Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Imigranci z Ukrainy zostaną z nami na zawsze. Pogódźcie się z tym

W ogólnopolskiej dyskusji na temat imigrantów strona antyimigrancka, czyli prawica, uwielbia dowodzić, jak to cała reszta żyje w jakimś imigranckim „delulu” i nie rozumie, co się dzieje. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie.

ObserwujObserwujesz
14
Celnie!
Serce

4

Urojeniami żyją wszyscy, którzy najpierw wierzą, że imigracja kompletnie rujnuje kraj, a następnie są pewni, że da się tych złych imigrantów z kraju wyrzucić.

O tym, jak to prawica kłamie na temat migrantów sprawiających rzekomo same kłopoty, napisano już wiele. Przeciwnicy imigracji nadal nie chcą rozumieć, iż wśród imigrantów zwykle nie istnieje nadreprezentacja przestępstw. Wśród Ukraińców w Polsce mamy na przykład 10–11 przestępstw na 1000 Ukraińców, a wśród Polaków około 20 przestępstw na 1000 Polaków.

Czytaj także Umiesz liczyć? Licz na siebie. Ceuta i kompromitacja projektu europejskiej solidarności Artur Troost

Nietrudno się domyślić, że świeżo przybyły imigrant 10 razy się zastanowi, zanim zacznie popełniać przestępstwa w obcym kraju, z obcą policją i obcymi więzieniami. Dlatego więcej przestępstw popełniają Polacy niż Ukraińcy, i to właśnie per capita. Przeciwnicy imigracji nie rozumieją, że Ukraińcy mają ogromny wkład w PKB Polski – od prac fizycznych po pracę w służbie zdrowia, IT czy usługach biurowych – i że gwałtowny odpływ tak ogromnej liczby pracowników po prostu załamałby wiele usług w kraju, nie mówiąc o ogromnym wzroście cen.

Nie rozumieją także, że nie da się żadną odgórną polityką zmusić Polek do rodzenia większej liczby dzieci, bo Polki wybrały model życia, w którym ważniejsza od ilości jest jakość życia rodziny (w tym ewentualnie pierworodnego dziecka). I wobec starzejącego się społeczeństwa jesteśmy, zwłaszcza przy obecnym modelu emerytalnym, zmuszeni do zasilania populacji młodymi ludźmi w wieku produkcyjnym. Wypieranie tych faktów jest prawie tak zabawne, jak księżycowe pomysły o sprowadzaniu potomków Polaków z Kazachstanu albo takiej automatyzacji kraju, iż ludzie do pracy nie będą potrzebni.

Prawicowy paradoks uchodźców wojennych

Największym jednak oderwaniem od rzeczywistości polskiej prawicy jest wiara w to, iż setki tysięcy imigrantów z Ukrainy tak sami z siebie wrócą do siebie. Że jak tylko wojna się skończy, to cyk i ich nie ma.

Tymczasem naprawdę nie trzeba się mocno intelektualnie wysilać, żeby zrozumieć, iż im dłużej imigrant przebywa w danym kraju, tym mniejsze prawdopodobieństwo powrotu „do siebie”. Krok po kroku organizuje sobie w nowym kraju życie, pracę, poznaje znajomych. Ma tu dzieci, sąsiadów, często także partnerów.

Mało tego, powrót miałby sens, gdyby imigrant wracał na bezpieczną i zasobną Ukrainę. A przecież nawet pokój czy inne zawieszenie broni na froncie nie daje wysokiego prawdopodobieństwa, iż Putin da sobie spokój na dłuższą metę. W tym sensie powrót dla setek tysięcy Ukraińców będzie powrotem do koszmaru, być może dodatkowo zagrożonym brakiem możliwości ponownego wjazdu do Polski.

Można tu zauważyć pewien paradoks. Skoro to trwały, wiarygodny pokój i dobrobyt odbudowanego kraju są głównymi determinantami powrotu imigrantów do ojczyzny, a więc na Ukrainę, to prawica powinna robić wszystko, aby Rosja sromotnie przegrała, a UE, w tym Polska, dała pieniądze na odbudowę Ukrainy.

Tymczasem polska prawica (poza niedobitkami PiS-u) właściwie chce robić wszystko, aby Ukrainie w tej wojnie było trudniej, o dofinansowaniu jej nawet nie mówiąc. A przecież im bardziej osłabiona Ukraina i im dłuższa wojna, tym bardziej ukraińscy imigranci do niebezpiecznej i osłabionej Ukrainy nie wrócą. Nie pierwszy raz polska prawica nie potrafi połączyć kropek.

Deportacje, czyli porażka w stylu Trumpa

Jeśli więc imigranci ukraińscy będą chcieli zostać w Polsce na dłużej, to teoretycznie możliwe są dwa wyjścia. Pierwsze to ich stąd, jak to się mówi obecnie na prawicy, „wygonić”. Wyborcy właściwie próbują to robić oddolnie, stąd masa tych, zwłaszcza werbalnych, ataków także w realu: w stylu „won na front”, „wypad do siebie”.

