Czytaj dalej

Chiny: widok z drogi

Mimo kilku słabości nowa książka Petera Hesslera to coś więcej niż kabaretowy orientalizm. „Przez drogi i bezdroża” recenzuje Jakub Bożek.

Peter Hessler miał już jedno prawo jazdy, amerykańskie, kiedy postanowił zrobić chińskie. Okazało się to czystą formalnością. Nie musiał nawet wsiadać za kółko, wystarczył pisemny egzamin.

Książka Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach to kolejny chiński reportaż Hesslera, znakomitego dziennikarza „New Yorkera”. We wcześniejszych Kościach wróżebnych (Świat Książki 2010) i jeszcze niewydanym w Polsce River Town (Harper Perennial 2001) Hessler opisywał swoje pierwsze zderzenie z Chinami, do których przyjechał jako nauczyciel języka angielskiego z Korpusu Pokoju. Przez drogi i bezdroża to trochę inna bajka, bo Hessler rusza w trasę, by zobaczyć, jak zmieniają się Chiny.

Sam pomysł jest świetny, ale niezwykle trudny w realizacji. Dlaczego świetny? Chiny z początku XXI wieku to kraj w ruchu, w którym setki milionów mieszkańców wsi przenoszą się do miast w poszukiwaniu lepszego życia. Wielu z nich korzysta z publicznych środków transportu, w tym z przepełnionych i niewygodnych pociągów, ale coraz więcej Chińczyków wsiada w samochód. Między rokiem 1970 a 2001 liczba samochodów w Chinach wzrosła dziesięciokrotnie. W samym Pekinie przybywa ponad tysiąc samochodów dziennie. Od roku 2004 liczba kilometrów autostrad jest większa niż w Stanach Zjednoczonych.

Hessler miał nosa, by poznawać Chiny właśnie od tej strony, bo dla ich mieszkańców mobilność jest zarówno przyczyną wykorzenienia, jak i szansą na lepsze życie gdzie indziej. Z początku jednak może się wydawać, że reporter wziął się za temat od złej strony. Dostajemy bowiem rodzaj ćwiczenia z egzotyki, raport z kraju, w którym źle kierujący ludzie mają olbrzymią radość z prowadzenia samochodu. To znany gatunek – bardzo zabawny, ale jest w nim coś krzywdzącego i uwłaczającego.

Oto przykład z Indii. Dziennikarz „New York Timesa” pisze: „W ciągu czterdziestominutowej jazdy autostradą widziałem traktor jadący pod prąd, ciężarówkę, której kierowca zatrzymał się na siku, kierowcę, który z trudem wyminął rowerzystę ciągnącego wózek po pasie szybkiego ruchu. Inni kierowcy rozmawiali przez telefony komórkowe podczas jazdy i przecinali pasy w stylu dowolnym. Lusterek bocznych nie zaobserwowałem. Grupa kobiet ubranych w sari z gromadką dzieci czekała na przerwę w ruchu, by przebiec przez autostradę. Po drugiej stronie czekali mężczyźni w garniturach”. Można by tak bez końca. Moi znajomi, którzy niedawno wrócili z Indii, też opowiadali niestworzone historie o tamtejszym ruchu drogowym. Krowy na ulicach i te rzeczy. Z innymi znajomymi spędziłem kiedyś bardzo przyjemny wieczór przy kilku butelkach wina i filmach z YouTube’a przedstawiających dokonania rosyjskich kierowców. To mieszanka Crash Davida Cronenberga i Śmiechu warte Tadeusza Drozdy.

Hessler też nie żałuje nam takich momentów. Najwięcej radości sprawiły mi wypisy z chińskiego testu na prawo jazdy. Na przykład pytanie 117: „Zbliżając się do oznakowanego przejścia dla pieszych, należy: a) zwolnić i zatrzymać się, jeśli na przejściu jest pieszy b) przyspieszyć, aby dogonić samochód z przodu c) przejechać przez pasy, ponieważ piesi powinni ustąpić pierwszeństwa samochodowi”. Albo pytanie 352: „Jeżeli inny kierowca zapyta o drogę, należy: a) cierpliwie udzielić dokładnych wskazówek b) nie udzielać odpowiedzi c) wskazać niewłaściwą drogę”. Według Hesslera złe odpowiedzi opisują praktyki chińskich kierowców. Robią wszystko na opak: komunikują się wyłącznie za pomocą klaksonów, zawracają na autostradzie, nie używają długich świateł podczas mgły czy deszczu – gdy Hessler włącza długie w trudnych warunkach pogodowych, wściekli kierowcy trąbią na niego, jak gdyby jechał pod prąd.

