymi projektami. Dla Kalitina takim projektem stał się właśnie debiutant. Komu i czemu miał służyć, było właściwie nieważne, ważne były badania, cel, któremu poświęcił właściwie całe życie splecione oczywiście z sowieckim reżimem. I jak to przy takich programach bywa, testowanie wymagało „obiektów badawczych”. Sukces przyszedł jednak zbyt późno, kiedy Związek Radziecki się rozpadł, wstrzymano finansowanie badań. Kalitin z fiolką debiutanta, który miał stanowić jego zabezpieczenie, uciekł do Niemiec, gdzie został objęty programem ochronnym. Żył na uboczu, gdzieś na prowincji, jego życie dobiegało już końca. Jednak rosyjska służba bezpieczeństwa o nim nie zapomniała i do Niemiec wyruszyła para agentów, którzy mieli go zlikwidować…

To tyle, jeśli chodzi o thriller. Uczciwiej jest jednak powiedzieć, że to powieść o życiowych rozliczeniach, uwikłaniu w komunizm, etycznej odpowiedzialności naukowców. I innych poważnych sprawach.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij