Miasto

Pomiędzy „Chwałą miasta” a perspektywą finansową UE

Apetyt na strategiczne dyskusje o rozwoju Warszawy był wielki, ale rozczarowanie jeszcze większe.

28 lutego odbyła się kolejna debata dotycząca kierunków rozwoju m.st. Warszawy wobec perspektywy finansowej Unii Europejskiej 2014–2020. Przedmiotem rozmów była „Warszawa innowacyjna” po 2014 roku. To druga debata z serii. Pierwsza dotyczyła „Warszawy społecznej”. Kolejna, „Warszawa zrównoważona”, odbędzie 11 kwietnia. To pierwszy raz w mojej ponad pięcioletniej historii aktywistki, kiedy ze strony miasta pojawia się zaproszenie do rozmowy o kierunkach rozwoju stolicy, a nie jedynie zagospodarowaniu małego fragmentu przestrzeni – skweru, placu czy parku. Przy wielkim głodzie apetyt był równie wielki, ale jeszcze większe rozczarowanie.

Rozmowy o przyszłości Warszawy toczą się od dawna, a od 2010 roku szczególnie intensywnie – w klubokawiarniach, instytucjach sztuki i innych miejscach. Czasami jako zaangażowani mieszkańcy i mieszkanki rozmawiamy sami, czasami wśród panelistek i panelistów albo na widowni znajdzie się ktoś z Urzędu Miasta. Dyskutujemy o problemach, wyzwaniach, zagrożeniach, strategiach oporu, a przede wszystkich o naszych wizjach miasta.

Te wizje są różne i nieraz sprzeczne: od miasta z biznesową dzielnicą wieżowców i elitarnym centrum po Warszawę, której każda dzielnica jest przyjazna wszystkim grupom społecznym, również tym mniej zamożnym. Od miasta z atrakcyjnym centrum po miasto policentryczne, w którym różne instytucje są równomiernie rozłożone i nie ma potrzeby jeżdżenia do centrum (albo poza nie) po zakupy, rozrywkę czy kulturę. Pojawiają się marzenia o Warszawie promującej swoje dziedzictwo modernistyczne. O Warszawie pokrytej gęsto infrastrukturą dla rowerów, o bezpłatnym transporcie i przyjaznej przestrzeni publicznej. O pływaniu w basenie zanurzonym w Wiśle, o saunach nad brzegiem rzeki, o parkingach zamienionych na zimowe ogrody czy górach dla Warszawy.

Zmiany, nawet te pozornie mało realne, są możliwe, bo Warszawa rozwija się dynamicznie. Miasto chwali się tym w materiałach do obecnych debat. Czytamy tam, że w ostatnich latach udało się pozyskać rekordowe środki unijne (ponad 8 mld złotych w okresie 2007–2013), co miało „wpływ na rozwój gospodarczy i społeczny miasta. W tym czasie odnotowano gwałtowny wzrost pozycji Warszawy na arenie międzynarodowej (potwierdzony wieloma rankingami i badaniami)”. Oraz że „dziś Warszawa rozpoczyna kolejny etap swojego rozwoju”. Organizatorzy debat podkreślają, że aby „podtrzymać pozytywne trendy wzrostu gospodarczego, konieczny jest dalszy rozwój infrastruktury transportowej” i realizacja przyjętego zrównoważonego planu zmierzającego do redukcji zanieczyszczeń. Pojawiają się obietnice doskonalenia narzędzi włączenia społecznego, które muszą być dostosowane do zróżnicowanych potrzeb lokalnych na terenie Warszawy. A także zapowiedzi „konsekwentnej polityki w zakresie kreowania trwałych podstaw rozwoju gospodarczego opartego o rozwój kapitału intelektualnego, kreatywność, innowacje i potencjał badawczo-rozwojowy”.

Debata o przyszłości miasta wydaje się konieczna również dlatego, że mimo optymistycznej diagnozy Urzędu Miasta opinie o tym, czy faktycznie obecny kierunek rozwoju przeciwdziała społecznemu wykluczeniu, są podzielone. Ulice wypełniają się knajpami, ale w większości są to lokale niedostępne cenowo dla osób uboższych. Miasto buduje drugą linię metra i modernizuje tabor, ale jednocześnie zmniejsza się liczba połączeń i rosną ceny biletów komunikacji miejskiej. Wywołuje to opór; pojawiają się takie inicjatywy jak „Stop podwyżkom cen biletów ZTM”.

