Miasto

Zakaz fotografowania PKiN. Bezprawny?

Spółka miejska domaga się tantiem za wykorzystanie wizerunku Pałacu Kultury na okładce książki. Czy można znany budynek zastrzec jako znak towarowy?

Spółka miejska zarządzająca Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie żąda od wydawcy powieści tantiem za wykorzystanie wizerunku pałacu na okładce. Czy można znany budynek zastrzec jako znak towarowy?

Bohaterem tej historii jest Witold Gadowski, prawicowy publicysta i autor powieści Wieża komunistów. Spółka zarządzająca Pałacem twierdzi, że PKiN to znak towarowy zastrzeżony w urzędzie patentowym. Według „Gazety Wyborczej” spółka zarabia na licencjach kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. Miasto zastrzegło także m.in. wizerunek mostu Świętokrzyskiego. Jacek Nyc, dyrektor biura prawnego spółki zarządzającej Pałacem, twierdzi, że informacja o ochronie wizerunku gmachu „jest powszechna”. 

Na świecie istnieje tylko kilka budynków, które zostały objęte ochroną prawną podobną do ochrony wizerunku osoby – tj. zakazane jest rozpowszechnianie ich wizerunków, czy to w formie fotograficznej, malarskiej, czy jakiejkolwiek innej, bez zgody odpowiedniego organu. Najbardziej znany przykład to gmachy Muzeum Guggenheima – zarówno w Nowym Jorku, Las Vegas, Wenecji, Berlinie jak i w hiszpańskim Bilbao, w stosunku do których organem uprawnionym do wyrażania zgody na publikację wizerunku jest Fundacja Guggenheima.

W każdym jednak przypadku podkreślony jest zakaz fotografowania lub filmowania w celach komercyjnych lub (i) redakcyjnych, a nie prywatnych.

Większość krajów nie stawia prawnych przeszkód w fotografowaniu i filmowaniu budynków, mostów czy innych zabytków, chociaż w wielu miastach na świecie władze miejskie (lub właściciele) próbują na tym zarabiać. Dozwolone jest fotografowanie za dnia wieży Eiffla i można te zdjęcia wykorzystywać także komercyjnie. Nie wolno jednak robić tego w nocy – ale to wynika z praw autorskich utworu świetlnego zamieszczonego na jej konstrukcji, a nie ochrony jej samej. Na budynkach Gaudiego w Barcelonie znaleźć można tabliczkę informującą, że zakazane jest fotografowanie w celach komercyjnych. Zabronione jest użycie komercyjne zdjęć Atomium w Brukseli, ale za zgodą władz miasta można robić zdjęcia do prasy czy książek. Nieco inaczej sformułowany jest zakaz w Sydney. Budynek opery (kojarzony z tym miastem chyba najbardziej) nie może być fotografowany bezpłatnie jako „główny obiekt” w celach komercyjnych. Może być filmowany i fotografowany za darmo tylko jeśli jest częścią panoramy miasta i zajmuje – ustalaną w procentach – część panoramy miasta. 

Polskie prawo niejasne

Prawa autorskie z pewnością należą do autora zdjęcia wykorzystanego na okładce ksiazki Gadowskiego, ale niekoniecznie do spółki, która jest właścicielem PKiN. Polskie prawo wcale nie wypowiada się jednoznacznie w tej sprawie. Według ustawy o ochronie wizerunku budynek nie może być tym prawem chroniony. Nie ma też czegoś takiego jak „wizerunek budynku” – prawne pojęcie „wizerunku” odnosi się tylko do osób, i to na dodatek żywych.

Budynki mogą być chronione prawem autorskim – obejmuje ono jednak nie samą bryłę, ale projekt architektoniczny. Prawo autorskie nie działa też wiecznie, lecz do 70 lat od śmierci ostatniego projektanta. Istnieje jeszcze znak towarowy (wspomniany przez dyrektora PKiN), ale nie można nim objąć całego budynku.

Nie ma żadnych podstaw prawnych, żeby zabronić fotografowania budynków z zewnątrz – czy to publicznych, czy prywatnych. Było to możliwe w przypadku określonych budynków ze względu na „zagrożenie bezpieczeństwa publicznego” (słynne tabliczki „zakaz fotografowania” na dworcach), ale nawet to zostało już zniesione. Takie stanowisko wyraża też prawo europejskie – dyrektywa 2006/116/WE Parlamentu Europejskiego i Rady Europy z 12 grudnia 2006 ws. ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych w pkt 16. mówi, że z chwilą ukończenia budowli, jeśli znajduje się w miejscu powszechnie dostępnym, może być ona fotografowana bez konieczności uzyskania dodatkowej zgody. 

W sprawie fotografowania budynków (publicznych i prywatnych) wydana została też opinia prawna przez kancelarię z Rudy Śląskiej w 2009 r.: „Co do zasady nie istnieją na gruncie prawa polskiego ograniczenia w dopuszczalności fotografowania budynków, tak publicznych jak i prywatnych. Mógłby być tylko jeden problem – z publikacją zdjęcia, na którym byłyby wiszące reklamy. Bo wtedy już nie mówimy o budynku jako takim, ale o ochronie znaków towarowych, jakie na nim są”.