Czytaj także Oburza was ICE? U nas wcale nie jest lepiej Anna Mikulska

Podpinać się pod to próbują i zdesperowani politycy. Jak chociażby Tomasz Bocheński ze swoim pomysłem „o deportacji wszystkich ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce”. Abstrahując od kwestii moralnych i tego, jak bardzo obrzydliwe są to pomysły, bazujące czy to na przemocy obywatelskiej, czy państwowej, są one także, rzecz jasna, kompletnie nieskuteczne. W przypadku kampanii nienawiści i przemocy ulicznej najlepiej widać to na przykładzie… Polaków w Wielkiej Brytanii. Ci bowiem, mimo szczucia przed Brexitem, masowo z Wysp do Polski jednak nie wracali. I dopiero coraz większy dobrobyt w Polsce skłonił ich do powrotu. Baza zawsze wygra z nadbudową.

Podobnie jest w przypadku pomysłów instytucjonalnej deportacji. Po pierwsze, przy tej liczbie mężczyzn z Ukrainy w Polsce wymagałoby to miliardowych nakładów na służby. Po drugie banalnie można by było to obejść. W końcu skoro polski pracodawca potrafi obejść kodeks pracy, to wystawienie umowy o pracę na 1/30 etatu nie wydaje się trudne, zwłaszcza że owym pracodawcą może być koleżanka czy kolega imigrant z Ukrainy.

Próba odgórnej deportacji spowodowałaby też to zbyt dużą niepewność zatrudnienia mężczyzn, z których część (analogicznie jak imigranci w USA) zaczęłaby się ukrywać, więc przedstawiciele biznesu dojechaliby Bocheńskiego z kolegami za niszczenie polskich przedsiębiorców. Słowem, skończyłoby się tak jak z ICE Trumpa, które deportuje mniej osób niż administracja Obamy, ale robi to o wiele brutalniej i jest przez ogrom społeczeństwa znienawidzone.

Automatyzm migracyjny

Istnieje jednak drugie wyjście. Skoro imigranci z Ukrainy zostaną i mimo mokrych snów nie da się ich siłą wypchnąć z kraju, można spróbować integracji. Teoretycznie Polska ma bowiem imigrantów bardzo bliskich kulturowo, rozumiejących obyczaje i język, mających nie tylko tragiczną, ale też wspólną, bohaterską przeszłość. Ludzi chętnych do pracy, którzy poza pojedynczymi przypadkami chcą tu legalnie pracować i urządzić sobie życie.

Taki pomysł miał przecież PiS, ze swoimi głośnymi centrami integracji, zanim je w popłochu zamykał i kłamał – jak to PiS – że to nie ich pomysły. Tymczasem takie centra mogłyby być znakomitym punktem wyjścia nie tylko do radzenia sobie z obecnymi, ale przede wszystkim przyszłymi problemami życia kilku narodów w jednym państwie. Po zmapowaniu potrzeb zawodowych w Polsce można by przyspieszyć edukację i pokryć braki w budownictwie, transporcie czy wiecznym braku nauczycieli w polskich szkołach. Można by próbować integracji sąsiedzkiej. Można by próbować wychowywać Ukraińców nie tyle na Polaków, co na polskich obywateli, tak jak wychowuje się Polaków na obywateli Wielkiej Brytanii czy USA.

Czytaj także Rząd o migracji mówi językiem Konfederacji. Jak odpowie lewica? Korzyści materialne to za mało Olena Babakova

Prawicowe antyimigranckie złudzenia, rzecz jasna, do tego nie dopuszczą. Automatyczne uznawanie imigracji za coś złego i naiwna wiara w to, iż owo zło da się z Polski wyrzucić, sprawiają, iż Polska popełnia dokładnie te same błędy, jakie z imigrantami popełniały inne kraje.

Wychowanie nowej subkultury

Szczucie, nagonka, traktowanie figury imigranta jako tego złego, szczycenie się deportacjami (jak rząd Tuska) będzie w Polsce z jednej strony zmuszało Ukraińców do samoorganizacji (także politycznej), wpychało ich w getta własnych osiedli i dzielnic oraz ekonomiczną szarą strefę. Z drugiej strony będzie rosło nowe pokolenie Ukraińców (zwłaszcza młodych mężczyzn) znających dobrze język polski, polską szkołę i polskich rówieśników, którzy tę Polskę znienawidzą. Właśnie za to, że zamiast integracji zaproponowano im tylko pięść i pogardę.

Czytaj także Gaia Vince: Większym problemem od migracji jest to, że ludzie obawiają się ich podejmować [rozmowa] Jakub Majmurek

Dopóki polska prawica nie zrozumie, iż jesteśmy już po kroku pierwszym, czyli masowej imigracji z innego kraju, i po kroku drugim, a więc bardzo prawdopodobnym braku powrotu na Ukrainę, dopóty będziemy świadkami kolejnego delulu i obrzydliwych bocheńskich propozycji.

Obawiam się jednak, że gdy to już zrozumieją, będzie za późno.

Tak jak przedmieścia Paryża mają swoją subkulturę nienawiści do państwa francuskiego przez kolejne pokolenia imigrantów, tak przedmieścia Warszawy, właśnie przez polską prawicę, mogą sobie wychować własną subkulturę ukraińskich osiedli, które Polską będą gardzić. I kto wie, być może właśnie wówczas zaczną celowo wieszać banderowskie flagi. Tak, żeby jeszcze bardziej polską prawicę bolało.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
14 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
14
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x