Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Cztery etapy wysychania. Czy rzeki mogą umrzeć z pragnienia?

Państwowy Instytut Geologiczny ogłosił stan zagrożenia hydrogeologicznego dla 15 województw. Czerwony alert świeci się w 51 proc. stacji pomiarowych. To czwarty, ostatni etap suszy: problemy z zasilaniem studni i brak wody w kranach.

ObserwujObserwujesz
Wyschnięte stawy Baniochy w Dolinie Małej
1
Płacz

1

Kiedy układam w myślach ten tekst, stoję nad Małą – niespełna siedemnastokilometrową rzeczką na Mazowszu, o której mało kto słyszał.

W rzece, podobnie jak w innych małych ciekach wokoło, woda nie płynie już trzeci rok z rzędu. W połowie torfowiskowej doliny Małej znajdują się Stawy Baniochy. Nikt z mieszkańców okolicy nie pamięta, aby kiedykolwiek w wykopanych po wojnie stawach brakowało wody. Dziś patrzę na ich wyschnięte, choć wciąż błotniste dno.

Czytaj także Patriotyczna partyzantka rzeczna – bo suche jest bezbronne Katarzyna Przyborska rozmawia z Danielem Petryczkiewiczem

Jest 5 sierpnia 2026 roku. Obserwuję brodźca i łęczaka, ściśle chronione ptaki siewkowe, które są chwilowymi beneficjentami tragicznej sytuacji hydrologicznej. Podobnie jak sieweczki rzeczne, które właśnie wypuściły w świat nowo narodzone maluchy. To nowe gatunki dla tego miejsca. Sprowadził je tu niski stan wody i możliwość znalezienia pożywienia w mokrym błocie.

Pociecha to tylko pozorna. Ptaki, gady, płazy  potrzebują stabilnych ekosystemów, aby się rozmnażać i tworzyć siedliska. Oportunizm oczywiście może popłacać, ale nie jest to wygrana na dłuższą metę gra. Ile potrwa, zanim błoto zamieni się w twardą, wyschniętą skorupę, która porośnie uczepem amerykańskim, nawłocią i konyzą kanadyjską?

Daniel Petryczkiewicz "Mała historia znikania. Opowieść o Rzece" okładka

Stawy Baniochy są jak krajobrazowy piezometr – plastikowa rurka wpuszczona w ziemię, która pokazuje poziom wody w glebie. Tutaj jak na dłoni widać opadające w całej okolicy wody gruntowe. Są już niemal dwa metry pod poziomem ziemi.

Silny, gorący wiatr zdmuchuje z mojej dłoni wysuszony na wiór torf. Jest 9 rano, a temperatura dochodzi do 30 stopni. Czuję pot spływający mi po plecach, a jednocześnie mam gęsią skórkę ze strachu. O odchodzeniu tej rzeki napisałem książkę – Małą historię znikania. Czuwam przy rzece kolejny rok, patrząc bezsilnie, jak umiera z pragnienia.

Dzień jak co dzień w późnym antropocenie

„Ekstremalna susza hydrologiczna postępuje. Padają absolutne rekordy minimów na rzekach w całej Polsce! Sytuacja hydrologiczna w kraju staje się coraz bardziej krytyczna” – takie alarmujące słowa opublikowali 6 sierpnia 2026 roku naukowcy na mediach społecznościowych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Rzadko się zdarza, by były tak emocjonalne i alarmujące.

Sytuacja jest bez precedensu. W odpowiedzi na postępujące zjawisko niżówki na rzekach synoptycy wydali tamtego dnia 72 ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną. Dzień później było tych ostrzeżeń 76, a kolejnego dnia 78.

Ostrzeżenia o suszy hydrologicznej, sierpień 2026
Ostrzeżenia o suszy hydrologicznej, sierpień 2026. Źródło: hydro.imgw.pl/

W piątek 7 sierpnia „słynny” wodowskaz na Bulwarach Wiślanych w Warszawie wskazał 102 cm, bijąc o 2 cm poprzedni rekord z zaledwie zeszłego roku.

