Kraj

Wrócił stary, nagi Tusk

O kryzysie klimatycznym powiedział, że niech o jego przyczyny spierają się naukowcy, o prawach osób LGBT, że mamy się szanować. Jeśli ktoś myślał, że wróci polityk, którego lata obcowania z polityką europejską czegoś nauczyły, to właśnie dostaje odpowiedź.

Jeśli ktoś się zastanawiał, a ja się na przykład zastanawiałem, czy powrót Donalda Tuska oznacza, że wróci polityk, którego lata obcowania z polityką europejską czegoś nauczyły, to właśnie dostaje odpowiedź. Otóż wygląda na to, że nie nauczyły go niczego. Dostaliśmy bowiem Tuska odmrożonego, jakby przez te lata trzymano go w politycznej chłodni i nagle wyskoczył, żeby zacząć mówić rokiem 2010. Na jego tle taki Rafał Trzaskowski, nie mówiąc o pośle Franku Sterczewskim, wydają się kompletnie nową wyborczą jakością na centroprawicy.

Deszczowy weekend w polskiej polityce

Pierwsze bowiem, co powiedział Tusk, zanim oświadczył, jak bardzo za nim tęskniono, to że PiS jest złem. Nowe, prawda? Pewnie tego nie słyszeliście dotychczas.

Ale mało tego, że jest złem. Tusk dodał, że „może PiS jest zły, ale parę rzeczy… – furii dostaję, jak to słyszę, bo to zło, które czyni PiS, jest tak ewidentne, bezwstydne i permanentne. Ono się dzieje każdego dnia w każdej właściwie sprawie”.

Cóż, po sześciu latach dostaliśmy więc diagnozę na poziomie absolutnego PO-wskiego politycznego betonu, bo czym jest oświadczenie, że PiS robi zło w KAŻDEJ właściwie sprawie?

Żeby było jednak śmieszniej, następnego dnia Tusk oświadczył, że 500+ i wszystko, co władza dała, zostanie zachowane. Skoro więc PiS robi zło w każdej właściwie sprawie, to chyba 500+ też jest złem, a jak jest złem, to czemu Tusk chce owo zło zostawić? Chyba nie chce znowu dostać ataku furii? Powie ktoś, że to łapanie za słówka, ale to nie jest żadne łapanie za słówka, tylko typowe platformerskie zaplątanie, bycie za, a nawet przeciw. Obserwowaliśmy tę ideologiczną pulpę przez lata i w pierwszym wystąpieniu Tusk tylko ją potwierdził.

Zresztą w swoim przemówieniu wspominał też o drożyźnie, długu publicznym, rozdawnictwie, co znowuż wydaje się zabawne w zestawieniu z zachowaniem 500+. Bo właściwie to nie wiem, czy Tusk będzie ciął wydatki, żeby ratować nas przed tym okropnym długiem, czy jednak będzie zostawiał zdobycze socjalne PiS.

W weekend Tusk wspomniał też o globalnym ociepleniu, o którym usłyszeliśmy, że: „niech naukowcy się spierają o konkretne przyczyny i sposoby zapobiegania tej katastrofie”, co niebezpiecznie ociera się o typowy prawicowy denializm klimatyczny. Otóż przyczyny są już znane od lat, panie Donaldzie. Pora chyba doczytać.

O protestach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Tusk mówił, że były strajki. Ale że kobiet, już nie dodał.

Usłyszeliśmy także o sprawach LGBT. O związkach partnerskich i małżeństwach? O ogólnopolskiej karcie osób LGBT i uproszczeniu tranzycji osób transpłciowych? Oczywiście, że nie. Usłyszeliśmy o tym, że mamy się szanować. Słowem zero konkretów w sprawie zmian prawnych dla osób LGBT i typowe Tuskowe „szanujmy się”, jakby szacunek miał wystarczyć w kontekście prawnej dyskryminacji.

Powie ktoś, że Tusk mówi to, co chcą usłyszeć jego wyborcy. I pewnie będzie miał rację. Tyle że Tusk mówi językiem antypisowskiego i tylko antypisowskiego wyborcy. Nie chce się nikomu, poza PiS-em, narazić. Nie chce, jak zawsze zresztą, zadeklarować otwartości na jakiekolwiek zmiany. Jest, tak jak był przez lata, zwykłym hamulcowym zmian, a cały jego horyzont ideologiczny to ciepła woda w kranie. Jest dzieckiem nie tylko prawnego, ale przede wszystkim politycznego imposybilizmu.

Problem w tym, że pisowskie naruszenie imposybilizmu i wprowadzanie go w życie dotychczas niewyobrażalnego w dobrym (500+), ale też złym (zamach na sądownictwo, torturowanie kobiet) tego słowa znaczeniu, sprawia, że wyborcom gładkie słówka o szacunku i złym PiS mogą nie wystarczyć.

Flis: Trzaskowski nie ma się co frustrować brakiem władzy, bo ma jej realnie więcej niż Tusk

PiS pokazał, że da się Polskę radykalnie zmieniać (czy to na lepsze, czy raczej na gorsze, ale jednak zmienić), a to oznacza, że wyborcy mogą oczekiwać propozycji konkretnych reform, choćby i ewolucyjnych, jeśli nie rewolucyjnych, a nie platformerskiej mortadeli. Te zmiany potrzebne są w edukacji, w kwestiach polityki klimatycznej, bezpieczeństwie na drogach, rynku mieszkaniowym, kredytach frankowych czy walce z pandemią. Tusk absolutnie niczego w tych sprawach nie proponuje. Powtarza tylko antypisowską mantrę, która może nie starczyć. Zwłaszcza gdy PiS dzięki środkom unijnym znowu postawi na socjalne wsparcie swojej bazy wyborczej. A wtedy rewaloryzacja 500+ okaże się o wiele skuteczniejszym argumentem niż opowiadający wiecznie te samą antypisowską histerię Tusk, którego efekt świeżości za dwa lata już dawno minie.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij