Kraj

Deszczowy weekend w polskiej polityce

3 lipca odbędzie się kongres wyborczo-statutowy Prawa i Sprawiedliwości i klepnięcie przywództwa Jarosława Kaczyńskiego. Na ten sam dzień zaplanowane jest posiedzenie Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej z udziałem jej (na razie wciąż tylko honorowego) przewodniczącego Donalda Tuska.

Weekend ma być deszczowy. Serio, tak mówią prognozy pogody. Weekend polityczny też nie zapowiada się wyjątkowo gorąco. Z zachodu przyjdzie (przyjedzie? przyleci?) lekki wyż. Na terenie kraju świecić będzie słońce – to samo co zawsze. Ciśnienie podniesie się tylko miejscowo, w domach tych, którzy już mają dość letniości duopolu. A tak mówiąc bardziej konkretnie, to w najbliższą sobotę na prezesa PiS wybrany zostanie Kaczyński, a do PO wrócić ma Tusk. I może ten deszcz za oknem to jedyna szansa, żeby ktoś z nas się tymi dwoma wydarzeniami przejął, bo jakby był upał, kto tylko może uciekłby nad rzeczki i jeziorka.

3 lipca odbędzie się kongres wyborczo-statutowy Prawa i Sprawiedliwości. Zostaną na nim wybrane władze partii, w tym prezes Jarosław Kaczyński. Inne scenariusze są niewyobrażalne.

Na ten sam dzień zaplanowane jest posiedzenie Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej z udziałem jej honorowego przewodniczącego Donalda Tuska. Podobno Tusk ma już nie chcieć być tylko honorowym szefem partii.

Powrót Tuska, odcinek 276

Powrotów Tuska zapowiadano już wiele, więc kiedy żaden nie dochodził do skutku, każdy kolejny był coraz mniej poważnie traktowany. Trudno na serio za każdym razem rozkminiać, co powrót Tuska zmieni w polskiej polityce, skoro wszystkie te powroty były palcem na wodzie, względnie klawiaturą zaangażowanych publicystów pisane.

W weekend okaże się, czy tym razem znowu będzie to z dużej chmury mały deszcz.

Na podstawie reakcji polityków opozycji i liberalnych komentatorów można wywnioskować, że jest spory obóz rozwijających już czerwony dywan i przekonanych, że tylko Tusk może wygrać z Kaczyńskim, bo tylko on tego w ostatnich latach dokonał. Taki np. Leszek Miller czeka na zbudowanie przez Tuska totalnej opozycji.

Agnieszka Pomaska mówi w TVN24, że „kogoś, kto ma tak ogromne doświadczenie, nie należy lekceważyć, powinno się go witać z otwartymi ramionami”, i dodaje: „Mam nadzieję, że tak czy inaczej, Donald Tusk będzie chciał wspierać Platformę Obywatelską. Rola nie jest określona, nie ma decyzji Borysa Budki, ale na pewno miejsce dla Donalda Tuska w Platformie jest”. Radosław Sikorski w Onecie opowiada, że „Donald Tusk jest najbardziej doświadczonym polskim politykiem. Jeśli ktoś taki chce stoczyć tytaniczny bój o demokratyczną, europejską Polskę tu, w kraju, to ja bym się cieszył i uważałbym, że to jest dobre dla kraju”.

Zapewne fanami powrotu Tuska nie są Borys Budka ani Rafał Trzaskowski. Dwóch liderów jednej partii to już sporo, a trzech to zapowiedź kłopotów. Wszyscy oni pamiętają przecież początki PO i wiedzą, jak szybko stracili na znaczeniu ci, którzy razem z Tuskiem jej przewodzili. Koledzy z PO mają dla Borysa Budki parę dobrych rad. Chociażby Sikorski, we wspomnianej rozmowie z Onetem, mówi: „Uważam, że Borys Budka podejmie dobre decyzje w interesie Platformy. Myślę, że to będą bardzo dojrzałe decyzje, dzięki którym wrócimy na pozycję głównego rozgrywającego na opozycji”. Andrzej Halicki w rozmowie z „Super Expressem” mówi dokładnie to samo, czyli że „to niezwykle ważny moment i sądzę, że Borys Budka ten egzamin zda pozytywnie”. Ta zachęta, żeby Budka zrozumiał, kiedy jest moment na zejście ze sceny, jest dość czytelna.

Rafał Trzaskowski jest teoretycznie w łatwiejszej sytuacji – nie będzie musiał oddać Tuskowi swojego stanowiska. Ale oczywiście powrót Tuska i tłok na pozycji lidera to jeden z tych przypadków, kiedy od przybytku głowa może rozboleć.

Wróci Tusk, opozycja zjednoczy się i pokona PiS (jak w Rzeszowie)

W środę w TVN24 Rafał Trzaskowski zapowiedział, że w sytuacji, w której Budka zrezygnuje ze stanowiska szefa partii, on gotów jest stanąć w wyborach na przewodniczącego.

