Kraj

Grzeczne już byłyśmy. Teraz jesteśmy skuteczne (i ostro wkurwione)

Czy gdybyśmy wołały: „Prosimy o uprzejme zakończenie torturowania nas”, pomoglibyście? Nie, bo problemem nie jest wulgaryzm, tylko nasz sprzeciw. I to was wkurwia – że wreszcie jesteśmy widoczne i możemy coś zmienić. Dbacie o własną dupę, nie żadną czystość języka. Włóżcie sobie tę waszą elegancję w dupę. Wypierdalać!

Przepraszam najuprzejmiej, czy mogliby Panowie nie skazywać mnie na tortury? Nie grozić, że będę musiała miesiącami nosić w sobie śmiertelnie chory płód, który kilka godzin po urodzeniu umrze na moich rękach w męczarniach? Czy byliby Panowie tak mili i zdjęli swe ręce najszlachetniejsze z mojego brudnego ciała?

Nie? A to przepraszam najmocniej, nie chciałam urazić. Przepraszam, że zapytałam. To się więcej nie powtórzy.

No więc tak już próbowałyśmy. Uprzejmie, rozmową, w studiach telewizyjnych i gazetach. Spokojnie tłumaczyłyśmy, odpowiadałyśmy na wciąż te same pytania, które można sprowadzić do: „Czy kobieta to człowiek?”.

Kościół katolicki odpowiedział sobie na to już dawno, a w czwartek odpowiedziało także polskie państwo. I ogłosiło, że kobieta to jednak nie człowiek. Kobieta to takie coś w stylu inkubatora, ale z dodatkowymi opcjami sprzątania, gotowania i wychowywania dzieci.

Szczerze? Wypierdalać.

Spróbuję jeszcze raz, bo wciąż nie przechodzi mi to tak łatwo przez gardło: WYPIERDALAĆ.

„Nie mogę uwierzyć, w jak pojebanie antyaborcyjnym kraju żyjemy”

Dziewczynki nie klną

Lata socjalizacji nauczyły mnie tłumić emocje i nie dawać im ujścia w postaci wulgaryzmów. Wulgarni mogą być cismężczyźni. Ich pełna przekleństw literatura zdobywa kolejne nagrody literackie i uznanie krytyków, a wulgarni cismężczyźni nazywani są „geniuszami”.

Wulgarne kobiety to „patologia”. Bo dziewczynki mają być grzeczne i miłe. Zawsze uczynne, z uśmiechem zajmujące się wszystkimi wokół, tylko nie sobą. Perlistym zaśpiewem mamy chichotać z żartów o gwałtach. Kokieteryjnie się wypinać, gdy szef nas maca. Milczeć, gdy partner nas gwałci, a także potem, gdy myślimy, czy to zgłosić lub nagłośnić. Ukłonić z pokorą głowę, gdy sąd zdecyduje, że nasz oprawca jest niewinny, a Trybunał Konstytucyjny powie, że mamy rodzić dzieci, które tuż po porodzie skonają w niewyobrażalnym cierpieniu. Mamy być posłuszne. I dusić w sobie niezgodę czy zwyczajny wkurw. Nie dawać po sobie znać. Zajmować jak najmniej miejsca.

Z poświęceniem własnego zdrowia i życia mamy iść na kompromis dotyczący naszego ciała, który jest kompromisem pomiędzy mężczyznami z Kościoła katolickiego a mężczyznami w Sejmie. Mamy grzecznie taki kompromis przyjąć i się podporządkować – a wtedy czeka nas nagroda. Jaka? No właśnie nie bardzo wiadomo, pewnie coś po śmierci. Może dlatego prawicowi fanatycy i Kościół katolicki robią wszystko, by nam tę śmierć przyspieszyć.

Molestowanie, gwałt, bezkarność oprawców czy zalegalizowanie tortur przez państwo – okej, może to nie jest fajne. Ale żeby kobieta powiedziała „brzydkie słowo”?! To już przesada i ostateczny upadek obyczajów.

Pięć dni temu Trybunał Konstytucyjny zdecydował o tym, że poświęci nasze życie i zdrowie w imię przypodobania się Kościołowi katolickiemu. Ale to my przesadzamy, gdy w reakcji na to idziemy z transparentem „WYPIERDALAĆ” w proteście. Co jest gorsze: wyrok na kobiety wyrażony spokojnym, kulturalnym, prawniczym językiem czy walka kobiet z użyciem wulgaryzmów o lepszy świat dla wszystkich?

