Czytaj dalej

Gdula: Ani składzik, ani świątynia

Puszczajcie książki w obieg – to nie myśliwskie trofea! Maciej Gdula o domowych księgozbiorach.

O domowej bibliotece często myśli się jak o szafkach na przeczytane książki. W grę wchodzą wtedy dwa powody ich składowania. Pierwszy, bardziej szlachetny: bo mogą się jeszcze komuś przydać. Drugi wiąże się z próżnością właściciela, który książki traktuje jak myśliwskie trofea, ustawiając na półkach ustrzelone Webery, Miłosze i Levi-Straussy.

Alternatywą dla takiego myślenia o bibliotece jest jej fetyszyzowanie. Opowiada się o magii woluminów, zapachu kleju i farby drukarskiej, obietnicach, jakie składają czytelnikom grzbiety i okładki. Zawsze trochę mnie mdliło od takich opowieści. To rodzaj kodu używany do odsiania inteligenckich „swoich” od chamskich „obcych”.

Wolę rozumieć bibliotekę inaczej, ponieważ nie jest składzikiem i nie chcę też, żeby służyła wyłącznie jako narzędzie klasowej dystynkcji. Pracuję z książkami i oczywiście moja perspektywa nie jest niewinna, jednak rezygnacja z pisania o bibliotece i mówienia o książkach tylko dlatego, że bywają wykorzystywane do budowania społecznych podziałów, byłaby pogodzeniem się z sytuacją, w której książki – a zatem także wiedza – funkcjonują jako przywilej.

W bibliotece stoją książki przeczytane, ale sporo jest też tych, których nie przeczytaliśmy, a może nawet nie przeczytamy nigdy. To nie oznacza, że są zbędne. Przeciwnie – świetnie spełniają swoją funkcję. Adam Ostolski tłumaczy to, mówiąc ironicznie o teoremie Staniszkis–Žižka. Jadwiga Staniszkis zauważyła kiedyś, że decyzje polityków zależą od momentu, w którym przestali kupować książki. Jeśli było to w latach 90., będą neoliberałami, jeśli później – będą z kolei chętnie odchodzić od ortodoksji spod znaku Szkoły Chicago. Można sądzić, że chodzi przede wszystkim o czytanie. Dlatego potrzebny jest Slavoj Žižek, który mówi, że książka przyswajana jest także przez postawienie jej na półce. Chodzi o umieszczenie jej w zasobie wiedzy, który rzeczywiście bierzemy pod uwagę, choćby dlatego, że kupiliśmy ważną książkę. W ten sposób zachowujemy łączność z przemianami kultury.

W bibliotece powinno być też miejsce dla książek „niepotrzebnych”. Takich, które odstają od naszych zainteresowań i wcale nie są ważne czy szeroko dyskutowane. Dzięki nim możemy dowiedzieć się na przykład, że nutella jest antyimperialistyczna (Kostioukovitch), Cesarz Qin, założyciel chińskiego państwa, jest w Chinach uważany za tyrana (Seitz) albo że do przeprowadzania testów medycznych potrzebne są populacje krajów względnie bogatych (Petryna). „Niepotrzebne” książki pomagają zaradzić naturalnej skądinąd tendencji obojętnienia na złożoność świata.

Półki nie tylko służą przechowywaniu książek, ale świetnie nadają się do ich przestawiania. Sam przekładam książki dość często, żeby ustawić obok siebie tytuły, które warto czytać razem, które nawiązują do siebie i pozwalają na ciekawszą lub pełniejszą interpretacje jakiegoś zjawiska. Do tego przydają się wszystkie książki: przeczytane, przejrzane i zostawione na później. Gdyby nie znalazły się fizycznie w bibliotece, nie mógłbym ich łączyć i opierałbym się na najbardziej oczywistych skojarzeniach.

Na półkach ważne miejsce mają książki pożyczone od przyjaciół. Leżą one czasem latami jako dowód bliskiej relacji, jaka łączy nas z innymi. Gdy nie domagamy się zwrotu albo sami przetrzymujemy jakąś książkę, wysyłamy sygnał, że mamy do siebie zaufanie, a nasze stosunki pozostają serdeczne. To działa jednak tylko w przypadku bliskich relacji. Pożyczanie znajomym to w Polsce po prostu pozbywanie się książki.

Dlatego zamiast pożyczać, powinniśmy puszczać książki w obieg. W żywej bibliotece zawsze brakuje miejsca, a jednocześnie sporo jest w niej takich książek, z którymi moglibyśmy rozstać się bez żalu. Nie trzymajmy ich po to, żeby zbierały kurz. Warto porzucać książki na uczelniach, w szkołach i kawiarniach. Nawet na najdziwniejsze tytuły znajdą się amatorzy, chętni wykorzystać je na swój sposób.

Domowe biblioteki nie muszą być oznakami prestiżu i skumulowanym kapitałem kulturowym używanym w walkach społecznych. Wiele zależy od tego, w jaki sposób będziemy do nich podchodzić. Przy odpowiednim nastawieniu biblioteki mogą odegrać ważną rolę w otwieraniu nas na świat i budowaniu lepszych relacji z innymi.

Tekst ukazał się w „Kurierze Kultura #4: Lato 2013 / Książki”, czwartej edycji bezpłatnej jednodniówki kulturalnej przygotowanej przez zespół Krytyki Politycznej, która dostępna będzie m.in. w świetlicach KP w Warszawie, Trójmieście, Łodzi i Cieszynie oraz w letnich czytelniach organizowanych przez Kluby KP w Białymstoku, Cieszynie, Łodzi, Sopocie, Toruniu, Częstochowie, Lublinie, Gnieźnie i Koszalinie oraz online.

Bio

Maciej Gdula

| dr hab. nauk społecznych, publicysta Krytyki Politycznej
Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: "Style życia i porządek klasowy w Polsce" (2012, wspólnie z P. Sadurą), "Oprogramowanie rzeczywistości społecznej" (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i "Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne" (2015), „Nowy autorytaryzm” (2018).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.