Jan Mencwel: Hydrozagadka

Rzędną wodowskazu, czyli tak zwane umowne „zero”, od którego mierzony jest poziom wody, zmieniono w 2025 roku, obawiając się, że za chwilę będzie on pokazywał wartości ujemne – co bardzo szybko okazało się realne. Rzędna wodowskazu musi być dostosowywana do poziomu wody w Wiśle, który opada nie tylko z powodu suszy i ograniczonej wody w dopływach, ale też z powodu bardzo silnej erozji wgłębnej powodowanej przez nadmierny pobór piasku budowlanego z dna rzeki. Pisał o tym Jan Mencwel w Krytyce Politycznej oraz w swojej książce Hydrozagadka.

Aktualny stan wody w rzekach, sierpień 2026
Aktualny stan wody w rzekach. Źródło: hydro.imgw.pl

Kilka dni wcześniej, 4 sierpnia około południa, elektrownie Kozienice i Połaniec wyłączyły po trzy bloki energetyczne. Łącznie z systemu energetycznego Polski nagle ubyło 1,3 GW mocy. Produkcję trzeba było ograniczyć z uwagi na zbyt niski poziom Wisły, który uniemożliwiał pobór wody do chłodzenia. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że problemem była też ekstremalnie wysoka temperatura wody.

W odpowiedzi operator sieci przesyłowych PSE Polskie Sieci Energetyczne ogłosił przywołanie na rynku mocy. To uruchomienie rezerw produkcyjnych – mechanizm bezpieczeństwa energetycznego wprowadzany, gdy prognozowane zapotrzebowanie na energię zbliża się do granic dostępnych mocy wytwórczych, a system produkcji energii jest pod presją na przykład  z powodu upałów, awarii czy ograniczeń produkcji – tak jak w było w tym przypadku.

Nad pięknym, suchym Dunajem

Dramatyczna sytuacja wydarzyła się też i wciąż trwa na najważniejszej rzece Europy – Dunaju.

2 sierpnia 2026 nowy premier Węgier Péter Magyar ogłosił ryzyko całkowitego wyłączenia elektrowni atomowej Paks. Byłoby to pierwsze całkowite wyłączenie obiektu w jego czterdziestoczteroletniej historii. Przyczyną był zbyt niski poziom i zbyt wysoka temperatura wody w Dunaju niezbędnej do chłodzenia reaktorów. Ostatecznie 3 sierpnia wyłączono trzy z czterech reaktorów, a moc elektrowni spadła z nominalnych 2000 MW do 215 MW (10 proc. mocy).

Z kolei w rumuńskiej elektrowni atomowej Cernavodă do akcji wkroczyło wojsko. 3 sierpnia, po nieskutecznej wcześniejszej próbie, udało się wysadzić skałę Parjoaja w miejscu, gdzie Dunaj rozdziela się na Stary Dunaj oraz boczne ramię Bala. W ten sposób podniesiono poziom wody o cztery cm w Starym Dunaju, skąd elektrownia pobiera wodę do chłodzenia reaktorów, co pozwoliło jednemu z dwóch bloków nadal produkować energię. Dodatkowo postanowiono przyblokować inne ramię rzeki kontenerami z kruszywem, aby skierować do elektrowni więcej wody. To nie są działania odwracalne. Zostaną z nami jak kolejne blizny w Ziemi.

Czytaj także Kto zabiera nam piasek z Wisły, prowadząc ku katastrofie? Jan Mencwel

Wydarzenia w Rumunii i na Węgrzech wywołały wzrost hurtowych cen energii na rynkach, co przełożyło się też na Polskę.

Ograniczenia produkcji energii z powodu niskich stanów wody w rzekach wprowadzono także w elektrowniach atomowych Francji czy wodnych w Serbii. Niski poziom wody w najważniejszych europejskich rzekach spowodował też paraliż transportowy. Na Renie, gdzie poziom wody spadł do 24 cm (poziom krytyczny wynosi tam 78 cm) barki muszą pływać z minimalnym obciążeniem, co już spowodowało wzrost stawek i zakłócenia w transporcie.

Szokujące obrazki napływają nawet z Holandii, gdzie ekstremalnie niskie przepływy Renu oraz Mozy powodują, że słone wody Morza Północnego wdzierają się w głąb lądu. W wielu regionach obowiązuje zakaz poboru wody z kanałów i innych zbiorników wód powierzchniowych. Wstrzymana jest żegluga na kanałach, co uderza w lokalną infrastrukturę, komunikację i transport. Wysokie temperatury powodują wysychanie wałów przeciwpowodziowych, których nawierzchnia pęka, co grozi ich uszkodzeniem przed sezonem jesiennych sztormów.

Skąd bierze się woda w kranie?

