Kraj

Niebieski wieloryb. List z ministerstwa edukacji narodowej

Niebieski wieloryb

Dyrektorzy szkół w całym kraju mieli okazję zapoznać się z pismem Macieja Kopcia, Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, wysłanym „w związku z występującym zagrożeniem dla bezpieczeństwa uczniów korzystających z technologii informacyjno-komunikacyjnych”. Pod tą zapowiedzią kryje się, niestety, kolejna odsłona medialnej paniki i nieskoordynowanych działań w sprawie tzw. „niebieskiego wieloryba”.

Drogie Ministerstwo, rozumiem, że list, który Państwo opublikowali, jest wyrazem troski o bezpieczeństwo naszych dzieci. I troskę tę – jako ojciec – w pełni podzielam!

Ale nie zwiększymy bezpieczeństwa naszych dzieci, powielając niesprawdzone dane. Jest wręcz odwrotnie! Teraz każda kolejna paniczna akcja tylko powiększa niebezpieczeństwo. Opamiętajmy się, póki jeszcze nie jest za późno!

Jak narodził się wieloryb

Już sama nazwa „niebieski wieloryb” stanowi dowód, że mamy do czynienia z medialnym głuchym telefonem. Brak staranności, brak pieniędzy i czasu na weryfikowanie źródeł, brak reporterów w terenie.

Już sama nazwa „niebieski wieloryb” stanowi dowód, że mamy do czynienia z medialnym głuchym telefonem.

W oryginale rzekoma gra nazywała się „синий кит”, co oznacza po prostu „płetwal błękitny”. Polskie media skopiowały wiadomość z angielskiego tabloidu („The Sun”), błędnie tłumacząc nazwę „blue whale” jako „niebieski wieloryb”. Kolejne portale kopiowały od siebie wzajem, nawet nie weryfikując oryginalnej nazwy.

Podobnie rzecz się miała z zadaniami, okaleczeniami, wreszcie z samobójstwami. Czy ktokolwiek zweryfikował podawaną w liście informację, że „już ponad setka młodych internautów popełniła samobójstwo”?

Być może w Rosji rzeczywiście doszło do kilku przypadków niebezpiecznej zabawy. Jednak metodą głuchego telefonu na tej podstawie stworzona została przez media gra o nazwie „niebieski wieloryb”. I teraz ta gra jest już faktem. Samospełniająca się przepowiednia zadziałała.

Bo „niebieski wieloryb” to nie wytwór jakichś chorych psychopatów z dalekiego kraju. To produkt dziennikarstwa (i polityki) uprawianych metodą kopiuj-wklej, nastawionych na klikalność, poklask, natychmiastowy efekt.

List-MEN-niebieski-wieloryb

List z ministerstwa

Przyjrzyjmy się uważnie, jak zbudowany jest list z Ministerstwa:

„Media donoszą o nowej grze pn. „Blue Whale Challenge” czyli „niebieski wieloryb”, która pojawiła się w internecie i zagraża życiu dzieci 
oraz nastolatków. Z doniesień medialnych wynika, że początek gry miał miejsce w Rosji, gdzie już ponad setka młodych internautów popełniła samobójstwo.”

„Niebieski wieloryb” to nie wytwór jakichś chorych psychopatów z dalekiego kraju. To produkt dziennikarstwa (i polityki) uprawianych metodą kopiuj-wklej.

Cały ten akapit skopiowany jest ze strony Dyżurnet (lub z innego źródła, kopiującego Dyżurnet). Niestety, pominięto kluczową informację:

„Dyżurnet.pl nie odnotował zgłoszeń wskazujących na polskich użytkowników biorących udział w grze.”

Z tego samego źródła skopiowano także kolejny akapit:

„Z doniesień mediów wynika, że gra jest bardzo popularna i wzbudza zainteresowanie młodych internautów. Psychologowie ostrzegają, że szczególnie narażone na udział w grze są osoby o niskiej samoocenie i niskim poczuciu własnej wartości.”

