„Wyj, wyj!”, „Niech wyją!”, „Słychać wycie – znakomicie” – w czwartek i piątek polityczny X pełen był podobnych komentarzy wpisywanych w kontrze do głosów wyrażających krytykę, dystans czy kpinę z obchodów pierwszej, okrągłej rocznicy zaprzysiężenia prezydenta Karola Nawrockiego. Było dość oczywiste, że to, że druga strona „wyje” – czyli daje wyraz temu, że do prezydentury Nawrockiego ciągle się nie przekonała – sprawia zwolennikom urzędującego prezydenta wielką przyjemność.
Można wręcz zaryzykować tezę, że tym, za co istotna część zwolenników Nawrockiego szczególnie go ceni, jest właśnie to, jak wielki dyskomfort jego prezydentura wywołuje po drugiej stronie, wśród tej Polski, która 1 czerwca zeszłego roku głosowała na Rafała Trzaskowskiego albo nie oddała ważnego głosu.
Polityka jako sztuka prowokowania wycia
Jakieś 12 lat temu, w odległej epoce, gdy wydawało się, że wyborów w 2015 nie może wygrać nikt inny niż Bronisław Komorowski, zakładano, że polityk niekoniecznie powinien mobilizować skrajne emocje drugiej strony. Zwłaszcza na urzędzie prezydenta, gdzie w drugiej turze często rozstrzyga minimalna różnica głosów i aktywne zrażanie do siebie połowy Polski na zdrowy rozum nie powinno być najlepszą polityką. Dziś rzeczywistość jest jednak inna, a dla polskiej prawicy równie ważne jak polityczne zwycięstwo jest to, by druga, przegrana strona odczuwała z jego powodu maksymalny emocjonalny dyskomfort.
Jeszcze w czasach prezydenta Kaczyńskiego prawica nie mierzyła swojego sukcesu tym, jak źle żyje się pod jej rządami najbardziej zaangażowanym wyborcom Platformy i postkomuny. Dziś polityczną wyobraźnię PiS organizuje głównie wizja rozliczeń i zemsty za to, co działo się w Polsce od grudnia 2023 roku. Polska prawica, jak niemal we wszystkim, podąża tu tropami Trumpa i MAGA. Olbrzymia część polityki drugiego Trumpa obliczona jest na to, by tamtejsi liberałowie „zawyli”. Amerykański rząd do komunikacji swoich podstawowych polityk zatrudnił zawodowych shitposterów, których zadaniem jest ciągłe „trollowanie” liberalno-lewicowej Ameryki.
Trump nie obniżył cen jajek i innych podstawowych produktów, wbrew obietnicom z kampanii wyborczej wplątał Stany w kolejną pozbawioną strategicznego planu wojnę na Bliskim Wschodzie, na której zakończenie nie ma pomysłu, zamiast „osuszyć bagno” w Waszyngtonie wzniósł polityczną korupcję na nieznany wcześniej poziom. Jego rządy ciągle jednak sprawiają, że liberałowie „wyją” i to wystarczy części jego zwolenników – choć patrząc na to, jak fatalne są dziś notowania Trumpa, to coraz mniejszej.
Nawrocki także nie obniżył cen prądu, ani nie zrealizował swoich kampanijnych obietnic – za co winą próbuje obciążyć marszałka Czarzastego i sejmową większość – skutecznie za to zaciągał hamulec ręczny rządowi i prowokował samą swoją obecnością publiczne wybuchy najgorszych emocji swoich przeciwników. I wielu wyborców Nawrockiego jest tym zachwyconych.
Nawrocki jest stworzony do tak rozumianej polityki
Oczywiście, populistyczna prawica nie ma monopolu na politykę spod znaku „słychać wycie, znakomicie!”. Im bardziej spolaryzowana jest polityka, im bardziej spór polityczny postrzegany jest jako egzystencjalny konflikt o najwyższych stawkach, a rządy drugiej strony jako katastrofa dla kraju, a nawet jako bezpośrednie zagrożenie dla wartości, interesów i stylu życia osób po drugiej stronie, tym większe będzie na nią zapotrzebowanie i tym bardziej to, jak „nasz” polityk przeraża i oburza „tamtych”, postrzegane będzie jako wielki atut.
Po stronie dzisiejszej sejmowej większości okrzyki typu „słychać wycie, znakomicie!” widoczne były choćby przy okazji przejmowania TVP pod koniec 2023 roku, w pierwszych tygodniach rządów nowej koalicji – choć trzeba przyznać, że TVP w czasach rządów PiS zrobiła wszystko, by zapracować sobie na takie negatywne emocje wokół siebie.
Populistyczna prawica, dla której resentyment wobec „liberalnych elit” stanowi kluczowe emocjonalne paliwo, przynajmniej w najwierniejszym elektoracie, jest jednak na taką politykę szczególnie podatny. A Karol Nawrocki jest politykiem wręcz stworzonym, by obsługiwać podobne emocje, nie tylko przez swój styl uprawiania polityki, ale też całą swoją biografię.