Rok 2013 to rok cięć budżetowych, co uderzyło nie tylko w transport publiczny, ale również w premie urzędnicze i miejski Sylwester. Mimo nowej unijnej perspektywy finansowej nie wygląda na to, żeby pieniędzy miało być więcej. Stąd też większa potrzeba rozmowy o miejskich budżecie i wyznaczeniu priorytetów w rozwoju. Taką rozmowę możemy prowadzić wspólnie.
Z roku na rok jako mieszkanki i mieszkańcy jesteśmy coraz bardziej kompetentni i coraz precyzyjniej diagnozujemy lokalne problemy, własne i cudze potrzeby. Niezgoda na cięcia budżetowe nie jest jedynie sprzeciwem, towarzyszy jej również wezwanie do wspólnej dyskusji.

Coraz częściej pojawią się głosy o konieczności wprowadzania w Warszawie budżetu partycypacyjnego na wzór Gdańska, Sopotu czy innych miast w Polsce. Mimo różnych wizji miasta, nie tylko marzymy, żeby w Warszawie było trochę jak w Wiedniu, Berlinie, Tallinie czy Porto Alegre, ale również czytamy strategiczne dokumenty. Pojawiają się one w publikacjach o mieście – w najnowszej książce Bęc Zmiany Chwała miasta obok tekstów krytycznie odnoszących się do zarządzania miastem jako firmą, utopijnych wizji rozwoju miasta, zapomnianych urbanistycznych rozwiązań historycznych i analiz oddolnych działań zamieszczone zostały również fragmenty dwóch strategicznych miejskich dokumentów: Strategia rozwoju m.st. Warszawy do roku 2020 oraz Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do 2020 roku. Założenia. Dokumenty strategiczne dla nas jako aktywistek i aktywistów stają się równie ciekawe jak inne teksty o mieście.

Dwie pierwsze debaty o kierunków rozwoju Warszawy wobec perspektywy finansowej Unii Europejskiej 2014–2020 mogły stać się okazją do wspólnej rozmowy o wizji miasta, ale tak się nie stało. Ani w czasie „Warszawy społecznej”, ani „Warszawy innowacyjnej” nie można było od przedstawicieli miasta usłyszeć więcej niż ogólnie zarysowane obszary interwencji i deklaracje współpracy z różnymi partnerami. Była mowa o zwiększeniu efektywności wydatkowanych środków publicznych na cele społeczne, przy jednoczesnym stopniowym podnoszeniu jakości świadczonych usług na rzecz mieszkańców, ale co konkretnie miałoby to oznaczać, tego nie wiadomo. Materiały do dyskusji mówiły o pewnym stanie zastanym i przedstawiały charakterystykę społeczno-demograficzną Warszawy z rozbiciem na dzielnice, ale nie było mowy o procesach, z którymi mamy do czynienia. Zarysowano jedynie cztery kluczowe tematy: starzejące się społeczeństwo, rewitalizacja, ubóstwo i bezdomność.

Szersza diagnoza, opis społecznych wyzwań dla Warszawy i konkretnych narzędzi znalazły się w prezentacji zaproszonego na debatę Jakuba Wygnańskiego, ale nie było to oficjalne stanowisko miasta. Co więcej, po spotkaniu ze strony debaty zniknęły materiały do dyskusji i zostały zastąpione przez prezentacje prelegentów. Nie wiadomo, czy ta zmiana to skutek wygłaszanej podczas spotkania krytyki przygotowanego materiału, czy skutek bałaganu.

Przy braku wizji Warszawy w perspektywie 2014–2020, która byłaby czymś więcej niż ogólnym obrazem miasta z dokumentów Unii Europejskiej, trudno się dziwić, że dwugodzinna dyskusja, która odbyła się po prezentacji, nie dotyczyła przyszłości Warszawy jako całości – potencjałów, zagrożeń, ale została zdominowana przez konkretne postulaty osób związanych z konkretnymi organizacjami. Dominowała kwestia seniorów, ale tylko dlatego, że na sali była głównie grupa seniorów. Mniej miejsca było na problem ubóstwa, a o rewitalizacji zupełnie nic. Po spędzeniu tam trzech godzin jako mieszkanka zainteresowana przyszłością tego miasta nadal nie wiem, czego się spodziewać po społecznej stronie perspektywy finansowej Unii Europejskiej 2014–2020. Wielkim nieobecnym tej debaty była też Społeczna Strategia Warszawy 2020, która teoretycznie obowiązuje i powinna być głównym punktem odniesienia. Nie została jednak dołączona do materiałów do dyskusji nawet jako link.