Użytkownicy bloga F-LEX (fotografia&prawo) radzą sobie nawzajem: „Nawet jeżeli grożą nam procesami za użycie wizerunku budowli, to możemy się nie przejmować. W przypadku budowli, zgody udzielił nam sam Ustawodawca i żaden z wyżej wymienionych nie może tego zmienić. Publikujemy w ramach dozwolonego użytku. «Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku». Skoro napisane jest tylko, że wolno rozpowszechniać (bez żadnych ograniczeń), to znaczy że wolno rozpowszechniać także w celach komercyjnych. Tym samym, jeżeli będziesz miał taką wewnętrzną potrzebę, to możesz wyprodukować, ile będzie Ci się tylko żywnie podobało, pocztówki z widokiem Zamku Królewskiego (inna rzecz, czy ktoś to kupi)”.

Zarabiać na pałacu

Sprawami komercyjnego wykorzystania zdjęć czy nagrań budynków długo w Polsce nikt się nie przejmował. W nakręconym w 1977 roku filmie Kochaj albo rzuć (trzecia część trylogii o Pawlakach i Kargulach) zdjęcia scen rozgrywających się w Ameryce były kręcone z ręki, bez żadnych pozwoleń, bo i w Polsce nikt o żadne tego rodzaju pozwolenia nie pytał. Wraz z nastaniem kapitalizmu ta beztroska się skończyła i władze miast oraz właściciele znanych budynków próbują zarabiać także na ich wizerunku. Prawa do wykorzystania obiektów w filmie takich jak: domy prywatne, hotele, budowle sakralne, obiekty muzealne, mosty, wieże widokowe, zabytki (a więc i pałac) w wypadku kręcenia w nich różnego rodzaju dokumentów, filmów, reklam wymagają zawsze wykupienia stosownych praw, co należy zrobić, podpisując umowę z ich prawnym właścicielem. Na ogół zajmuje się tym biuro promocji lub tzw. Komisja Filmowa (instytucja miejska lub samorządowa wojewódzka, promująca na stronie internetowej atrakcyjne lokalizacje do scenografii). Umowa taka zawiera: zasady sprzedaży praw, kwotę, za jaką się je sprzedaje, oraz czas, na jaki się je kupuje (np. przy realizacji spotu reklamowego czy filmu fabularnego – ilość dni a czasem wręcz godzin zdjęciowych). Znane obiekty coraz częściej traktowane są jak marka firmowa. 

Ministerstwo Kultury od lat ma cennik na będące w jego gestii pałace i zamki, które wynajmuje do filmu czy do sesji zdjęciowych. Opłaty dotyczą jednak wyłącznie działalności komercyjnej. Fotografowanie czy filmowanie dla własnego użytku jest wolne od wszelkich kosztów.

Im bardziej nastawione na zysk jest dane przedsięwzięcie – tym cena za dzień jest wyższa. Inną kwotę musimy zapłacić za prawa do nakręcenia etiudy studenckiej, filmu dokumentalnego czy teatru telewizji, a inną za teledysk czy jakieś sceny do filmu fabularnego. Najwyższą stawkę płacą producenci reklamy. Cena zależy też od prestiżu danego miejsca. Ta prawidłowość nie dotyczy tylko Polski. W Czechach dzień kręcenia filmu na jednej z praskich uliczek kosztuje tysiąc koron (czyli 50 dolarów), natomiast ujęcia z Mostu Karola to już koszt 200 tysięcy dolarów za dzień zdjęciowy. Zdjęcia w nocy są nieco tańsze. 

Wyjątkiem są tzw. bieżące newsy, gdy reporter telewizyjny ustawia się na tle budynku-symbolu. Do tego nie są potrzebne żadne zgody. Z punktu widzenia prawa nie jest to działalność komercyjna, ma na celu informowanie społeczeństwa o tym, co dzieje się na świecie. A zamieszczone w tle Koloseum, Tower Bridge czy Krzywej Wieży mają uwiarygodnić wiadomości.

Tomasz Fudala z Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie jest przeciwny zakazom fotografowania, zwłaszcza tym, które dotyczyłyby tak znanych budynków, jak Pałac Kultury i Nauki. – Budynek jest fragmentem miasta, mieści w sobie wiele instytucji – mówi. – Zastrzeganie publikacji wizerunku to zawłaszczenie pewnej przestrzeni publicznej. To nie jest własność firmy, ten budynek został zarejestrowany jako zabytek kultury. Czyli stanowi dobro kultury. Czyli – dobro nas wszystkich. Nie można sobie zastrzec własności mieszkańców.

– Znane obiekty coraz częściej chcą się dobrze sprzedać. Od kilku lat również kilka miast (w tym przoduje Wrocław) promuje siebie jako markę. Prawnie chyba nie jest to do końca jasne, ale zdąża w stronę braku możliwości utrwalania czegokolwiek wizualnie za darmo – mówi scenografka Maria Duffek (autorka scenografii do filmów: Jutro będzie niebo, Doskonałe popołudnie, Zwerbowana miłość). – „Dochodzi do sytuacji, że kręcąc coś na tle wrocławskiego Ratusza, przed którym jest posąg krasnoludka (symbol miasta), nie dość, że musimy załatwić serie formalności związanych z wykorzystaniem budynku, to jeszcze musimy mieć zgodę artystów-projektantów krasnoludka”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.