Mam problem z taką narracją, chociaż mnie bawi. W końcu każdy kraj ma złych kierowców, różnice tkwią w definicji. Inny problem: książka Hesslera przypomina nieco kreskówkę – choć Chińczycy są najgorszymi kierowcami na świecie, wypadki ograniczają się do obitych zderzaków. Tymczasem wiemy, że rzeczywistość wygląda inaczej. Na świecie w wypadkach drogowych co roku ginie 1,2 miliona osób. 90 procent tych wypadków ma miejsce w krajach rozwijających się, w samych Chinach jest ich ponad 96 tysięcy rocznie. WHO przewiduje, że w krajach rozwijających się do roku 2020 liczba wypadków wzrośnie o 83 procent. Jeśli prognozy się sprawdzą, wypadki drogowe będą trzecią najważniejszą przyczyną śmierci.

Te tragiczne statystyki są bezpośrednio powiązane ze wzrostem gospodarczym. Ekonomiści z Banku Światowego wyliczyli kiedyś, że rewolucja samochodowa zaczyna się, gdy PKB osiąga poziom 5 tysięcy dolarów na osobę. Brytyjski statystyk R. J. Smeed sformułował zaś prawo, które mówi, że im więcej samochodów, tym więcej wypadków – przynajmniej do pewnego poziomu. A wypadki te dotykają głównie najuboższych, to oni najczęściej są ich ofiarami. Czy ta zależność jest nieunikniona, czy kraje rozwijające się mogą zwiększyć społeczną mobilność, nie narażając mieszkańców na niebezpieczeństwo? Hessler nawet nie próbuje odpowiedzieć na te pytania.

Tyle czepiania się, bo dość szybko się okazuje, że Przez drogi i bezdroża to nie kabaretowy orientalizm, ale coś o wiele bardziej poważnego. W trakcie swojej podróży wzdłuż Wielkiego Muru Hessler trafia do Sanchy, małej wioski gdzieś na uboczu, do której można było dojechać tylko po nieasfaltowanej drodze. Wioska jest wówczas prawie pusta, bo wszyscy, którzy mogli, przenieśli się do Pekinu. Wynajmuje tam dom, zdobywa – nie bez oporu – przyjaciół, a z jedną rodziną związuje się bardzo blisko. W międzyczasie Sancha zaczyna przeżywać drugą młodość: nowo powstała klasa średnia odkrywa weekendy poza miastem i przejażdżki samochodem dla przyjemności, a nie tylko za chlebem. W wiosce otwiera się restauracja, miejscowi bogacą się kosztem przyjezdnych.

Hessler pokazuje tutaj swoje atuty jako obserwatora przemian i uważnego, czułego narratora. To dzięki empatii przychodzi zrozumienie, także dla czytelnika.

Dla mnie ta książka to kolejny dowód na to, że empatia jest lepszym narzędziem poznawczym niż setki statystyk i zimna wiedza.

Żeby nie było – jego reportaż nie pokazuje „uniwersalnej prawdy o życiu”; jeśli już, jest to raczej konkretna prawda o życiu konkretnych ludzi, którzy zostali porwani przez bezprecedensową falę modernizacji: „Chiny to kraj, w którym nieustannie odkrywa się coś nowego i codziennie doznaje kolejnych objawień. Jednym z najważniejszych odkryć było to, że Chińczycy podzielają te odczucia”.

Peter Hessler, Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach, przeł. Jakub Jedliński, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jakub Bożek

| Publicysta, redaktor w wydawnictwie Czarne
Publicysta, redaktor inicjujący w wydawnictwie Czarne, wcześniej (do sierpnia 2017) redaktor prowadzący w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. Absolwent Centrum Kształcenia Międzynarodowego Politechniki Łódzkiej i socjologii na Uniwersytecie Łódzkim. Redagował serwis klimatyczny KP. Otrzymał drugą nagrodę w konkursie w Koalicji Klimatycznej „Media z klimatem!”. Współtworzył Klub Krytyki Politycznej w Łodzi.