O społecznej debacie trudno było mówić również przy okazji spotkania „Warszawa innowacyjna”, które bardziej niż dyskusji służyło chyba promocji nowego Centrum Przedsiębiorczości Smolna 4. Smolna 4 to jedna z dwóch nowych inwestycji (obok Centrum Kreatywności Targowa 65), która ma wspierać rozwój innowacyjności w Warszawie. I do tej debaty przygotowano materiały do dyskusji; można było w nich przeczytać, że „inteligentny rozwój oznacza zwiększenie roli wiedzy i innowacji jako sił napędowych naszego przyszłego rozwoju. Wymaga to podniesienia jakości edukacji, poprawy wyników działalności badawczej, wspierania transferu innowacji i wiedzy w Unii, pełnego wykorzystania technologii informacyjno-komunikacyjnych, a także zadbania o to, by innowacyjne pomysły przeradzały się w nowe produkty i usługi, które przyczyniałyby się do zwiększenia wzrostu, tworzenia nowych miejsc pracy i rozwiązywania problemów społecznych w Europie i na świecie”. Brakowało jednak osadzenie tej wizji z kontekście Warszawy. Jedynymi konkretnymi punktami, które jakoś osadzały debatę w tkance miasta, były te wspomniane wcześniej dwa budynki.

I tak jak poprzednio nie było wiadomo, co ostatecznie z tego spotkania wynika i które głosy zostają włączone. Czy stwierdzenia dr. hab. Romana Szweda, jednego z prelegentów, przedstawiciela biznesu, że „samochód to nie przedmiot luksusu, to podstawowe narzędzie pracy i niezbędny środek do życia” oraz że „inteligentne miasto to takie, które docenia rolę samochodu w wytwarzaniu produktu krajowego”, są istotnym punktem odniesienia dla organizatorów spotkania? Zwłaszcza że są sprzeczne ze Strategią Zrównoważone Transportu Warszawy do 2015 roku i na lata kolejne.

Można mieć też wątpliwości do samego myślenia o innowacyjnej Warszawie. Głównym celem wdrażania innowacji w mieście wydaje się rozwój przedsiębiorczości i działalności badawczej. I to środowiskom badawczym i biznesowym było dedykowane to spotkanie, co można wnioskować nie tylko po samych dokumentach, ale również po zdziwieniu osoby podsumowującej spotkanie, która była miło, ale jednak zaskoczona, że przyszli również mieszkańcy niezwiązani z tymi środowiskami.

W takiej wizji innowacji znika gdzieś kontekst społeczny i wizja miasta jako całości. Zapomina się, że warunkiem koniecznym do pojawienia się innowacji jest również kapitał społeczny. I o tym, że innowacje wprowadza również klasa kreatywna: designerzy, projektantki, architekci, graficzki, badacze i badaczki społeczne, które nie są związani ani z uczelnią, ani z przedsiębiorstwem i potrzebują przyjaznej przestrzeni miejskiej, przestrzeni co-workingowych i dostępnych cenowo miejsc do mieszkania. Nie można mówić o innowacji, abstrahując od miasta jako całości i jakości życia jego mieszkanek i mieszkańców.

Szersze spojrzenie pojawiło się w wypowiedziach innego prelegenta, prof. Wojciecha Dominika, i w głosach z sali. Te ostatnie nie zostały jednak potraktowane poważnie, ponieważ nie znalazło się na nie miejsce w podsumowaniu debaty. Jedyne, co możemy przeczytać, to, że „zdaniem dyskutantów Warszawa to miasto inspirujące; ułatwiające i wspierające działania aktywnych osób i firm. By zrealizować tę wizję, niezbędne będą nie tylko fundusze europejskie, stanowiące uzupełnienie środków własnych miasta, ale i właściwe rozwiązania organizacyjne i zarządcze ze strony stołecznego samorządu”.

Redukcja złożonej krytycznej dyskusji do zdania jak z folderu promocyjnego miasta pokazuje, jak niewielkie znaczenie miała ona dla organizatorów.

A przecież mogła stanowić uzupełnienie zamieszczonych na stronie prezentacji, ponieważ pojawiały się w niej głosy wskazujące na brak myślenia o społecznych wymiarze innowacji. O tym, że Warszawa mogłaby być miastem inteligentnym i innowacyjnym nie tylko ze względu na obecność jednostek badawczych, ale głównie dlatego, że współtworzą ją mieszkańcy, i to nie podczas jednej debaty, ale podczas ciągłego procesu współdecydowania. Pojawił się również apel do administracji miasta, żeby ze swoich interesariuszy stworzyła mocnych partnerów, a nie ich osłabiałą, bo tylko wtedy znajdzie się miejsce na odważne, innowacyjne pomysły. Oraz, jak stwierdził obecny na sali Alek Tarkowski, żeby wyjść w myśleniu poza duże instytucje i wspierać oddolne działania, nie redukować myślenia o innowacji do samej przedsiębiorczości, a zamiast tego myśleć o infrastrukturze umysłów i infrastrukturze współpracy. Jednak kto nie poszedł na debatę, nie dowie się, że taka dyskusja w ogóle miała miejsce i że w Warszawie, tak jak i w kolumbijskim Medellin są osoby, która innowacje widzą przez pryzmat społecznych potrzeb.