W sobotę przekonamy się, jak ten układ liderów może wyglądać, i może usłyszymy coś, co będzie zapowiedzią podziału pracy na opozycji. Zakładam, że panowie zechcą się jakoś dogadać, żeby nie wchodzić sobie w drogę, bo bratobójcza wojna to dla przetrwania PO duże ryzyko. Jasny podział zadań pomaga w codziennej robocie, wie to każdy, kto pracuje w większym zespole. Jeśli zaś panowie się nie dogadają, to z kolei może otworzyć wiele nowych scenariuszy politycznych, nawet jeśli zachowawczy posłowie i działacze woleliby unikać poważnych wstrząsów. Być może jednak, paradoksalnie, te nieoczywiste scenariusze, związane z przegrupowaniami, przetasowaniami personalnymi, zaskakującymi koalicjami są w stanie poruszyć zabetonowaną polską scenę polityczną.

Gdyby np. Tusk wrócił, przejął PO razem z dawnymi kompanami (właśnie Sikorskim, Halickim) i przy wsparciu paru polityków nawróconych na totalną opozycję (Miller, Giertych), a także z zachętą kibicujących temu publicystów (Lis, Hołdys) robił politykę przywracania ciepłej wody w kranie, to może się okazać, że pakuje się na teren dość gęsto już obsadzony. Dawne PO, to za Tuska, przekonane było, że w Polsce nie da się wygrać wyborów, jeśli nie reprezentuje się konserwatywnych poglądów przypisywanych szerokiemu centrum polskiego społeczeństwa. Dziś ten konserwatyzm liberałów jest troszkę bardziej liberalny – geje i lesbijki są ok, szczuć na nich to nieładnie, no ale śluby to jednak przesada, adopcja dzieci to z pewnością nie tutaj, prawa kobiet są ważne, ale prawo do aborcji tylko pod warunkiem, że będzie to prawo „kompromisowe” itd. Totalna konserwatywna opozycja walcząca z konserwatywnym rządem i podgryzana przez liberalno-konserwatywnego Hołownię to scenariusz w sumie prawdopodobny. Smutny bardzo, ale nie niemożliwy. Choć nie wiem, ile jeszcze centroprawic da radę się zmieścić na naszej politycznej scenie. No i po co.

A gdyby tak Tusk wrócił na przewodniczącego i zaczął odbudowywać PO na fundamentach liberalnej ekonomii i sprzeciwu wobec wszelkich proponowanych przez Polski Ład podwyżek podatków, składek? To coś, co wyraźnie różniłoby PO od PiS i mogłoby być drugą nogą tworzenia nowej tożsamości liberalnej. Z jednej strony byłaby znana nam już i słuszna obrona demokracji, instytucji publicznych (z wyjątkiem obrony TVP Info, bo tę instytucję PO spisało już na straty i obawiam się, tak między nami, że telewizję publiczną też PO na straty spisze. TVN im wystarczy). Polska liberalna kontra Polska solidarna po raz kolejny.

W obu powyższych scenariuszach nie za bardzo jest miejsce dla Rafała Trzaskowskiego. Już i tak się musiał namęczyć w trakcie kampanii wyborczej na prezydenta, żeby unikać odpowiedzi na pytania o LGBT. Po co mu to znowu? Niech starsi o pół pokolenia dziadersi robią dziaderską politykę, a niedziadersi niech idą na swoje. Może to będzie największy wkład Donalda Tuska do wydobycia opozycji z marazmu – zmotywowanie Trzaskowskiego, żeby przejął Platformę Obywatelską, albo choć znalazł pretekst, by z niej wystąpić i robić coś na własny rachunek, tak jak to sam Tusk zrobił przed dwudziestoma laty z dziadkami założycielami III RP. Jeśli wystartuje na szefa partii i wygra, może zawalczyć o to, żeby PO zmienić – odkonserwatywnić, zliberalizować. Nasłucha się przy tym, że chce PO zlewaczyć, no ale w Polsce wszystko, co nie jest konserwatywne, jest z automatu Antifą.

Trzaskowski może oczywiście przegrać wybory na przewodniczącego PO. Jeśli nieznacznie, to ma dobry start do tego, żeby jednak iść na swoje. I może zabrać ze sobą część ludzi z Platformy. Jeśli przegra znacznie, to tym bardziej. Bo skoro w PO nie ma dla niego miejsca na miarę jego ambicji, to trzeba to miejsce sobie stworzyć albo znaleźć.

Żeby być drugim Tuskiem, Trzaskowski musiałby przejść do Hołowni

A skoro fantazjujemy o różnych scenariuszach na przyszłość, to czemu by się nie miał Trzaskowski dogadać z Hołownią? Podział zadań jest tu jasny – Trzaskowski na prezydenta, Hołownia na premiera. Obaj budują teraz coś swojego. Hołownia co prawda na większą skalę, ale jednak Trzaskowski równolegle zarządza stolicą. Jest przy tym sporo roboty. Oczywiście dwóch liderów to dużo, ale gdyby nie wchodzili sobie w drogę? Czy wspominałam już o podziale zadań?

Ostatni scenariusz, który położę dziś na stole, jest taki: Tusk wraca, w PO częściowa radość, bo wreszcie ktoś wie, co robić, częściowy smuteczek, bo znowu trzeba czekać na swoją kolej. I jedni, i drudzy odetchną z ulgą, pojadą na wakacje, a Tusk zostanie z tym wszystkim na głowie. Może się okazać, że i ulotki przyjdzie mu nosić, a wtedy wszyscy, co wyśmiewali słowa posła Sterczewskiego, będą musieli Franka przeprosić.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Zamknij