Czyli Ministerstwo, zamiast weryfikować informacje, kopiuje doniesienia mediów powołujące się na doniesienia mediów! Do tego informacja o psychologach może błędnie sugerować, że Ministerstwo przeprowadziło jakiekolwiek konsultacje w tej sprawie!

W tym świetle moje podejrzenia budzi także kolejny akapit:

„Z informacji uzyskanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej wynika, że aktualnie Prokurator Okręgowy w Szczecinie prowadzi śledztwo w sprawie usiłowania doprowadzenia trójki małoletnich do targnięcia się na własne życie pod wpływem wspomnianej gry.”

Czy Ministerstwo zweryfikowało te informacje? Czy nie chodzi tu przypadkiem o przypadki „samookaleczenia” polegającego na wydrapaniu sobie napisu F50 na przedramieniu? Oczywiście takich zdarzeń nie należy lekceważyć, jednak od wydrapywania sobie znaków do prób samobójczych droga jeszcze daleka…

Naprawdę zasmucające są jednak obszerne fragmenty listu odnoszące się do… gier komputerowych. To im poświęcona jest niemal połowa tekstu. W liście czytamy między innymi:

„Gry zawierają agresję i brutalną przemoc powodują wzrost poziomu agresji u dzieci, uczą wrogich zachowań wobec innych ludzi oraz tego, że jedynym sposobem na rozwiązywanie problemów jest używanie siły.”

„Wieloryb” to nie gra komputerowa! To „zabawa” za pośrednictwem mediów społecznościowych, której narzędziem przypadkiem też jest komputer. Ilu rodziców i pedagogów po przeczytaniu tego listu uzna za przyczynę niebezpieczeństwa gry komputerowe, zamiast zwrócić na niezdrowe relacje nawiązywane w mediach społecznościowych? Mieszanie do tego gier komputerowych jest nieporozumieniem i sugeruje działanie w panice, bez rzetelnego namysłu.

Ministerstwo miało jakieś dane na ten temat, jakieś broszury były gotowe, więc czemu tego nie wykorzystać? Zgodnie z tą logiką poniżej wklejone zostały instrukcje w sprawie regulowania dzieciom dostępu do gier komputerowych (skopiowane z broszury Zagrożenia w Internecie. Zapobieganie-reagowanie. Gry komputerowe).

Czytamy tam na przykład:

„Zadbaj o to, aby dziecko nie grało codziennie, ale też nie rób tradycji 
z tej formy spędzania czasu. Jeśli ustalisz, że w waszym domu gra się w określone dni, np. w piątki i niedziele, dziecko przez cały tydzień będzie żyło oczekiwaniem na włączenie komputera.”

Serio?! Czy naprawdę do wskazówki przystające do tej sytuacji?? Czy mamy pozwalać dzieciom na granie w „niebieskiego wieloryba” dwa razy w tygodniu, w wyznaczonych godzinach?

Oblaliśmy ważny egzamin

Metodą „kopiuj-wklej” nie da się robić ani dobrego dziennikarstwa, ani mądrej polityki.

„Niebieski wieloryb” mógł stać się pretekstem do ważnych rozmów i refleksji na temat tego, jak zapewnić młodym ludziom bezpieczne środowisko w mediach społecznościowych. Zamiast tego stał się zaczątkiem niezdrowej medialnej gorączki, w którą – ku mojemu wielkiemu ubolewaniu – zaczynają angażować się instytucje państwowe. Chaotyczne, nieskoordynowane działania spowodują tylko efekt ciekawości i naśladownictwa.

Bo w całej sprawie z „niebieskim wielorybem” najbardziej niebezpieczna jest właśnie medialna panika!

Przerwijmy tę spiralę póki czas. Zacznijmy myśleć systemowo, weryfikować fakty, zastanawiać się nad rzeczywistymi problemami.