To jest wojna

Próbowałyśmy różnych sposobów – grzecznie, pod włos, kulturalnie, z makijażem i ładną fryzurą. Nie działały, wręcz przeciwnie – zachęcały oprawców do dalszych działań, a ustawionych panów utrzymywały w coraz większym samozadowoleniu. Bo też nikt nam nie podaruje naszych praw za celujące zachowanie. Musimy je sobie wywalczyć. Sprawić, by tym na górze, którzy decydują o naszej krzywdzie, stało się trochę mniej komfortowo. A nasza krzywda nie pozostała legalna, bezkarna i ukryta, jak dotychczas.

I tak, to jest wojna. Mężczyźni na wojnach zabijają innych mężczyzn, bo politycy chcą zdobyć zyski lub nowy teren. Uczymy się o tym na lekcji historii jako o bohaterskich czynach, wkuwamy kolejne daty bitew i wojen, zaznaczamy na mapie, ile udało nam się „zdobyć” przelaną krwią „wrogów”.

Coś jebło, coś się zaczęło

Gdy mężczyzna zabija innego mężczyznę na polecenie jeszcze innego mężczyzny – to chwalebny czyn. Ale gdy kobieta krzyczy „wypierdalaj” albo nasprejuje na budynku jakiegoś kościoła numer do Aborcji Bez Granic, bo państwo polskie zdecydowało, żeby zalegalizować tortury – podnosi się larum.

Gdy kobieta wyraża sprzeciw w swojej sprawie – jest konfliktowa. A mężczyźni, którzy wywołują wojny, to genialni stratedzy. Na wojnach uznajecie bez mrugnięcia okiem czołgi czy broń palną – ale nie jesteście w stanie przyjąć przekleństwa jako sposobu walki?

Zupełnie jakby wulgaryzm był gorszy niż zabijanie czy tortury, ściany i mury ważniejsze od ludzi, a zdrowie kobiet – mniej priorytetowe niż samozadowolenie elit.

Aborcja to kwestia zdrowia – podobnie jak każdy inny zabieg medyczny. A pozbawianie nas kontroli nad naszymi ciałami zawsze zagraża naszemu zdrowiu. Do sprawnego psychicznego funkcjonowania potrzebujemy autonomii ciała. Poczucia, że mamy nad nim – nad sobą – kontrolę. Ciało nie jest żadną własnością prywatną, tylko nami. Ciało to ja, to ja nim biegnę, krzyczę, walczę. Zabierzecie mi ciało – uwięzicie mnie. Zniewolicie.

A na to, kurwa, nie pozwolę.

To nie był kompromis, to była kompromitacja

Prosimy o uprzejme zakończenie torturowania nas

Niszczycie nam zdrowie, a my wyrażamy bezkompromisowy sprzeciw. I problemem okazuje się właśnie ten sprzeciw – jakby to, co go poprzedza, nagle znikało. Nie ma przemocy, pozostaje sama obrona. Na tym polega manipulacja, która z ofiar robi sprawców, a z walki o przeżycie – atak. To także rodzaj przemocy – jedna z technik gaslightingu, by to ofiary zaczęły w siebie wątpić i poczuły się winne, a nie oprawcy.

Pamiętam, jak na jednej z demonstracji podeszła do mnie kobieta przeciwna naszej walce. Nagrywała mnie. Nagle uderzyła kamerą w szczekaczkę, którą miałam przy ustach. Szczekaczka pokaleczyła mi usta, zaczęła mi lecieć krew. Odsunęłam się – lata socjalizacji zrobiły swoje, nie stanęłam w swojej obronie. Ale gdybym po tym ataku zareagowała choćby okrzykiem „wypierdalaj” albo odepchnięciem kobiety – do sieci trafiłby filmik, na którym „agresywna” feministka „atakuje” i „obraża” ludzi. Dokładnie tak samo działacie, gdy w sytuacji naszej walki o przeżycie wy widzicie tylko wulgaryzm, a ślepi jesteście na lata poniżania i katowania nas.

Czy gdybyśmy wołały: „Prosimy o uprzejme zakończenie torturowania nas”, skupilibyście się wreszcie na realnym problemie? Stawiam, że wtedy kłopotliwe okazałoby się to, że wołamy – a przecież kobiety nie wrzeszczą. Albo że jesteśmy ubrane na czarno. Że mamy błyskawicę na policzku. Tatuaż. Cokolwiek.