Upublicznianie dyskusji jest konieczne, tak samo jako pokazywanie powiązań pomiędzy obecnym kształtem miasta a różnymi dokumentami strategicznymi, konkurującymi scenariuszami jego rozwoju. Nie można robić projektów, które dotyczą kwestii społecznych, innowacji i zrównoważonego rozwoju, nie pokazując, w jaki sposób łączą się one z szerszą wizją miasta. Możliwe, że z perspektywy ratusza powiązania pomiędzy poszczególnymi strategicznymi dokumentami są oczywiste, a pomysł wydatkowania funduszy unijnych na kolejne siedem lat już ustalony. Jednak debata publiczna powinna służyć – w wersji minimalnej – temu, aby opowiedzieć, jak będzie się zmieniało miasto, a wersji optymalnej –  włączeniu głosów mieszkanek i mieszkańców miasta.

Co więcej, cykl debat dotyczących rozwoju Warszawy do 2020 roku powinien dawać chociaż mgliste wyobrażenie na temat tego, co się stanie w tym mieście. Jeśli miałabym zacząć planować swoje życie w perspektywie dziesięcioletniej i zostać w Warszawie, to chciałabym wiedzieć, w którym kierunku będzie się ona rozwijać. Nie na poziomie ogólnych haseł jak „innowacyjność”, ale w bardziej namacalnych szczegółach. Czy miasto postawi na transport publiczny i rowery, jak wynikałoby ze Strategii Rozwoju Zrównoważonego Transportu, zacznie odśnieżać ścieżki rowerowe i da im priorytet przed samochodami – czy czeka nas wizja inteligentnego miasta, które „docenia rolę samochodu w wytwarzaniu produktu krajowego”.

Czy jeśli będę chciała razem z bliskimi mi osobami przeprowadzić się z mieszkania jedno-dwuosobowego do większego metrażu, to będę skazana na rynkową cenę około tysiąca złotych za wynajęcie każdego dodatkowego pokoju, czy pojawią się zachęty do szukania alternatyw, takich jak mikrospółdzielnie mieszkaniowe, o których zakładaniu nie raz na rożnych panelach mówili Maciej Czeredys i Jan Topiński? Czy jeśli stracę źródła dochodu, to będę mieć szanse na mieszkanie komunalne, czy zasób ten na tyle zmaleje, że mieszkania będą całkiem niedostępne? Czy miasto zauważy, że obecne ceny najmu mocno dotykają lokatorów i lokatorki? Czy jako wykładowczyni akademicka będę mieć studentów i studentki również z mniej zamożnych rodzin i czy Warszawa nie okaże się dla nich za droga, a konieczność zarobienia na czynsz nie będzie zajmować im większości czasu? Czy młodzi ludzie z innych miast będą chcieli przyjeżdżać do Warszawy, bo dobrze się tu żyje?

Takich pytań, które może wywołać myślenie o przyszłości Warszawy, jest wiele. W końcu większość z nas ma jakąś swoją wymarzoną wizję miasta. Publiczne debaty dotyczące kierunków rozwoju m.st. Warszawy wobec perspektywy finansowej Unii Europejskiej 2014–2020 mogły być okazją, żeby zderzyć ze sobą i porównać oddolne wizji przyszłości Warszawy ze strategicznymi dokumentami. I razem zastanowić się, w jaki sposób te wizje pogodzić tak, żeby Warszawa była i społeczna, i innowacyjna, i zrównoważona. A przede wszystkim otwarta na oddolne działania, bo bez nich miasto nie istnieje.

Zamiast tego mamy debaty, z których niewiele można się dowiedzieć i nie pozostaje żaden ślad po głosach z sali. Jako uczestniczka obu, po tym, jak poświęciłam dobre kilka godzin na przeczytanie wszystkich dokumentów w nadziei na dyskusję, mam poczucie straty czasu. Jeśli chcemy, żeby Warszawa była miastem przyjaznym i otwartym, musimy znaleźć platformę do rozmowy o tym, co wspólne w marzeniach mieszkańców i mieszkanek, strategicznych dokumentach i ramach finansowych UE.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.