Pełna treść listu: List z ministerstwa – Wieloryb

 

Tekst ukazał się na blogu Mitologiawspolczesna.pl

Wcześniejsze teksty o „Niebieskim Wielorybie” opublikowane na blogu:

Niebieski wieloryb to tylko panika medialna (która jednak może stać się prawdą!)

Warto bać się mądrze. Odróżniajmy „straszne” od „groźnego”

Bio

Marcin Napiórkowski

| Semiotyk kultury, mitologiawspolczesna.pl
Semiotyk kultury, zajmuje się mitologią współczesną, pamięcią zbiorową i kulturą popularną. Autor książek Mitologia współczesna (2013), Władza wyobraźni (2014), Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014 (2016) i Kod kapitalizmu. Jak Gwiezdne Wojny, Coca-Cola i Leo Messi kierują twoim życiem (2019). W latach 2013 i 2014 stypendysta programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w latach 2014-2016 laureat stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców. Autor bloga „Mitologia Współczesna” poświęconego semiotycznej analizie zjawisk kultury pełniących dziś funkcję mitów (www.mitologiawspolczesna.pl).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Problemem jest w naszej szkole brak metodycznych działań w procesie Dydaktycznym którego celem jest rozwój wyższych umiejętności umysłowych. Tylko dzięki tej metodyce uczeń nauczy się myśleć, poznawać i dokonywać sądów o swoich wyborach co dobre a co złe. Jeżeli ucznia zatrzymamy na etapie kryterium obrazowego w jego rozwoju to zawsze będzie niewolnikiem mediów, ofiarą psychomanipulacji i zostanie głupim na człe życie bo kryterium obrazowe hamuje rozwój wyższych umiejętności umysłowych.

  2. Najpierw mówicie o tym ze portale nie weryfikuja i nic nie sprawdzaja tylko szkoda ze wy nawet nie wiecie skad bierzecie tresci ,,Cały ten akapit skopiowany jest ze strony Dyżurnet (lub z innego źródła, kopiującego Dyżurnet). ,,

  3. Ogólnie się zgadzam tylko ten fragment mi nie przypasował “Czy ktokolwiek zweryfikował podawaną w liście informację, że „już ponad setka młodych internautów popełniła samobójstwo”?” Wczoraj w newsweeku zwrócili uwagę, że to miejska legenda, a te sto samobójców zostało skopiowane z jakiegoś rosyjskiego artykułu nie podpartego żadnymi dowodami. W focusie też pisali, że to najprawdopodobniej miejska legenda więc z mediami nie jest aż tak tragicznie.

  4. Czy tylko mi poniższy fragment nie klei się logicznie?

    “Czytamy tam na przykład:
    „Zadbaj o to, aby dziecko nie grało codziennie, ale też nie rób tradycji 
z tej formy spędzania czasu. Jeśli ustalisz, że w waszym domu gra się w określone dni, np. w piątki i niedziele, dziecko przez cały tydzień będzie żyło oczekiwaniem na włączenie komputera.”
    Serio?! Czy naprawdę do wskazówki przystające do tej sytuacji?? Czy mamy pozwalać dzieciom na granie w „niebieskiego wieloryba” dwa razy w tygodniu, w wyznaczonych godzinach?”

  5. Dzięki za ten artykuł. To była moja pierwsza myśl, gdy tylko trafiłam na informacje o blue whale: to pewnie fake, pewnie nie ma takiej gry, ale są w necie instrukcje. Wyobrażam sobie, że dziecko/nastolatek w psychicznym kryzysie może potraktować te doniesienia jako wskazówki dla swoich autodestrukcyjnych dążeń. Podobnie do anorektyków, którzy mają w necie swoje grupy ‘wsparcia’, tj. dopingowania się wzajemnie w pogłębianiu choroby. Możliwe, że nie ma żadnej niebezpiecznej gry. Ale jest bardzo niebezpieczna spirala doniesień.