Nawrocki wygrał, choć w kampanii w mediach pojawił się szereg informacji, które jeszcze 10 lat temu mogłyby zatopić każdą prezydencką kandydaturę. Nawrockiemu one jednak nie tyle przeszkodziły, co wręcz pomogły na dwóch poziomach. Po pierwsze wytwarzając przekonanie, że druga strona boi się kandydata PiS i robi wszystko by go zatrzymać – bo w sprawie niezależnych mediów polska prawica stosuje dwójmyślenie, to samo medium, które jest wiarygodnym źródłem informacji, gdy ujawnia aferę KO, staje się biernym narzędziem realizacji planów Tuska, gdy pisze o czymś kompromitującym dla prawicowych polityków.
W efekcie wszystkich medialnych informacji o kandydacie PiS powstał mit Nawrockiego jako kandydata, który musiał „walczyć przeciw całemu systemowi”, próbującemu go zniszczyć, zanim miał szanse dotrzeć ze swoim przekazem do wyborców. Narracja o „antysystemowym Nawrockiego” jest oczywiście bzdurą, trudno na poważnie przedstawiać jako uderdoga spoza systemu kandydata popieranego przez partię, na którą w ostatnich wyborach padło najwięcej głosów i najczęściej wygrywającą wybory prezydenckie, przez jej ekosystem medialny, wreszcie prezydenta Trumpa i międzynarodówkę MAGA. Po roku prezydentury ten mit ma się jednak doskonale.
Po drugie, część wyborców Nawrockiego nakręcało wyraźnie to, jak wielki dyskomfort jego kandydatura sprawiała drugiej stronie. Im bardziej oburzała się ona tym, jak ktoś, kto w młodości ganiał się po lesie w ustawkach i do dziś bliski jest subkultury radykalnych kibiców, może w ogóle aspirować do najwyższego urzędu w kraju, tym bardziej atrakcyjnym kandydatem wydawał się sporej części swoich wyborców. Trzaskowski przegrał, nieudolnie próbując się przedstawić jako kandydat akceptowalny, a przynajmniej niestwarzający zagrożenia dla drugiej strony. Nawrocki wygrał między innymi dlatego, jak bardzo był nieakceptowalny dla swoich politycznych przeciwników.
Sam Nawrocki, zarówno w kampanii, jak i po objęciu urzędu, wielokrotnie dawał do zrozumienia, że będzie prezydentem wszystkich prawic, a nieprawicowej części Polski nie ustąpi ani o krok, a nawet zrobi wszystko, co w jego mocy, by ją pognębić. Urzędowanie zaczął od próby przeczołgania rządu na radzie gabinetowej – nie udało się mu to jednak, bo połamał sobie zęby na Tusku. Z wojny manewrowej z sejmową większością przeszedł więc do pozycyjnej, nękając rząd wetami czy obstrukcją w sprawie mianowania ambasadorów.
Zachowywał się też wielokrotnie tak, jakby chciał maksymalnie sprowokować drugą stronę, czy to wygrażając palcem dziennikarzowi TVN, czy ułaskawiając lidera kibiców Legii, znanego jako „Staruch”. Bo w tym absurdalnym ułaskawieniu – prawo łaski ma naprawiać systemowe niesprawiedliwości, a nie służyć temu, by kibic mógł pójść na mecz – faktycznie mogło chodzić nie tylko o spłatę politycznego długu wobec stadionów, ale także o „strollowanie” strony liberalnej.
Jak grać z takim przeciwnikiem?
Strona liberalna z kolei często faktycznie daje się strollować i reaguje dokładnie tak, jakby Nawrocki mógł sobie tego życzyć. Im bowiem bardziej oburza się „prezydenta-alfonsa”, „Batyra”, im częściej wzywa do ponownego liczenia głosów i daje wyraz swojej ogólnej pogardy wobec obecnej głowy państwa, tym bardziej wzmacnia to Nawrockiego w jego elektoracie, z zadowoleniem ryczącym: „słychać wycie — znakomicie!”.
Co więc robić? Ogólnie – nie tylko wobec Nawrockiego – warto nie upajać się własną pogardą, choćby dlatego, że to na ogół zaślepia taktycznie i strategicznie. Jednocześnie nie ma co udawać, że prezydentura Nawrockiego nie jest od początku i nie będzie do końca programowo wroga liberalno-lewicowej Polsce i politycznie szkodliwa dla kraju znacznie bardziej niż nawet prezydentura Dudy. Jak mobilizować się przeciw złej prezydenturze, nie wzmacniając w ten sposób mobilizacji wokół Nawrockiego? To pytanie do polityków. Na razie można tylko liczyć, że z czasem także część wyborców prezydenta zauważy, że od „wycia” wyborców Trzaskowskiego niekoniecznie żyje się im lepiej.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!