Czytaj dalej

Filipczak-Zaród: Śmierć przyszedł po Terry’ego Pratchetta

Chciał odejść godnie, zanim choroba zniszczy to, co uważał za sedno siebie. Myślę, że mu się udało.

Wiecie, jaki był mój pierwszy świadomy kontakt z płcią kulturową, zwaną również „tym strasznym genderem”? W pierwszej klasie liceum uświadomiłam sobie, że śmierć – nie jako zjawisko, ale personifikacja – w tekstach polskojęzycznych jest kobietą, a w anglojęzycznych mężczyzną. I że te teksty ilustrują dokładnie te same ryciny. Był to początek bardzo interesującej przygody, która przez księżyc (który/a ma dokładnie na odwrót) i statek (który co prawda po polsku jest rodzaju męskiego, ale i tak wszyscy wiedzą, że „ship is she”) doprowadziła mnie po wielu latach do Przewodnika Krytyki Politycznej o gender.

Mój pierwszy Śmierć rodzaju męskiego pojawił się w książkach Terry’ego Pratchetta z cyklu Świat Dysku. Jest wysokim szkieletem, ma słabość do kotów, jeździ na białym koniu imieniem Pimpuś i wczoraj przyszedł po swojego stwórcę.

Zmarł pisarz, który ofiarował mi dużo więcej niż tylko gender. Ogromną część tego, kim dziś jestem, zawdzięczam jego książkom. Uczyłam się z nich zarówno poczucia humoru, ironii i dystansu do świata, jak i sztuki czytania satyry. To dzięki Pratchettowi wiem, że najprostszy sposób oceny danego zjawiska czy procesu to wyobrażenie go sobie przełożonego na język świata fantastycznego – jeśli wtedy wydaje się absurdalny albo niesprawiedliwy, jest ogromne prawdopodobieństwo, że jest taki w rzeczywistości, tylko nauczyliśmy się tego nie zauważać.

Dzięki jego książkom zaczęłam się zastanawiać nad wieloma zjawiskami i problemami. On kształtował moją wrażliwość i empatię. On położył podwaliny pod moją lewicowość.

Ale też dzięki niemu doskonale się bawiłam i śmiałam długie godziny. Wytłumaczył mi, dlaczego tak ważne są opowieści, podsycił miłość do Szekspira, opery i mitologii, nauczył wielu rzeczy, opowiedział jedne z piękniejszych historii, jakie znam. Napisał ponad 70 książek, a każda kolejna podobała mi się bardziej od poprzedniej.

On wreszcie pokazał mi, jak godnie żyć z chorobą. Kiedy w 2007 roku u Terry’ego Pratchetta zdiagnozowano zespół Bensona (Posterior cortical atrophy – PCA), rzadką odmianę choroby Alzheimera, autor zdecydował się mówić o niej publicznie, upowszechniając wiedzę o Alzheimerze i walcząc o zwiększenie środków na badania nad tą chorobą. Tak samo otwarcie zaczął też mówić później o potrzebie legislacyjnego uregulowania eutanazji i walczyć o prawo do wyboru wspomaganego samobójstwa.

Chciał odejść godnie, zanim choroba zniszczy bezpowrotnie to, co uważał za sedno siebie. Myślę, że mu się udało. Ostatnią książkę skończył tego lata, siedem lat po diagnozie. Wczoraj zmarł, otoczony rodziną, z kotem śpiącym na łóżku. A my – czytelnicy – wiemy, że Śmierć pogłaskał kota, zanim wyciągnął swoją kosę.

W informacjach prasowych czytamy, że „przegrał z chorobą”. Terry Pratchett nie przegrał, on ze swoją chorobą wygrał.

„W wiosce w Ramtopach, gdzie tańczą taniec morris, wierzą na przykład, że nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na powierzchni rzeczywistości – dopóki zegar przez niego nakręcony nie stanie, dopóki wino przez nią nastawione nie dokończy fermentacji, dopóki plon, jaki zasiali, nie zostanie zebrany. Czas trwania czy­jegoś życia, twierdzą tam, to tylko jądro rzeczywistego istnienia” (Kosiarz, tłum. Piotr W. Cholewa).
Jestem pewna, że zmarszczki, jakie wzbudził na powierzchni rzeczywistości Terry Pratchett, nie uspokoją się bardzo długo.

Jeśli należycie do tych osób, które nie miały jeszcze kontaktu z jego książkami, to dobry moment, żeby spróbować. Możecie zacząć od Kosiarza. Jest co prawda z dość wczesnego okresu, kiedy parodia u Pratchetta dopiero przenikała się z satyrą, ale za to jego bohaterem jest Śmierć.
Śmierć, który od wczoraj ma swój egzemplarz z autografem.

**
Dla uczczenia pamięci Terry’ego Pratchetta warto dołożyć się do badań nad Alzheimerem.

 

**Dziennik Opinii nr 72/2015 (856)

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Joanna Filipczak-Zaród
Joanna Filipczak-Zaród
Psycholożka, mediatorka i feministka
Psycholożka, mediatorka, działaczka i feministka. Współprowadziła Świetlicę Krytyki Politycznej w Łodzi. Jest jedną z założycielek i koordynatorek grupy Dziewuchy Dziewuchom. Wolne chwile spędza walcząc z depresją i głaszcząc koty.
Zamknij