Woda w naszej szerokości geograficznej wydaje się oczywistością. Odkręcamy kran – płynie. Hydrogeolodzy słusznie uspokajają – jest jej w podziemnych rezerwuarach wciąż wystarczająco dużo. Jest jednak inny problem, o którym intuicyjnie nie myślimy.

Na hydrologicznych mapach IMGW nasz kraj pokrywa się szarym kolorem już od kwietnia 2026. Kolejny rok z rzędu mieliśmy wiosenną suszę, której nie zniwelowała wyjątkowo mroźna, choć – jak się okazuje – za mało śnieżna zima. Zapowiadało się to, o czym hydrolodzy i hydrogeolodzy ostrzegali od wielu lat. Dzisiejsza sytuacja nie jest konsekwencją jednego czy dwóch suchych sezonów, ale ponad dekady zaburzonego bilansu wodnego, który pogłębia suszę.

W obliczu powszechnego negacjonizmu i odwrotu od nauki nie jest łatwo wytłumaczyć tę kwestię nawet ludziom z zielonej bańki, a co dopiero poza nią. Problem sprawia także postępujący wykładniczo uwiąd wyobraźni. A akurat sprawy wody trzeba rozpatrywać w zupełnie innych skalach czasowych i przestrzennych niż typowo ludzkie. Tu nie ma prostej przyczynowości, a sprawy rozciągają się bardziej w czasie geologicznym niż ludzkim.

Czytaj także Krajobraz suszy polskiej Daniel Petryczkiewicz

Susza postępuje w czterech etapach. Pierwszym jest susza meteorologiczna, która objawia się brakiem opadów przez co najmniej 20 dni, wysokimi temperaturami powietrza i ujemnym klimatycznym bilansem wodnym (KBW), czyli przewagą parowania nad opadami. Drugim jest susza glebowa albo inaczej rolnicza, która oznacza małą ilość wody w ziemi i jej niedobór dla roślin i zwierząt.

Kolejny etap to susza hydrologiczna – niedobór wody w rzekach lub zbiornikach wodnych. Objawia się obniżeniem stanu wody, a w przypadku mniejszych cieków nawet ich całkowitym wyschnięciem. Skutki są poważne, obejmują ograniczenia w korzystaniu z zasobów wodnych, straty w rolnictwie oraz zagrożenia dla środowiska i gospodarki. Ostatnim, czwartym stadium jest susza hydrogeologiczna. Oznacza głęboki spadek poziomu wód podziemnych, a więc problemy z zasilaniem studni i w konsekwencji brak wody w kranach.

Trzy pierwsze etapy trwają w Polsce w najlepsze, ale i susza hydrogeologiczna rozszerza swój zakres. Państwowy Instytut Geologiczny ogłosił stan zagrożenia hydrogeologicznego dla 15 województw związany z prognozowanym występowaniem niżówki hydrogeologicznej w okresie od 1 do 31 sierpnia 2026 roku. Co roku o tej porze ta lista się wydłuża. Oznacza realne zagrożenie niedoboru wody dla województw dolnośląskiego, kujawsko-pomorskiego, lubelskiego, lubuskiego, łódzkiego, małopolskiego, mazowieckiego, opolskiego, podkarpackiego, podlaskiego, pomorskiego, śląskiego, świętokrzyskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. Czerwony alert świeci się w 51 proc. stacji pomiarowych Państwowego Instytutu Geologicznego.

Zagrożenia wód podziemnych – prognoza hydrogeologiczna
Zagrożenia wód podziemnych – prognoza hydrogeologiczna

Doktor Jarosław Suchożebrski z Zakładu Hydrologii na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego dla wyjaśnienia układu zapewniającego nam dostęp do wody w kranach sięga po obrazowe porównanie:

– Trzeba wyobrazić sobie poszczególne poziomy wodonośne i wody powierzchniowe jako system połączonych naczyń ustawionych jedno nad drugim. W tym najwyższym mamy wodę, ale ona nie nadaje się do picia, choć powinna. To nasze rzeki i jeziora – to dużo mówi o tym, jak je traktujemy. Niżej są wody gruntowe, kluczowe dla rolnictwa. W większości przypadków nie czerpiemy z tego poziomu wody do picia. Na trzecim poziomie są wody głębinowe. To stamtąd czerpiemy większość wody pitnej oraz część wód przemysłowych – mówi naukowiec.

