Miasto

Jedna diagnoza, wiele recept

W Gnieźnie dyskutowano o tym, co zrobić, by miasto przestało być "obwarzankiem" z dziurą zamiast tętniącego życiem centrum.

Centrum Gniezna nie jest atrakcyjne dla mieszkańców i przyjezdnych, a ponadto przeżywa kryzys, na który nakłada się często brak wizji rządzących czy inne błędne decyzje – z tym zgodzili się wszyscy uczestnicy dyskusji zorganizowanej 24 lutego przez gnieźnieński Klub Krytyki Politycznej pt. Centrum – co dalej?. Na debacie spotkali się lokalni i poznańscy aktywiści oraz mieszkańcy.

Diagnoza opisująca gnieźnieńskie śródmieście jest jedna, pomysłów na jej uzdrowienie w czasie niedzielnego spotkania w Miejskim Ośrodku Kultury padało wiele. Bardzo różnych. W dyskusję żywo zaangażowali się zarówno paneliści, wśród których znaleźli się: Katarzyna Grodzka ze stowarzyszenia SOS dla Gniezna, Lech Mergler i Marek Nowak ze stowarzyszenia My Poznaniacy oraz Paweł Bartkowiak z gnieźnieńskiego Klubu KP, jak i kilkudziesięciu słuchaczy.

Punktem wyjścia rozmowy stała się definicja tego, jaką właściwie rolę ma dziś spełniać centrum miasta. Szybko okazało się, że dla starszych, w tym przedstawicieli stowarzyszenia SOS dla Gniezna, istotny będzie np. drobny handel, z którego wielu z nich żyje, a dla młodszych usługi i rekreacja. Wszyscy zgodzili się, że konkurencją dla śródmieścia są powstające na obrzeżach markety, które wysysają życie z centrum. Katarzyna Grodzka nie pierwszy raz opowiedziała się w tym przypadku za zakazem ich budowy. Aleksander Karwowski z Gnieźnieńskiego Forum Kultury był innego zdania: – „Miasto Gniezno może oczywiście nie sprzedawać działek pod markety, ale zamiast niego zrobią to inni, jak np. gmina, więc miasto podwójnie straci. Poza tym myślę, że centrum powinno być miejscem, gdzie właśnie po zakupach chcemy miło spędzić czas, w dodatku w otoczeniu zadbanej zieleni, której nam brakuje” – zauważył. Lech Mergler, zdając sobie sprawę, że budowy dużych sklepów nie da się uniknąć i jednocześnie widząc przesycony nimi Poznań oraz wynikające z tego koszty społeczne, wskazał za to na potrzebę powołania specjalnego zespołu monitorującego. Takie „ciało” złożone zarówno z urzędników jak i społeczników miałoby bardziej przyglądać się wydawanym decyzjom w sprawie zagospodarowania przestrzennego czy sprzedaży gruntu.

Podczas dyskusji podjęto temat wysokości czynszów za wynajem lokali w miejskich kamienicach czy ogólny stan komunalnego mieszkalnictwa w centrum. Katarzyna Grodzka przy tej okazji nie tyle opowiedziała się za obniżką opłat za wynajem dla prowadzących działalność, co urynkowieniem publicznego mienia, o które lepiej mieliby rzekomo zadbać prywatni właściciele. I tu natrafiła na opór Pawła Bartkowiaka, który argumentował, iż przejęcie kamienic przez prywatne osoby i tym samym wyższe niż obecnie czynsze dla mieszkańców, skłonią tych zamożniejszych prędzej do wyprowadzki na przedmieścia i tam kupno własnego domu, bo to im się bardziej opłaci, a problem z biednymi czy nieuczciwymi i tak pozostanie, tyle, że w większości wylądują oni na bruku.

Centrum tym samym znów by się wyludniło i niekoniecznie stało ładniejsze.

Lech Mergler z kolei uznał, że przyczyną tego stanu rzeczy są np. trudności w przeprowadzaniu legalnych, sądowych eksmisji i brak jakiejkolwiek polityki wielu miast w zakresie budownictwa tanich lokali socjalnych, dzięki którym ich funkcji nie musiałyby spełniać np. zabytkowe kamienice. Marek Nowak zajmujący się m.in. rewitalizacją poznańskiej Śródki, jako eksperta w uzdrawianiu europejskich śródmieść, polecił dr Andreasa Billerta. Ten niemiecki specjalista z sukcesem stawia na zachowanie publicznych i prospołecznych kompetencji przez miasto w realiach wolnorynkowego kapitalizmu.

Ważnym tematem wśród wątków poruszanych na spotkaniu, była ponadto komunikacja i ruch kołowy w mieście. Na postulat sformułowany przez SOS dla Gniezna, by zwiększyć w mieście ruch samochodowy, który miałby stać się bodźcem dla ożywienia przestrzeni, nie było.

My Poznaniacy niemal od początku swego istnienia propagują sprawną i tanią (protestowali przeciw podwyżce cen biletów) komunikację miejską, a Paweł Bartkowiak i zabierający wcześniej głos Aleksander Karwowski nie chcieliby, aby Gniezno zostało całkowicie zakorkowane i zastawione przez parkujące auta, czyli stało się miejscem, w którym nie da się żyć.

Dalej w tym punkcie musiał pojawić się oczywiście problem z rodzimym MPK, którego rozkład jazdy, częstotliwość czy ceny biletów, mocno krytykowano. Warto dodać, że do dyskusji była też proszona Mariola Landowska, dyrektorka Zarządu Gospodarowania Lokalami, która wniosłaby wiele konkretów do rozmowy, lecz z powodów osobistych nie mogła uczestniczyć w tym wydarzeniu. Na sali wśród słuchaczy była za to np. obecna radna Beata Tarczyńska (PiS), która zabierała głos w debacie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.