Bo problemem wcale nie jest wulgaryzm, tylko nasz sprzeciw. I to was wkurwia – że wreszcie jesteśmy widoczne i możemy coś zmienić – a nie przekleństwo. Dbacie o własną dupę, a nie żadną czystość języka. Wulgaryzm to tylko wymówka, by nas atakować.

Musicie serio mieć wielki przywilej, jeśli waszym największym problemem jest to, że ktoś klnie na demonstracji. Codziennie ludzie są pozbawiani domów, pracy, gwałceni, bici, odmawia im się dostępu do ochrony zdrowia – a waszym problemem jest napis i okrzyk na proteście?!

Grzeczne już byłyśmy

To jest wojna – i nie może być inaczej. Gdy jesteśmy ciche, posłuszne i miłe, nikt nas nie słyszy. A my musimy być teraz wysłuchane. Więc krzyczymy. Przeklinamy, bo jesteśmy wkurwione i nie mamy zamiaru tego chować pod uprzejmym uśmiechem. System, który robi z nas uprzejme i grzeczne, to ten sam system, który nas ucisza, gdy jesteśmy torturowane i gwałcone. Nie chcemy utrwalać tego systemu – chcemy go zniszczyć. Jesteśmy wspólnotą, która odrzuca, a nie wspiera i umożliwia te wszystkie krzywdy, które przez lata nam wyrządzano.

Demonstracja to nie jest spotkanie u cioci na imieninach czy kulturalna wymiana zdań. Pozbawianie nas zdrowia i życia to nie żadna opinia, o której możecie podebatować w telewizji. Nie macie prawa dyskutować o tym, czy można nas legalnie torturować, czy nie. To nie podlega dyskusji. Możemy debatować o tym, o ile trzeba zwiększyć podatek dla najbogatszych i wielkich korporacji, a nie czy kobiety mają prawo do życia i zdrowia.

Tokarczuk: Od dziś wszyscy jesteśmy wojowniczkami

„Wypierdalać” to wreszcie kwestia naszego zdrowia psychicznego – dajemy ujście emocjom, które siedzą poupychane od lat i od środka nas wyniszczają. Od dziecka jesteśmy uczone, żeby być posłuszne, a gdy dzieje nam się krzywda lub boli – by zachować to dla siebie i zamiast wulgaryzmu raczyć świat uśmiechem. Lata pracy na terapii pozwalają nam się wydobyć z tych szkodliwych schematów.

Nie mamy zamiaru walczyć ze sobą, ze swoim wkurwem, koniec z tym – walczymy z systemem, nie ze sobą. A dla wkurwu robimy wreszcie ujście. Nie uciszamy go, nie obijamy w ramki, nie robimy z niego „performansu” ani „sztuki wysokiej”. Nie dostosowujemy tak, by spodobał się arbitrom elegancji.

Włóżcie sobie tę waszą elegancję w dupę, jeśli sprawia, że większym problemem jest dla was wulgaryzm rzucony przez torturowane kobiety niż tortury zapewniane im przez elity.

Zgotowaliście kobietom piekło. Ono do was wróci. Szybciej, niż się spodziewacie

Wulgaryzm na proteście to nie jest żadne przestępstwo – i nie musimy się z niego tłumaczyć. Nikt nie będzie nam dawał prawa do bycia wkurwionymi – same je sobie dajemy.

Nie chcemy już prosić. Żądamy. I nie przestaniemy, póki nie wywalczymy wszystkiego. Jesteście z nami lub przeciw nam. Ta wojna toczy się o nasze ciała i to my wiemy najlepiej, jak o nie walczyć. Nie prosimy was o rady ani opinie, więc nie traćcie naszego czasu i ich nie udzielajcie. Wiemy, jak o siebie walczyć – robimy to całe życie. Więc patrzcie i słuchajcie.

Grzeczne już byłyśmy. Teraz jesteśmy skuteczne. Trzeba było nas nie wkurwiać.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Maja Staśko
Maja Staśko
Krytyczka literacka
Maja Staśko – krytyczka literacka, doktorantka interdyscyplinarnych studiów w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Współpracuje m.in. z „Ha!artem” i „Wakatem”.
Zamknij