Jak ma się to do regeneracji warstw wodonośnych? – Wyobraźmy sobie, że wysysamy przez rurkę wodę z poziomu drugiego i trzeciego. Nie możemy potem nalać do nich wody bezpośrednio – trzeba najpierw wypełnić poziom pierwszy, który przelewając się, napełnia drugi itd. – wyjaśnia dr Suchożebrski. Tylko jak to zrobić bez śniegu w zimie, w coraz dłuższych bezdeszczowych okresach? Jak pozwalać odtwarzać się wodom gruntowym i podziemnym, jeśli betonujemy coraz więcej i szerzej, jeśli wciąż spuszczamy każdy, najmniejszy nawet nadmiar wody w krajobrazie, regulujemy rzeki, niszczymy tamy i zabijamy bobry i zabudowujemy łanowymi osiedlami coraz większe obszary zieleni?

Śmiertelne sprzężenie zwrotne

Dodajmy na koniec ostatni element układanki. „Wysysanie” wody z poziomów wodonośnych odbywa się przy użyciu energii elektrycznej. Pompowanie wody z podziemnych rezerwuarów pochłania 60–80 proc. całkowitego zużycia energii w systemie wodociągowym. W zależności od głębokości ujęcia, wysokości zbiorników pod ziemią, ukształtowania terenu i stopnia skomplikowania procesu uzdatniania wody średnie zużycie energii w tym procesie waha się od 0,3 do 0,8 kWh/m3.

Aktualne zużycie wody na osobę w Polsce to ok. 3 m3 na miesiąc, czyli 100 litrów na dobę. Aby zapewnić standardową dostępność wody do celów komunalnych – picie, prysznic, WC, gotowanie – trzeba więc zużyć 1,5 kWh. To oczywiście niewielki procent całkowitego zużycia energii przez przeciętne polskie gospodarstwo domowe, które zużywa między 150-250 kWh miesięcznie. Z perspektywy jednostkowej koszt energetyczny wydaje się niewielki. Problemem nie jest jednak ilość energii potrzebna do wydobycia i uzdatnienia wody, ale sprzężenie zwrotne między wodą a energetyką.

Czytaj także Rząd z pełną świadomością zabija życie w Odrze. To spełnia definicję ekobójstwa Aleksandra Wiśniewska rozmawia z Robertem Rientem

Do produkcji energii elektrycznej (także tej niezbędnej do wydobycia i uzdatnienia wody) energetyka potrzebuje znacznie więcej wody niż wodociągi do jej pobrania i uzdatnienia. Jak już wcześniej wspomniałem, elektrownie konwencjonalne (węglowe i gazowe) oraz atomowe, używają wody do chłodzenia. Są to wolumeny rzędu od 50 do 100 m3 wody na 1 MWh energii przy chłodzeniu otwartym. Tymczasem z powodu odludzkiej, coraz szybszej zmiany klimatu doświadczamy coraz dłuższych okresów bezdeszczowych, które zmieniają się w suszę hydrologiczną, czyli spadek ilości wody w rzekach.

Do tego dochodzi coraz wyższa temperatura wody. To ogranicza możliwości produkcyjne elektrowni i zmniejsza podaż energii w systemie. Jednocześnie sama susza oraz wysoka temperatura dramatycznie winduje zapotrzebowanie na prąd! Chodzi oczywiście o klimatyzację, nawadnianie pól (jeszcze dwie, trzy dekady temu były to regularne, przewidywalne deszcze), coraz mniej wydajna i energochłonna praca pomp przesyłowych przy coraz wyższym poborze wody i coraz mniejszej jej dostępności.

Postępująca zmiana klimatu, której jako ludzie jesteśmy katalizatorem, przypomina gigantyczne domino. Niektóre kostki są większe, inne mniejsze, ale wszystkie współzależne. Upadek jednej pociąga za sobą wywracanie się kolejnych. Jedne przygniatają przyrodę i ekosystemy, inne najuboższych. Wywołują wojny i kryzysy społeczne.

Walka o wodę już się zaczęła. Wbrew wyobrażeniom nie chodzi jednak o to, że zasoby wodne się wyczerpią, bo szybciej zabraknie energii do jej wydobycia i uzdatniania. I wtedy się zorientujemy, co oznacza, że 99,5 proc. wód powierzchniowych w Polsce ma złą jakość. Innego końca świata nie będzie.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x